Test i recenzja słuchawek SoundCore Strike 1 – czy ten dźwięk ma mocne uderzenie?

O młodej marce SoundCore robi się coraz głośniej. W naszej redakcji, a konkretnie u Michała, gościły już słuchawki TWS tego producenta i przeszły testy całkiem pomyślnie. Więc jak tylko usłyszałam o możliwości zrecenzowania słuchawek gamingowych tej marki, to nawet przez moment się nie zastanawiałam. Model, który przyszedł do mnie na testy, to SoundCore Strike 1. Z przyjemnością więc sprawdzam, jak sprawuje się ten słuchawkowy, gamingowy set. Zobaczcie, ile punktów na teście otrzymają te słuchawki.

Słówko wstępu, ale nie moje 

Jeśli jesteście ciekawi, jak powstała marka SoundCore i czym się kieruje podczas tworzenia swoich produktów, to koniecznie przeczytajcie tekst Michała. Świetnie pisze o filozofii marki, produktach i rozwiązaniach w nich zastosowanych. Łapcie:

Dobre brzmienie jest dla każdego. Czyli o marce Soundcore, jej filozofii i produktach.

Co w pudełku?

Słuchawki SounCore Strike 1 przychodzą do mnie w pudełku o standardowych rozmiarach. Na nim widnieje wizualizacja gamingowego zestawu. A jak to wygląda w środku? Powiedziałabym, że klasyka. W plastikowej wytłoczce znajdują się słuchawki, zwinięty kabel, przejściówka oraz trochę dokumentów. To tyle i moim zdaniem więcej tutaj nie trzeba. Zobaczcie.

Trochę się niecierpliwię, by sprawdzić, jak to wszystko działa. Ale zanim przejdę do tego, jaki dźwięk oferują, to najpierw przyglądam się temu, co prezentują od strony wizualnej. 

Wygląd i konstrukcja SoundCore Strike 1

Pierwsza myśl po wyjęciu słuchawek z pudełka była taka, że ich waga jest dość odczuwalna. Co to może oznaczać dla użytkownika? Po pierwsze (i lepsze) to, że zestaw może być solidnie wykonany. Po drugie, że coś poszło nie tak, bo przecież wszyscy wiemy, że na rynku słuchawek gamingowych jest wiele zestawów oferujących dobry dźwięk, ale w o wiele lżejszej formie. To jest jednak solidne 370 gramów, które trzeba będzie mieć na głowie, prze dobre kilka godzin. To jak to z nimi jest? Czy są solidne? Czy będą za ciężkie? Okaże się za chwilę.

Od razu mogę powiedzieć, że widać, że słuchawki są bardzo dobrze wykonane. Tworzywo i wszystkie elementy, które tworzą całość, są dobrej jakości i wszystkie do siebie pasują. Nie ma nadlewów, nic nie trzeszczy. Ale weźmy pod lupę ten zestaw i jego poszczególne elementy.

Nausznice

No jest to kawał nausznic. W najszerszym miejscu mają szerokość 6 cm. Kształtem najbliżej im do zaokrąglonego, przekrzywionego trapezu. Front nausznicy to plastikowy, matowy panel z logo i nazwą producenta w kolorze czerwonym, które są umiejscowione na wytłoczce z tego samego materiału. Między plastikowym wytłokiem a miękką częścią znajduje się czerwona spoina do podtrzymania obu części słuchawek.

Przejdźmy do tej części, która ma być tą najwygodniejszą i jednocześnie dość innowacyjną. Przyglądnijmy się bliżej miękkiej części nauszników i sprawdźmy, na czym polega to nowe rozwiązanie zastosowane w nausznikach. A producent mówi, że w niech znajduje się gąbka zapamiętująca kształt. To nie wszystko, bo jest nasączona żelem, którego zadaniem jest chłodzenie głowy użytkownika. Czy tak jest w istocie? Dowiecie się w akapicie o wygodzie, a teraz wracam do wyglądu.

