Miejski survival, czyli sprzęt, który pomoże Ci przeżyć w betonowej dżungli

Pewnego pięknego dnia wszystko trafia szlag. Nagle, ni z tego, ni z owego, Twój cieplutki i milutki grajdołek rozpada się jak domek z kart. Może za sprawą wojny, a może masowych rozruchów lub pandemii społeczna tkanka rozrywa się na strzępy. I zaczyna się lać krew. A ty siedzisz w swoim bloku z wielkiej płyty, w samym środku tego piekła. Jeśli chcesz przeżyć, musisz być przygotowany. Podpowiem Ci, jak to zrobić.

Miejski survival zaczyna się w wyobraźni

Zacznijmy od ustalenia pewnego faktu – w Polsce około 23 miliony ludzi mieszka w miastach. Całkiem sporo. A teraz zabawmy się, popuśćmy wodze fantazji. Wyobraźmy sobie, że  dosłownie z dnia na dzień coś się w naszym świecie psuje. Na skutek ekonomicznego kryzysu, politycznego załamania lub naturalnego kataklizmu o biblijnych wręcz rozmiarach społeczna maszynka zaczyna się zacinać.

płonący samochód

Może w kranach nie ma wody, w gniazdkach prądu, a w Lidlu ulubionych kalmarów w greckim sosie? Może na ulice co dzień wychodzą setki tysięcy demonstrantów? Może gdzieś wybuchły krwawe zamieszki? Mijają dni i tygodnie, a ludzie stają się coraz bardziej głodni, przestraszeni i zdesperowani.

policja

Strefa wojny

Lokalne burdy i zadymy szybko przeradzają się w ogólnokrajowe rozruchy. Polska wrze. Służby porządkowe przestają sobie radzić z narastającym bałaganem. Pojawiają się pierwsze bandy rozzuchwalonych bezkarnością rabusiów. Dochodzi do, póki co sporadycznych, napaści i morderstw. Ale kryzys wchodzi w kolejną, ostrzejszą fazę.

człowiek w masce i hełmie

Tego organizm państwowy nie jest w stanie znieść. Przegrywa z toczącą go chorobą. Społeczne szwy puszczają zupełnie, wszystko rozlatuje się z hukiem. Miedzy Odrą a Bugiem, a kto wie, może i nawet między Atlantykiem a Pacyfikiem, powstaje strefa wojny. Każdego z każdym.

Cuchnąca kupa gruzów

Twoje miasto z wolna zmienia się w cuchnącą kupę śmieci i gruzów. Noce rozświetlają łuny pożarów. Nikt ich nie gasi. Wypalające się wieżowce długo wypluwają w niebo tumany gryzącego, tłustego dymu. Zasnuwa on pełne wraków ulice, tłumiąc terkot broni, ryk silników i krzyki.

płonące miasto

Czasem, gdy powietrzem targnie detonacja, widzisz jak dym faluje, niczym wody czarnego oceanu. Słyszysz wtedy, jak ukrywający się wraz z Tobą sąsiedzi modlą się lub mówią coś o zbliżającej się apokalipsie.

Gra o tron

Potem kończą się łatwo dostępne zasoby. Wszyscy skaczą sobie od gardeł już zupełnie na serio, z wściekłą zaciętością. Z początku jest to dość chaotyczne, może nawet nieporadne. Później, gdy dzielnice wielkich miast podporządkowują sobie samozwańczy warlordowie, „pozyskiwanie” zasobów nabiera bardziej uporządkowanego, zorganizowanego charakteru.

uzbrojeni ludzie
Źródło: mondrian.mashable.com

Watażkowie swoją władzę narzucają gwałtem, szantażem lub przekupstwem. W „starych czasach” byli być może gangsterami, policjantami albo wojskowymi. Wiedzą, jak wzbudzać posłuch, potrafią dowodzić i zarządzać. Gromadzą wokół siebie masę tępych brutali oraz kilku bystrych i bezwzględnych „ludzi do zadań specjalnych”. I zaczynają grę o tron.

