Microsoft Flight Simulator 2020 i zestaw Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK – wolność w przestworzach dla wymagających

Microsoft dopiął swego. Najnowsza odsłona najbardziej rozpoznawalnego symulatora lotów statkami powietrznymi zagościła na komputerach osobistych graczy. Ponad to każdy, kto ma wykupioną usługę Xbox Games Pass może ją ściągnąć i sprawdzić. Czy warto po nią sięgnąć i czy potrzebne są jakiekolwiek dodatkowe akcesoria, aby cieszyć się lotami w MFS 2020?

Thrustmaster T.16000M Flight Pack – zestaw dla domowego lotnika

Zawartość opakowania

Aby w pełni sprawdzić możliwości i potencjał drzemiący w grze MFS 2020, otrzymałem do testów zestaw akcesoriów Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK. Wewnątrz dość sporego pudełka znalazły się 3 elementy:

  • Przepustnica TWCS Throttle PC
  • Joystick T.16000M
  • Pedały TFRP Rudder Pedals

Dodatkowo w opakowaniu znalazłem również instrukcję i dwie wymienne gumki do uchwytu joysticka. Dzięki nim możliwe jest dostosowanie jego kształtu do dłoni osoby leworęcznej.

Jakość wykonania

Każdy element zestawu wykonany jest z czarnego plastiku akcentowanego pomarańczowymi wstawkami, takimi jak przyciski na przepustnicy czy podstawa joysticka. Aby poprawić chwyt w kluczowych miejscach został zastosowany plastik o chropowatej powierzchni. Mimo konstrukcji z tworzywa sztucznego wszystkie akcesoria są bardzo dobrej jakości. Przyciski mają dobrze wyczuwalny i przyjemny klik o sporym skoku, grzybki bez problemu wracają do swojej pozycji początkowej, przepustnica gładko i płynnie sunie po szynach a pedały działają z odpowiednim oporem.

Pedały TFRP na spodzie posiadają dwa małe kanały po obu stronach konstrukcji, dzięki którym możliwe jest ułożenie przewodu w wygodnej dla siebie pozycji. Joystick natomiast ma u dołu dodatkowy przełącznik, dzięki któremu odwracane są wszystkie jego funkcje zgodnie z używaną ręką. Ciekawostką jest także możliwość przekręcenia podstawy nadgarstka w joysticku o 180 stopni. Bardzo podoba mi się to, że producent dba także o graczy leworęcznych.

Joystick i przepustnica łączą się z komputerem za pośrednictwem klasycznego złącza USB. Pedały natomiast podpinane są pod przepustnice poprzez złącze T.RJ12, przypominające kabel Ethernetowi.

Jedynym mankamentem, do którego się przyczepię, są 3 główne przyciski na górze joysticka. Działają bardzo dobrze, chciałbym jednak, aby ich plastiki były lepiej osadzone w obudowie. W tym momencie mają zbyt dużo luzu, przez co obijają się i nie sprawiają wrażenia stabilnych. Nie wpływa to co prawda na samą ich pracę, psuje to jednak nieco świetne ogólne doświadczenia z zestawem.

Dedykowane oprogramowanie T.A.R.G.E.T.

Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK to zaawansowane akcesorium dla graczy, co dobitnie pokazuje jego dedykowane oprogramowanie o nazwie T.A.R.G.E.T. Zostało ono podzielone na dwie oddzielnie aplikacje. Pierwsza z nich pozwala na skonfigurowanie swojego zestawu pod wybraną grę i ustawienie wszystkich poszczególnych przycisków. Możliwe jest nawet ściągnięcie stworzonych przez społeczność użytkowników presetów ustawień, dzięki czemu znacznie skraca się czas konfiguracji.

W drugiej aplikacji możliwe jest natomiast stworzenie własnych skryptów działań do poszczególnych przycisków. Całe oprogramowanie jest także podzielone na dwa poziomy zaawansowania użytkownika. Po wybraniu wersji BASIC program sam dostosowuje przyciski, starając się wybrać te najbardziej optymalne dla użytkownika. Tryb ADVANCED pozwala natomiast na skonfigurowanie absolutnie każdego aspektu działania zestawu: od przypisanych przycisków po krzywą siły wychyłu drążka joysticka. Opcji jest całe zatrzęsienie.

