Murowany hit? Test i recenzja słuchawek Huawei FreeBuds 4i

Po cichutku, bez większego szumu Huawei wprowadził na rynek nowe słuchawki TWS. Zachował przy tym konsekwencję w nazewnictwie i oznaczył je jako FreeBuds 4i. To o tyle ciekawe, że w Państwie Środka czwórka uznawana jest za pechową i znane są przypadki, kiedy marki rezygnowały z tej cyfry przy wyborze nazwy dla produktu. Cóż, może Huawei jest najzwyczajniej w świecie pewny jakości oferowanego sprzętu. Czy słusznie? Na to pytanie odpowie recenzja Huawei FreeBuds 4i.

Huawei robi to dobrze, czyli unboxing i pierwsze wrażenie

W recenzji FreeBudsów Pro zachwycałem się nowym, bardziej kompaktowym sposobem pakowania. Tym mocniej cieszy mnie kontynuacja tego trendu. Premierowe TWS od Huaweia również dotarły do mnie w małym, solidnie wykonanym (no może dolna ścianka jest ciut cieńsza) i estetycznym pudełeczku. Mnie ten minimalizm się podoba. Także dlatego, że mam zwyczaj kolekcjonowania opakowań sprzętu, który kupuje. To akurat mógłbym z łatwością zmieścić w z trudem wygospodarowanej na potrzeby mojego wewnętrznego dziecka szafeczce.

opakowanie freebudsów 4i na stole

W środku opakowania znalazłem:

  • słuchawki z założonymi nakładkami silikonowymi w rozmiarze M,
  • etui ładujące,
  • przewód ładujący USB A -> USB C,
  • instrukcję obsługi i dokumentację (w całkiem zgrabnej „teczuszce”),
  • dodatkowe nakładki w rozmiarach S i L (każda para umieszczona w osobnym woreczku).

Choć jest to mocno standardowy zestaw, to pierwsze wrażenie po prostu nie mogło być inne niż bardzo dobre. Huawei dostarcza swoje produkty w starannej, godnej renomy marki oprawie.

Zaznaczę tylko, że słuchawki otrzymałem bezpośrednio od producenta. To model przeznaczony wyłącznie do testów.

Nic nowego, czyli design FreeBudsów 4i

FreeBudsy 4i to – chciałoby się powiedzieć: klasyczne – słuchawki TWS typu stick. Ich stylistykę znamy już doskonale, i to nie tylko z portfolio Huaweia. Świeżością i wyrazistością zdecydowanie ustępują FreeBudsom Pro. Do tego na razie występują tylko w dwóch wersjach kolorystycznych.

Ja otrzymałem tę moim zdaniem najskromniejszą, czyli białą. I w sumie jestem z tego faktu zadowolony, bo sprzęt prezentuje się po prostu dobrze.

Jakość wykonania FreeBudsów 4i

Słuchawki są świetnie wykonane – z dużą dokładnością i dbałością o szczegóły. Tworzywo, z którego je ukształtowano, wydaje się być dobrej jakości. Całość wykończono na wysoki połysk, co oczywiście ma dobre i złe strony. Plusem jest estetyka. Minusem – fakt, że słuchawki są diabelnie śliskie i jeśli ma się choć trochę wilgotne ręce, trudno je pewnie złapać. Ten problem pojawia się zwłaszcza podczas próby wyjęcia sticków z etui.

słuchawki freebuds 4i w etui

Skoro mowa o etui, ma ono owalny kształt i płaską podstawę. Jest tak wyprofilowane, że trzymanie go to czysta przyjemność (do czasu, aż się nie pobrudzi, a brudzi się łatwo). Jeśli chodzi o tworzywo, to jest to ta sama jakość co w przypadku słuchawek. Szkoda tylko, że klapka ma mniejszą grubość, trochę trzeszczy i jest osadzona na zawiasie, który nie budzi zaufania. Ale za to przy przechyleniu słuchawek zamyka się samoczynnie.

