Recenzja słuchawek Skullcandy Push Active. Czy to najlepsze słuchawki dla aktywnych miłośników muzyki?

I tak, i nie. Z pewnością miłośnicy aktywności fizycznej się nie zawiodą. Miłośnicy muzyki trochę mogą. Ale który zapaleniec audiofil kupuje słuchawki treningowe do tego, by rozkoszować się muzyką? No raczej żaden proszę Państwa. Dlatego Skullcandy Push Active to świetny wybór na treningi, spacery i nieokrzesane podskakiwania. To jedne z najlepszych słuchawek treningowych jakie na sobie miałem.

Dla kogo są słuchawki Skullcandy Push Active?

Te słuchawki są skrojone dla aktywnych. Ich charakterystyka, design, sposób chwytania ucha oraz funkcjonalność podyktowane są ułatwianiem życia osobom, które w jakiś sposób poświęcają się aktywności fizycznej. Nie jest to jednak najlepszy wybór dla słuchaczy ceniących sobie lekkie konstrukcje słuchawek i analityczne brzmienie. Ale hej, słuchawki mają w nazwie Active. To wiele mówi o ich przeznaczeniu.

Push Active świetnie sprawdzą się podczas treningu na siłowni, truchtaniu po parku, jeździe rowerem, czy w walce o życie podczas morderczego sprintu do odjeżdżającego autobusu. Nie wypadną, nie wyskoczą i nie będą uwierały. To naprawdę bardzo przemyślane słuchawki, które mogą być świetnym towarzyszem i motywatorem do wszelkich treningów. Uprzedzając pytania – chodzenie po centrum handlowym to nie odbywanie treningu. Tutaj polecam sprawdzić recenzję słuchawek Jabra Elite 7 Pro, a jeżeli wolicie słuchawki nauszne, to test i recenzja Marshall Major IV  będzie odpowiednim wyborem.  

Skullcandy-Push-Active-całe
Okazałe, ładne i niemałe

Czy Push Active w takim razie to słuchawki tylko dla aktywnych?

Nie do końca. Jeżeli zależy nam na bardziej uniwersalnym rozwiązaniu, które sprawdzi się na treningu jak i poza nim, to też warto wziąć ten model pod uwagę. Push Active można połączyć z aplikacją Skullcandy, która zamienia te słuchawki w bardziej uniwersalne rozwiązanie. O tym jednak później. Po krótce zdradzę jednak niecierpliwym, że istnieje możliwość kształtowania brzmienia equalizerem wbudowanym w aplikację, a to pozwala na dobranie brzmienia zgodnie z preferencjami i obecną sytuacją, bez potrzeby majstrowania w odtwarzaczu (co zmieni charakterystykę dla wszystkich urządzeń), czy pobierania jeszcze kolejnej apki. Bardzo wygodne i praktyczne.

Słuchawki są jednak trochę cięższe niż ich ewentualna niesportowa konkurencja, dlatego mogą uwierać po całodniowym noszeniu. Tutaj wszystko zależy od preferencji użytkownika. Mnie ich ciężar i wielkość za bardzo nie przeszkadzają, dlatego noszenie ich poza aktywnością fizyczną było dla mnie komfortowe. Zwolennicy lekkich słuchawek będą mieli jednak powód do narzekań.

Jest jednak jeszcze jeden typ ludzi, którym te słuchawki mogą się spodobać. Ja należę do tego grona osób i wiem, że jest ono niemałe. Mianowicie ludzie typu mnie takie słuchawki to wypadają z uszu. Otóż Skullcandy Push Active posiadają bardzo praktyczny i wygodny haczyk nauszny, który unieruchamia słuchawki i nie pozwala im na akcję spadochronową. To wspaniałe uczucie nie musieć poprawiać słuchawek co 10 minut, prawda?

Wygląd słuchawek, etui i bateria

Słuchawki są spore. Nie tylko przez haczyk na ucho, ale też przez baterię. Wystają więc poza obrys ucha i żadne wciskanie pod żadnym kontem nic nie zmieni. Są jednak wygodne, a ich ciężar (95g) mi nie przeszkadzał. Odradzałbym je jednak osobom, które lubują się w małych pchełkach, jak przytoczone już Jabry – te ważą niecałe 11 gramów. Ciężar Push Active ma jednak uzasadnienie – 10 godzin nieprzerwanej pracy.