Każdy element zestawu można przymocować do specjalnego stojaka, jeżeli oczywiście ma się wystarczająco dużo miejsca przy stanowisku komputerowym. Z pewnością takie rozwiązanie znacząco podnosi komfort podczas grania.

Jak Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK sprawdza się w grach?

Mówiąc wprost i bez ogródek, korzystanie z zestawu T.16000M FIGHT PACK to sama przyjemność. Producent z racji charakteru sprzętu mógł przystosować go pod najbardziej zaawansowanych użytkowników i fanów symulatorów. Nie zapomniał jednocześnie o osobach takich jak ja, które w świecie flight sim-ów są całkowicie „zielone”.

Początkowo obawiałem się, że zostanę przytłoczony skomplikowaną konfiguracją i dziesiątkami nieopisanych przycisków. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Po zainstalowaniu oprogramowania T.A.R.G.E.T wraz z paczką sterowników wystarczyło dosłownie 5 minut, abym był już gotowy podbijać przestworza.

Aplikacja bez problemu zsynchronizowała się z grą, dzięki czemu nie musiałem właściwie w ogóle grzebać w ustawieniach. Każdy przycisk automatycznie przypisał się do odpowiednich działań. Oczywiście jeżeli chciałbym zmienić jakikolwiek sposób działania kontrolerów, miałem taką możliwość.

No dobrze, jak w takim razie Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK sprawdza się w Microsoft Flight Simulator 2020? Powiem szczerze, że ciężko jest mi opisać słowami to, czego doznałem, gdy przesiadłem się z klawiatury, myszki i pada na ten zestaw. Wyobraźcie sobie, że całe życie rąbiecie drewno na opał przy użyciu siekiery średniej wielkości. Praca idzie całkiem sprawnie, bo jesteście do niej przyzwyczajeni. W pewnym momencie jednak dostajecie w prezencie od rodziny piłę spalinową i przy pierwszym jej użyciu dostajecie olśnienia. Jak wy mogliście całe życie tak nieefektywnie rąbać drewno!

Taką piłą był dla mnie właśnie T.16000M FLIGHT PACK. Wcześniej grywałem w tytuły traktujące o walce w przestworzach, takie jak IL-2 Sturmovik czy Ace Combat i zawsze korzystałem z pada oraz niezawodnego zestawu klawiatura/mysz. Teraz zrozumiałem, że robiłem ogromny błąd.

Sterowanie statkami powietrznymi przy użyciu bohatera tej recenzji jest niesamowicie przyjemne i przede wszystkim naturalne. Świetnie wyważony opór drążka joysticka umożliwia niezwykle precyzyjne wychylanie samolotu, dzięki czemu manewrowanie w gorszych warunkach pogodowych czy lądowanie stało się dużo prostsze. Przepustnica z szeregiem drążków, gałek i przycisków umożliwiała płynne sterowanie mocą silnika wraz z wieloma podsystemami takimi, jak chowanie podwozia, ustawianie trymera steru czy rozglądanie się po kokpicie bez konieczności odrywania wzroku od ekranu.

I mówię to ja, człowiek, który nie miał praktycznie w ogóle styczności z takimi akcesoriami komputerowymi i nie ma wytworzonej pamięci mięśniowej jak w przypadku padów czy klawiatur. Gdyby istniała taka ocena szkolna, to Thrustmaster otrzymałby ode mnie 6+ za ergonomię i komfort.

Oprócz tego nie miałem żadnych problemów z działaniem każdego z elementów. Wszystkie przyciski działały sprawnie, tak samo jak przepustnice, pedały czy gałki. Ostatecznie uważam, że ktokolwiek, kto jest zainteresowany rozpoczęciem swojej przygody w wirtualnym lotnictwie bądź szuka dobrego zestawu do już ogrywanych przez siebie gier powinien zainteresować się Thrustmasterem T.16000M FLIGHT PACK. Zestaw może kosztuje całkiem sporo, oferuje jednak kompletny system zarządzania samolotem w postaci 3 akcesoriów, świetnego oprogramowania i rewelacyjnego wsparcia ze strony producenta.

