Najdłuższa podróż bez wychodzenia z domu, czyli najdłuższe gry na mnóstwo wolnego czasu

Kiedy nadchodzące dni nie zapowiadają ekscytujących przygód, a rzeczywistość rysuje się raczej w szaro-burych barwach nudy i stagnacji, nie owijaj się kocem zniechęcenia. Istnieją sposoby, aby trochę przycheatować i doświadczyć niesamowitych historii, w pojedynkę i nie wychodząc ze swych przytulnych czterech ścian. Sprawdź nasze propozycje najdłuższych, lub najlepiej w długości zbalansowanych, gier single z różnych gatunków i zdecyduj, którą opowieść przeżyjesz najchętniej.

The Longest Journey – przygodówka pełnym point and click

Prawem redaktorskim, wymyślonym przeze mnie na poczekaniu, na początek podaje własny typ. Raczej w żadnym współczesnym rankingu gamerskim nie zająłby tak zaszczytnego miejsca. Natomiast u wszelkich fanów point and clicków, a przede wszystkim – muszę użyć tego słowa, wybaczcie – epickich fabuł, ma on dożywotnio wydzierżawioną jedną komorę ich serc dla siebie.

Jeśli więc nie straszna Ci oprawa graficzna z późnych lat 90 i kwadratowość tekstur. A wszelkie braki wizualne z powodzeniem zrekompensuje Ci (mod HD do pobrania za darmo): pan Boberek podkładający głos pod wygadanego – nie tylko jak na ptaszysko – kruka, nieziemska muzyka z pogranicza dwóch światów i historia, która najpewniej już nigdy nie wyjdzie Ci z głowy, przyprawiając ją przy okazji o zawroty, to musisz udać się w najdłuższą oraz najważniejszą podróż swojego życia i zagrać w The Longest Journey.

Fabularnie przeniesiecie się w 2099 rok do Stark, technologicznego miasta przyszłości, gdzie wcielicie się w młodziutką, początkującą artystkę April Ryan. Szybko jednak zorientujecie się, że protagonistka nie jest tylko zwykłą studentką, a oprócz malowania posiada również inne wyjątkowe zdolności. Te pozwolą jej odkryć, w tym jakże bardzo racjonalistycznym i naukowym otoczeniu, istnienie Arkadii – alternatywnego i równoległego świata wypełnionego magią i nieludzkimi stworzeniami po brzegi. Jaką rolę w tych dwóch rzeczywistościach odegra nasza bohaterka? Tego dowiecie się, grając. 

the longest journey gra przygodowa

Według redakcji gry-online rozgrywka ma Wam zająć niecałe 13 godzin. Wikipedia podaje za to wynik ok 40 godzin. Uwierzcie mi, biorąc pod uwagę poziom skomplikowania zagadek logicznych, skłaniam się, że przejście gry zajmie Wam nawet więcej.

Wiedźmin 3: Dziki Gon – na kraniec świata i z powrotem

Prawem (dla nikogo  żadnej) niespodzianki Geralt z kolei zapewnił sobie stałą pozycję w każdym rankingu na świecie, nieważne czego by ten dotyczył. Ja tam z przeznaczeniem igrać nie zamierzam, więc posłusznie umieszczam w swoim zestawieniu najdłuższych tytułów single player grę Wiedźmin 3: Dziki Gon wraz z dodatkami Serce z kamienia oraz Krew i wino.

Gatunkowo to tak trochę fabularna gra akcji, trochę takie RPG i sandbox, a już z całą pewnością ponad 150 godzin niesamowitej frajdy i kawał historii, czający się nawet w wątkach pobocznych. O tę drugą zresztą możecie być szczególnie spokojni, bo zadbał o nią JWP Andrzej Sapkowski. I to właśnie on przyczynił się do tego, że stuprocentowo nasz, polski Wiesiek zajął 3 miejsce w międzynarodowym rankingu na najlepszą grę dekady. Gdybyście zamierzali z tym polemizować, pan Andrzej z chęcią wypisze Wam pozew.