Za rozmiarem naszych gwiazd idzie też rozmiar etui. To jest mniej poręczne i w wąskich kieszeniach może albo uwierać, albo się po prostu nie mieścić. Za to opakowanie posiada funkcję ładowarki. W pełni naładowane etui napełni słuchawki energią trzy razy, więc przedłuży możliwość słuchania do 40 godzin. Przydatną funkcją jest również informacja głosowa o stanie baterii. Za każdym razem po wyjęciu słuchawek z etui, te informują użytkownika o stanie naładowania. Kobiecy głos recytujący informację o poziomie baterii może nie jest najprzyjemniejszy, ale spełnia swoją rolę – informuje.

Trwałość słuchawek

Słuchawki mają zwartą i szczelną konstrukcję. Producent chwali się certyfikatem IP55, a więc odpornością na pot i wodę pod niskim ciśnieniem. Słuchawki są całkiem wytrzymałe i naprawdę dobrze spasowane (na przyciskach aż za dobrze). Zdarzyło mi się wypuścić z rąk etui i jedną słuchawkę. Oba elementy wytrzymały uderzenie bez żadnych uszczerbków. Po tym zdarzeniu naprawdę uwierzyłem w trwałość tych słuchawek. Ciężarka bym na nich nie spuszczał, ale incydentalne wypuszczenie Skullów z moich dziurawych rąk zakończyło się szczęśliwie.

Jak to jest nosić Skullcandy Push Active na treningu, na co dzień i do snu?

W sumie to bardzo dobrze, bardzo dobrze i jeszcze raz… no przy tym ostatnim to tak co najwyżej nieźle. Niewygodnie się z nimi śpi. Uwypukla się wtedy ich masywność i pewna nieposkromiona energia, która atakuje nawet podczas słuchania spokojnych melodii. To nie są słuchawki, które lubią odpoczywać. One muszą być w ruchu. Najlepiej cały czas. Ładowanie? Wolne żarty. 10 godzin ciągłego słuchania muzyki i dodatkowe 30 godzin po ładowaniu z etui to aspekty, które aż krzyczą o nieprzerwane używanie tych słuchawek.

Push Active na treningu

Ich niezawodność i zachowanie podczas wysiłku fizycznego jest wprost wzorcowa. Słuchawki świetnie układają się w uchu, a dzięki haczykowi nie przesuwają się, nie wypadają, ani nie uwierają. Nie są też sztywno unieruchomione w jednej pozycji, więc podczas robienia różnych min przy okazji podnoszenia ciężarów, czy robienia ostatniego kilometra na bieżni nie będą kuły ucha. Po skończonym grymaszeniu słuchawki miękko wracają do wcześniejszej pozycji. Spokojnie można o nich zapomnieć i oddać się treningowi.

Niekiedy, po wielorazowym grymaszeniu (do upadku mięśniowego albo wcale) słuchawki decydują się na pozostanie w pozycji odstającej, więc trzeba je poprawić. Zdarza się to raz, może dwa razy na trening, więc Push Active sprawują się wzorowo.

Podczas uprawiania biegu przełajowego, skakania i ogólnego treningu aerobowego słuchawki znakomicie dają sobie radę. Nie stanowi dla nich żadnego problemu przejście z planka do pompki, potem do przysiadu, aż w końcu do truchtu. Nie przekręcają się i nie podskakują razem ze skoczkiem. Miękko siedzą w uchu i niewzruszone emitują muzykę.

Na treningu siłowym, co już zostało wspomniane, słuchawki zostają w pozycji wystającej raz na jakiś czas podczas strojenia min. Poza tym trening siłowy jest dla nich chlebem powszednim. Ich charakterystyka brzmieniowa (co omówimy później) napędza kolejne i kolejne powtórzenie. Ponadto, co też szczegółowo opiszę za chwilę, Push Active posiadają możliwość sterowania głosem, więc kiedy ręce są zajęte, utwór można zmienić poleceniem głosowym. To świetna funkcja, która niejednokrotnie wywołała uśmiech na mojej twarzy (oraz osób obok, bo chop do siebie gada).

