Słuchawki vivo TWS Neo i vivo Wireless Sport – test i recenzja

O tym, że vivo to nowy, moim zdaniem całkiem poważny gracz na rynku smartfonów pisałam już w recenzji vivo Y70 i vivo X51 5G. Ale od niedawna do oferty, obok całkiem udanych smartfonów, dołączyły dwa modele słuchawek bezprzewodowych. Dla kogo te słuchawki? Jak grają i czy również będą konkurencją dla poważnych modeli, które na rynku i w uszach użytkowników zagrzały już miejsce? Posłucham i Wam odpowiem Wam w tej recenzji. Ale najpierw je otwórzmy.

Co w zestawie? Szybki unboxing

W obu przypadkach mamy do czynienia ze zgrabnymi i estetycznymi kartonowymi pudełkami. Mam wrażenie, że vivo od pierwszego wejrzenia próbuje nam powiedzieć „hej! Zobacz my serio lubimy, to co robimy i chcemy byś Ty też polubiła”. Jakie więc pierwsze wrażenie? Bardzo pozytywne. A czy dadzą się polubić. Odpowiem Wam na końcu.

Vivo TWS neo

Pudełeczko, w którym znajduje się całość zestawu vivo TWS Neo jest bardzo niewielkich rozmiarów, bo to tylko 10 cm na 10 cm. W środku, w wytłoczce znajduje się błyszczące etui ładujące ze słuchawkami. Estetycznie zapakowana garść dokumentów oraz krótki kabel USB-C. Nie ma w zestawie ładowarki. W moim przypadku to nie problem.

Vivo Wireless Sport

Zawartość płaskiego pudełeczka to słuchawki vivo Wireless Sport estetycznie umieszczone w wytłoczce skrojonej na wymiar. Oprócz tego krótki kabelek do ładowania, zestaw wkładek dousznych w dwóch rozmiarach i drugie wkładki podtrzymujące w większym rozmiarze oraz komplet dokumentów.

Wyciągam więc obie pary i nie mogę się zdecydować, które pierwsze włączyć. Mój wzrok przyciąga jednak malutkie, błyszczące, owalne etui vivo TWS Neo (w poprzednim wcieleniu mogłam być sroką).

Wygląd słuchawek vivo TWS Neo i vivo wireless Sport

Vivo TWS Neo

Pudełeczko ładujące, to straszne maleństwo (nie wiem, pewnie będę nadużywać zdrobnień, ale serio mamy do czynienia z filigranowym urządzeniem) i jego wymiary to mniej więcej 5,5 cm na 4,5 cm. Ma zaokrąglone krawędzie i prezentuje się bardzo elegancko. Ten elegancki efekt podbija opalizujący granatowy kolor i totalny połysk, który jest jednocześnie pięknem i udręką. Nie trzeba Sherlocka Holmesa, żeby zebrać z etui moje odciski palców. Ale odciski w pierwotnej wersji to jedno. Potem, przy każdej nieudanej próbie czyszczenia zamieniają się w śliskie mazie. I to już nie jest eleganckie.

etui i pudełko vivo tws neo

Trochę mnie zastanawia wieczko od etui. Przy całej solidności produktu mimo jego wagi, wieczko wydaje się być dość luźno przytwierdzone do korpusu pudełka. Ale nie chodzi tu o magnes, bo jest dość mocny, ale raczej o zawias. Ten wydaje się bardzo delikatny. No nie wiem, mam wrażenie, że przy jakimś nieszczęśliwym wypadku, wieczko się oderwie. Jednak wygląd etui narzuca trochę traktowanie i faktycznie obchodzę się z nim jak z jakiem.  

Na zewnątrz pudełeczka znajduje się jeden przycisk parowania, mała dioda LED oraz gniazdo USB-C do ładowania. A jak wygląda wnętrze etui? Skromnie i zwyczajnie. Widać tylko wytłoczkę na kopułki i rowek na antenkę z magnesami na spodzie w dolnej części pudełka. Jak już jesteśmy przy tym dolnym magnesie, to tylko nadmienię, że jest na tyle mocny, że nie ma szans, żeby słuchawki wypadły same, a i ja nie miałam tyle siły, żeby je wytrząsnąć. To cieszy.

otwarte etui ladujace

Wygląd słuchawek

Słuchawki to malutka douszna konstrukcja. Antenka ma dwa centymetry długości od momentu zetknięcia z kopułką, a ta ma niewiele ponad półtora centymetra. Każda słuchawka wyposażona jest w mikrofon oraz trzy otwory, przez które wydobywa się dźwięk. Główny, który nakierowany jest bezpośrednio do kanału słuchowego, drugi mniejszy przylega do środkowej części małżowiny i najwęższy wypuszczający dźwięk do górnej części ucha.