Huawei FreeBuds 4i – specyfikacja

Pora przyjrzeć się specyfikacji FreeBudsów 4i. Prezentuje się ona następująco:

  • Typ słuchawek: dokanałowe true wireless,
  • Wymiary i waga:
    • Słuchawki: 37,5 × 23,9 × 21 mm, ok 5,5 g.
    • Etui: 48,0 × 61,8 × 27,5 mm, ok. 35,5 g (bez słuchawek).
  • Łączność i kodeki: Bluetooth 5.2, AAC (mój smartfon wybrał go automatycznie) i SBC.
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz.
  • Typ przetworników: dynamiczne o średnicy 10 mm.
  • Pojemność baterii:
    • Słuchawki: 55 mAh,
    • Etui: 215 mAh.
  • Deklarowany czas pracy:
    • Słuchawki: do 10 godzin odtwarzania bez ANC, do 7,5 godziny z ANC || Czas prowadzenia rozmów: do 6,5 godziny bez redukcji szumów, do 5,5 godziny z redukcją szumów.
    • Etui przedłuża czas pracy słuchawek do ok. 30 godzin.
  • Standard ładowania: przewodowy – USB Typ-C (5 V / 1 A, 5 W).
  • Deklarowany czas ładowania:
    • Słuchawki: pełne ładowanie trwa od 50 do 60 minut || 10 minut ładowania zapewnia energię na ok. 3,5 – 4 godziny odtwarzania.
    • Etui: pełne naładowanie zajmuje około 1,5 godziny.
  • Dodatkowe cechy:
    • Obsługa gestami,
    • ANC,
    • Redukcja szumów podczas rozmów telefonicznych,
    • Tryb świadomości.
freebuds 4i w porównaniu do dwuzłotówki

Kilka słów komentarza

Choć dodawanie czegokolwiek może wydawać się zbędne – bo przecież Huawei tym razem niczym nie zaskoczył – na pewno warto zwrócić uwagę na deklarowany czas pracy. Jest on imponujący i oznacza, że w teorii słuchawki wystarczy ładować raz dziennie.

A jak pod kątem specyfikacji wypada porównanie FreeBudsów 4i do 3i? Można powiedzieć, że to wolno postępująca ewolucja. Wymiary są bardziej kompaktowe, a czas pracy – wyraźnie dłuższy. W słuchawkach postawiono jednak na ten sam typ przetwornika (może nawet ten sam model). Pojawiło się jednak kilka drobnych różnic konstrukcyjnych, które mogą wpłynąć na brzmienie.

Wygoda na co dzień

Gdy przyjrzeć się słuchawkom z bliska, widać, że są „brakującym ogniwem” między FreeBudsami 3i a FreeBudsami Pro. Te pierwsze przypominają przede wszystkim wielkością. Te drugie – profilem (bardziej zagiętym niż w trójkach). Takie rozwiązanie przekłada się na świetną wygodę. Dobrze umieszczonych słuchawek dosłownie nie czuć w uszach. Układają się bardzo swobodnie, a do tego trzymają się naprawdę stabilnie.

Sterowanie dotykowe

FreeBudsy 4i wyposażono w sterowanie dotykowe. Nie aktywuje się go jak w modelu pro, lecz w najpopularniejszy sposób – dotykając zewnętrznych stron słuchawek (a dokładnie: antenek). Co ciekawe, producent dość mocno ograniczył tę funkcjonalność. Za pomocą dotyku wykonuje się następujące akcje:

  • Włączanie odtwarzania i pauza – podwójne dotknięcie dowolnej słuchawki.
  • Odebranie i zakończenie połączenia – podwójne dotkniecie dowolnej słuchawki.
  • Przełączanie pomiędzy trybami: bez ANC, ANC, Awareness – przytrzymanie palca na dowolnej słuchawce (przez ok. 3 sekundy).
freebuds 4i obok etui

Z jednej strony rozumiem taką decyzję, bo skutecznie ogranicza ona możliwość przypadkowego wydania polecenia. Z drugiej – czasem brakuje szybkiego przełączenia utworu czy odrzucenia połączenia. Na szczęście te opcje można ustawić z poziomu aplikacji. Do wyboru wciąż pozostają jednak dwa gesty, choć akurat można przypisać je i do prawej, i do lewej słuchawki. Dla mnie optymalnym rozwiązaniem były pauza na lewej i następny utwór na prawej.

Aha – bo to ważne – w aplikacji nie ma możliwości przypisania do słuchawki gestu zwiększającego lub zmniejszającego głośność.

