Luneta Futura. Dotykowe szkiełko telefoniczne, czyli bystrofon

„Ludzi wieku dwudziestego pierwszego zdążyłem już podejrzeć krótko, więc osobliwym ubiorem ich zdziwiony wielce nie byłem” – tak zaczyna się pierwsza z szerzej opisanych przez Doktora Volanta, przodka naszego Profesora Muchy, podróży w przeszłość. Wybitny uczony i wynalazca, za pomocą skonstruowanego przez siebie przyrządu może, jak sam to określa, „przekraczać limesy czasu i przestrzeni”. Swoje obserwacje i przemyślenia skrzętnie notuje. Co zainteresowało go w naszym stuleciu?

Luneta Futura

Ludzi wieku dwudziestego pierwszego zdążyłem już podejrzeć krótko, więc osobliwym ubiorem ich zdziwiony wielce nie byłem. Uwagę moją przykuło natomiast to, że prawie każda z oglądanych właśnie osób maszerowała wpatrzona w taflę, którą trzymała w dłoni. Każda z tafli takich najczęściej ze szkła była wykonana, choć – jak się później miałem okazję dowiedzieć – były tam i stopy metalu oraz materiały inne. Powiedzieć chciałbym, że osoby te przechadzały się z taflami owymi niczym cienie w Hadesie, jednak każda zachowywała się w inny sposób.

Doktor Volant XXI wiek

Jedna bowiem z osób – pannica w wieku pensjonarskim – jakby głaskała powierzchnię owej tafli jednym palcem, drugim zaś w nią pukała. Młodzian, od panny owej niewiele starszy, szedł w przeciwną stronę, taflę ową mając przy uchu i jakby przemawiając do niej. Jegomość, który z wyglądu zdawał mi się być ajentem lub dyrektorem jakimś, sprawiał znowuż wrażenie obłąkanego – szedł bowiem z taflą w wyciągniętej ręce i mówiąc jednak do siebie. Bliżej przyjrzawszy się mu, stwierdziłem, że w uszach ma korki, podobnie jak inny z pojawiających się na ulicy reprezentantów młodzieży, który kroczył kiwając się jak ów Chińczyk porcelanowy, którego w pracowni trzymam do przyciskania papieru.

W zdumienie wprawiło mnie, że tafle takowe posiadały także dzieciątka małe płci obojga, które piski straszne wydawały, wlepiając swoje oczy w szklaną przestrzeń lub w nią stukając. Najmniej już chyba zdziwiony byłem zachowaniem kobiety młodej, która co rusz przystawała i w tafli jak w zwierciadle się przeglądała. Gdybym tylko ją na cel mej lunety wziął, pomyślałbym, że zaiste tafla jest po prostu lustrem. Pozostałe przypadki kazały mi jednak myśleć, że mam do czynienia ze zgoła innym wynalazkiem.

Bystrofon, czyli smartphone – co to jest? Jaka jest jego historia?

Postanowiwszy zbadać bliżej historię owych tafli, spędziłem nieco czasu na ustalaniu za pomocą mojej lunety początku tychże wynalazków. Okazało się, że pojedyncza tafla nazywała się z angielskiego smarthphone, co można by przełożyć jako bystrofon lub mądrofon, mniej zapoznany człowiek nazwałby go zapewne szkiełkiem czarodziejskim. Zauważyłem, że niektóre –oznakowane jabłkiem nadgryzionym lekko – nazywano jeszcze inaczej, a pisano jeszcze inaczej (iPhone), jakkolwiek – o ile mi wiadomo – nie różniły się one wielce od pozostałych.

luneta futura smartphone

Telefony zwane komórkami

Czymże zatem owe smartphones albo smartfony były? Otóż wyobrazić sobie trzeba, że był to ni mniej, ni więcej, ale wynalazek Szkota Bella i Amerykanina Grey’a (nawet z lunetą moją trudno mi rozstrzygnąć kto z nich winien być nazywany ojcem telefonu), sprowadzony do rozmiarów kieszonkowych. Ów telefon, Bella czy też Grey’a, doczekał się bowiem w ciągu dekad kolejnych modyfikacji różnych, tak, że początkowo można go było spotkać w akwariach na rogach ulic, a wreszcie nosić z sobą. Drut telefoniczny nie stanowił problemu, albowiem głos przenoszony był przez fale, które odbierały potężne maszty w stacjach bazowych i przekazywały dalej, aż trafiał do innego telefonu, nawet i tego, który wraz z posiadaczem swoim znajdował się w innej części globu.