Państwo-miasto

 Ulubioną taktyką warlordów jest tzw. wojna szarpana. Urządzają więc rajdy na terytoria innych grup, każąc swoim „chłopcom” łupić i grabić. Interesuje ich zwłaszcza amunicja, paliwo, żywność, lekarstwa. I młode kobiety. Uderzają i odskakują. Gdzieś na „ziemi niczyjej” często dochodzi jednak do potyczek, a czasem nawet od regularnych, krwawych bitew.

uzbrojeni ludzie
Źródło: mirror.co.uk

Na własnym terenie hersztowie stosują prawo wojny. Na co drugiej latarni wiszą gnijące trupy. To ofiary „wymiaru sprawiedliwości”, porachunków i linczów. W kopanych naprędce dołach śmierci leżą posypane wapnem ciała. Obok, na wbitych w ziemię kawałkach dykty czerwoną farbą kaci bazgrzą „uzasadnienia” wyroków:  ci „jumali i nie słóchali pana Wieprzowiny”, tamci „poszli na lewizne” albo „popruli się Grubemu Heńkowi”.

płonąca barykada

Z czasem z tych „wojen gangów” zwycięsko wychodzi grupa najliczniejsza, najlepiej zorganizowana i zupełnie bezwzględna. Wtedy miasto przeradza się despotyczne mini-państwo. W groteskową karykaturę monarchii, której twórcą jest jakiś „Wieprzowina” albo kapitan Bień, weteran z Afganu. Ma on swoją drużynę, poborców podatków, nałożnice. No i swoich niewolników, rzecz jasna. Jednym z nich jesteś Ty.

Miejski survival – niezbędny ekwipunek

Jak wspomniałem, powyższy scenariusz to tylko zabawa, gra wyobraźni. Sprawy mogą potoczyć się zupełnie inaczej i nie przybrać aż tak apokaliptycznego obrotu. Ale jeśli nie będziesz przygotowany, to w skórę możesz dostać nawet podczas dłuższego blackoutu.

opuszczona fabryka

Uwaga! Tworząc moją listę, założyłem, że z takich lub innych względów nie możesz przeczekać całego zamieszania w domu. Być może „stan wyjątkowy” będzie trwał zbyt długo i kruczące się zapasy zmuszą Cię do wyjścia. Albo Twój dom z jakichś względów nie będzie się nadawał do dalszego zamieszkiwania. A może ktoś będzie potrzebował Twojej pomocy? Powód nie jest ważny. Po prostu musisz wyjść, eksplorować, zdobywać zasoby lub uciekać.

By to zrobić, musisz jednak dysponować odpowiednim sprzętem. Bez niego będzie naprawdę krucho. Poniżej znajdziesz listę przedmiotów, które przy odrobinie inwencji i przestrzennej wyobraźni włożysz na siebie lub upchniesz do 50 litrowego plecaka. Pozwolą Ci one przetrwać w betonowej dżungli.

człowiek w ruinach

Odzież, czyli podstawa miejskiego survivalu

  • Bielizna. Mam tu na myśli skarpety i gatki. Ze zrozumiałych względów (higienicznych) potrzebujesz przynajmniej dwóch kompletów. Szczególną uwagę zwróć na skarpety. Zadbaj, by były grube (wolniej się zużywają) i nie obcierały. Dobrym wyborem będzie tu wełna. Jest ciepła i grzeje nawet, gdy jest mokra. Takie skarpety przydadzą się nawet latem.
  • Bielizna termiczna. Standardowy układ to „kalesonki” i koszulka z długim rękawem wykonane z łatwo odprowadzających pot, szybkoschnących i elastycznych materiałów. Latem chłodzą, zimą grzeją. 
  • Buty. Rzecz absolutnie kluczowa. Muszą być wygodne i mocne. Powinny mieć grubą i przyczepną podeszwę oraz usztywniać kostki. Wspinając się na gruzowiska albo biegając w kółko po schodach (windy przecież nie działają) łatwo o kontuzję. Solidnie je też zaimpregnuj.
korytarz
  • Spodnie. Ważne, by były wytrzymałe i funkcjonalne. Dobrym wyborem są modele przeznaczone dla wojska. Mają zazwyczaj sporo ergonomicznie ułożonych kieszeni, szyte są z mocnych i „trudnopalnych” materiałów. Wybierając jakieś, musisz jednak zwrócić uwagę na pokrywający je kamuflaż. Niektóre jego typy (np. pustynne), zamiast wtapiać Cię w szarość i brud miasta, mogą ściągać niepotrzebne spojrzenia.
  • Bluza. Możesz ją traktować bądź jako zewnętrzną warstwę „funkcjonalną”, która pozwoli Ci poupychać po kieszeniach różne graty, bądź jako kolejną warstwę grzewczą. W pierwszym wariancie dobrym wyborem będą różnej maści bluzy wojskowe, w drugim polary lub softshelle.  
schody
  • Kurtka przeciwdeszczowa lub ponczo. Tu wszystko jest jasne. Jak pada, wyciągasz kurtkę z plecaka i zakładasz na grzbiet.
  • Nakrycie głowy. Tu mamy do wyboru klasyczną czapkę „bejsbolówkꔄpanamę”chustę, szalokominiarkę itd. Dwie ostanie chronią przed pyłem. Czapka z daszkiem osłania oczy przed słońcem. Dla każdego coś miłego.
  • Rękawiczki. Po raz kolejny sprawa jest jasna. Chronią przed chłodem i otarciami. Jeśli zawierają np. kevlar, to w jakimś stopniu chronią też przed przecięciami, a więc i przed ostrzem noża.
chłopak, rower i płonące miasto