Współpraca z aplikacją AI Life

Jak wszystkie słuchawki Huaweia, FreeBudsy 4i współpracują z Ai Life. Aplikacja wykryła je w kilka sekund. Na ekranie startowym można:

  • Sprawdzić poziom naładowania każdej słuchawki oraz etui.
  • Aktywować bądź dezaktywować ANC i włączyć tryb Awareness.
  • Przejść do ustawień sterowania dotykowego.

Nie ma tego wiele, ale warto pamiętać, że aplikacja jest ciągle rozwijana i czuwa nad całym arsenałem urządzeń Huaweia. Wydaje mi się, że dodanie equalizera jest po prostu kwestią czasu.

ekran startowy aplikacji ai life po sparowaniu ze słuchawkami huawei freebuds 4i

Parowanie

Pod tym kątem o słuchawkach Huaweia mogę powiedzieć tylko jedno – są wzorem. Z FreeBudsami 4i nie miałem żadnych problemów. Słuchawki błyskawicznie parowały się ze smartfonem (da się też korzystać z jednej), a sygnał był stabilny nawet na dużych odległościach (6-8 metrów). Wyeliminowano też gnębiącą 3i przypadłość chwilowego zatrzymywania odtwarzania dźwięku.

Niestety – FreeBudsy 4i da się sparować z tylko jednym urządzeniem.

Szkoda też, że takie funkcje, jak wykrycie noszenia czy parowanie pop-up, dostępne są wyłącznie dla urządzeń z EMUI 10 lub nowszym.

Jak grają Huawei FreeBuds 4i?

Najpierw kilka informacji. Jako główne źródło w teście posłużył mi Pixel 2XL, z którego odtwarzałem dobrze mi znane utwory i zgromadzone nagrania testowe. A oto jeszcze krótka lista sprzętu, z którym porównywałem najnowsze TWS od Huaweia:

  • TaoTronics TT-BH1001,
  • Edifier TWS 2,
  • SoundLiberty Air2,
  • Moondrop SSR (głównie z FiiO BTR3).
z lewej 4i, z prawej – Moondrop SSR (widać różnicę i w kształcie tubek, i w filtrach)

Pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie było dobre. Wyjęte z etui słuchawki zagrały nieco skondensowanie i dość ciepło. Były przy tym całkiem muzykalne. Na pierwszy plan wysuwał się miękki, ale wyraźny bas. Po krótkim odsłuchu, pełen nadziei, że może być tylko lepiej, pozwoliłem FreeBudsom trochę się rozgrzać. Co było później? Odpowiem za moment, najpierw kilka obserwacji z testu z Audiocheck.

Test Audiocheck

Reakcja na częstotliwość

  • 10 – 200 Hz
    • 10 Hz – bardzo delikatne, niemalże nieodczuwalne drżenie słuchawek (wyraźnie słabsze niż w 3i).
    • 20 Hz – duży przyrost mocy, drżenie jest o wiele bardziej intensywne.
    • 30 – 70 Hz – co 10 Hz dźwięk przybiera na sile.
    • 80 – 100 Hz – intensywność dźwięku nadal się zwiększa, ale już nie tak wyraźnie. Powyżej 100 Hz tendencja jest odwrotna.
  • 22 – 8 kHz
    • 22 – 18 kHz – cisza,
    • 17 kHz – pojawia się delikatny szelest,
    • 12 kHz – dźwięk wyraźnie przybiera na sile (ten sam poziom utrzymuje już do 8 kHz, nie sądzę jednak, aby był to efekt podbicia tego zakresu, to raczej kwestia ograniczenia w wyższych częstotliwościach).

Charakterystyka widmowa

To nagranie pokazuje, że charakterystyka FreeBudsów 4i nie jest płaska. Najpierw słychać wyraźne wzmocnienie w dolnym paśmie basu. Potem – jeśli uszy mnie nie mylą – w górnych zakresach średnicy i dolnych sopranów. Ale to drugie zdecydowanie nie jest już tak intensywne.