Telefon ten zminiaturyzowany (dla rozmiaru swego niewielkiego komórką nazwany) przechodził rozmaite metamorfozy. Pierwsze tego rodzaju swoim kształtem i masą cegły raczej przypominały i choć mniejszy był od pudeł wieku naszego, a i bez wątpienia dodawał mobilności, to jednak nieporęcznym się zdawał.

Z upływem czasu jednak zaczęto owe komórki pomniejszać, by nazwie swej bardziej odpowiadały. Miast tarczy, która do wybierania numerów służyła, był natomiast cyferblat zupełnie inny – z klawiszami w rzędach ułożonymi, które odpowiadały zarówno cyfrom, jak i literom. Za pomocą komórek bowiem owych można nie tylko telefonować, ale i słać wiadomości krótkie, zwane esemesami. Przypominało mi to praktyki Cezara Juliusza, lecz zamiast przez gońca – niewolnika, wiadomość odpowiednio zaszyfrowana szła falami radiowymi.  

Smartphone i czym się różni od telefonu komórkowego

Ku zachowaniu ścisłości naukowej wyjaśnić muszę, że jakkolwiek historia smartphones, jest związana z komórkami i w oglądanym przeze mnie okresie przejęły zasadniczo ich funkcję w społeczności ludzkiej, smartphone stanowił niejako gałąź osobną, z potężnego drzewa, jakim był telefon wyrastającą. Oto już na początku dziewiątej dekady stulecia dwudziestego, płodnego w niesamowite wynalazki, takie, że na przemian mnie podziw i groza brała, gdy je oglądałem, powstał aparat telefoniczny zwany Simonem

Luneta Futura Simon pierwszy smartfon

Był to niejako dziadek tych bystrofonów, które za pierwszym razem oglądałem. Pomysłodawcą jego był niejaki F. Canova, inżynier amerykański, zatrudniony w potężnej fabryce IBM, słynącej w dwudziestym i dwudziestym pierwszym stuleciu z mnogich urządzeń i wynalazków. Ów nestor smartphones, ten ich Adam, potrafił nie tylko realizować połączenia telefoniczne, ale znacznie więcej. Pozwalał on bowiem swemu właścicielowi łączyć z niewidzialną siecią, zwaną internetem, o której szerzej będę musiał w innym miejscu napisać, bo nie godzi się jej tak krótkiego ustępu poświęcać. Połączywszy się owym internetem, można było słać wiadomości dłuższe, czyli e-mails. Nadto Simon służyć mógł jako pantelegraf, kajet, zegar czy maszyna licząca.

Tym samym Simon ów łączył w sobie cechę nadrzędną telefonu (to jest: wykonywanie i odbieranie rozmów) z inną aparaturą, opracowaną w dwudziestym stuleciu, a nazywaną osobistym asystentem cyfrowym bądź też palmptopem. Urządzenie to było w zupełności godne miano, jakim go obdarzono, albowiem mnogie jego funkcje czyniły zeń sługę, który przypominał o dacie, spotkaniach, przesyłał i odbierał wieści, a nawet zapamiętywał dźwięki i mowę, gdyż pracować mógł również jako fonograf.

Bystrofon w moich rękach

Z czasem mnogość owych funkcji, które nazywane były także aplikacjami, stała się rzeczą wyróżniającą bystrofon od komórki zwykłej. Bystrofony zaś, w obserwowanym przeze mnie odcinku dziejów, stały się przedmiotem tak powszednim, że miała je i młódź szkolna, i zacni staruszkowie, i dyrektorzy fabryk, i członkowie kleru, i artyści, i uczeni, i nieuczeni też, tak, że dziwiłem się, że jeszcze zwierzęta wieku owego swojego bystrofonu nie posiadały. Oczyma wyobraźni widziałem, jak w naszych kawiarniach i piwiarniach, na salonach i wszędzie, gdzie ludzie rozumni nowinki wszelakie omawiali, bystrofon ów wywołałby poruszenie.