Plecak do miejskiego survivalu

Powinien być dopasowany do sylwetki, wytrzymały, pakowny. Ale też nie za duży w mieście często trzeba przeciskać się przez wąskie przejścia, niewielkie okna lub zawalone gruzem korytarze. 

pistolet

Broń w miejskim survivalu

  • Palna. Kolejna oczywista oczywistość. W sytuacji kryzysowej czasem nie ma po prostu innego wyjścia, trzeba strzelać. Kompaktowy, łatwy do ukrycia i niezwodny Glock 19 wydaje się być optymalnym wyborem. Nie zapomnij o kilku zapasowych magazynkach na podorędziu.
  • „Miotająca”. Czyli łuk, kusza lub proca. Tu się nie ma co śmiać. Strzały, bełty i pociski są ciche, a po wystrzeleniu czasem można je odzyskać. W ostateczności da się je wytworzyć metodami chałupniczymi. A „amunicja” do procy często leży wprost na ulicy.
  • Gaz pieprzowy. Czasem agresora wystarczy po prosu zdezorientować. Odrobina żelu ze stężoną kapsaicyną dobrze się do tego nadaje.
leki

Medykamenty

Do swojej podręcznej apteczki wsadź: leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe (ibuprofen, paracetamol), przeciwbiegunkowe (stoperan, węgiel), bandaże i plastry, kompresy, stazę (choć tę lepiej nosić gdzieś pod ręką), opaski uciskowe, nożyczki,  mocny alkohol (dezynfekuje i… podnosi morale), środki na oparzenia, jednorazowe rękawiczki, może coś na komary.

Do plecaka wrzuć też środki higieniczne – mydło, wilgotne chusteczki, papier toaletowy itp. Może i czasy będą barbarzyńskie, ale Ty przecież jesteś cywilizowanym człowiekiem. Prawda? 

konserwa

Żywność

  • Manierka lub bidon. Jednym słowem, pojemnik na wodę. Najlepiej z filtrem.
  • Filtr do wody. Jak coś się poważnie posypie, to woda przestanie płynąć z kranów. To masz jak w banku. A pić musisz. Dlatego urządzenie, które pomoże Ci uzdatnić znalezioną wodę jest arcyistotne.
  • Żelazna racja. Na dno plecaka wsadź kilka konserw, liofilizaty albo wysokoenergetyczne jedzenie z szalup ratunkowych. Zjesz je dopiero, gdy zaczniesz się zastanawiać, czy zbrojony beton lepiej smakuje kiszony, czy marynowany.
  • „Kondensaty kaloryczne”. Mówiąc wprost, słodkości. Dobrze jest mieć gdzieś w zanadrzu np. czekoladę – krzepi i podnosi morale.
telefon

Elektronika, czyli miejski survival ze smartfonem w dłoni

  • Telefon i ładowarka. Rzecz bardzo ważna. Jak działa GPS i Internet, a Ty masz dostęp do prądu, to możesz nawigować i komunikować się ze światem. Gorzej, jak to wszystko wysiądzie. Zawsze jednak zostanie Ci pobrana wcześniej mapa okolicy. I latarka.
  • Powerbank. Wiadoma sprawa. Kilkanaście godzin pracy telefonu ekstra.
  • Przenośny panel fotowoltaiczny. Pozwoli naładować telefon. O ile świeci słońce.
  • Kable USB. Może się przydadzą? Kto wie?
  • Latarka i zapas baterii. Kolejna oczywistość. Osobiście wybrałbym czołówkę. Sprawia, że masz wolne ręce. Możesz się czegoś chwycić, coś trzymać albo komuś przypieprzyć.  
kompas