Widać, że całość wykonana jest z dobrej jakości tworzywa. Wszystkie elementy do siebie pasują, dzięki czemu w całości sprawiają wrażenie solidnego urządzenia. I faktycznie takie są. A w dodatku są utralekkie. I to też czasem bywa kłopotliwe, ale więcej o tym przy użytkowaniu.

vivo tws neo etui i sluchawki

Vivo Wireless Sport

Przyjrzyjmy się tym nazwy sportowym słuchawkom. Tworzą spójną konstrukcję. Zacznijmy od środka – od „naszyjnika”. Ten przewód wykonany jest z bardzo solidnego silikonu, uwierzcie (koty tak powiedziały). Jest dość gruby, ale wystarczająco giętki i dobrze dopasowuje się do szyi. Silikon po obu stronach łagodnie przechodzi w dwie kolumienki wykonane najprawdopodobniej z aluminium. Nie mam jednak do tego stuprocentowej pewności, bo w specyfikacji słuchawek producent o tym nie wspomina. Ale można się tego domyślać po wyglądzie, jakości wykonania i tym, że zazwyczaj są chłodne.

vivo wireless sport słuchawki i silikon

Na lewej kolumience znajduje się tylko nazwa producenta. Na prawej jest cała reszta. Na froncie kolumny u samego dołu znajduje się mikrofon, wyżej przycisk przyciszania. Następnie, bliżej środka jest przycisk zasilania, który jednocześnie pełni funkcję play/pause. Wyżej znajduje się przycisk pogłaśniania. Ostatni guzik wybudza asystenta Google.

vivo wireless sport z bliska

Ten model zaskakuje prostą elegancją. Nie ma się wrażenia przeładowania ani agresywności, jak w przypadku innych sportowych modeli. Kopułki są malutkie. W połowie otoczone silikonem, który jest nadbudowany i zahacza się o małżowinę, dzięki czemu słuchawki nie wypadają z ucha. Sprawdziłam na każdy możliwy sposób. Skakanie, kręcenie głową, stanie na rękach. No nic. Siedzą w uchu jak pod wpływem jakiegoś zaklęcia.

Jedyny mały minus, jaki dostrzegłam, jest taki, że ten silikon się raz na czas obsuwa z kopułki, zazwyczaj przy wyciąganiu z ucha. Ale nasunięcie go z powrotem nie jest kłopotliwe.

Magnesy w vivo Wireless Sport

Co jest naprawdę świetnym rozwiązaniem w tych słuchawkach? Wbudowane magnesy w kopułkach, które mają dwa zastosowania i oba bardzo praktyczne. Pierwsze jest takie, że gdy uprawiamy sport z tymi słuchawkami i mamy potrzebę zdjęcia słuchawek na chwilę, to wystarczy, że zrzucimy je z uszu w dół. One się połączą w dość silny sposób i dzięki temu nawet podczas intensywnego ruchu nie zgubimy słuchawek z szyi.

Drugie zastosowanie to po prostu sposób włączania i wyłączania słuchawek podczas odsłuchów. Złączenie kopułek powoduje rozłączenie muzyki, a rozłączenie powrót do odsłuchów. Mnie się to podoba.

słuchawki vivo wireless sport

Parowanie słuchawek

Parowanie słuchawek vivo Neo ze smartfonem trwało dokładnie kilka sekund. Po otwarciu pudełka ładującego na smartfonie od razu pojawiła się informacja o możliwości parowania. Należało przycisnąć tylko przycisk z frontu opakowania i poczekać na jasne, mrugające światło diody.

Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, no i stało się. Odpaliłam spotify i zaczęłam maraton.