Luneta Futura smartphone cafe

Zapragnąłem jeden taki bystrofon na chwilę krótką do celów naukowych sobie z wieku dwudziestego pierwszego pożyczyć. Ustawiłem lunetę i sięgnąwszy przez otwartą w ten sposób bramę czasu, pożyczyłem sobie jeden z owych bystrofonów od mniej uważnego a inną sprawą zajętego jegomościa. Rychło przekonałem się, że na niewiele pożyczka ta się zdała, bowiem smartphone zabezpieczany na rozmaite sposoby. Przypomniała mi się owa baśń arabska o Ali Babie i Sezamie otwieranym czarodziejskimi słowami – tak i tutaj sięgać trzeba było do magii, czy raczej zawiłości kryptografii lub nawet daktyloskopii, albowiem były bystrofony, które wzorem na palcu się otwiera (a zdarzają się też takie, co korzystają z twarzy ludzkiej czy samego oka nawet).

Nie mogąc dostać się do bystrofonu pożyczonego i nawet bez chęci, bowiem poczułem się jak rabusie, przed którymi właściciel był się zabezpieczył, postanowiłem ocenić budowę jego. Cieńszy jest zdecydowanie nie tylko od pudeł naszych, ale i przodkujących mu komórek, lekki i zaiste ładnie wykonany. Z obserwacji przez lunetę wiedziałem, że z tyłu jego znajduje się akumulator magazynujący energię elektryczną, do pracy całodniowej potrzebny. Bowiem tak jak i komórki, smartphones nie tylko drutu nie potrzebują, ale i uwiązania do źródła prądu – wystarczy je co jakiś czas ładować przy pomocy specjalnych kabli, które doprowadzają prąd do pojedynczego aparatu.

Funkcjonalność bystrofonu

Jak już wspomniałem, ów bystrofon ma funkcji tyle, że by wymienić je wszystkie osobnego dzieła bym potrzebował. Kluczowym jest to, że się z siecią internetową może łączyć i różnych przez to rzeczy dokonywać, choć i bez połączenia tego może ciekawe usługi oferować. Zasługą to jest mózgu elektronowego, który niczym człowiek uczy się potrafił, a jednak obliczenia tak mnogie i tak skomplikowane wykonuje, że i stu kolegów moich – matematyków najgenialniejszych – by raczej globusa dostało niż do czegoś doszło.

Bystrofon może działać na przykład jako busola i dokładnie określenie nasze na globie określać, jak również służyć zbiorem map, a i drogę wyznaczać pomaga. Kiedy zaś światła braknie, można skorzystać z przenośnej latarni elektrycznej, w bystrofon wbudowanej. Gdy w kawiarni czy gdzie indziej zasłyszy się piosenkę, której się nie zna, aplikacja właściwa tytuł i wykonawcę niezwłocznie podaje. Muzyki zresztą również wszelakiej można za jego pomocą słuchać, a jeśli się chce – można tak ustawić urządzenie, by Bachem, Chopinem, Mozartem lub nutami innego maestra budziło czy też oznajmiało, że ktoś do nas telefonuje albo nam wiadomość esemesem puścił.

W tejże samej kawiarni chcesz rachunek uiścić? Oto i bystrofonem płacić można, ale nie jak owe ludy dawne, które się handlem wymiennym trudniły, a w sposób który opiera się na zbliżeniu aparatu naszego do innego, który księguje, że transakcja odpowiednia miejsce miała i kwota odpowiednia konto bankowe opuszcza. Posiłek z restauracji do domu własnego chcesz zamówić? A może przestać brzuch napychać i się języków uczyć? Otóż i są aplikacje specjalne, które temu służą.

W wielu funkcjach pomagają asystenci, których do aniołów stróżów przyrównać można. Też bowiem niewidzialni są – czy raczej istnieją w ramach systemu cyfrowego, na którym oparta jest praca bystrofonu. I tak jak wspomniany Ali Baba Sezam wzywał, by się otwarł, tak tutaj wzywamy Google’a czy Siri, by niczym dżiny z tysiąca i jednej nocy na pomoc przybywali. Imiona te magicznie brzmią iście, jak ze sztuk Shakespeare’a, a jednak nie są to ani anioły, ani dżiny, a tylko ciągi cyfr całe, które wespół z mózgiem elektronowym czynności odpowiednie wykonują – jakoż niebezbłędnie, jak mogłem się po reakcjach niektórych z podglądanych osób przekonać.