Microsoft Flight Simulator 2020 to gra ogromna

To, że MFS 2020 jest grą ogromną, wie już chyba każdy chociaż trochę zorientowany w świecie gier. Prawie 150 GB zajmowanej przestrzeni na dysku komputera to całkiem sporo, ale to i tak nic w porównaniu 2 Petabajtami danych strumieniowo ściąganych z chmury Microsoftu w trakcie gry. Przypomnę jedynie, że Petabajt to 1024 Terabajty.

Taka gigantyczna ilość danych przełożyła się na najwierniej odtworzoną mapę ziemi, ze wszystkimi górami, rzekami, morzami, miastami i drogami w skali jeden do jednego. Oczywiście stworzenie takiego środowiska tradycyjnymi sposobami, to jest ręcznym generowaniem i projektowaniem wszystkich elementów, zajęłoby nawet bardzo dużej ekipie programistów i grafików wiele lat pracy. 

Twórcy postanowili więc wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji. Specjalnie zaprogramowane SI wykorzystało gotowe zdjęcia satelitarne całej kuli ziemskiej oraz dane geograficzne wraz z informacjami o wysokościach poszczególnych punktów nad poziomem morza i na ich podstawie odtworzyło wszystkie lokacje.

Screenshot Microsoft Flight Simulator 2020 Japonia i interfejs

Te najbardziej rozpoznawalne miejsca, jak Nowy Jork, Londyn, Paryż czy Egipt były przez zespół ręcznie wypełniane budowlami i modelowane tak, aby jak najdokładniej odzwierciedlić rzeczywistość. Reszta miejsc takich, jak poboczne miasteczka i wioski czy słabo zaludnione tereny zostały wygenerowane automatycznie. W wielu miejscach schodząc swoim aeroplanem dostatecznie nisko, można zaobserwować szereg budynków raczej nieprzypominających tych faktycznie istniejących. To jednak szczegóły, bo przecież ta gra nie polega na szuraniu podwoziem po ziemi, a na szybowaniu w przestworzach.

MFS 2020 to gra przepiękna

Termin hiperrealizmu w grach pojawiał się już przy okazji wielu innych tytułów. Zazwyczaj odnosił się do kilku ich składowych, czyli grafiki, szczegółowości mechanik i wiernego odwzorowania realiów rządzących się daną tematyką. MFS 2020 idzie jednak nie o krok, a o kilka przecznic dalej.

Przede wszystkim jest to gra absolutnie przepiękna. W wielu momentach ciężko mi było uwierzyć w to, co widzę na ekranie swojego peceta. Oblatując wulkan Fuji o zachodzie słońca czy przyglądając się nocnym oświetlonym ulicom Londynu z lotu ptaka, wielokrotnie miałem wrażenie, że patrzę na prawdziwe nagranie w wysokiej rozdzielczości. To jednak nie wszystko, bo gra oferuje też cały szereg najróżniejszych zjawisk pogodowych, od burz śnieżnych po ciężkie opady deszczu i silny wiatr. Wszystko to wygląda nad wyraz realistycznie i ma ogromny wpływ na sam przelot.

Przepiękne widoki w makroskali dopełnione są przez fantastycznie zaprojektowane wnętrza samolotów. Każdy kokpit jest rewelacyjnie odtworzony z dbałością o najmniejsze szczegóły. Mało tego, wszystkie wykonywane w statku czynności są wewnątrz stosownie odzwierciedlane. Przełączenie hamulca skutkuje odciągnięciem odpowiednich manetek wewnątrz samolotu, tak samo jak włączenie odladzania czy przesunięcie przepustnicy. Rozglądanie się po wnętrzu odrzutowców pasażerskich może za to przyprawić o oczopląs przez setki światełek, przełączników i ekranów.

