Odświeżony Wiedźmin 3: Dziki Gon trafi na PS5, Xbox Series X i PC. Przypominamy, dlaczego wciąż warto grać w superprodukcję CD Projekt RED

Cyberpunk 2077 nie będzie jedynym hitem CD Projekt RED, który zagości w bibliotece next-genowych tytułów. Redzi przygotowują bowiem odświeżoną wersję Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu z myślą o konsolach PlayStation 5 i Xbox Series X, ale też o pecetach. Choć o trzeciej odsłonie perypetii Geralta z Rivii powiedziano już w zasadzie wszystko, przypomnijmy, dlaczego subtelny remaster zapowiedziany przez polskie studio jest znakomitą wiadomością dla graczy.

CD Projekt RED chce, byśmy płacili dwa razy za to samo?

Czym jest dziś Wiedźmin 3: Dziki Gon? To dobro narodowe. Obok pierogów z mięsem, Roberta Lewandowskiego i Passata kombi TDI kupionego od Niemca. To symulator opowiadania fraszek, polski Need for Speed na zbugowanej Płotce. Gra, w której bez większego wysiłku położycie potężnego gryfa, by w chwilę potem zginąć od dwóch pchnięć mieczem rozsierdzonego nilfgaardzkiego szeregowego w zbroi z papy dachowej.

Ponad pięć lat po premierze, w czasie, gdy ósma generacja konsol wydaje ostatnie tchnienia przed zasłużonym doszafypójściem, CD Projekt obwieścił, że jeden z najlepszych tytułów minionej dekady, Wiedźmin 3: Dziki Gon, doczeka się liftingu na Xbox Series X, PlayStation 5 i komputery osobiste.

Czyżby Polacy Rodacy z CDP RED postanowili wyciągnąć od graczy kasę za to, za co raz już zapłacili? Bynajmniej. Posiadacze Wiedźmina 3 na PS4, Xbox One i pecety mogą liczyć na darmową aktualizację.

Powtórzmy jeszcze raz – DARMOWĄ. Powyższy nagłówek był tylko zarzuconym haczykiem. Jeśli czytacie ten fragment, to znaczy, że go połknęliście.

W każdym razie, jeśli nie macie w swojej biblioteczce Wiedźmina 3, bo na przykład puściliście w drugi obieg wersję pudełkową, czas ustawić radar na wychwytywanie promocji. Oczywiście jeżeli macie zamiar kupić którąś z nextgenowych konsol albo dysponujecie na tyle mocarnym pecetem, by udźwignął poliftingowego Wiedźmina.

Przeczytaj także: Wiedźmin 3 w czołówce najlepszych gier minionej dekady. Zarówno w plebiscycie PlayStation, jak również serwisu Metacritic

Wiedźmin 3 na PlayStation 5 i Xbox One. Co się zmieni?

Zgon w trzecim Wiedźminie zawsze był bolesnym doświadczeniem. Niekoniecznie dlatego, że porażka zawsze piecze w szparę międzypośladkową. Bolało, ponieważ ekran wczytywania wyświetlał się tak długo, że można było zapomnieć, czy gra się w grę, czy czeka na to, aż George R.R. Martin skończy pisać „Wichry Zimy”. W odświeżonej wersji Dzikiego Gonu loadingi skrócą się do minimum. Wszystko dzięki super-hiper szybkim dyskom SSD wszczepionym w bebechy PS5 i Xbox Series X.

Kolejną dużą zmianą będzie poprawa wizualnych aspektów gry, która choć wciąż wygląda świetnie, zdążyła się nieco zestarzeć. Na razie nie wiadomo, czy CDP RED zdecyduje się na poprawę modeli i tekstur, a jeśli tak, to w jakim stopniu, wiemy natomiast, że Wiedźmin 3: Dziki Gon będzie obsługiwać technologię śledzenia promieni w czasie rzeczywistym, czyli tzw. ray tracingu.

Oczywiście CD Projekt RED nie będzie ograniczać się z upgrade’em wyłącznie do podstawki trzeciego Wiedźmina. Na szybsze loadingi i ray tracing mogą liczyć również znakomite dodatki – „Serca z Kamienia” oraz „Krew i Wino” – a także wszelka „dodatkowa zawartość”.

Niestety to wszystko, co na ten moment zdradziło polskie studio. Nie znamy zatem chociażby przybliżonej daty premiery odświeżonej wersji gry, choć można się spodziewać, że w związku ze skierowaniem całej mocy produkcyjnej CDP RED w stronę premiery Cyberpunka 2077, aktualizacji nie ujrzymy wcześniej niż w pierwszym kwartale 2021 roku.