Push Active na co dzień

Casualowe noszenie tych słuchawek też może być przyjemne. Nie tylko znośne, ale przyjemne. Dostosowując w aplikacji brzmienie do swoich upodobań można spędzić kilka ładnych godzin w tych słuchawkach zupełnie zapominając o tym, że ma się je w uchu. Mnie ich wielkość i ciężar nie przeszkadzają wcale, więc mogę je uznać za uniwersalne rozwiązanie. Nie muszę zmieniać słuchawek, by cieszyć się całkiem fajnym brzmieniem na treningu i poza nim.

Dzięki baterii, która trzyma 10 godzin, można spędzić w tych słuchawkach dosłownie cały dzień. Uzależnieni od muzyki mogą skorzystać z etui ładującego. Tyle godzin słuchania starcza aż nadto. Przyznać jednak należy, że po całym dniu noszenia tych słuchawek (7 – 16), zdjąłem je i poczułem swego rodzaju ulgę. Można więc poczuć dyskomfort, pomimo, że przesadzić nie jest łatwo.

I na noc

To w zasadzie jedyna mniej komfortowa sytuacja, w której Skullcandy się nie odnajduje. Nie są one do końca ani wygodne, ani praktyczne. Ze względu na swoją wysoką dynamikę brzmieniową i duży rozmiar – po prostu przeszkadzają. Kiedy chciałoby się wyciszyć, puścić coś łagodnego i zapomnieć o słuchawkach, te wołają o atencję. Wołają tym silniej, im bardziej próbuje się o nich zapomnieć.

Muzyka jest ze sporą kompresją wtłaczana w uszy, co działa na treningu, ale zupełnie nie sprawdza się w wieczornym wyciszeniu. W trakcie dnia też łatwo o nich zapomnieć, ale w nocy stanowią przysłowiowy kamyk w bucie. To są słuchawki stworzone do towarzyszenia użytkownikowi podczas wojowania za dnia. Odradzam zakupu tych słuchawek w celu wieczornego wychillowania się.

Sterowanie słuchawkami – dogłębna analiza, test i recenzja Skullcandy Push Active

Obiecałem wspomnieć o sterowaniu słuchawkami, a to piękna sprawa. Sterować bowiem można na dwa sposoby. Przyciskami na słuchawkach oraz poleceniami głosowymi. Aby uruchomić drugą opcję, należy mieć zainstalowaną aplikację Skullcandy, połączone z nią słuchawki i włączoną lokalizację. Dla niektórych wyjadaczy ostatni warunek może być na porządku dziennym. Dla mnie jednak jest nowością, z którą się nie zgadzam. To tylko kolejna droga pozyskiwania informacji o konsumentach. Podczas biegania outdoorowego jednak większość z nas ma i tak włączoną lokalizację, ponieważ śledzi swoje postępy w kolejnych aplikacjach sportowych, więc czy robi to wielką różnicę?

Sterowanie za pomocą przycisków

Przyciski są mało komfortowe i trudno je wcisnąć. W zasadzie to się w nie wbija palec, zamiast po prostu przycisnąć. To może być echo wodoszczelności i dosyć dobrze spasowanej obudowy, ale jednak odbija się na komforcie użytkowania. Trzeba znaleźć sposób w jaki ułożyć palec na przycisku, by wygodnie go wcisnąć. Ja używam kciuka skierowanego w stronę małżowiny. Taki układ działa według mnie najlepiej.

Za pomocą przycisków możemy wykonać praktycznie wszystkie czynności, jakich byśmy wymagali od słuchawek – zwiększyć i zmniejszyć głośność, zmienić utwór (następny i poprzedni), a nawet wywołać asystenta Google w telefonie z Androidem. Ah, oczywiście da się również zatrzymać i wznowić utwór. Ponadto można dołączyć do innego słuchacza ze słuchawkami Skullcandy oraz samemu udostępnić odtwarzaną muzykę. Fajna, średnio przydatna funkcja.