Słuchawki vivo Wireless sport w parowaniu również nie sprawiały trudności. Po włączeniu słuchawek i zeskanowaniu przez telefon w celu wyszukania, wystarczyło tylko przytrzymać przycisk wielofunkcyjny i poczekać na światełko i połącznie ze smartfonem.

parowanie sluchawek vivo

Baterie

Vivo Wireless sport

W tym akapicie zacznę od Sportów, bo kwestii pojemności i zużycia baterii są świetne. Producent mówi, że słuchawki naładujemy w niecałe półtorej godziny – tak, to prawda. Obiecuje również, że 5 minut ładowania tych słuchawek, to aż 4 godziny słuchania muzyki. No nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Rozładowałam więc słuchawki do końca i sprawdzam. Podpięłam słuchawki o godzinie 23:33 i o 23:38 w smartfonie zobaczyłam 60% naładowania słuchawek. To ładny wynik i ja kupuję tę teorię. A jak to wygląda w praktyce? Od 23:38 – 23:53 zostało 50 % przy maksymalnej głośności. Czy na pewno to będą 4 godziny grania? No na pewno były. Po trzeciej godzinie już usnęłam, ale rano na słuchawkach wciąż było kilka procent baterii. Duży szacunek dla vivo za takie rozwiązanie.

Vivo Neo

Tu też zrobiłam krótki test baterii. Naładowałam etui ze słuchawkami na 100 % – trwało to około 45 minut. Po 40 minutach słuchania na pełnej głośności słuchawki utraciły 8 % baterii. Potem szło już trochę szybciej. Po półtorej godziny słuchania na pełnej głośności słuchawki miały 70% mocy. Po kolejnych 25 minutach, moc spadła o kolejne 8 %. Po następnych dwóch godzinach na smartfonie widniała informacja, że pozostało 19 % baterii. I w tym momencie wsadziłam już słuchawki do etui ładującego. Moje pomiary spinają się z tym, co mówi producent – baterii w pchełkach wystarcza na około 4,5 godziny słuchania muzyki.

Jak grają słuchawki od vivo?

Ha! Różnie. I żeby to wiedzieć, to musicie przeczytać całość tego fragmentu, bo nie da się opisywać dźwięków jednym zdaniem. Znaczy da się, ale chyba nie o to tutaj chodzi. Dlatego najpierw przypomnę z jakiej półki cenowej mam urządzenia na uszach. Vivo TWS Neo w momencie pisania tej recenzji kosztują 499 zł, a vivo Wireless Sport 299 zł. Czy to dużo? To zależy, czego oczekujemy. A teraz sprawdźmy wyniki testów, które przeprowadziłam na stronie audiocheck.

Pasmo przenoszenia niskich częstotliwości (10-200 Hz)

Vivo TWS Neo

  • 10 Hz – bas wyraźnie wibruje
  • 20 Hz – dźwięk przybiera na sile
  • 30 – 100 Hz – donośny i dość głęboki bas (jak na słuchawki o takiej konstrukcji – rozwinę niżej)
  • 110 – 200 Hz – dźwięk jest wyraźny, ale basowe wibracje zanikają

Vivo Sport

  • 10 Hz – słychać wibracje basu
  • 20 Hz – wibracje się nasilają
  • 30 – 60 Hz – bas nabrał mocy
  • 70 Hz – dźwięk się stabilizuje i do końca odsłuchu nie ma już wibracji

Test wysokich częstotliwości

Vivo TWS Neo

  • 22 – 18 kHz – zupełna cisza
  • 17 kHz – pojawia się wyraźny dźwięk
  • 16 – 14 kHz – dźwięk przybiera na sile
  • 12 kHz – od tego momentu wyraźnie „opada”

Vivo Sport

  • 22 – 19 kHz – cisza
  • 18 kHz – spokojnie pojawia się dźwięk
  • 17 kHz – dźwięk się nasila
  • 16 – 12 kHz – jest stabilny
  • 11 kHz – dźwięk znacznie przybiera na mocy

Płaskość widmowa

W vivo TWS Neo słychać wyraźnie, że dźwięki są intensywne przy dolnych i górnych rejestrach. Te środkowe są delikatnie słabiej słyszalne.