Mapa miasta i kompas

Ale po co mi to! Miasto znam jak własną kieszeń. A poza tym, mam telefon”. Bardzo dobrze, pochwalam, ale co będzie, jak telefon się rozładuje, a nieprzychylny los rzuci Cię w rewiry mniej lub w ogóle Ci nieznane? Albo jak topografia zmieni się nie do poznania na skutek np. dywanowego nalotu? No dobra, może się trochę zagalopowałem, ale chyba łapiesz, w czym rzecz. Przezorny zawsze ubezpieczony.

ognisko

Ogień – kluczowa sprawa w miejskim survivalu

  • Krzesiwo, zapalniczki, zapałki sztormowe. Jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu. Ogień pozwala coś upichcić, zagrzać (i wysterylizować) wodę, wysuszyć ciuchy i ogrzać się. Jest więc podstawą każdego survivalu.
  • Rozpałka. Ułatwia życie. Może być syntetyczna lub naturalna (np. kora brzozowa świetnie się tu nada).

Narzędzia

  • Niewielkie nożyce do cięcia prętów. Pozwolą Ci przeciąć kable, druty kolczaste, może nawet jakiś łańcuch. Warto mieć coś takiego w pogotowiu.
  • Kombinerki, śrubokręty, multitoole. Przydatne przy naprawach i drobnych pracach manualnych. Dzięki nim usuniesz np. zacięcie broni.
  • Mały łom. Wyważysz nim (liche) drzwi, skruszysz coś lub podważysz. W ostateczności możesz nim grzmotnąć kogoś miedzy oczy.
  • Składana piłka. Potniesz nią meblościankę sąsiadów na zgrabne i elegancko palące się kawałki.
  • Klucz do studzienek kanałowych. Pamiętasz powstanie warszawskie? Kanałami można uciekać z zagrożonych obszarów, pokonywać wyłączone (np. przez ogień) kwartały miasta lub po prostu się w nich ukryć. Chytre, o ile nie zgubisz się w plątaninie niskich, ciemnych i obrzydliwie cuchnących tuneli.
bunkier

Schronienie

  • Śpiwór. Najlepiej lekki i ciepły. Za taki jednak sporo zapłacisz.
  • Karimata. Możesz też sięgnąć po wojskową, na przykład z holenderskiego demobilu. Albo po tzw. samopompę. Trzeba jednak uważać, by nie przebił jej szklany odłamek lub wystający pręt.
  • Brezent z oczkami i ekspandery lub płachta biwakowa. Po pierwsze chroni przed wiatrem, deszczem lub śniegiem. Po drugie sprawia, że po rozpaleniu ognia możesz ją odpowiednio zawiesić i uniknąć „wścibskich” spojrzeń. Po trzecie można nią zasłonić okna, drzwi itp.
dziewczyna z latarką

„Duperele”

Na zakończenie wspomnę jeszcze o kilku przydatnych „duperelach”. Nie zajmą wiele miejsca, a nieraz mogą Ci się przydać. Oto i one.

  • Maseczka. Nie, nie na COVIDA-a. Raczej „na” pył i dym.
  • Notes. Zapisz w nim adresy i telefony. Tak na wszelki wypadek. Możesz też zacząć prowadzić dziennik. W kryzysowych sytuacjach może to pomóc zachować równowagę psychiczną.
  • Prezerwatywy. Nie tylko do figlowania. Można w nich np. transportować wodę.
  • Szara taśma. Wiadoma sprawa. Naprawisz nią nawet prom kosmiczny.
  • Podgrzewacze. W parze z prezerwatywami jest to kluczowy elementy romantycznego, postapokaliptycznego rendez-vous. A mówiąc poważnie, stanowią awaryjne źródło światła i ciepła.

I to tyle. Dziękuję za uwagę. Jeśli chcesz coś dodać (a może odjąć), napisz komentarz!