Przeczytaj także: Wiedźmin 3 debiutuje na Switchu i zbiera dobre opinie wśród graczy

wiedźmin 3 dziki gon geralt like

Ponad pięć lat po premierze Wiedźmin 3 wciąż jest grą, dla której warto wziąć urlop i wywieźć rodzinę za miasto

Tak się składa, że jakiś czas temu wróciłem do gry z zamiarem ponownego przejścia jej od początku, więc wiem, co mówię. Wiedźmin 3 wciąż wygląda bardzo dobrze, nawet na Xbox One, na którym go ogrywam. Z kultowymi grami bywa czasami tak, że wracając do nich po kilku latach, doznajemy uczuć zażenowania i zawodu, bo w naszej pamięci zapisały się jako coś więcej niż to, czym są w rzeczywistości.

Z Dzikim Gonem tak nie jest. Gdyby gra wyszła dzisiaj, pewnie ponarzekalibyśmy trochę na to, że woda nie wygląda zbyt dobrze, a drzewa bujają się na wietrze jak gimnazjaliści na koncercie ulubionego rapera. Ale gra i tak by się obroniła lepiej niż większość nowych tytułów.

Wiedźmin 3 Dziki Gon

Wiedźmin 3 cały czas wciąga niczym przeczyszczony odpływ w prysznicu

Pierwszych kilka questów i człowiek jest stracony. Nieważna rodzina, nieważne obowiązki, nieważne posiłki, kiedy można grać w Gwinta w karczmach, sprzedawać NPC-om najprzedniejsze riposty i machać mieczem z częstotliwością kucharki obierającej ziemniaki na obiad dla dwustu osób.

Rozmach, z jakim zostały rozpisane wydarzenia fabularne i z jakim zaprojektowano otwarty świat gry, powoduje opad szczęki nawet wtedy, gdy do Dzikiego Gonu podchodzi się po ran enty. Questy –  zarówno głównowątkowe, jak i poboczne – są różnorodne, wykorzystują wiele schematów, przy okazji przedstawiając cały wachlarz mikrohistorii, z których każda daje do myślenia swoją uniwersalnością.

W tej grze nudzić się można chyba wyłącznie wtedy, gdy za wszelką cenę usiłujemy ją „wymaksować”, odwiedzając każdy znacznik na mapach poszczególnych lokacji. W tym miejscu chciałbym podkreślić, jak bardzo nienawidzę syren ze Skellige.

Wiedźmin 3 Dziki Gon walka z gryfem

Lambert, Lambert, ty…

Kolejna rzecz, która urzeka – dialogi. Stosowanie stylizacji językowych z zamiarem „postarzenia” języka, którym posługują się postaci uniwersum, jest o tyle trudne, że wymaga pisarskiego wyczucia. Nadmiar archaicznych konstrukcji językowych może przekładać się na karykaturalny patos albo na ogólną sztuczność sprawiającą, że bohaterów trudno brać na poważnie.

Dialogi w Wiedźminie 3 to absolutny majstersztyk. Każda rozmowa z byle wieśniakiem urasta do rangi unikalnego doświadczenia, bo w uniwersum wiedźmińskim każdy ma coś do powiedzenia, a większość robi to tak, że warto posłuchać. I nieważne, czy akurat gawędzimy z Krwawym Baronem, czy ze skrzywionym znachorem, do którego ów nas wysyła.

Myślę, że to właśnie dialogi stanowią najważniejszy łańcuch łączący Wiedźmina 3 z klimatem wiedźmińskich opowiadań i powieści Andrzeja Sapkowskiego. Choć sam AS pewnie by się z tym nie zgodził, uznając moje zdanie za policzek w twarz…

Przeczytaj także: „Wiedźmin” Netflixa – recenzja serialu. Warto było czekać?

Wiedźmin 3 screenshot

Jasny Gwint, jaka dobra ta karcianka

Gwintowa karcianka jest jak pierwsza kostka czekolady. Dopóki się jej nie spróbuje, tabliczka może leżeć w szufladzie tygodniami. Ale weźmy jedną, a zaraz zechcemy skosztować kolejnej. I jeszcze jednej. I puf, była czekolada i nie ma czekolady.

Gwint wciąga. Szczególnie wtedy, gdy z każdą partyjką zyskujemy nową kartę, która wzmacnia naszą talię. O ile gry w grach bywają czasami nudnymi zapychaczami, dodanymi nie wiadomo po co, tak wiedźmińska karcianka stanowi naprawdę wartościowy, autonomiczny tytuł.

Nic więc dziwnego, że doczekała się własnych produkcji na pecety, konsole i smartfony.

Warto podkreślić również, jak istotnym elementem świata przedstawionego gry jest Gwint. NPC-e wspominają o nim nader często, z większością można rozegrać partyjkę lub dwie, istnieją nawet questy fabularne sprowadzające się do gry w Gwinta.