Warto też wspomnieć o tym, że przyciski działają niezależnie od siebie. To oznacza, że prawy może odpowiadać za co innego, a lewy znów za coś innego. W dodatku można tym przyciskom przypisywać funkcje w aplikacji. Jeżeli więc domyślny układ nam nie pasuje – otwieramy aplikację i zmieniamy przypisane funkcje przycisków zgodnie ze swoimi upodobaniami. Wprowadzone zmiany działają od razu.

Przyciski chodzą ciężko. Trzeba znaleźć włąsciwy sposób, by wygodnie ich używać

Sterowanie słuchawkami Push Active za pomocą głosu

Sterowanie głosowe to w zasadzie joker tych słuchawek. Zaraz obok wbudowanego equalizera w aplikacji, ta funkcja najbardziej zmienia obraz tych sporych maleństw. Jeżeli są jakieś słuchawki, które brzmią trochę lepiej i mają wygodniejsze przyciski, ale nie posiadają sterowania głosem, to wybór jest prosty – Skullcandy Push Active. Nie wiedziałem, że ta funkcja jest tak fajna, dopóki jej nie spróbowałem. Sprawdza się przede wszystkim na treningu, bo podczas chodzenia po mieście wyjęcie telefonu i przełączenie utworu to pikuś… chyba, że mamy zakupy…

Po wypowiedzeniu frazy Hey, Skullcandy, słuchawki wzbudzają się i dają o tym znać krótkim dźwiękiem. Potem możemy powiedzieć np. next lub previous jeżeli chcemy zmienić utwór, lub assistant, jeżeli chcemy wywołać asystenta Google. Dodatkowo, jeżeli Spotify jest ustawiony jako domyślny odtwarzacz muzyczny, po wypowiedzeniu frazy wywołującej i dodaniu Spotify, słuchawki automatycznie uruchomią ostatnio odtwarzany utwór. Tutaj ważna uwaga. Słuchawki obsługują tylko język angielski.

Przyznać należy jednak, że słuchawki czasami się gubią i nie reagują na polecenia. Najczęściej na to pierwsze, wzbudzające. Zauważyłem, że kiedy mocno wieje, lub echo się niesie np. na klatce schodowej, słuchawki nie reagują na polecenia, albo robią to ze sporym opóźnieniem. Polecam wtedy przyłożyć jedną słuchawkę do ust, albo zakryć słuchawkę ręką tak, jakbyśmy czegoś nasłuchiwali. Wtedy Push Active nie mają problemu z rozróżnieniem, kiedy do nich mówimy, a kiedy nie.

Sterowanie głosem to wspaniała funkcja zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy w środku serii i włącza się ten jeden kawałek z całej playlisty, którego nie chcemy słuchać. Wtedy wystarczy jedno hey, Skullcandy – next i po problemie. Spróbujcie sami – bez oderwania rąk od roboty zmienić utwór. Fajne uczucie. Przydatne też dla biegaczy, którzy nie biegają z telefonem w ręce. I przydatne, kiedy idziemy obładowani zakupami, lub czytamy książkę i nie chcemy się odrywać od lektury. W ogóle przydatne, co tu dużo gadać.

Funkcja może z początku zawstydzać, bo jeszcze nie wszyscy wiedzą o tym, że do telefonu można mówić bez połączenia – a co dopiero do zegarka, czy słuchawek właśnie. Nie ma jednak powodu do obaw. Jedyne co nam grozi, to zdziwione spojrzenia.

Push Active aplikacja
Polecenia głosowe to niesłychanie przydatna funkcja

Funkcja Stay-Aware

Tę funkcję też możemy wywołać poleceniem głosowym i w zasadzie nie używałbym innej metody. Przy włączonej funkcji, Push Active uruchamiają wbudowane mikrofony, więc dobrze słyszymy to, co dzieje się wokół nas. Pomocne dla biegaczy miejskich i crossfitowców. Użyteczne też, kiedy nie chcemy zdejmować słuchawek przy kasie, a jednak wypada odpowiadać na pytania drugiej osoby i być w jakimś kontakcie.