Wypełnienie w najszerszym miejscu ma 3 cm grubości. Po bokach obszyte jest bardzo miękką imitacją skóry, a od wewnętrznej strony jest to bardzo przyjemny, śliski materiał. Wewnątrz nauszników znajduje się materiał w tym samym czerwonym kolorze, który widać na gąbce pałąka oraz na otoczce kabla. A ten z kolei wychodzi z obu nauszników i na niecałych 30 cm niżej łączy się w jeden przewód. Ale o tym też napiszę więcej w stosownym akapicie. Ostatni punkt tutaj, to miejsce na wpinany mikrofon, które znajduje się na lewej nausznicy. Zobaczmy, co tam się dzieje na pałąku.

Pałąk w SoundCore Strike 1

Tutaj z jakiegoś powodu nasuwają mi się same słowa na S. Solidny, stabilny i szeroki. Plastik, z którego jest wykonany jest twardy i elastyczny. Można nim manewrować na prawo i lewo wyginając nausznice. Przy tej próbie nie odczułam najmniejszej obawy o jego uszkodzenie. Na końcach z obydwóch stron znajdują się szyny do regulacji wielkości. Nie telepią się i pozostają na swoim miejscu. Jeśli chodzi rozmiary, to na samej górze ma prawie 4,5 cm, a przy łączeniu z nausznicami jest to 3,3 cm.

Pozostawiam soundcorowe „s” w spokoju i rozważę jeszcze kwestię gąbki umieszczonej na środku pałąka. Ta zajmuje tylko kilkanaście centymetrów, nie ma jej na całej długości. Ale w moim odczuciu tyle w zupełności wystarczy, by gwarantować wygodę głowie od góry. Gąbka jest elastyczna i tak jak wspominałam wcześniej, obszyto ją czerwonym materiałem.

pałąk w SoundCoreStrike 1

Łączność

Tutaj odrobinkę pomarudzę. Sam oplot kabla i jego kolor nie czyni go świetnym. I o ile na początku cieszyłam się, że dostaję na testy słuchawki przewodowe i to z mini jackiem, to szybko mi przeszło. Ale od początku. Jak wspomniałam wcześniej, przewody odchodzą od każdej nausznicy i łączą się mniej więcej na wysokości klatki piersiowej. I to pierwszy kuksaniec, którego dostałam całkiem szybko.

Kiedy zdejmuję słuchawki nauszne, to mam odruch unoszenia ich do góry. Więc miejsce, w którym przewody się łączą, zaczepiało mi się o szyję i głowę. Oczywiście potem zaczęłam o tym myśleć, by ściągać słuchawki bardziej do przodu, ale samo to, że trzeba o czymś pamiętać przy użytkowaniu już powoduje zgrzyt.  

Ale zejdźmy niżej, bo tutaj czeka na nas dość ciekawy pilot. Na panelu znajdują się dwa przełączniki. Jeden jest do wyciszania mikrofonu, drugi to funkcja Max Volume Switch do boostowania najgłośniejszego momentu słuchawek. O tym, jak spełnia o swoją funkcję w graniu i w muzyce, napiszę później. Na boku pilota jest pokrętło, które działa bardzo płynnie i idealnie pozostaje w wyznaczonym miejscu.

Tak jak wcześniej mówiłam, kabel zakończony jest mini jackiem. Do zestawu dołączona jest jeszcze rozłączka, która po podpięciu do głównego wtyku daje możliwość podłączenia mikrofonu i słuchawek jednocześnie. No ale nie mogę nie wspomnieć o tym, że kabel najsłabsze ogniwo tego zestawu. Jest bardzo sztywny i wciąż układał się różne koła i ślimaki. Niestety wciąż musiałam z nim walczyć i ta walka nie była równa. No nie można mieć wszystkiego. Na szczęście cała reszta zestawu i dźwięk, jaki oferuje, rekompensuje to drobne utrudnienie. Ale teraz jeszcze nic nie powiem. Sprawdźcie specyfikację.