Bystrofon a aparat fotograficzny

W budowie bystrofonu trapiło mnie z początku oczko, które się na jego tyle znajdowało, a widywałem też takie modele, gdzie więcej ich było. I tu znowu niespodzianka i sensacyjne odkrycie. Tym razem bowiem okazywało się, że cienkie urządzenie owe mieści w sobie ni mniej, ni więcej, jak tylko aparat fotograficzny. Jak jednak w moich czasach było to jeszcze pudło pokaźne, z klisz korzystające, tak w przyszłości aparat złączony z bystrofonem rob fotografie błyskawiczne. Mało tego – jak wynalazek braci Lumiere, filmy pozwala kręcić. Przy czym dokładność zastosowanych obiektywów jest tak wielka, że widywałem ludzi, którzy i srebrny glob, i gwiazdy fotografowali. Jak bardzo żałowałem, że nie mogę pożyczonego bystrofona kilku przyjaciołom moim pokazać!

Nurtowało mnie nadal czemu to niektórzy się w bystrofonach jak w lustrach przeglądają. Tu wyszło na to, że aparat jest nie tylko z tyłu, lecz i z przodu urządzenia. W tenże sposób posiadacz jego może samodzielnie, bez udawania się do fotografa autoportret wykonać. Do tego – jak i przy fotografiach – można owe autoportety (selfie tak zwane) odpowiednio przerabiać i poprawiać. Co mógłby zrobić wielki Van Gogh – pomyślałem o jeniuszu malarskim, tak niedocenionym niesprawiedliwie za życia –  gdyby się taki bystrofon w jego ręce dostał…

Luneta Futura smartfon selfie

Dodam jeszcze, że fotografiami tymi można się szybko dzielić – umieszczać je w sieci internetowej lub posyłać w wiadomości – wówczas wspomniany esemes staje się ememesem (terminologia nie tak zawiła, jak się wydawać może).

Ekran czy też wyświetlacz bystrofonu

Wyjaśniwszy sprawę tego, co wziąłem za przeglądanie się w lustrze, muszę wreszcie wyjaśnić, o co chodziło z owym postukiwaniem, pukaniem i głaskaniem ekranu bystrofona. Otóż choć są też smartphones korzystające z cyferblatu rzędowego, w pewnym momencie zastąpiono go takim, który się wywołuje z pamięci samego systemu. Stopniowo ekran czy też wyświetlacz zajmować zaczął coraz to większe połaci urządzenia, a wytwórcy, którzy dodatkowo zmniejszają co rusz ramki, prześcigają się w zapewnianiu klienteli, że oto mają już ekran „od brzegu do brzegu”.

Jakże jednak wywołuje się ową klawiaturę i na niej pisze? Tu właśnie raz jeszcze daje się odczuć coś, co niewprawnemu człowiekowi magią by się zdało. Oto bowiem ekran smartphone posiada tę właściwość, że reaguje na dotyk – czy to palca, czy specjalnego narzędzia, do starodawnego rylca podobnego (czasem piórem nazywanego). Nie jest bowiem tak, że samo szkło się w bystrofonie znajduje, ale jest i warstwa wierzchnia, i są elektrody, które pozwalają mózgowi elektronowemu właściwie obliczyć, gdzie doszło do zetknięcia się i właściwą akcję podjąć. Duża liczba elektrod tych sprawia, że ekrany bystrofonowe są prawdziwie wielodotykowymi.  

Miałem również okazję przekonać się o niezwykłej wytrzymałości bystrofonu, który poddawszy nawet wstrząsowi silnemu wychodził z prób zwycięsko. Otóż zadumawszy się nad możliwościami urządzenia owego, zachwiałem się nagle na zydlu swoim i z wielkim hukiem z niego spadłem.

Podnosząc się obolały cały, zadrżałem w obawie, że smartphone uszczerbku doznał i w mak się rozbił, niczym owo zwierciadło z baśni Andersena, i tym samym porządek czasu zakłóciłem, gdyż może od kogo ważnego w biegu dziejów go pożyczyłem. Szczęściem jednak obawy moje okazały się płonnymi. Oto bowiem smartfon, który zabrałem wyposażony był w szkło specjalne, które strzegło aparatu przed uszkodzeniem i zniszczeniem.

Widziałem także, że ludzie dwudziestego pierwszego stulecia zwykli zaopatrywać się także w osobne szkła, które nakładali na ekrany smartphones, by uczynić je wytrzymalszymi, lub też w futerały (case z angielskiego), również pozwalające chronić urządzenia, a także uczynić je bardziej szykownym. Niemniej odnotować muszę, że bywały sytuacje, gdy bystrofon padał na ziemię roztrzaskany, ku łzom i lecącym ku niebu przekleństwom.