Jeśli chodzi o gry w grach, to większą radość sprawiła mi chyba tylko możliwość zagrania w Wolfensteina 3D w Wolfenstein II: The New Colossus.

gwint-wiedźmin-gra

W końcu świetny system walki

Pierwszy Wiedźmin fabularnie dawał radę, ale już system walki był toporny niczym szlagiery disco polo słuchane na trzeźwo. W drugiej części rzecz uległa poprawie, choć do ideału wciąż sporo brakowało; nie można było na przykład przerywać ataków po ich rozpoczęciu, a Geralt miał ledwie 20 animacji wykorzystywanych w starciach (dla porównania – w Dzikim Gonie było ich już 96).

W Wiedźminie 3 walka jest satysfakcjonująca. Pojedyncze starcia z byle wilkami na niskich levelach może i bywają przewidywalne i proste, ale już większe monstra oraz oddziały żołnierzy bądź bandytów wymagają od gracza odpowiedniego podejścia. Zwłaszcza jeśli gramy na wyższym poziomie trudności.

Pozbawianie żywota kolejnych istot jest przerażająco przyjemne, ale i wymagające. Czasem o powodzeniu przesądzają detale: właściwie dobrany eliksir, zbroja czy typ zaklęć, których używamy podczas walki. Nie bez znaczenia są także bloki i uniki, których opanowanie bywa konieczne w potyczkach z silnymi bossami.

O ile we wcześniejszych odsłonach walka była dla mnie koniecznym i monotonnym przerywnikiem między kolejnymi wydarzeniami fabularnymi, tak w Dzikim Gonie stała się już czymś, w co lubiłem się wikłać, nawet gdy nikt ode mnie tego nie wymagał.

Wiedźmin 3 screenshot z gry

Decyzje, które mają znaczenie

Jak na RPG-a z zero-jedynkowych krwi i kości przystało, decyzje, jakie podejmujemy w grze, mniej lub bardziej przekładają się na następujące po nich wydarzenia fabularne. Daje nam to złudzenie, skądinąd bardzo wiarygodne, realnego wpływu na historię Geralta, działania bohaterów niezależnych oraz tego, co dzieje się w świecie przedstawionym gry.

Dlatego przed wybraniem konkretnej opcji dialogowej warto czasem dwa razy się zastanowić, żeby nie stało się coś, czego byśmy nie chcieli. Z drugiej strony mnogość wyborów fabularnych stanowi doskonałą zachętę do tego, by wracać do gry i przechodzić ją na różne możliwe sposoby.

Przeczytaj także: Gry na podstawie książek. 10 tytułów, które nigdy by nie powstały bez literackich pierwowzorów

Z dodatkami dostajemy granie na ponad 200 godzin

Mało tego, „Krew i Wino” oraz „Serca z kamienia” są tak dobre, że wielu graczy stawia je ponad podstawową wersję gry. I naprawdę trudno się dziwić. Historia Olgierda von Evereca, który do złudzenia przypomina Davida Beckhama, jest niezwykle intrygująca, a questy, za pośrednictwem których ją odkrywamy, zaprojektowane zostały w sposób niesamowity.

I kiedy wydaje nam się, że nic lepszego nas już nie spotka, wjeżdżamy do malowniczego Toussaint, w którym wino daje się noworodkom zamiast mleka matki, a imprezy są huczniejsze niż podczas wakacji w Mielnie.

Jeśli jest jakaś fikcyjna kraina, w której chciałbym spędzić urlop, to jest nią właśnie Toussaint, choć muszę przyznać, że bałbym się trochę pożarcia przez krwiożercze rośliny.

Tak czy inaczej, jeśli zsumować podstawkę i dodatki, wyjdzie nam lekko ponad 200 godzin rozrywki, która ani przez moment się nie nudzi. Nie ma tu czasochłonnych zapychaczy, które sztucznie wydłużają czas potrzebny do ukończenia gry.

Warto czekać na odświeżonego Wiedźmina 3?

To pytanie retoryczne. Owszem, świetnie byłoby, gdyby na kolejnej generacji pojawiła się całkiem nowa gra z uniwersum wiedźmińskiego. Nie ma co jednak gardzić Trójką, chociażby dlatego, że jej posiadacze dostaną aktualizację zupełnie za darmo.

Fajnie będzie obejrzeć znany świat gry przez pryzmat ray tracingu. Skrócenie czasu loadingu również znacząco uprzyjemni rozgrywkę i zachęci graczy do wybierania wyższych poziomów trudności, na których ginie się często.

Skoro GTA zostanie odświeżone, czemu nie zrobić tego samego z Dzikim Gonem? Moim zdaniem to świetny pomysł, a do tego Redzi podchodzą do niego w sposób profesjonalny i z szacunkiem dla społeczności, jaka przez lata wytworzyła się wokół trzeciego Wiedźmina.

W każdym razie ja będę czekać. I wypatrywać pierwszych zwiastunów odsłaniających technologiczne i wizualne ulepszenia. Możecie się więc spodziewać, że jeszcze nie raz i nie dwa usłyszycie na Geeksie o siwowłosym nomadzie, przed którym bandyci drżą portkami, a ludzie potrząsają sakiewkami.