Co do samej gry jeszcze – tutaj również znajdzie się miejsce na gadające zwierzęta. Profilaktycznie, jeśli jesteście w gronie białych kruków, którzy nigdy nie mieli okazji obcować z wirtualnym Wiedźminem, to informuję, że chociażby dla Płotki przemawiającej głosem Wojciecha Manna naprawdę warto. Chyba, że bardziej przekonuje Was nagość, krew i przekleństwa, to również powinniście się zapoznać.

A gdyby zwiedzania i odkrywania olbrzymiego, otwartego świata, podróży na Kraniec Świata i z powrotem oraz zwiedzania wielu różnych krain było Wam mało, to kolejną setkę godzin możecie poświęcić na ogrywaniu partyjek w Gwinta.

wiedźmin 3 dziki gon geralt like

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain – skradanka do Twojego serca

Kiedy na okrzyk „Snake? Snaaaake!” pozostajecie zimni i niewzruszeni, to prawdopodobnie nie macie duszy lub po prostu nie dane Wam było dotychczas spotkać się z serią Metal Gear Solid, przez co też tym samym nie mieliście dzieciństwa, czy czegokolwiek tam innego. Spokojnie jednak, nic straconego, Wasz (fantomowy) ból odczuwany na skutek czegoś, co zdecydowanie utraciliście zaraz zostanie uśmierzony. Długie godziny wolnego czasu możecie zacząć bowiem równie dobrze od piątej części – The Pantom Pain, bo to solidna porcja gry, która skutecznie Was pochłonie, nawet bez znajomości poprzednich odsłon. Aby jednak wyłapać wszystkie nawiązania i smaczki, polecam zaznajomić się z opowieścią chociaż czysto teoretycznie.

I niech Was nie zwiedzie gatunek określony przed producenta taktyczną akcją szpiegowską. Nie będzie tylko zimnej rozwałki. Ojcem serii jest Hideo Kojima, a jeśli słyszeliście coś o tym panu oraz o tytule Death Stranding, pewnie wiecie, że u tego twórcy jest zawsze głęboko emocjonalnie. Również w przypadku, kiedy rozgrywka zawodzi. Tutaj jednak nie musicie się o nic martwić. MTG V to pod każdym względem uczuciowy rollercoster i chyba najlepsza część serii. Prawdopodobnie też ostatnia powstała z rąk Hideo, co zdecydowanie stanowi symboliczny koniec tej 32 letniej (sic!) przygody.

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain daje nam dużą dowolność w kwestii przechodzenia fabuły, długi, szeroki i otwarty świat do wyeksplorowania oraz system dnia i nocy i zaawansowaną technologię rozbudowy baz. Fabularnie gra należy do tych odsłon serii opowiadających o Zimnej Wojnie, natomiast wydarzenia rozgrywają się Afganistanie i Afryce. Nasz bohaterski żołnierz i protagonista budzi się po 9-letniej śpiączce z amputowaną ręką i skrytobójcami czyhającymi na jego życie. Jeżeli więc klimaty fantasy nie są dla Was, to Metal Gear Solid będzie najlepszą i najsłuszniejszą odpowiedzią.  

metal gear solid V phantom pain


Redakcja miastogier donosi, że maksymalny czas gry wynosi nawet 200 godzin. Rozsiądźcie się lepiej wygodnie.

Amnesia: Mroczny Obłęd – przetrwaj ten horror

Teraz czas na chwilkę oddechu (prawdopodobnie przyspieszonego) i coś krótszego, bo w najdłuższym wariancie trwającego „tylko” 23 godziny, ale zdecydowanie nie lżejszego. A wziąwszy pod uwagę przerwy, jakie będziecie musieli robić sobie przy okazji ogrywania Amesia: Mroczny Obłęd, to i ten czas znacząco się wydłuży.

