Recenzja fotela gamingowego Yumisu 2050X — łatwo siedzieć, trudno rozwalić

„Odezwał się do nas przedstawiciel firmy Yumisu, robią fotele gamingowe. Chcą żeby zniszczyć ich krzesełko w ramach testu i recenzji”. Widząc taką wiadomość w pierwszym odruchu zaliczyłem facepalm, gdyż z natury nie lubię marnotrawstwa. Ale stwierdziłem, że w końcu i tak ktoś się za to weźmie, więc lepiej zrobić to jak należy. Podjąłem rękawice ochronne. Przy okazji nieco sobie posiedziałem. Jak było? Zapraszam do lektury.

Człowiek, który nienawidził (niektórych) foteli

Wprowadzenie przymusowej pracy z domu uświadomiło mi (i najpewniej milionom osób na świecie też), że designerskie meble — a w szczególności krzesła i fotele — bardzo często służą do wyglądania, a nie używania. Gdy przyjdzie spędzić na takim fikuśnym klocku 8 godzin, to dolny koniec pleców zaczyna knuć zemstę. O tym fakcie dużo wcześniej przekonała się elita wysiadywaczy, czyli gracze, którzy przyczynili się do powstania kategorii foteli gamingowych.

Jako mentalny semi-boomer nie do końca rozumiałem dlaczego ktoś chciałby płacić krocie za umiarkowanie wygodny fotel wyglądający jak ukradziony ze złomowiska dla supersamochodów. Przecież wystarczy dobrej klasy fotel biurowy. Podobnie, mimo grania w NFS-y typu Underground, nie pojmuję idei obkładania umiarkowanie szybkiego pojazdu kilkoma kilogramami odpadającego na progach zwalniających plastiku. Oba te zjawiska zakatalogowałem w głowie jako „fanaberie” i z niesmakiem obserwowałem, jak kolejni oglądani przeze mnie jutuberzy nie-gamingowi przesiadali się na takie rajdowe krzesła.

Nawet próbowałem dołączyć do „fajnych dzieciaków”, nabywając budżetowy produkt tego typu do pracy z domu, ale okazał się nie być stworzony dla ludzi dorosłych, co tylko utwierdziło mnie w moich przekonaniach. Już tłumaczę po co ta przydługa prywata. Otóż przed wypróbowaniem fotela (a w zasadzie dwóch) Yumisu nie byłem bezstronny, tylko wręcz wrogo nastawiony. Czas przeszły nie jest przypadkowy — po tym teście zrozumiałem, że takie siedzonko może być naprawdę wygodnym i solidnym produktem. Dobra, dość przystawek, pora na ziemniaczki.

Fotel gamingowy Yumisu 2050X — unboxing i montaż

Na wstępie jeszcze małe wtrącenie. Do domu przysłano mi dwa fotele, z czego drugi — model 2052 — miał być jedynie dla celów porównawczych. Z racji ograniczonej ilości miejsca nie mogłem obu testować w mieszkaniu, więc skazany na zagładę egzemplarz wysiadywałem w swoim warsztacie, gdzie też zdarza mi się spędzać na siedząco długie godziny. Stąd dość nietypowa sceneria.

Wracając do meritum. Pudła, w których przybyły fotele były dość pokaźnych rozmiarów i wagi. Nie tracąc czasu przystąpiłem do unboxingu i składania gamingowych tronów. Osoba odpowiedzialna za instrukcję ma fantazję pod kątem rozmieszczania poszczególnych kroków na kartce, ale ogólnie cały proces jest dobrze udokumentowany. No, prawie. Okazało się bowiem, że najwyraźniej otrzymałem instrukcję do standardowego 2050, który ma inne podłokietniki i chwilę kombinowałem, żeby ogarnąć z czym to się je. Ale wydedukowałem i się udało. Z kolei model 2052 miał inną niż na zdjęciach katalogowych podstawę — taką jak 2050. Jak dla mnie żadna różnica, ale ciekawe czy to standard, czy trafił mi się egzemplarz „pokazowy” o nieco zmienionej konfiguracji.

Podczas składania rzuciła mi się w oczy bardzo dobra jakość wykonania poszczególnych elementów. Żadnych sterczących nitek, szwy równe, elementy metalowe i plastikowe pozbawione zadziorów, równomierna warstwa farby bez zacieków, miękkie poduszki, grube gąbki w siedzisku i oparciu, wzmocnione krawędzie… Sporadycznie na łukach Yumisu 2052 zdarzyło się lekkie zmarszczenie tapicerki, poza tym brak uwag. W końcu oba trony stanęły na własnych kołach i można było przejść do testu właściwego, czyli wygniatania siedziska własnym zadkiem.