Specyfikacja zestawu SoundCore Strike 1

Łączność Przewodowe

Budowa słuchawek wokółuszne, zamknięte

Średnica membrany 52 mm

Pasmo przenoszenia słuchawek 20 ~ 20000 Hz

Impedancja słuchawek 32 Om

Czułość słuchawek 113 dB

Regulacja głośności Tak

Wbudowany mikrofon Tak, przy słuchawce

Odłączany mikrofon Tak

Złącze Minijack 3,5 mm – 1 szt.

Długość kabla 1,7 m

Odłączany kabel Nie

Kompatybilność Windows, PlayStation 4, Xbox

Materiał nauszników Pianka

Dodatkowe informacje Regulowany pałąk, redukcja szumów otoczenia w mikrofonie, wodoszczelność (IPX5)

Kolor Czarno-czerwony

Waga 370 g

Wygoda

Wydaje mi się, że w tej kwestii jestem dość wymagającym użytkownikiem. Okulary, bez których ani rusz wymagają uwzględnienia w ocenianiu wygody. Do tego kolczyki i dość obszerna fryzura. Jak sobie z tym radzą Souncore Strike 1? Ku mojemu zaskoczeniu rewelacyjnie.

Słuchawki na najmniejszym ustawieniu przylegają do głowy w sposób wręcz idealny. Nie dociskają się zbyt mocno i tym samym nie powodują dyskomfortu ani w okolicy uszu, ani na głowie. Nie leżą też zbyt luźno, dlatego nie przytrafiał mi się odruch poprawiania zestawu, bo ten nie zsuwał się z głowy nawet przy mocniejszym potrząśnięciu głową.

Moje uszy w całości znalazły się w muszli i jeszcze miały sporo luzu. Generalnie Souncore Strike 1 to duże słuchawki i nausznice zajmują sporo miejsca na głowie, i też mocno od niej odstają. Trzeba więc mieć tę kwestię na uwadze, na przykład, gdyby ktoś chciał słuchać muzyki na leżąco, czy oglądać film.

Na początku przy unboxingu miałam spore obawy w stosunku do wagi, ale na szczęście nie mają przełożenia podczas użytkowania. Mimo ich obszerności i solidności absolutnie nie czuć ich ciężaru nawet przy długich godzinach użytkowania.

Wyżej obiecałam napisać, co z tym żelem chłodzącym umieszczonym w piance. A więc opowiadam. Już w dłoniach delikatnie czuć, że gąbki na nausznicach są chłodne. Po założeniu słuchawek na głowę tę różnicę czuć już wyraźnie. Jest to przyjemny chłód, który otacza ucho i daje przyjemne uczucie ukojenia. Jednak to intensywne odczucie chłodzenia trwa krótką chwilę. Gdybym miała to przełożyć na zegar, to są to około trzy minuty. Ale to wcale nie oznacza, że potem pod nausznicami robi się gorąco. Testowałam te słuchawki naprawdę długo i ani razu uszy nie zrobiły się gorące, ani się nie spociły. W kwestii wygody te słuchawki są dla mnie esencją tego, co ważne przy długim użytkowaniu.

SoundCoreStrike 1

Jakość dźwięku w testach audio

Wiem, że znajdą się tacy, którzy powiedzą, że na słuchawkach gamingowych nie słucha się muzyki. Ja powiem: to zależy. Miałam na głowie słuchawki gamingowe, na których było wręcz niewskazane słuchanie jakiejkolwiek muzyki. Zdarzyło mi się też mieć słuchawki gamingowe, które radziły sobie dość dobrze w muzyce elektronicznej. Co mogę powiedzieć o Soundcore strike 1? Sprawdźcie niższe akapity. A teraz pora na kilka testów. Dodam tylko, że wszystkie testy przeprowadziłam na „czystym” dźwięku, bez w funkcji boost.  

