Zabawki dla dużych dzieci w combat

Gdy zbliża się Dzień Dziecka, a ja przeglądam gazetki z marketów, czasem zwyczajnie nie dowierzam, że takie rzeczy są w ogóle wymyślane, a co lepsze — produkowane dla dzieci. Walczę wtedy sam ze sobą, ponieważ wewnętrzne dziecko chciałoby to kupić, ale rozsądek grozi palcem, a żona spogląda z dezaprobatą. Podobnie mam przez cały rok z asortymentem sklepu combat. Oto cierpienia wielkiego kindera.

Za młody jesteś, to nie dla dzieci

Chyba nie będzie dalekim od prawdy założenie, że większości z nas spodobały się w dzieciństwie zabawki lub przyrządy, które w wyobraźni rodziców stanowiłyby w naszych rękach niemal zagładę świata. Wiecznie za szybą sklepu lub ekranem telewizora, poza zasięgiem finansowym lub po prostu wymagające skończonej 18-ki… W pewnym wieku człowiek już przestał nawet pytać rodziców, po prostu z góry znał odpowiedź i cierpiał w milczeniu, snując fantazje w zaciszu własnej głowy. Potem jest dorosłe życie i zwyczajnie nie ma czasu lub pieniędzy na takie bzdury. Ale nic nie może przecież wiecznie trwać, prawda?

Przychodzi w końcu ten moment, kiedy wszystkie istotne kwestie zostają zamknięte, a finansów starcza na drobne przyjemności. Jest do wypełnienia luka, którą z bojowym okrzykiem zajmują dziecięce marzenia o zabawkach, powodujących u rodziców przedwczesne siwienie. Pisząc te słowa, jestem właśnie ofiarą takiego bezpardonowego ataku. W związku z tym podzielę się z Wami swoimi (i nie tylko) pozycjami z listy prezentów dla dorosłych dzieci, w odniesieniu do oferty sklepu combat.

Nóż Rambo, miecz samuraja…

Pierwsza, chyba najbardziej oczywista kategoria, to wszelkiej maści i rozmiaru ostrza. Nie drewniane czy plastikowe, ale z „legitnej” stali, ostre jak riposty Coreya Taylora. Wprawdzie zdobyta wiedza i zwykły zdrowy rozsądek wywiały mi z głowy wszelkie majchry z ząbkowanymi grzbietami czy zadziorami na ostrzach, to jednak chętka poszatkowania bambusowej maty mieczem, kataną czy maczetą pozostała. Nie ma się przy tym co oszukiwać, to w znacznej mierze tylko zachcianka, o ile nie planuje się zostać członkiem bractwa rycerskiego lub grupy rekonstrukcyjnej. No, może poza maczetą, ta akurat ma sens na działce albo w dżungli.

rambo z nożem
Rambo i jego kozik na grzyby, tudzież wrogów

Natomiast noże to inna sprawa. Te można mieć przy sobie bez wzbudzania niepotrzebnej sensacji (chyba, że na lotnisku czy w sądzie), przydają się na co dzień i w szczególnych sytuacjach. Modeli jest zatrzęsienie — składanych, ze stałą głownią, ze stali węglowej lub nierdzewnej, z blokadą tego czy innego rodzaju. Może na początku ciężko się połapać, ale wystarczy chwila poświęcona na poznanie podstawowych zagadnień (np. za sprawą poradników Nożowe ABC) i już wiadomo czego szukać, a czego unikać.

Guns (no roses), czyli giwery, gnaty, spluwy

Żaden film akcji z lat mojej młodości nie mógł obejść się bez jakiegoś ikonicznego pistoletu, karabinu czy strzelby. A co miał młody człowiek, który się naoglądał bohaterów i szubrawców siejących ołowiem wśród wizgu kul i krzesanych iskier? Sięgał po taką broń, jaka była dostępna: najpierw z patyków, potem pistolet „bieda-ASG” na kulki z kiosku, wiatrówkę łamaną… Wszystko to się gdzieś po drodze zatraciło, ale tęsknota pozostała. Stąd na liście rekreacyjnego sprzętu strzelającego do używania na działce mam wiatrówki pistoletowe i długie, a także repliki ASG, by spróbować swoich sił w taktycznej bieganinie, póki jeszcze kości pozwalają. Do tego te wszystkie akcesoria: kulochwyty, lunety, kamizelki, maski, hełmy… Zabawa w wojnę dla dużych dzieci brzmi znacznie ciekawiej niż demolowanie bieżni na siłowni.