Yumisu 2050X

Czy fotele Yumisu są wygodne?

Na takie pytanie ciężko udzielić obiektywnej odpowiedzi, ponieważ co człek to inna budowa ciała. Tu warto zaznaczyć, że poszczególne modele foteli Yumisu powinno się dobierać na podstawie gabarytów użytkownika. Im niższy numerek modelu, tym „wątlejsza” grupa docelowa. Oba otrzymane przeze mnie fotele są w mojej opinii naprawdę wygodne, choć przy wzroście 189 cm i wadze blisko 140 kg bardziej komfortowo czułem się w objęciach modelu 2052. Wydawał się nieco szerszy, a „skrzydełka” siedziska i oparcia zagięto pod łagodniejszym kątem. Oba modele dobrze „trzymały na zakrętach”, co pomagało utrzymać prawidłową postawę pleców. Ergonomia przede wszystkim.

Niemniej Yumisu 2050X bardzo przypadł do gustu mojemu koledze (pozdro Dacior), który akurat jest na kupnie fotela dla siebie. Stwierdził, że dozbiera kilka stówek i kupi dokładnie taki, bo aż się nie chce z niego wstawać. To co nastąpiło później tylko go w tym przekonaniu utwierdziło, ale o tym za chwilę.

Oddychalność foteli Yumisu

Szczęśliwie lato jest bardzo nieumiarkowane tego roku, toteż mogłem przekonać się jak wygląda kwestia oddychalności foteli Yumisu. Za sprawą pikowanego przyszycia siedziska i oparcia powietrze cyrkulowało dość swobodnie, dzięki czemu nie miałem problemu z przepoceniem. Na temat tapicerek materiałowych się nie wypowiem, bo nie testowałem. Natomiast derma w takim wydaniu pozytywnie mnie zaskoczyła.

pikowana tapicerka fotela yumisu 2050X

Można się oprzeć

Na pochwałę zasługuje ilość opcji regulacji. Można dostosować wysokość i kąt siedziska, nachylenie oparcia, siłę sprężyny systemu Tilt (to ten od bujania). Wrażenie robi opcja przekształcenia fotela w leżankę. Po pokonaniu pierwszego strachu przed lądowaniem na glebie można się komfortowo wyłożyć i pyknąć drzemkę. Nie żeby było mi to jakoś strasznie do szczęścia potrzebne, jednak można. Wiadomo — lepiej jak się nie chce i można niż jak się chce, a nie można.

fotel yumisu 2050X w trybie leżanki
Jak widać na Yumisu 2050X mogą zasiadać nie tylko samce

Na osobny akapit zasługują podłokietniki. Te z Yumisu 2050X mają rozmach jak ruska machina wojenna, ale niestety brak w nich blokady obrotu wokół osi pionowej. W efekcie łatwo można je niechcący odchylić np. przy wstawaniu z fotela, co jest irytujące. No i mają spore luzy. Ale fakt jest taki, że można je ustawić optymalnie niemal do każdej czynności. Z kolei te bardziej standardowe podłokietniki w fotelu Yumisu 2052 może mają mniejszy zakres, ale w jego ramach da się sporo pozmieniać — wysokość, przesunięcie przód-tył-lewo-prawo, obrót. W obu rozwiązaniach „platformy” są pokryte blisko centymetrową warstwą twardej pianki, więc nie ma co się obawiać bólu łokci.

podłokietniki fotela yumisu 2050X
Podłokietniki w położeniu środkowym i maksymalnie zewnętrznym. W drugą stronę się nie dało do końca przestawić, bo brzuch przeszkadzał 🙁

Mięciusie podusie

Poduszki bardzo dobrze spełniają swoją rolę, choć niestety w modelu 2052 nie uświadczymy pasków mocujących poduchy lędźwiowej. Może ma to jakieś uzasadnienie (wiem, nie ma otworów przelotowych przy zagłówku, ale dlaczego ich nie ma?), mimo to jednak pozostaje lekki niesmak. Poduszka na zagłówku w obu przypadkach jest na elastycznej taśmie i trzyma się przyzwoicie. We wszystkich poduszkach zastosowano najwyraźniej piankę typu memory, bo jak już się w nich wygniecie dołek, to dość leniwie wracają do pierwotnego kształtu. Jak dla mnie bomba, ale nie każdy musi to lubić, takich z Was też szanuję, choć nie rozumiem 😉 Poszewki poduszek można zdjąć celem wyprania.