To gra wymagająca

To, że symulatory lotnicze są produkcjami z założenia wymagającymi, raczej nikogo nie dziwi. Microsoft Flight Simulator 2020 to natomiast zupełnie inna liga. W tym miejscu muszę się jednak do czegoś przyznać. Nie jestem fanem symulatorów i nigdy nim nie byłem. Ponad 20 godzin wylatanych w MFS 2020 tego stanu rzeczy na pewno nie zmieni. Ten czas spędzony z produkcją Microsoftu pozwolił mi jednak spojrzeć na ten gatunek z zupełnie innej perspektywy.

Poziom trudności

Po pierwsze zacznę od tego, że mimo swojego skomplikowania MFS 2020 ma wbudowany szereg ułatwień i podsystemów pozwalających na w miarę bezbolesne spróbowanie swoich sił jako nowicjusz wirtualnej awiacji. Będąc absolutnym laikiem gatunku, byłem w stanie po godzinie ogrywania samouczka samodzielnie wystartować, oblecieć kilka razy lotnisko i wylądować bez rozbijania się. A to już i tak duży sukces.

Po przełączeniu trybu dla początkujących na ten bardziej zaawansowany zderzyłem się już z gigantyczną ścianą. Gra słabo objaśnia bardziej szczegółowe systemy zarządzania i sterowania samolotem, przez co zostałem zmuszony do szukania odpowiedzi na nurtujące mnie pytania w internecie. Nawet zrobienie zwykłego ładnego zrzutu ekranu wymaga od gracza ustawienia szeregu niezbyt jasno opisanych i trudnych do znalezienia funkcji.

To jednak nic w porównaniu z najbardziej wymagającym trybem gry. Po wyłączeniu niemal wszystkich „wspomagaczy” gra staje się prawdziwym symulatorem przez duże „S”. Zwykłe uruchomienie silnika maszyny musi zostać poprzedzone sprawdzeniem absolutnie wszystkich podsystemów aeroplanu, od ciśnienia w oponach po działanie każdej klapy i dźwigni. Przejrzenie check listy startowej największych samolotów może czasem trwać nawet kilkadziesiąt minut. A mówimy przecież o podstawowych procedurach.

Sterowanie

Drugą sprawą jest sterowanie. O ile latanie przy pomocy samej klawiatury i myszki jest jak najbardziej możliwe, jest to równie karkołomne jak próba zawiązania butów mając założone rękawice bokserskie… będąc pod wodą… w trakcie sztormu. Ilość wymaganych do obsługi samolotu przycisków nawet w najbardziej podstawowym trybie jest spora, a dodając do tego zarządzanie kamerą wewnątrz i na zewnątrz maszyny oraz obsługę wszystkich jej podzespołów może przyprawić o ból głowy. Podłączenie kontrolera w postaci pada do Xboxa nieco ułatwia pilotowanie, wciąż jest to jednak tylko półśrodek.

Gra całkowicie zmieniła swój charakter, gdy podłączyłem wspomniany wcześniej zestaw Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK. Dzięki wielu przyciskom, grzybkom, suwakom i pokrętle, pod które automatycznie przypisały się wszystkie najważniejsze ustawienia gry, byłem w stanie o wiele precyzyjniej sterować samolotem, dostosowywać jego prędkość i zarządzać wszystkimi podsystemami bez większego wczytywania się w klawiszologię. Przez pierwsze kilka godzin gry musiałem jedynie zerkać na rozpiskę przycisków, gdyż wyświetlane podczas rozgrywki podpowiedzi mówiły dla przykładu o schowaniu podwozia, klikając w przycisk numer 14.

To gra nieidealna

Jak mawia znane porzekadło „Nie ma róży bez kolców”. I nowa wielka produkcja Microsoftu jest niestety pełna uciążliwych igiełek. Wiem, że może to być moje zrzędzenie, ale denerwowała mnie dla przykładu mapa świata dostępna z poziomu menu gry. Znajdują się na niej wszystkie największe miasta i porty lotnicze wraz z wizualizacją pory dnia i pogody, dziwi mnie natomiast brak bardziej szczegółowego odzwierciedlenia faktycznego globu.