Kiedy wyłączymy tę funkcję, Push Active całkiem sprawnie odcinają nas od dźwięków otoczenia. Nie ma tutaj jednak ANC, więc bezszelestnej ciszy nie uzyskamy. Izolacja jest solidna, ale ANC to to nie jest.

Rozmowy za pomocą słuchawek

Za pomocą słuchawek możemy odebrać połączenie lub je odrzucić. Z powodzeniem też można przez słuchawki rozmawiać. Rozmowa nie jest najwyższej jakości, ponieważ rozmówcę słychać średnio wyraźnie, a nas, jako użytkownika Push Active, również słychać nie najlepiej. Nie zdarzyło mi się, żeby rozmówcy prosili mnie o powtarzanie tego, co przed chwilą powiedziałem, ale wiem, że głos przekazywany przez słuchawki jest mocno zdeformowany. Nie są to najwygodniejsze egzemplarze do rozmów. Są to słuchawki raczej do sporadycznych kontaktów. Spokojnie więc podczas treningu można odebrać połączenie, powiedzieć, że nie można w tej chwili rozmawiać, rozłączyć się i kontynuować trening. Chyba nie przerywacie treningu, żeby z kimś pogadać?

Recenzja i ocena brzmienia słuchawek Skullcandy Push Active

Brzmienie tych słuchawek można zmieniać w korektorze wbudowanym w aplikację producenta. Jest jednak pewien wspólny mianownik wszystkich słuchawek treningowych. Jest nim bas. W zasadzie BASS. Push Active nie są wyjątkiem od tej reguły.

Ogólne brzmienie Push Active jest dynamiczne i szybkie. Słuchawki pilnują się cały czas, by nie łapać zadyszki i nadążać za utworem. Przy tym odnajdują się w zdecydowanej większości brzmień i gatunków. Dźwięk może męczyć po kilku godzinach ciągłego słuchania, ale to zupełnie normalne w tego typu produktach.

Scena jest dosyć szeroka i nie pozostawia wiele do życzenia. Kosztem sceny chyba zrezygnowano ze szczegółowości, bo tutaj nasze gwiazdy potrafią leniwie podchodzić do sprawy. Efekt stereo jest naturalny, słuchawki mają dużo przestrzeni. Niestety przez to tracą momentami na klarowności i nie zawsze grają szczegółowo. Jak można się domyślać, najmniej szczegółowo jest na górze.

W ogólnym rozrachunku słuchawki te wypadają zaskakująco dobrze. Nawet w swoim producenckim wydaniu brzmią fajnie. Dla fanów basu będą brzmiały jeszcze lepiej. Dzięki możliwości korekcji dźwięku w aplikacji słuchawki można lepiej dopasować do swoich preferencji, dlatego naprawdę polecam zabawę korektorem.

Push Active bez gumki

Bas

Całe szczęście bas w tych słuchawkach jest elastyczny, giętki i szybki. Nie przytłacza i nie tłamsi innych częstotliwości. Doskonale zna swoje miejsce i pomimo tego, że jest najbardziej wyeksponowany, to nie stara się zdominować całości. To pozwala użytkownikowi znaleźć względny balans w częstotliwościach. Wystarczy chwilę pobawić się korektorem w aplikacji. Nie chcę być jednak tutaj źle odebrany – przeważającego basu się stąd nie pozbędziemy. Nawet wycinając dolne częstotliwości użytkownik jest w stanie usłyszeć to, z czym najlepiej radzą sobie słuchawki.

Bas tutaj jest jednak bardziej naturalny niż w innych słuchawkach treningowych. Jest uwypuklony, ale nie deformuje dźwięku. Po prostu go sztucznie poszerza i wzmacnia, nie doprowadzając do upośledzenia niskich częstotliwości. Nie mamy więc do czynienia z mułem. Raczej z przesadą. 