Przy tej okazji warto zapoznać się z tekstem Igora o dostępnej w combat broni z CS:GO

duzi chłopcy z bronią

Jestę Robinhoodę — łuki, kusze, dmuchawki, proce

Jeśli ktoś nie próbował sobie w dzieciństwie zrobić łuku z patyka, to chyba mieszkał na pustyni. Wiadomo, taki sprzęt nie oferował zbyt wiele w kwestii zasięgu i celności, ale pozwalał poznać zasadę działania broni neurobalistycznych. Podobnież proce — kawałek patyka i gumy, skórzana albo jeansowa łatka i gotowe. Teraz, zamiast do starych szyb i krzaków, wolałbym świadomie i konsekwentnie atakować tarcze, by poprawiać celność. Przy okazji to trening pleców (lub płuc w przypadku dmuchawki), koncentracji i okazja do przebywania na świeżym powietrzu. Z kuszami natomiast jest problem, ponieważ są w Polsce nielegalne, więc lepiej nabyć porządny łuk bloczkowy. Trzeba tylko unikać lasów, bo możemy zostać uznani za kłusownika.

Grafika z filmu "Robin Hood: Faceci w rajtuzach"

Insygnia św. Angusa: scyzoryki i multitoole

Szwajcarski scyzoryk kojarzy mi się z dziadkiem, który z użyciem takowego rozłupywał włoskie orzechy. Nawet dał mi kiedyś mój własny, który rzecz jasna zgubiłem. Dwa kolejne w moim życiu też. Ale jeden znalazłem, więc nie jestem kompletnym pechowcem i ofermą. Ale z kim jeszcze się kojarzy czerwony nożyk z krzyżykiem? Z MacGyverem! To był serial, kiedyś to były seriale, teraz nie ma seriali… W każdym razie z czasem dojrzałem do tego, by po raz pierwszy w życiu kupić sobie scyzoryk. Dokładnie taki, jaki jest mi potrzebny, z minimum zbędnych funkcji.

święty angus patron majsterkowiczów
Św. Angus, patron złotych rączek. Źródło: joemonster.org

Ale co gorsza gdzieś tam po drodze poznałem ideę multitooli, które w pewnych zastosowaniach uzupełniają się ze scyzorykami. I zaczęły się te kombinacje: co w czym lepsze, żeby nie dublować narzędzi, żeby działało jak należy i kieszeni nie urwało… Samo wybieranie idealnych dla siebie modeli to niekończąca się łamigłówka, która dostarcza niepojętych ilości satysfakcji. Gorąco polecam na długie wieczory i posiadówki na tronie. Pewnie skończy się zakupem kilku zestawów na różne okazje, ale chyba lepiej wydać złotówki na to, niż czarodziejskie kamienie czy inne patostreamy.

Lornetka małego szpiega

Poprosiłem kiedyś ojca o lornetkę. Spełnił moją prośbę i nabył na tzw. „ruskim rynku” przedmiot z grubsza lornetkę przypominający, choć funkcjonalność pozostawiała nieco do życzenia. Obraz był tak zamazany i niewyraźny, że ledwo dało się coś zobaczyć. Postanowiłem wtedy, że kiedyś nabędę sprzęt z prawdziwego zdarzenia i będę podglądał Bernadetkę ptaki podczas wycieczek jak należy. Bo ptaki są fajne, latają i mają dzioby, how cool is that? Albo można zobaczyć z daleka, czy sklep jest otwarty i nie iść bez sensu. Sprawdzić, czy tabliczce „granica państwa” towarzyszy druga z czymś tam o strzelaniu bez ostrzeżenia. Nawet żonę mi się udało przekonać do tego pomysłu, a to znaczy, że lornetki są potrzebne.

This is the end

Na tym chyba z grubsza można podsumować moją „bojową” listę życzeń z dzieciństwa, która przetrwała do dziś. Było tego więcej, np. mikroskop, ale niektóre marzenia po prostu odchodzą w dal kołysząc smętnie połami płaszcza. Podejrzewam, że niejednej z czytających osób głowa bezwiednie kiwała na potwierdzenie moich słów. A pozostali… Może też mieliście fajne dzieciństwo 😊 Możecie podzielić się swoimi marzeniami z młodości w komentarzach.

Sprawdź ofertę sklepu combat