„Wiedźmin” sezon 2 – Covidy, wywiady i pierwsze recenzje

Sezon 2. „Wiedźmina” niebawem trafi na nasze ekrany. W Internecie znów zrobi się gorąco. Jedni będą utyskiwać i kpić, inni szukać plusów i minusów, kolejni obwieszczać wszem i wobec, że Netflix wreszcie zrobił coś na miarę naszych czasów i możliwości. I na miarę prozy Andrzeja Sapkowskiego. Ale nim to wszystko się wydarzy, rzućmy okiem na perypetie serialowej ekipy, posłuchajmy Henry’ego Cavilla i poczytajmy pierwsze recenzje.

Pierwszy sezon „Wiedźmina”, czyli wszystkim nie dogodzisz

Pierwszy sezon „Wiedźmina” oceniano różnie. I nic dziwnego, w końcu to ekranizacja arcypopularnej prozy, i to prozy dla wielu (w tym dla piszącego) ważnej, wręcz kultowej, a w niejednym przypadku jakoś określającej późniejsze literackie wybory i preferencje. Jak się za coś takiego biorą filmowcy, to musi iskrzyć.

źródło: bankier.pl

No i iskrzyło, iskrzyło że ho ho. Po obejrzeniu premierowego sezonu „Wiedźmina” jedni darli szaty, kładli się Rejtanem, krzyczeli, że paździerzowe scenografie, że chaos i emocjonalna płycizna, a w ogóle to świństwo i zdrada pierwowzoru. Inni wznosili w podzięce ręce ku niebu, wiwatowali i chcieli więcej. Słowem, spektakularnie i z hukiem zderzyły się tu rozmaite oczekiwania, wyobrażenia, gusta i apetyty.

Pomimo tych kłótni i swar serial cieszył się ogromnym zainteresowaniem – w pewnym momencie trafił nawet na szczyt listy najpopularniejszych filmowych produkcji. Nic więc dziwnego, że spece z Netflixa uznali, że gra jest warta świeczki, zakasali rękawy i z werwą wzięli się za kontynuację. Czas jednak płyną, Jaruga niosła swoje wody ku Verden i Cintrze, a prace trwały. Wreszcie, po dwóch latach, ogłoszono datę premiery – 2 sezon „Wiedźmina” trafi na ekrany 17 grudnia 2021 roku. Czyli za dosłownie kilka dni. Czy też podzieli widzów? A może tchnie w nich ducha ekumenicznego pojednania i skłoni do porozumienia ponad podziałami? Pożyjemy, zobaczymy.

"wiedźmin" plakat
źródło: androidauthority.com

„Wiedźmin” sezon 2. i covidowe komplikacje

Przyczyna wspomnianych opóźnień jest łatwa do odgadnięcia – covidowe zamieszanie dało się ekipie Lauren S. Hissrich mocno we znaki. Nie dość, że wirus spowodował pięciomiesięczną przerwę w pracy, to jeszcze zmusił producentów do zrezygnowania z wielu scen zbiorowych. Z uwagi na pandemiczne obostrzenia 2. sezon „Wiedźmina” w całości  nakręcono w Wielkiej Brytanii.

Geralt i Ciri
źródło: newsdio.com

Ale to nie wszystko, Covid zmusił kostiumografów do przeprojektowania nilfgaardzkich pancerzy (tych samych, na które tak wielu fanów niemiłosiernie się zżymało) – w hełmy cesarskich żołnierzy zręcznie „wmontowano” maseczki. Najwyraźniej nawet w never-never landzie trzeba się mieć na baczności. Cóż… signum temporis, jak mawiali starożytni.

W 2. Sezonie „Wiedźmina” Geralt będzie bliższy literackiemu pierwowzorowi

Wcielającemu się w Białego Wilka Henremu Cavill’owi bardzo zależało, by w 2. sezonie „Wiedźmina” jego kreacja była jak najbliższa literackiego pierwowzoru. Było dla mnie niezwykle istotnym, by Geralt w serialu był tak bliski Geraltowi z książek, jak to tylko możliwe – mówi w wywiadzie udzielonym Marcinowi Zwierzchowskiemu. – Zabiegałem o to, by robił on wrażenie bardziej inteligentnego, mądrzejszego, by miał pewne zacięcie filozoficzne. By po prostu był bardziej trójwymiarowym bohaterem. W pierwszym sezonie był bardziej gburowatym bałwanem.

Cavill
źródło: pcgamer.com

Chcąc osiągnąć swój cel, Cavill posuwał się nawet do aktorskiej samowolki. W jednej ze scen wypowiedział kwestię, której nie było na liście dialogowej. Uznał, że była „cudownie Sapkowska” i że jego Geralt powinien wypowiedzieć te słowa właśnie w tym momencie. No i tak już zostało.