Testy audiocheck

Pasmo przenoszenia niskich częstotliwości (10-200 Hz)

10 Hz – od razu słychać przyjemne mruczenie basu

20 Hz – bas przybiera na sile

30 Hz – dźwięk przyspiesza i wchodzi na wyższe tony, ale wciąż przyjemnie mruczy

40 Hz – czuć prędkość, tony wciąż rosną, na nausznicach czuć drgania

50 Hz – 80 Hz – dźwięk jest ustabilizowany

90 Hz – 190 Hz – słychać wysokie dość duże wzmocnienie dźwięku

200 Hz – dźwięk delikatnie słabnie

Test wysokich częstotliwości

22 kHz 20 kHz – cisza jak makiem zasiał

19 kHz – pojawia się bardzo delikatny dźwięk

18 kHz – dźwięk nabiera mocy

17 kHz – 14 kHz – słychać ustabilizowane pasmo

13 kHz – 8 kHz – kulminacja wzmocnionego, wysokiego i stabilnego dźwięku

Płaskość widmowa

Test rozpoczyna się solidnym basowym mruczeniem. Co wcale nie dziwi, bo jednak profil słuchawek jest gamingowy. W dalszej części dźwięk delikatnie ucicha, a następnie staje się wysoki i wyraźny. Mimo podbitych dolnych partii (zaznaczam, że nie jest przesadzony bas) to słuchawki mają dość wypłaszczoną charakterystykę. Mnie to cieszy, bo to kolejny argument za tym, że Soundcore Strike 1 to słuchawki do grania i do słuchania.

Nagrania binauralne

Pukanie w drewniane drzwi jest zaskakująco autentyczne. W prawej słuchawce dźwięk jest niższy i wydaje się być bliżej. W lewej słuchawce pukanie ma wyższy ton i jest trochę bardziej oddalone. Ale w obu przypadkach odgłos dociera od frontu ucha. To takie uczucie jakbym siedziała raz prawym bokiem do drzwi, a raz lewym. Dźwięk nie ucieka ani w górę, ani w dół. Na tej podstawie wysnuwam wniosek, że scena rozmieszczona jest raczej na szerokość.

Scena

Scena w tym modelu jest. To już coś. Ale powiem więcej, może nie jest bardzo szeroka, ale na tyle wystarczająca, że ścieżki dźwiękowe w grach są naprawdę atrakcyjne, a i samo słuchanie muzyki na tym zestawie ma sens. Bez problemu można wyłapywać poszczególne instrumenty i dźwięki. Scena ma kształt litery V, ale średnie tony nie są potraktowane po macoszemu. Co zaskakujące, nawet muzyka klasyczna przeszła testy dość pomyślnie. Trochę muzycznych szczegółów złapiecie poniżej.

Soundcore Strike 1 w muzyce

Tony wysokie

Skoro wspomniałam o muzyce klasycznej, to na test wysokich tonów pozwoliłam sobie wziąć ostatnią część jednego z moich ukochanych koncertów Vivaldiego: Concerto For 2 Mandolins, Strings And Concerto In G, RV 532: 3. Allegro. W części wspólnej, gdzie mandolina gra razem ze smyczkami bez problemu można oddzielić od siebie te instrumenty. No a same smyczki, przyjemne, wyraźne i nie wbijają się w uszy. To samo dotyczy tytułowej mandoliny, która wysokimi tonami sięga szczytu. Cały odbiór utworu daje dużo przyjemności. Duży plus.

Ale żeby nie było tak dostojnie, to dorzucam tutaj Wave of Mutilation – UK Surf Pixies i sprawdzam sybilanty. I znów przyjemne zaskoczenie, bo każde s, c, sz, które jest w tej piosence, a jest tu ich sporo, akcentowane jest wyraźne, ale absolutnie nie męcząco. Duży plus za to, bo dla mnie zbyt przejaskrawione wysokie tony, to wystarczający powód, by nie brać zestawu pod uwagę. Ten mnie kupuje.

Tony średnie

Tutaj nie mogło zabraknąć kawałka, który sprawia, że nogi same podrygują. KMWTW, a kto jeszcze nie słyszał niech puści Colors Black Pumas i przekona się na własne uszy. Ale zanim, to powiem, jak mają się średnie tony w Souncore Strike 1 (chociaż w tym numerze usłyszycie wszystkie trzy rodzaje dźwięków). Wokal – wyraźny i bardzo przyjemny. Jest na równym poziomie z innymi instrumentami, które mają razem taki flow, że wow (nawet mi się zrymowało). A wyraźnie słychać wszystkie dźwięki. Z tyłu gitara basowa, klawisze, perkusja. Wszystko jest na miejscu. Średnie tony mocno dają radę. I mogę powiedzieć, że w tym kawałku I got all my favorite colors, right on.