W vivo sport natomiast dolne dźwięki są bardziej uwydatnione, a po nich następuje dość zrównoważony fragment częstotliwości. Ostatnie wysokie tony lekko się wybijają, ale muszę przyznać, że mój obraz wysokich tonów w tych słuchawkach przed testami był oceniony na wyrost

Nagrania binauralne

Tutaj w vivo TWS Neo jest w moim odczuciu jest całkiem przyzwoicie. (W ogóle robiąc test po raz pierwszy odruchowo się odwróciłam, bo nie wiedziałam kto to stuka XD) Wiec, tak jak sugeruje autor testu, sprawdzam, czy dźwięk jest autentyczny. Jest, a odległości między dźwiękami są dość zadawalające i tak też odbieram scenę w tych słuchawkach – jak na ten typ słuchawek i tę półkę cenową oczywiście.

Vivo Sport daje podobne odczucie, jak poprzedniczki. Zaryzykuję stwierdzenie, że scena jest w obu modelach bardzo podobna, odrobinę lepsza w Sportach. A szczegóły poniżej.

Scena 

Jak wspomniałam wyżej scena w obu modelach jest bardzo podobna. Rozmieszczona jest na szerokość bez widocznych odchyleń do przodu i tyłu. Nie mogę powiedzieć, że jest dość szeroka, bo to za dużo. Natomiast na pewno nie jest wąska, oczywiście pamiętając o półce cenowej, z której pochodzi. Sprawdziłam to między innymi słuchając In the Hall of the Mountain King, i mimo że nie jest to odbiór utworu na najwyższym poziomie, to w kulminacyjnym momencie nie ma się wrażenia chaosu i bałaganu. Na vivo Sport ta recepcja jest trochę bardziej precyzyjna. Ze względu na konstrukcję dźwięk dociera bezpośrednio do ucha, ale nie zmienia to wyglądu sceny.

Vivo Wireless Sport w muzyce

Nie będę ukrywać, że odrobinę jestem stronnicza w odbiorze i opinii o tych dwóch modelach słuchawek. Ale to tylko ze względu na to, że bardzo mi spasowała konstrukcja dokanałowa Sportowej wersji i ogólnie wygoda.

A jaki jest dźwięk w tych słuchawkach? Na pewno wyraźny. Słuchawki obsługują kodek LDAC, co jest sporym zaskoczeniem. Miło mieć coś więcej niż AAC w słuchawkach za stosunkowo niewielką cenę.

Szczerze, to podczas odsłuchów nie znalazłam niczego, do czego mogłabym się szczególnie przyczepić (mając z tyłu głowy cenę zestawu). Podczas testów starałam się wybierać utwory różnorodne, które pokażą co potrafią te urządzenia.

vivo wireless sport

Dźwięk

W L’enfant sauvage Gojira średnie ścieżki gitarowe są wyraźne, nie przytłaczają ich ani perkusja, ani basy. Wokal też jest dobrze ulokowany, dokładnie pośrodku. I mimo że nie ma dużej przestrzeni między ścieżkami, to słucha się tego całkiem w porządku.

Weszłam trochę w ten sportowy klimat narzucony przez nazwę tego modelu i znalazłam na spotify playliste dla workautowych wyjadaczy. Kawałek Fake Fake Fake BROHUG, to energetyzujący kawał mocnego bitu. Vivo Sport świetnie sobie z nim radzi (na tyle, że aż poczułam chęć zrobienia treningu…). Ale do rzeczy – bas dudni z należytą siłą, ale nie przesadza, bo słychać z tyłu inne dźwięki i wokal. W końcowej części utworu rytmiczne, wysokie odgłosy wiertarki(?) są świdrujące, ale spokojnie są do zniesienia.

Zmieńmy klimat i odpocznijmy trochę od tłustego bitu. Pinback – muzyczny majstersztyk, perełka – trochę bałam się puszczać, bo znam jakość tych utworów ze swoich słuchawek (Sennheiser Momentum True Wireless 2), ale uznałam, że idealnie nada się to sprawdzenia średnich tonów. A więc Loro. No i hej, dają radę. Wyraźnie słychać ścieżkę gitary basowej i prowadzącej. Wokal jest na równym (ach jakim przyjemnym) poziomie. Zapominając o znanym mi dźwięku z Sennheiserów, mogę powiedzieć, że jest bardzo dobrze.

Podsumowując i chyba potwierdzając co wyszło w testach audiocheck – słuchawki vivo Wireless sport oferują całkiem zrównoważony dźwięk z delikatnie podbitym basem i tonami wysokimi. Ale jest to zrobione na bardzo subtelnym i przyjemnym poziomie. Sprawdźmy błyszczące perełki.