Amnesia: Mroczny Obłęd chociaż kategoryzowana jest do gatunku survival horroru FPP, nie spodziewajcie się tutaj makabrycznej jatki zombie widzianej z bliska. Przetrwanie oczywiście jest, ale bardziej symboliczne. A jak znacie klimaty prozy H.P. Lovecrafta czy Edgara Allana Poe’go to już wyobrażacie sobie o czym mówię. Grozę tutaj budzą nie tyle rzeczywiste kreatury, a halucynacje, pogarszający się stan psychiczny bohatera i nieustanne uczucie napięcia wywołane niepewnością i niewiedzą.

Daniel, nasz protagonista, błądzi zarówno po zakamarkach ciemnego, XVIII-wiecznego zamczyska, jak i swojego umysłu dotkniętego amnezją, na którą, co dziwne, sam się zdecydował. Eksplorowanie lokacji oraz interakcje z różnymi przedmiotami pomagają nam powoli dotrzeć do motywów, jakimi kieruje się nasza growa postać. Na początek jednak możecie być pewni jednego, odkrywanie kolejnych puzzli układanki nie będzie wiązało się z przyjemnością. W przeszłości Daniela skrywa się więcej mroku niż po kątach zamku, a jego życiu, co niewątpliwe, zagraża duże niebezpieczeństwo.  

Ta inteligentnie szarpiąca nerwy gra to świetna propozycja jeśli nie boicie się bać lub ciekawość do takich tytułów potrafi przerosnąć Wasze lęki. Uspokoję jednak wszystkich raz jeszcze, klimat budowany jest tu, głównie, przez umiejętnie dawkowanie tropów i motywów oraz możliwość unikania zagrożenia, a nie przez rozlewającą się zewsząd krew, wiszące flaki i brutalną walkę.

amnesia mroczny obłęd

Assassin’s Creed: Odyssey – pod płaszczykiem przygody

Na koniec zostawiam Was jednocześnie z przygodą i akcją, z otwartym światem otoczonym starożytnymi budowlami, legendą o Atlantydzie w tle, gorącym klimatem i, o dziwo, nie będziecie grać w Tomb Raider. Choć możecie tu wybrać żeńską postać, to wciąż jednak nie będzie to Lara Croft. Serio, dajcie spokój.

Assassin’s Creed: Odyssey – bo o nim mowa – to tytuł należący do serii, która w dużej mierze koncentruje się fabularnie na trwającym od wieków konflikcie dwóch frakcji: asasynów i templariuszy. Sama gra gatunkowo to natomiast przygodowy tytuł akcji typu sandbox, którego forma pozwala w przypadku Odyssey na minimum ponad 50 godzin rozgrywki oraz nawet ponad 180 godzin już szalonej rozrywki.

Assasinowa Odyseja daje nam zasmakować klimatu antycznej Grecji oraz przemierzać jej wiernie i przepięknie oddane lokacje, jako jedna z trzech typów postaci – wojownik, łucznik lub skrytobójca, dokładnie niczym bohater gier RPG. Natomiast dodatkowa możliwość wyborów moralnych oraz decydowania o wypowiadanych kwestiach przybliża nas do interaktywnych, nowoczesnych tytułów przygodowych. Ten miks form, futurystyczności ze starożytnością, dopracowanego wątku fabularnego i wypieszczonych pobocznych, a także rozbudowana mechanika i wypieszczona grafika pozwolą na długi czas przenieść się do innego świata i odkrywać jego tajemnice z najwyższym zaciekawieniem.

asasin's creed odyssey

#zostańwdomu i odkrywaj gry w x-komie

Oczywiście na tym nie kończą się stojące przed Wami growe możliwośći. Istnieją tytuły, które ze względu na swój tryb gry są w stanie pochłonąć na dłużej. Nie o nich jednak teraz i tutaj. Jeżeli jesteście zainteresowani, jakie jeszcze gry polecamy na L4 i nie tylko, to zajrzyjcie do tekstu Łukasza.

Przy okazji zobaczcie też, jakie najdłuższe gry poleca Xaorus.

tarcza