Tony niskie

Kojarzycie pewnie Hey Joe Jimiego Henrixa. A słyszeliście to w wykonaniu Charlotte Gainsbourg? To jest kosmos. I tak jak gwiezdny pył wypełnia kosmos, tak ten sensualny wokal dopełnia mgławica niskich tonów. Utwór zaczyna się niskim basem i powolną perkusją, potem dołącza głęboki dźwięk wiolonczeli i klawisze w najniższej oktawie. Chyba nie zdziwię, jeśli powiem, że wszystkie te dźwięki robią naprawdę dobre wrażenie. Mało tego, dokładnie słychać raz z lewej, raz z prawej nausznicy, kiedy dołączają poszczególne partie instrumentów. Są mocne, ale nie na tyle, by zdominować cudowny wokal. Mnie się podoba.

Muzyczne podsumowanie

Oczywiście przesłuchałam o wiele więcej kawałków i to w różnych stylach muzycznych na tych słuchawkach, wszak to sama przyjemność, no ale nie sposób ich tu wszystkich opisać i też nie o to chodzi. (A szkoda 😉). Ale pozwolę sobie dodać, że zarówno muzyka elektroniczna, jak i instrumentalna była równie przyjemna w odsłuchu na tym zestawie. Moja ulubiona płyta Beyonce Homecoming Live z Coachelli (kiedyś zdam Wam relacje z tego wydarzenia, zobaczycie :P) brzmi na tych na Soundcore’ach superowo, a przepełniona jest przeróżnymi dźwiękami, samplami, wokalami, rytmami, a w tym wszystkim szaleństwo uczestników festiwalu. Cudo.

No i nie mogę nie wspomnieć o czymś mocniejszym, na przykład Harvest Naglfar, gdzie, jak wszędzie wcześniej, słuchawki utrzymały ciężar tego metalu. (W sekrecie powiem Wam, że odważyłam się puścić nawet only shallow my bloody valentine i dało to radę <3).

słuchawki SoundCore Strike 1

Souncore Strike 1 w grach

Enlisted

Nie będę ukrywać, że ta gra nie jest moją ulubioną. Ale specjalnie dla Was sprawdziłam, jak ten zestaw się sprawdza w okolicznościach II wojny światowej. Wrażenia po krótkiej (sami rozumiecie – to multi) rozgrywce są diabelnie immersyjne, wręcz przytłaczające. Szczególnie po włączeniu trybu Max Volume Switch, który boostuje dźwięk odczucia są niesamowite.

Duże wrażenie robią odgłosy walki – terkot karabinów maszynowych miesza się z odgłosami wystrzałów z broni ręcznej, czy hukiem z dział czołgów. Dokładnie słychać, z której strony padają wystrzały. Nad głową eksplodują ogłuszające (i wywołujące charakterystyczny pisk w uszach) bomby, wokół wybuchają granaty. Dodajmy do tego podniosłą muzykę i krzyki żołnierzy. Dźwięki są wyraziste, mocno zarysowane, ale nie zlewają się. Moim zdaniem, to właśnie w tej grze, słuchawki pokazały drzemiącą w nich moc.  

Skyrim

Nie odmówiłam sobie wysłuchania po raz 523431 utworu z menu głównego. Pierwsze okrzyki, chóralne śpiewy i orkiestra instrumentalna – to wszystko brzmiało naprawdę dobrze. A co w samej grze? Dialogi z NPC-ami były wyraźne, a w zależności od ustawienia mojej bohaterki wyraźnie słyszałam teksty raz w prawej a raz w lewej słuchawce. Szelest wiatru, szum rzeki, cykady i stukot kopyt galopującego łosia były bardzo realistyczne i podążały za ruchami postaci, dzięki czemu dawały wrażenie dźwięku przestrzennego. Tak samo odgłosy walki, szczęk ostrzy i okrzyki. Wszystko na tych słuchawka dawało dużą immersję i ogólne zadowolenie z rozgrywki.