Gdy chciałem od razu wystartować przy jakimś szczególnym punkcie, jak kanion czy góra, które mogłem bez problemu znaleźć na Google Maps albo Bing Maps, tak w MFS 2020 w tym miejscu widziałem jedynie szare tło. Zmiana filtru mapy na widok satelitarny też specjalnie nie pomagał, bo zastosowane grafiki są bardzo niskiej jakości.

Słaby samouczek pokazujący bardziej zaawansowane systemy gry, a właściwie jego brak jest także według mnie dużym niedopatrzeniem. Z tego powodu spora rzesza graczy stawiająca swoje pierwsze kroki w symulatorze lotniczym może czuć się bardzo zagubiona.

Problematyczna jest także optymalizacja i ogólna płynność tytułu. Rozumiem, że gra wygląda olśniewająco i ma przeogromny świat, jednak posiadając w swoim komputerze procesor AMD Ryzen 7 3700X, 16 GB pamięci RAM i kartę graficzną NVIDIA Geforce RTX 2070 Super, na ustawieniach średnio-wysokich i przy rozdzielczości 2560 × 1440 stałe 50 klatek na sekundę było tylko mrzonką. 

Udawało mi się osiągnąć taką płynność, gdy przelatywałem nad oceanem albo nad mniej zaludnionym, płaskim terenem. Oblatywanie Manhattanu skutkowało spadkami fps-ów poniżej 20.

Oprócz tego gra wyładowana jest mniejszymi błędami, jak blokujące się przyciski kokpitu, wariująca fizyka pojazdów czy niezmieniające swojej pozycji przełączniki w ustawieniach gry.

To gra o wielu twarzach

Grając w klasyczne produkcje już dawno nie przeżyłem tak wielu różnych emocji w ciągu jednej sesji przed komputerem. Microsoft Flight Simulator 2020 to najpiękniejsza, najbardziej nużąca graficznie, najbardziej ekscytująca i najnudniejsza gra, w jaką ostatnio grałem. Jak to możliwe?

Startując z portu lotniczego w centralnej Belgii, postanowiłem wybrać się na przelot do Anglii. Po bezproblemowym oderwaniu się od ziemi skierowałem swoją maszynę w stronę Wielkiej Brytanii zgodnie z ustaleniami dziennika pokładowego i mapy. Lot miał trwać około półtorej godziny czasu rzeczywistego. Po ustawieniu trymera, wysokości i mocy silników mogłem spokojnie się odprężyć, oglądając krajobrazy. W tym momencie nawiedziła mnie szaro burość Europy. Płaskie połacie terenu przeplatane gdzieniegdzie rzekami i autostradami były niezbyt urodziwe. Do tego słońce chyliło się ku zachodowi, a deszczowa aura z mnóstwem szarych chmur dodawała ponurego nastroju.

Kolejne 40 minut spędziłem na przyglądaniu się beznamiętnym polom i lasom, tragicznie się przy tym nudząc. W końcu wyleciałem z chmur, odbiłem w kierunku Cieśniny Kaletańskiej i w tym momencie słońce zmieniło kolor. Krwisto czerwona poświata owijała się wokół pojedynczych chmur i odbijała od spokojnej tafli niezmąconej wody. Ten widok spokojnie mógłby trafić na jakieś pocztówki z Calais. Dalsza podróż była już znacznie przyjemniejsza.

Dotarłem wreszcie do wybrzeży Anglii i zorientowałem się, że zaczyna mi powoli brakować paliwa. Stwierdziłem jednocześnie, że przecież nie będę odbijał do najbliższego lotniska w celu zatankowania. Mogłem dotankować samolot w powietrzu zmieniając jeden suwaczek, ale po co psuć sobie immersji? No cóż, później tego pożałowałem.