Aktor stale podkreśla, że sprawą dla niego najistotniejszą jest wierność oryginałowi:

Naszą odpowiedzialnością jest to, by jakość serialu tylko rosła, oraz byśmy byli jak najwierniejsi temu, dzięki czemu wszyscy tu jesteśmy – tekstom Sapkowskiego. Jego historie zrodziły trzy gry komputerowe, z których dwie były bardzo dobre, a trzecia w momencie premiery była najlepsza na świecie, możliwe, że wciąż jest. Sapkowski ma legiony fanów, którzy kochają w jego opowieściach ich zniuansowanie i niejednoznaczność moralną.

Czy starania Cavilla nie pójdą na marne i 2. sezon „Wiedźmina” faktycznie okaże się wierny oryginałowi? Pożyjemy, zobaczymy. Dziś możemy zdać się wyłącznie na recenzje. A skoro o nich mowa…

źródło: denofgeek.com

„Wiedźmin” sezon 2 – dwa słowa o recenzjach

Recenzje 2. sezon „Wiedźmina” są zasadniczo pozytywne. Podkreślam – zasadniczo. Serial miał przejść pozytywną ewolucję, w toku której wyeliminowano irytujące niedociągnięcia, choćby te nieszczęsne pancerze. Poprawiono też efekty specjalne i potwory już „nie straszą” jakością wykonania. Nowe postacie i nowi aktorzy – m.in. Kim Bodnia jako Vesemir, Mecia Simson jako Francesca Findabair – odświeżają produkcję. Część wątków z pierwszego sezonu rozwija się wcale nieźle, a nawet obiecująco: recenzenci wskazują tu przede wszystkim Geralta, ale też Jaskra, Ciri i Cahira, który dotychczas był dość nijaki. Także Vesemir ma być krwisty i rzetelnie „książkowy”.

Kadry, scenografia i narracja

Sezon 2. „Wiedźmina” ma się lepiej prezentować także pod względem wizualnym. Szerokie, panoramiczne ujęcia dodają sugestywności i rozmachu. Wsie i miasta stają się brudne, ludne i gwarne. Słowem, bardziej imersyjne.

Zmieni się również sposób opowiadania wiedźmińskiej historii. W premierowym sezonie zaprezentowano nam luźną, nielinearną, a przez to czasami chaotyczną, adaptację opowiadań Andrzeja Sapkowskiego. Lauren S. Hissrich dopiero wprowadzała nas do świata przedstawionego, kreśliła jego podstawowe rysy, oswajała. Fabuła 2. sezonu „Wiedźmina” będzie bardziej „uczesana” i klarowna. Jej rozwój stanie się naturalniejszy i będzie przebiegał wzdłuż osi znanej z „Krwi elfów” – pierwszej części pięcioksięgu.

Kilka krytycznych głosów

Niektórzy jednak narzekają. A to na emocjonalne płycizny, a to na sztampowość niektórych wątków. Szczególnie perypetie Yennefer i jej konfratrów nie są zbyt zajmujące. Machinacje czarodziejów, ich gra o władzę i potęgę, mają być pozbawione polotu, ciężkie, a momentami kuriozalne. Jedynym magikiem wartym uwagi, intrygującym i wiarygodnym, ma być Istredd, postać, którą Sapkowski stworzył na potrzeby opowiadania „Okruch lodu”.

źródło: cbr.com

Uogólniając zarzut, można powiedzieć, że 2. sezon „Wiedźmina” jest wyraźnie słabszy w tych momentach, w których odchodzi od książkowego oryginału. Staje się wtedy jeszcze jedną płytką historyjką o rycerzach, królach, intrygach, czarach i dziwach.

Uniwersum „Wiedźmina” to jednak franczyza

W świetle netflixowych zamierzeń wspomniana schematyczność i odgrzewanie fantastycznych (niegdyś) kotlecików nie powinno nas dziwić. Jest najzupełniej jasne, że amerykański gigant krok po kroku przekształca wiedźmińskie uniwersum w kolejną franczyzę. Serial ma być kołem zamachowym tego projektu. Prócz niego w wykreowanym przez Sapkowskiego świecie osadzono „Zmorę Wilka”, animowaną historię Vesemira, a w planach jest, „Rodowód krwi” – serial mający przybliżyć początki wiedźmińskiego cechu.

Musimy niestety założyć, że w kolejnych „produktach wiedźminopodobnych” poziom „Sapkowskiego w Sapkowskim” będzie się stopniowo zmniejszał. Ale co począć… takimi prawami rządzi się popkultura. Kończę już, a Was zachęcam do obejrzenia 2. sezonu „Wiedźmina”. Choćby po to, by zobaczyć na jak wiele różnych sposobów można opowiadać znane historie.