poduszki foteli Yumisu

Jakość materiałów w fotelach Yumisu

Jak już wspomniałem wcześniej, jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie, ale co z samymi materiałami? Obicie z ekoskóry zdało test kota (czyt. nie poddało się kocim pazurom, a nawet szczotce drucianej), czym zasłużyło na mój szczery podziw. Do elementów metalowych wykorzystano porządną stal i aluminium, przez co wszystko trzyma się solidnie, nie trzeszczy, nie stuka, nie ma luzów (z wyjątkiem podłokietników w 2050X, ale taki ich urok). No, chyba że się za słabo dokręci śruby, ale to już wina użytkownika. Podkładki dociskowe zapobiegają samoczynnemu odkręceniu, przez co w czasie testów nie musiałem ani razu nic poprawiać.

Kółka kręcą się swobodnie, nie rysują podłogi i toczą się po panelach dość cicho. Manipulatory siedziska, oparcia i podłokietników pracują na ogół dobrze, choć w modelu 2052 blokada systemu Tilt nie miała wyczuwalnego „kliku” przy zmianie pozycji. W obu fotelach cała konstrukcja ma przyzwoitą sztywność i nawet przy moich gabarytach nie odczułem nadmiernej gibkości oparcia. Siedzisko obraca się wokół własnej osi swobodnie i bez dziwnych dźwięków. To tyle o tym, co widać z zewnątrz. Pora na danie główne.

Polka-demolka, czyli co fotel Yumisu 2050X skrywa w środku

W celu dokonania dokładnej wiwisekcji przygotowałem konkretny zestaw narzędzi. Przy okazji miałem okazję poddać testowi kilka klamotów marki Gerber ze sklepu combat — profit. W rozwałce udział wzięły m.in. nożyczki, noże, siekiery, młotek, szlifierka kątowa, piła szablasta i palnik gazowy. Zapis procesu destrukcji został uwieczniony na poniższym filmie.

W efekcie wybebeszania udało się ustalić co następuje: to jest kawał twardego drania. Obręcz siedziska i oparcia wykonano z solidnej rurki, ponadto w oparciu wstawione są wytrzymałe pręty stalowe o średnicy ~4 mm. Zagłówek wzmocniono porządną blachą grubości ~1 mm. Gąbki są dość twarde i napakowano ich całkiem sporo, więc nie ma co się obawiać, że dobijemy tyłkiem do twardych elementów siedziska. Przy okazji okazało się jak bardzo prawidłowe napięcie obicia ma znaczenie dla wygody siedzenia. Po pocięciu i spaleniu tapicerki gąbka w siedzisku zaczęła się odczuwalnie zapadać.

Podłokietniki zamontowane są na solidnych stalowych elementach (nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że do przesady), a mimo pozornej delikatności mechanizm zniósł naprawdę spory wycisk i nie zauważyłem zwiększenia luzów. Podstawa została uczciwie zaprojektowana i wykonana z aluminium — na moje oko wytrzyma rzucanie fotelem w furii po przegranym meczu. Tapicerka powinna bez szwanku znieść przypadkowy kontakt z żarem z papierosa. Robi wrażenie.

fotel yumisu 2050X po zniszczeniu
Yumisu 2050X - zniszczenie Cię było przykrym zaszczytem

Czy warto kupić fotel Yumisu 2050X?

Obecnie w domu korzystam z kupionych z drugiej ręki foteli biurowych o cenie katalogowej porównywalnej z Yumisu. Gdybym ich nie miał albo znalazłbym używany Yumisu w cenie podobnej  do tej za którą je kupiłem, to przesiadłbym się bez wahania (choć raczej na model 2052). Kupiłbym choćby na raty, byle tylko zrobić swoim plecom i tyłkowi dobrze. Myślę, że kwota około półtora tysiąca złotych za naprawdę ergonomiczny, solidny i wygodny fotel, w którym spędza się długie godziny każdego dnia to nie jest przesada. Być może są w tej cenie podobne albo i lepsze fotele, jednak to na tym miałem okazję zasiadać i temu oddałem część swojego serduszka. Może uda się biedaka naprawić…

Minusy

  • luźne podłokietniki bez blokady obrotu

Plusy

  • WYGODA!
  • wysoka jakość materiałów i wykonania
  • solidna, przemyślana konstrukcja
  • szeroki zakres i ilość opcji regulacji
  • funkcja leżanki
  • ciche, swobodnie toczące się kółka
  • design (subiektywnie)
  • miękkie poduszki ze zdejmowanymi pokrowcami

Ocena redakcji

9/10
PL - Rekomendacja