Vivo TWS Neo w muzyce

Żeby porównanie było uczciwie wzięłam na tapet te same utwory.

Lećmy z L’enfant sauvage Gojira. No i lecę i to dość szybko, bo jest ciężko. Straszny bałagan tutaj. Znam ten utwór dość dobrze, a mam wrażenie jakby członkowie zespołu sami nie wiedzieli, co grać. Próbuję wyłapać pojedyncze instrumenty, ale ciężko je od siebie oddzielić. Owszem w spokojniejszych momentach jest łatwiej, ale wtedy przeszkadza wybijający się talerz. Uch. Powiem otwarcie, ten model nie radzi sobie z metalem.

BROHUG Fake Fake Fake – jest okej. Kawałek zdecydowanie stracił na swojej mocy. Słychać oczywiście bas (bo nie da się go tutaj pominąć), ale nie jest tak soczysty. No i wyraźne trzaski na wysokich tonach. Całość w ogólnym odbiorze raczej może już nie motywuje, ale jeszcze nie drażni.

Pinback – Loro. (no cóż, powiedziałam a, to muszę powiedzieć b i puścić też tutaj ten utwór, ale nie mogę pozbyć się odruchu wciskania tych słuchawek do uszu, żeby usłyszeć więcej) Zdecydowanie wybijają się na pierwszy plan rytmiczne uderzanie w werbel oraz wysokie tony gitary prowadzącej. Słuchanie nie sprawia już takiej przyjemności, ale w tym przypadku jest w porządku.

vivo tws neo sluchawki

Ale specjalnie dla Was sprawdziłam jeszcze coś. Bo coś mi mówiło, że te słuchawki musza przecież mieć w czymś dobrą stronę. I znalazłam. Bardzo dobrze sobie radzą z muzyką popularną. Tutaj wyprowadzone do przodu wokale popowych gwiazd są bardzo wyraźne, a w tle muzyka, która jest zrównoważona i nie ma wścibskich talerzy i groźnych basów. No jest całkiem przyjemnie. No i dzięki temu ja odświeżyłam sobie radiowe hiciory. 

Użytkowanie i wygoda

Vivo TWS neo

Absolutnie nie wyciszają otoczenia. Pisząc te słowa cały czas słucham muzyki i słyszę klikanie mojej klawiatury w laptopie. Nie powiem, że jest to jakoś mocno drażniące. Ta funkcja będzie przydatna w momencie, kiedy na co dzień mamy do czynienia z wielozadaniowością. Na przykład na homofisie. Jednocześnie możemy mieć podpięte do laptopa słuchawki w razie połączenia, ale ciągle jednak z tyłu schylać, co się dzieje w domu.

vivo tws neo na uszach

Zdecydowanie vivo TWS Neo to słuchawki do spokojnego trybu życia. Świetnie sprawdzą się w domowym zaciszu. Zdecydowanie odpadają (dosłownie) przy ruchowej aktywności. Nie mają żadnych gumek ani silikonu, który mógłby utrzymać je w uchu przy energetycznych ruchach. Nie wyciszają otoczenia. Nie są to słuchawki stricte muzyczne, ale w ogólnym rozrachunku cieszy ich uniwersalność.

Vivo Wireless Sport

Te słuchawki zajęły pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu wygody. Muszę przyznać, że to najwygodniejsze słuchawki dokanałowe jakie miałam w uszach. Mają tylko pasywną redukcję szumów, ale dla mnie to bardzo wystarczające rozwiązanie.

vivo wireless sport na uszach

Obsługa gestami:

Vivo TWS neo

Obsługa słuchawek gestami jest dość intuicyjna. Ale czeka tutaj delikatne utrudnienie. Słuchawki są tak delikatne i śliskie, że jeśli ich nie przytrzymamy przy używaniu gestów, to prawdopodobieństwo perfekcyjnego ruchu mocno spada. Odruchy poprawiania słuchawek (niestety częste) też czasem wybudzają funkcje. Nie pytajcie co zrobiłam za pierwszym razem, gdy odruchowo poprawiłam słuchawki. Tak poklikałam, że musiałam włączyć słuchawki ponownie. Ale sprawdźmy na co reagują te słuchawki.