Podsumowanie przemyśleń na temat bystrofonu, tj. smartfonu

Po zwróceniu bystrofona tam, gdzie w czasie być powinien, zadumałem się, jak opisać ów wynalazek. Był on bowiem zaiste niezwykle ciekawy, a myśl taka, że z upływem lat maszyny rozmiarów potężnych pieców lub nieporęczne jak skrzynie, zostaną pomniejszone i niczym papierośnica będą noszone, a do korzystania z nich nie będzie trzeba ni drutów, ni sznurów.

Jednakowoż smutkiem pewnym napawały mnie myśli, że technika taka niekoniecznie ku dobremu może być spożytkowana. Albowiem sami nawet ludzie dwudziestego pierwszego wieku z pewną rezerwą na nią patrzą, nawet jeżeli sami ochoczo w niej korzystają. Słyszałem jak nazywają bystrofon „zabójcą relacji międzyludzkich”, „złodziejem czasu”, bowiem ludzkość zwykła długie godziny spędzać na wpatrywaniu się w szklane ekrany, gdzie czasem życie ich właściwe się toczyło. Podobni są wówczas do owych towarzyszy Ulissesa, którzy pożywili się kwiatami dającego zapomnienie lotosu. Są też i inne zagrożenia, bowiem bystrofon bywa czasem nie sługą, ale Judaszem mimo woli, który zdradza informacje poufne dotyczącego swego właściciela i na niebezpieczeństwo go wystawia.

Wiem ja dobrze, że technologia i wynalazek każdy – w istocie martwy przecież – może być i ku dobremu, i ku złemu wykorzystany. Tak i o mojej lunecie myślę nawet i stąd obserwacje swoje chowam na karty niniejszej księgo. Wierzę jednak, że i wiele dobrego bystrofon ów – w rękach ludzi mądrych i wolnych prawdziwie – wiele pożytku przynosi. Bo i szybciej komunikacja między nimi idzie (choćby jeden w Polsce mieszkał, a drugi u stóp Fudżi się błąkał), i do wiedzy najrozmaitszej mają błyskawicowy dostęp, takiej, której w czasach naszych niepodobna jest czasem uzyskać nawet przez życie całe, i umiejętności nowe a ciekawe mogą poznawać.  A że ludzie w każdym wieku są tacy sami, to jest rozmaici, wierzę, że smartphones odpowiednio wykorzystywane, ludzkości przyszłej pożytek, nie szkodę przynoszą.

Co Doktor Volant obejrzał następnym razem? Dowiecie się już wkrótce.

Od redakcji. Słowniczek (wyrażeń technologicznych i nie tylko)

Dla ułatwienia zrozumienia pewnych niejasności, archaizmów i skrótów myślowych w rękopisie Doktora Volanta, po każdym przepisanym rozdziale będziemy dodawać krótki słowniczek. Pozwoli on wyjaśnić pewne zagadkowe brzmiące określenia i nazwiska.

Bell, Gray – chodzi tu o Aleksandra Grahama Bella i Elishę Gray’a, wynalazców, którzy w zasadzie równocześnie zaprojektowali w 1876 roku pierwszy telefon. Doktor Volant wspomina o sporze sądowym, który miał rozstrzygnąć, któremu z nich przyznać pierwszeństwo (Bell zgłosił swój produkt w biurze patentowym na kilka godzin przed Gray’em).

Canova – chodzi o Franka J. Canovę Juniora, pracującego dla IBM inżyniera, który zaprojektował IBM Simon Personal Communicator, uchodzącego za pierwszego smartfona, który trafił na rynek w 1994 roku.

Fonograf – wynalezione przez Thomasa Edisona w 1877  roku urządzenie do nagrywania i odtwarzania dźwięku. Doktorowi Volantowi chodzi tu o dyktafon.

Globus  tu: objaw histerii, uczucie zatkanego gardła.

Mózg elektronowy – dawna nazwa komputera. Doktor Volant używa tego określenia w odniesieniu do procesora.

Pantelegraf – skonstruowane w 1861 roku przez włoskiego duchownego i wynalazcę Giovanniego Caselliego urządzenie kopiujące i przesyłające na odległość rysunki konturowe. Swego rodzaju pierwowzór faksu.