Tak wyglądają otwory w nakładkach 4i

Nagrania binauralne

Tutaj 4i wypadają bardzo podobnie do FreeBudsów Pro. Stukanie w drzwi, które rozlega się w prawej słuchawce, można ulokować na godzinie 5. To z lewej słuchawki – na 7 albo 8 (moim zdaniem pomiędzy). Odległość? Nie jest duża, ale łatwo ją wyczuć. Dla mnie najważniejszym wnioskiem z tego testu jest to, że względem 3i scena słuchawek poszerzyła się nieco w osi Y. Na podsumowanie tego testu powiem, że pod kątem charakterystyki brzmienia FreeBudsy 4i na pewno nie będą rewolucją. To nadal typowe dla producenta słuchawki TWS grające na planie litery V. Skoro nie rewolucja, to może chociaż ewolucja?

Huawei FreeBuds 4i w muzyce

Pasmo niskie

Bas, którym grają 4i, polubiłem momentalnie. Jest wyrazisty i bardzo dobrze kontrolowany, a do tego cechuje się punktową charakterystyką (co prawda trochę zmiękczoną) i potrafi zejść nisko. Wyraźnie da się wyłapać ten moment, w którym uderza. Dlatego z taką radością przytupywałem nogą do St. Petersburg (Supergrass). Z przyjemnością odsłuchałem też Temptation (Diana Krall) – tutaj bas zachował całkiem sporo ze swojej naturalnej faktury.

Łatwo więc się domyślić, że w muzyce elektronicznej także jest bardzo dobrze. Potwierdzają to Flicking Your Switch (Ladytron) czy This Must Be It (Royksopp), którym bas z precyzją nadaje rytm. Z kolei Limit to Your Love (James Blake) pokazuje, że i subbas potrafi wybrzmieć z niezłą mocą.

Dodam jeszcze, że w moim odczuciu bas jest odrobinę mniej intensywny niż w modelu 3i, a na pewno mniej ekspansywny. Takie rozwiązanie uważam za strzał w dziesiątkę, bo dzięki niemu wiele utworów wybrzmiewa naturalniej.

moondrop ssr kontra freebuds 4i
Jeszcze jedno porównanie z Moondropem: nieco owalny kształt nakładek 4i przekłada się na lepszą izolację pasywną

Pasmo średnie

Tu trudno o niespodziankę. Średnie pasmo jest nieco wycofane względem tonów niskich. W dolnych partiach jego brzmienie zdaje się przyciemnione i zaokrąglone. Czuć, że gitarom brakuje trochę drapieżności i szczegółowości. Mocniej do głosu średnica dochodzi w wyższych pasmach – jest bardziej wyrazista i lepiej oddzielona od pasma niskiego. Trzeba jednak mieć na uwadze to, że instrumenty nie zawsze wybrzmiewają w pełni, a część detali po prostu ginie. Ale przy takiej konstrukcji i cenie słuchawek nie sposób mieć o to jakiekolwiek pretensje. Trzeba nawet założyć, że gdyby było odwrotnie, utraciłaby na tym separacja.

W przypadku wokali jest nieźle. Damskie odzywają się wyraźnie, blisko słuchacza. Wybrzmiewają w pełni, szczegółowo, z emocjami. Męskie schodzą nieco niżej (na scenie) i trochę odsuwają się od odbiorcy. Wciąż jednak zachowują swoją charakterystykę – jak choćby charyzmatyczny głos Cave’a w Oh My Lord.

Bardziej zbliżyć już mi się nie udało (szkoda tylko, że akurat wyszło słońce)

Pasmo wysokie

Z sopranami łatwo przesadzić. Na szczęście FreeBudsy 4i tego nie robią. Wysokie tony – kiedy już się odzywają – robią to wyraźnie, ale nienachalnie. Ma to zbawienny wpływ na całościowe brzmienie, które dzięki temu jest spójne, łatwe w odbiorze i nie męczy.

Jeśliby chcieć rozebrać soprany na czynniki pierwsze, okaże się oczywiście, że brakuje im szczegółowości, ostrości, charakterystycznego powietrza. Da się to zaobserwować na przykład we Flowers in December (Mazzy Star) – kiedy tylko odzywa się tamburyno. Dźwięk dzwonków rozlega się bardzo blisko słuchacza (to być może efekt wzmocnienia), ale sam finisz tego odgłosu jest mocno skrócony. Nie zmienia to jednak faktu, że słuchawkom udaje się zachować sporą naturalność brzmienia.