  • Dwukrotnie stuknięcie obszaru sterowania to pauza i wznowienie utworu.
  • Dwukrotne dotknięcie obszaru sterowania – odebranie połączenia.
  • Naciśnięcie i przytrzymanie obszaru sterowania przez 1,5 sekundy – odrzucenie połączenia.
  • Kończenie połączenia – dwukrotne dotknięcie obszaru sterowania.
  • Przesuwanie palcem w górę i w dół po obszarze sterowania – zwiększanie i zmniejszanie głośności. 
  • Wyciągnięcie słuchawki z ucha podczas odtwarzania muzyki – pauza.
  • Ponowne umieszczenie słuchawki w uchu – play.

Vivo Wireless Sport

vivo Wireless Sport nie mają obsługi gestami, a funkcje klawiszy były wyjaśnione we akapicie z budową. Ale dla przypomnienia: wszystkie funkcje znajdują się na prawej kolumnie i jest to bardzo jasna i wygodna obsługa, szczególnie biorąc pod uwagę przeznaczenie tych słuchawek. Nie ma mowy o przypadkowych kliknięciach i wybudzaniu funkcji.

Mikrofony i rozmowy

Nie będę niepotrzebnie przedłużać. Mikrofony działają bardzo podobnie w obu urządzeniach. I rozmówcy mówili, że jest to dobry poziom. Wyraźnie słychać wypowiadane słowa i nie ma szumów z otoczenia. Jedynie przez to, że mikrofon na Sportach jest niżej, bliżej ust, to rozmówcy słyszeli mnie odrobinę głośniej.

Podsumowanie

Słuchawki vivo TWS Neo i vivo Wireless Sport nie oferują taniego brzmienia, ale każda para ma zdecydowanie zdefiniowane przeznaczenie. Czy polubiłam modele słuchawek od vivo? Owszem. Każda para mogłaby spokojnie dołączyć jako dodatkowa do moich ulubionych. Vino TWS miałyby swoje miejsce przy laptopie, a vivo Sport chętnie zabrałabym na jogging. Ale zróbmy zbiorcze podsumowanie.

Dla kogo słuchawki vivo TWS Neo

Te słuchawki są wielozadaniowe. Będą świetnym wyborem dla osób, które w domowym zaciszu szukają wszechstronnych rozwiązań. Świetnie sprawdzą się podczas telekonferencji i zwykłych rozmów telefonicznych. Bardzo dobrze sobie poradzą z podcastami i serialami. No i lubiący muzykę, ale nie szukający w niej mistycznych przeżyć, będą zadowoleni. Wszystko pod warunkiem, że ta subtelna konstrukcja wpisze się w preferencje. W przypadku tych, którzy nie lubią uwierania w uszy, na pewno.

sluchawki vivo tws neo i etui

Dla kogo słuchawki vivo Wireless Sport

Przede wszystkich dla osób aktywnych i ceniących sobie wygodę. Tutaj nie ma obaw o uszkodzenie konstrukcji, pot i łzy wyciskane podczas intensywnego wysiłku nie będą zagrażać urządzeniu. Słuchawki dobrze dopasowują się do uszu, więc nie będzie mowy o ciągłym poprawianiu ich podczas treningu. No i dostarczą wystarczającego Powera, kiedy podczas ćwiczeń braknie już energii. Im nie brakuje, bo wytrzymała bateria to kolejna zaleta. A jak ktoś zadzwoni podczas treningu, to i rozmową mistrzowsko sobie poradzą.

vivo wireless sport w calosci

Who won? You decide.

Kończę i lecę testować dla Was kolejne słuchawki. Jakie? Przekonacie się niebawem!

vivo TWS Neo

Minusy

  • błyszczące etui zbiera odciski palców
  • luźny zawias w pokrywce etui
  • zbyt lekka konstrukcja słuchawek

Plusy

  • bezproblemowe parowanie
  • wygodne użytkowanie
  • wielozadaniowe
  • dobra praca baterii

Ocena redakcji

7/10
PL - Cena/Jakość

vivo Wireless Neo

Minusy

  • spadający silikon podtrzymujący kopułki w uchu

Plusy

  • zrównoważony dźwięk
  • wygodna konstrukcja
  • bezproblemowe parowanie
  • pięć minut ładowania – 4 godziny pracy

Ocena redakcji

8/10
PL - Geextra produkt

Vivo TWS Neo i vivo Wireless Sport kupicie oczywiście w x-kom