A po co mi… Time-lapse w telefonie?

Filmowanie smartfonem w ogromnej większości ogranicza się do klasycznego trybu wideo. Nie każdy korzysta i nie każdy w ogóle wie, że producenci dorzucają technikę time-lapse, która pozwala nagrywać arcyciekawe wideo. Coś co bawi i uczy zarazem. Czas dowiedzieć się, po co mi time-lapse w telefonie?

Czym jest time-lapse?

Pod tą enigmatyczną dość nazwą kryje się technika znana w języku polskim jako film poklatkowy. Niby fajnie, ale wielu osobom wciąż niewiele to mówi. Rozłóżmy więc całość na czynniki pierwsze.

Wyobraź sobie procesy, które w naturalnym trybie trwają długo. Tak długo, że szybko znudzi Ci się ich obserwacja, a nawet tak długo, że ludzkie oko nie jest w stanie dostrzegać przebiegu procesu – dopiero jego efekty.

Do takich procesów zaliczają się:

  • Wędrówka chmur po niebie,
  • Obserwacja toru gwiazd,
  • Topnienie lodu;
  • Ruch roślin,
  • Rozkwitanie kwiatów,
  • Wzrost włosów na ludzkim ciele,
  • Rozrost pleśni na pożywieniu,
  • Kopanie tuneli przez mrówki itp.

Z pewnością przyjdzie Ci zaraz na myśl kolejne 10 zastosowań, w których sprawdziłby się film poklatkowy.

Komu to potrzebne?

Technikę time-lapse polecam właściwie wszystkim. Rodzice mogą z jej pomocą pokazywać dzieciom, jak zachodzą różne zjawiska chemiczne, fizyczne i biologiczne. Np. rozdzielanie cieczy o różnej gęstości.

Do niedawna do takich nagrań potrzebne było studio, profesjonalny (jednocześnie drogi) sprzęt. Dziś mamy tę technikę w kieszeni, dostępną z poziomu aparatu smartfona. Wystarczy kijek do selfie, obiekt do filmowania oraz cierpliwość. Trzeba jeszcze ustabilizować i unieruchomić smartfon, czasem zadbać o oświetlenie i gotowe.

Smartfon będzie filmował butelkę, Ty w tym czasie zajmujesz się swoimi sprawami. Po jakimś czasie demontujesz instalację i oglądasz film, który trwa nie kilka godzin, ale kilkanaście sekund (zależnie od interwału).

Tajemnica filmu poklatkowego polega bowiem na rejestrowaniu jednego obrazu co ileś tam sekund (czasami minut). To ileś tam określa wspomniany interwał. Im dłuższy interwał, tym więcej czasu musi upłynąć pomiędzy uchwyceniem kadru. W efekcie zbędna, czasochłonna otoczka jest pomijana, pozostaje tylko crème de la crème, czyli time-lapse w czystej postaci.

Huawei Mate 30 Pro w statywie time lapse

Z filmu poklatkowego korzystają m.in. artyści w swych krótkich nagraniach na Instagramie. Dzięki krótkim interwałom rozłożona w czasie praca skracana jest do krótkiego, łatwego w skonsumowaniu wideo. Krótki time-lapse (do 30 sekund) nagra każdy smartfon obdarzony tą funkcją.

Natomiast długie interwały (obejmujące kilkugodzinne nagrania) znakomicie sprawdzają się do rejestrowania kwitnięcia kwiatów, ruchu roślin, śledzenia torów gwiazd. Jeśli chcesz nagrywać właśnie takie filmy, musisz wybrać smartfon z wyższej półki cenowej.

Time-lapse w praktyce

Żeby nie być gołosłownym, pokażę Ci kilka przykładów filmów poklatkowych, zarejestrowanych obiektywami smartfonów Mate 30 Pro oraz Mate 20. Akurat te miałem w domu, do tego nagranie z Galaxy Note 10.

Jak roztapia się lód?

Jak poruszają się rośliny?

Jak pokazać podróż samochodem?

Jak zmienia się pogoda?

Jak wygląda nocna burza?

Jak wygląda wędrówka chmur po niebie?

A po co mi…. Prawdziwa kopalnia wiedzy użytecznej

A po co mi… to seria tekstów, w których autor dzielnie mierzy się z malkontencko-gderliwymi tezami i pytaniami, sięgając każdorazowo po rzeczowe, roztropne oraz pragmatyczne kontrargumenty. Inspiracji do powstania cyklu dostarczają zrzędliwe komentarze internautów, wynikające najczęściej z niedostatecznej znajomości tematu bądź obłudnych pomówień, które krążą w sieci, a które utrudniają poznanie sedna sprawy.

Tematów do publikacji nam nie brakuje, lecz jeśli coś nurtuje Was szczególnie, wyślijcie mail na adres: geex@x-kom.pl.

Zobaczcie też inne wpisy z serii A po co mi…

Poprzedni, poświęcony Smartwatchom dla dziecka