Docierając do portu lotniczego Londyn-Stansted, wleciałem wprost w nawałnicę i silny wiatr. Pierwsza próba podejścia do lądowania okazała się nieudana. Źle wymierzyłem kąt zejścia, przez co ostatecznie byłem zbyt wysoko i leciałem zbyt szybko. Odbiłem więc i postanowiłem wykonać kolejne podejście. Robiąc szerokie koło nad Londynem, zapaliła się czerwona kontrolka braku paliwa. Wiedziałem, że to moja ostatnia szansa na szczęśliwy finał. Słaba widoczność, targający samolotem wiatr i krzyczące na mnie komunikaty z wnętrza kokpitu sprawiły, że autentycznie byłem spięty jak przy pierwszej jeździe samochodem. Ostatecznie jednak udało się, wylądowałem. Po tym manewrze potrzebowałem kilku dobrych chwil na odetchnięcie.

Microsoft Flight Simulator 2020 to więcej niż gra, to styl życia

Dochodzę tym samym do ostatecznej konkluzji – czym tak właściwie jest Microsoft Flight Simulator 2020 i do kogo jest skierowany? Po pierwsze nie jest to gra dla niedzielnych graczy. Owszem, dzięki Xbox Games Pass może teraz ją sprawdzić niemal każdy dzięki niskiemu kosztowi usługi. W obsłudze gry pomaga także natywne wsparcie Xboxowych padów. Co więcej, najnowsza odsłona posiada najprzyjemniejszy i najlepiej wprowadzający w świat gry samouczek ze wszystkich odsłon serii, w jakie grałem.

Jeżeli jednak chcesz sprawdzić ten tytuł z powodu pięknych screenshotów, jakie widziałeś w sieci bądź szumu, jaki wokół niego narósł, to będziesz rozczarowany. Faktyczny próg wejścia do gry jest dość wysoki, dodatkowo wymaga od gracza sporo zaangażowania. Po przebrnięciu przez samouczek i toporne sterowanie może się także okazać, że dla wielu chętnych MFS 2020 będzie niczym więcej, jak bardziej zaawansowanym Google Street View z dodatkową funkcją latania.

I mi to absolutnie nie przeszkadza. Zresztą z takim samym założeniem wychodzą także twórcy. To nie jest kolejny tasiemiec pokroju Call of Duty czy FIFA. To tytuł perfekcyjnie skrojony na potrzeby konkretnej, dość wąskiej grupy graczy. I to właśnie fani symulatorów lotniczych będą zachwyceni tym, co zaoferował im Microsoft. Fenomenalnie odtworzone modele samolotów, piękne i realistyczne zjawiska pogodowe, zachody słońca i cała ziemia do zwiedzenia to marzenie każdego wirtualnego lotnika. Do tego już teraz możliwe do zrealizowania za całkiem przyjazną dla portfela kwotę.

Możliwość wykorzystania fenomenalnych akcesoriów, jak testowany przeze mnie zestaw Thrustmaster T.16000M FLIGHT PACK, jest dodatkowym bonusem dla fanatyków wirtualnej awiacji. Już teraz widziałem projekty fanów, w których odtwarzali oni całe kokpity prawdziwych modeli samolotów, budując wszystkie przyrządy pokładowe, lutując elektronikę i oskryptowując wszystkie funkcje w napisanym przez siebie programie. A takich prac dzięki MFS 2020 będzie na pewno więcej.

Oczywiście zwykły gamingowy „zjadacz chleba” grając w Microsoft Flight Simulator 2020 będzie mógł się zrelaksować, przyglądając się pięknym widokom albo wyszukując własne miejsce zamieszkania. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie fani gatunku będą w stanie zatopić się w tym tytule, odtwarzając historyczne trasy przelotowe, ustawiając pogodę i porę dnia zgodnie z rzeczywistością czy dostosowując setki ustawień maszyny tak, aby jak najoptymalniej spędzić czas w powietrzu. Jestem przekonany, że to właśnie oni spędzą w nowej odsłonie serii dziesiątki tysięcy godzin, nie nudząc się nawet przez minutę.

Sprawdź Microsoft Flight Simulator 2020 w sklepie x-kom