Scena i dynamika

Tutaj czekało mnie największe zaskoczenie. To dlatego, że scena FreeBudsów 4i jest naprawdę niezła jak na tę półkę cenową. Rozciąga i się na osi X, i na osi Y, dając całkiem przyjemną namiastkę bycia otoczonym przez muzykę. Oczywiście wszerz jest mniej przestrzenna – sporadycznie zdarza się usłyszeć jakiś instrument grający trochę obok ucha. Natomiast wzdłuż wygląda już nieźle. Niskie tony odzywają się gdzieś na wysokości brody czy karku, natomiast wysokie – blisko czubka głowy. Nie można oczywiście mówić o zaawansowanej holografii, ale i tak jestem pod dużym wrażeniem.

Pod kątem dynamiki FreeBudsom 4i nie mam nic do zarzucenia. Zakres dynamiczny jest niezły – w teście AudioCheck uzyskałem 66 dBFS. To potwierdza, że słuchawki potrafią zagrać z mocą i energią. I – co ważne –nawet przy wysokiej intensywności nie tracą kontroli ani nie stwarzają niemiłego wrażenia przesytu.

filtry akustyczne huaweiów 4i
najrozsądniejsze zbliżenie, na którym widać filtry akustyczne (znowu ze słońcem, wybaczcie)

Czyli jak brzmią FreeBudsy 4i?

Jak na swoją półkę cenową – bardzo dobrze. Są muzykalne, przyjemne w odbiorze i – wbrew pozorom – całkiem uniwersalne. To ten rodzaj słuchawek, z którymi łatwo się zapomnieć i zacząć sobie podrygiwać albo nawet nieśmiało tańczyć. Cóż, skoro takiej kłodzie jak ja się zdarzyło, to na pewno może spotkać to każdego.

Test ANC w słuchawkach Huawei FreeBuds 4i

We FreeBudsach 4i nie mogło zabraknąć ANC. Funkcja ta nie jest aż tak rozbudowana, jak miało to miejsce w modelu Pro, i oferuje tylko jeden tryb pracy. A jak się spisuje?

W pierwszym teście włączyłem mecz piłki nożnej i ustawiłem głośność na poziomie ok. 60-70 db. Tak aby zasymulować warunki biurowe. FreeBudsy 4i wyciszyły komentatorów o około 40%. Jeszcze lepiej poradziły sobie z odtwarzanym z nagrań dopingiem, który stał się zupełnie niesłyszalny.

W drugim teście ustawiłem potencjometr domowych głośników na 40 stopni i odpaliłem utwór Pour Dampness In The Stream. Decybelomierz wskazywał od 70 do 90 dB. Z niskimi tonami FreeBudsy 4i poradziły sobie dobrze – jego intensywność spadła o jakieś 50-60%. Nieco słabszy wynik testowane słuchawki odnotowały w przypadku sopranów. Tony wysokie udało się zredukować o jakieś 20-30%. Ogólnie jest więc co najmniej dobrze.

Kilka słów należy się także trybowi Awareness, który działa bardzo dobrze. Po jego aktywacji nadal można cieszyć się brzmieniem ulubionych utworów, a do tego ma się pewność, że usłyszy się wszystkie ważne komunikaty. Warto jednak zmniejszyć odrobinę głośność słuchawek. FreeBudsy 4i mają sporo mocy.

Nie odnotowałem też, aby ANC czy Awareness w jakikolwiek sposób wpływały na brzmienie.

Jakość rozmów

Podczas testu przeprowadziłem kilka rozmów z wykorzystaniem FreeBudsów 4i. Swoich rozmówców zawsze słyszałem głośno i wyraźnie, jednak w drugą stronę nie zawsze działało to w ten sam sposób. Dwukrotnie odebrałem sygnał, że brzmię, jakbym mówił z dna jakiejś studni. Ze zrozumieniem nie było jednak problemów.

Postanowiłem więc przeprowadzić dodatkowe testy. Te akurat zupełnie nie potwierdziły „studniowego” problemu. W każdym przypadku słychać było mnie bardzo dobrze.

Trzeba też odnotować, że producent wyposażył słuchawki w technologię redukującą szumy podczas rozmów. Jej działanie w najlepszy sposób pokaże krótkie nagranie.