Wysokie i średnie tony

Poza przeważającym basem słuchawki grają całkiem precyzyjnie. Dobrze reprodukują dźwięk i radzą sobie z każdym gatunkiem muzyki. Niektórzy fani cięższych brzmień mogą być jednak trochę rozczarowani, ponieważ słuchawki za sprawą dominacji basu za bardzo odseparowują basową stopę od reszty, a niekiedy deformują też brzmienie gitary. To nieprzyjemne uczucie, dlatego polecam eksperymentować z korektorem.  

Nie warto jednak przesadzać z podbijaniem wysokich tonów, bo z tym Push Active radzą sobie gorzej. Delikatna górka na poziomie 12kHz może zadziałać, ale zbytnie podbicie tych częstotliwości kończy się sybilantami, syczącymi talerzami perkusji i niemiłym, ziarnistym brzmieniem syntezatorów.

Aplikacja Skullcandy

Aplikacja nie wchodzi zasadniczo w przedmiot recenzji, bo gwiazdą wieczoru są Push Active, ale warto o niej wspomnieć. Dzięki połączeniu słuchawek z apką mamy możliwość używania poleceń głosowych, nadawania przyciskom funkcji innych niż te domyślne, a także zyskujemy dostęp do korektora dźwięku i instrukcji obsługi słuchawek, jakbyśmy czegoś nagle zapomnieli.

Aplikacja jest przejrzysta, łatwa w obsłudze i dosyć intuicyjna. Oczywiście, trzeba się jej nauczyć, żeby nie błądzić, ale każda funkcja jest opisana w miarę jasno, więc nie trzeba się niczego domyślać. Warto ją zainstalować, żeby zyskać dostęp do większej liczby funkcji słuchawek niżeli jedynie odtwarzanie muzyki i sterowanie przyciskami.

Mała porada. Jeżeli telefon, na którym instalujecie aplikację działa w trybie oszczędzania energii, lub ma tendencję to ubijania aplikacji, to może też gasić aplikację Skullcandy (działającą w tle) i wyłączać dostęp do lokalizacji. Wtedy też tracicie dostęp do poleceń głosowych, a słuchawki rezygnują z odtwarzania muzyki zgodnie z ustawionym equalizerem i wracają do domyślnych ustawień. Jedynie przyciski nie wracają do swoich pierwotnych znaczeń.

Podsumowanie recenzji słuchawek Skullcandy Push Active

Dla tych, którzy nie chcą wchodzić w szczegóły. Push Active można wziąć pod uwagę jako mocnego zawodnika. Najmocniejszą stroną słuchawek jest sterowanie poleceniami głosowymi, equalizer w aplikacji Skullcandy, certyfikat IP55 i bardzo długi czas pracy na baterii – 10 godzin ciągłego grania. Czas ten można wydłużyć do 40 godzin dzięki ładującemu etui. Do wad przypisać należy ich przebasowany charakter i rozmiar. Według mnie mogłyby być trochę mniejsze i o bardziej zbalansowanym brzmieniu – wtedy pasowałyby szerszemu gronu odbiorców.  

Biorąc wszystko pod uwagę, słuchawki można polecić osobom, które szukają egzemplarzy przeznaczonych do treningów i około treningowych czynności. Push Active przeznaczone są w pierwszej kolejności do towarzyszenia użytkownikowi podczas fizycznych zmagań. W drugiej kolejności, dzięki aplikacji, mogą być uniwersalnym rozwiązaniem, jeżeli szukamy słuchawek na trening i nie tylko. Natomiast odradzam te słuchawki osobom, którym zależy najbardziej na słuchawkach do chodzenia po mieście i siedzenia przy biurku. Push Active będą Was męczyły swoim ekspresyjnym, energicznym brzmieniem.

Minusy

  • Odrobinę za duże
  • Trochę za ciężkie
  • Przebasowane

Plusy

  • Wytrzymałe
  • 10 godzin pracy na baterii i 40 godzin z ładowaniem poprzez etui
  • Możliwość korekty brzmienia w equalizerze wbudowanym w aplikację Skullcandy
  • Możliwość sterowania głosem
  • Certyfikat IP55
  • Wygodne nawet podczas intensywnych treningów

Ocena redakcji

8/10