CS: GO

Nie mogło obejść bez tego tytułu, jednego z moich ulubionych zresztą. No i nie ma zaskoczenia. SoundCore Strike 1 spisują się świetnie w tej strzelance. Dźwięki strzałów dochodzą do uszu bardzo wyraźnie i precyzyjnie mogłam określić, z której dokładnie strony. Wrażenia podczas gry są na tyle intensywne i wielowymiarowe, że zdarzyło mi się podskoczyć, kiedy znienacka rozległ się w niewielkiej odległości odgłos wystrzału. Słychać było wyraźnie różnicę w odgłosie kroków i skoków w zależności od podłoża, po którym poruszała się moja postać. No i musze powiedzieć, że słuchawki zdecydowanie pomagają w lokalizowaniu paki na bombsajdzie. Ustrzeliłam też kilka headów bez większego wysiłku i dzielę ten sukces na dwa, po równo dla mnie i tego zestawu.

Mikrofon w SoundCore Strike 1

Mikrofon w tym zestawie jest odpinany i jest to strasznie praktyczne rozwiązanie, jeśli akurat nie używa się słuchawek do grania. Sam mikrofon też jest bardzo funkcjonalny. Jest elastyczny i giętki, ale po ustawieniu zostaje w miejscu i nie sprężynuje (uch, nie ma nic gorszego). A zdarzyło się Wam wsadzić mikrofon do szklanki, na przykład w kilkusekundowej przerwie między respawnem? Mnie nie, ale producent mówi, że ten mikrofon ma wodoodporność na poziomie IPX5, więc nie musicie się przejmować, kiedy taka sytuacja się przytrafi.

mikrofon w SoundCore Strike 1

Producent mówi też, że mikrofon oddziela głos od szumów otoczenia. Czy tak jest na sto procent? No nie do końca, ale to wcale nie oznacza, że jest źle. Podczas rozmów mikrofon zbiera delikatnie na przykład klikanie w klawiaturę czy odgłosy domowników. Uwydatnia też głoski wybuchowe, ale nie do przesady. Ale wszystko o czym mówię, to drobnostki, bo w ogólnym odbiorze ten mikrofon naprawdę daje radę. Moi rozmówcy mówili, że słychać mnie czysto i precyzyjnie. Sprawdźcie sami na krótkim nagraniu.

Dodam tylko, że na pilocie znajduje się przełącznik do natychmiastowego wyciszania mikrofonu. To bardzo przydatna funkcja, zwłaszcza jeśli nie chcemy, by współgracze słyszeli jakieś odgłosy z otoczenia.

Podsumowanie, czyli jak oceniam SoundCore Strike 1

Odpowiadając na pytanie, które postawiłam z tytule przed testami: czy ten dźwięk ma mocne uderzenie? Tak. Dźwięk w zestawie słuchawkowym daje sporego kopa i to nie tylko w grach.

Dla mnie słuchawki SoundCore Strike 1, mimo że wyprodukowane pod szyldem gamingowych, są naprawdę dobrym zestawem uniwersalnym. Podczas grania spisują się świetnie. Jeśli nie macie audiofilskich zapędów, to do muzyki są niezłe. Bardzo dobrze radzą sobie też podczas seansów filmów i seriali (nie na leżąco 😉). Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że to jedne z lepszych słuchawek gamingowych, jakie miałam na uszach i w takim przedziale cenowym już dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Minusy

  • zaczepiający się o szyję kabel
  • przewód gruby i mało elastyczny

Plusy

  • jakość wykonania
  • bardzo dobra jakość dźwięku
  • pilot z przydatnymi funkcjami
  • zaskakująco wygodna konstrukcja
  • żel chłodzący w nausznicach

Ocena

9/10
PL - Rekomendacja