PS Nie miałem pojęcia, że tak nieudolnie wypowiadam słowo jastrząb. 🙂

Huawei FreeBuds 4i – czas pracy

Jednym z najmocniejszych atutów nowych TWS Huaweia ma być wyjątkowo długi czas pracy. Przypomnę może, że chodzi o okrągłe 10 godzin bez ANC i o całkiem przyjemne 7,5 po aktywacji tej technologii. Jak wygląda to w praktyce?

FreeBudsy 4i zaczęły dzień pracy razem ze mną – o 8:35. Używałem ich z włączonym ANC i Awareness, z głośnością ustawioną na ok. 20/25. Jak to w pracy bywa, nie tylko słuchałem – czasem także rozmawiałem. O 12:40 aplikacja wskazywała, że poziom ich energii wynosi 50%. Około 14 stan naładowania baterii wynosił 35-40%. Poprzedzony charakterystycznymi sygnałami spadek do 10% odnotowałem dokładnie po 6 godzinach i 50 minutach, czyli o 15:25.

Jeśli chodzi o czas ładowania, to jest on zgodny z danymi podanymi przez producenta. Pełne naładowanie słuchawek zajęło mi 64 minuty. Ale najlepszą informacją brzmi tak, że dziesięć minut rzeczywiście wystarcza na to, aby naładować słuchawki do 30-40%.

Podsumowanie recenzji słuchawek Huawei FreeBuds 4i

FreeBudsy 4i to kolejne udane słuchawki w portfolio Huaweia. Nie są może produktem rewolucyjnym, ale nikt chyba nie spodziewał się takiego czegoś. Względem poprzedniej generacji poprawiono przede wszystkim walory użytkowe. 4i świetnie trzymają się w uszach i spokojnie można spędzać z nimi długie godziny. Pozwala na to czas pracy, który wydłużono wręcz ekstremalnie. Brawo!

W temacie brzmienia nie wydarzyło się wiele. Nadal jest to rozrywkowe, przyjemne i łatwe w odbiorze granie. Wydaje mi się jednak, że są drobne różnice między 3i a 4i – ich powodów doszukiwałbym się w konstrukcji. FreeBudsy 3i miały odrobinę mniejsze czasze, a do tego na wylotach tubek akustycznych umieszczono metalowe filtry. W 4i pojawiła się za to rozciągnięta na całej powierzchni siateczka (a i nakładki mają inną strukturę). Moim zdaniem zdjęło to z brzmienia nieco sztywności i odrobinę zmiękczyło bas. Koniec końców w moim odczuciu czwórki mają też odczuwalnie lepszą scenę.

FreeBudsy 4i oczywiście polecam, i to nie tylko posiadaczom smartfonów marki Huawei. Przyjemne brzmienie, świetna wygoda i niezawodność to atuty, które docenią mobilni miłośnicy rozrywkowego słuchania muzyki.

Minusy

  • możliwość sparowania z tylko jednym urządzeniem,
  • klapka etui – choć zamyka się samoczynnie – nie budzi zaufania,
  • słuchawki są śliskie, więc trzeba uważać podczas wyjmowania ich z uszu czy z etui,
  • funkcjonalność aplikacji (a raczej jej brak),
  • brzmienie ma jednak swoje ograniczenia (są one typowe dla słuchawek z tej półki),
  • wykrycie noszenia i parowanie pop-up dostępne tylko dla urządzeń z EMUI 10 lub wyższym
  • brak informacji o wodoszczelności.

Plusy

  • świetna wygoda na co dzień,
  • rewelacyjny czas pracy słuchawek,
  • dobrze zestrojone, rozrywkowe brzmienie, które świetnie sprawdza się we współczesnej muzyce,
  • niezawodne parowanie ze smartfonem i stabilny sygnał,
  • przemyślana obsługa gestami (z możliwością wprowadzenia zmian w aplikacji),
  • dobrze działające ANC,
  • praktyczny tryb Awareness,
  • dobra jakość rozmów,
  • przyjemny, neutralny design,
  • staranne, solidne wykonanie słuchawek,
  • dobra oprawa produktu (nawet dołączone nakładki są wysokiej jakości).

Ocena

8/10
PL - Rekomendacja