Recenzja Huawei MateStation S – czy małe zawsze jest piękne?

Ktoś puka. Ledwie uchylam drzwi, a kurier już wciska mi w ręce niewielki karton z logo Huawei. Oczywiście wiem, co znajdę w środku. Będzie to MateStation S, komputerek, który chiński koncern całkiem niedawno zaprezentował całej postępowej ludzkości. Chwilę później przedzieram się przez kolejne warstwy styropianu i folii zastanawiając się, na co tym razem wpadli inżynierowie z laboratoriów w Shenzhen. Dowiem się tego już za moment, gdy tylko uruchomię mojego nowego “kolegę” i sprawdzę, czy małe zawsze znaczy piękne.

Huawei MateStation S na pierwszy rzut oka

Oszczędzę Wam wyczerpujących opisów odpakowywania komputera. Nie było w tym absolutnie nic spektakularnego. Po prostu otworzyłem karton i wyciągnąłem z niego zafoliowaną skrzynkę. Ot i wszystko. Przyznam jednak, że „puszka” była zaskakująco lekka. Zaintrygowany sprawdziłem, ile MateStation S waży. Okazało się, że 4,2 kg. Jak na stacjonarkę, chyba niewiele.

Całkiem zgrabny komputer

Gdy maszyna wreszcie stanęła na biurku, rozpocząłem szczegółowe oględziny. Gabaryty, jak na komputer stacjonarny oczywiście, miała doprawdy lilipucie. Wysoka na 29 cm, szeroka na prawie 10 i głęboka na 31 cm. Z łatwością da się ją wcisnąć na biurko, pod biurko, obok biurka, na parapet, a nawet, jakby się kto uparł, to i do szuflady. Takiej większej. Jednym słowem, desktop.

komputer matestation s na biurk

Małe toto, ale całkiem zgrabne, miłe oku. Modny dziś, minimalistyczny design przypadł mi do gustu. Przedni, ażurowy panel nadaje urządzeniu lekkości. Ukośnie ułożone szczeliny wentylacyjne przyjemnie łamią prostą geometryczną formę całości. Nie jest to może szczyt finezji, ale dzięki temu prostemu zabiegowi MateStation S nie sprawia wrażenia przyciężkawego i topornego pudła, jakie czasem spotyka się  w korporacyjnych „szklanych domach”.

Front i tył MateStation S

Z przodu obudowy nad wlotami powietrza umieszczono przycisk zasilania, standardową wtyczkę audio oraz gniazdo USB-A 3.2 i USB-C 2.0. To ostatnie umożliwia naładowanie telefonu.

komputer

W jej tylnej części znalazłem klasyczną „audio-trójcę” – wejście i wyjście liniowe oraz złącze mikrofonowe. Ponadto umieszczono tu gniazda HDMI, VGA, podwójne USB A (3.2) i USB A (2.0), port szeregowy oraz złącze RJ-45. No i, rzecz jasna,  złącze zasilacza.

obudowa matestation s

Generalnie rzecz biorąc, obudowa sprawia dość korzystne wrażenie. Nie ma tu hartowanych szkieł, LED-ów i podobnych fajerwerków. Ot, dość funkcjonalny kawał blachy. Tylko ten tylni panel przypomina nieco mojego starego peceta…  

 MateStation S – podzespoły

Wszystko pięknie, ale to „nie szata zdobi mate’a”. Czas zajrzeć „pod maskę”. Przyznam, że jest to dość proste. Nie potrzebuję do tego żadnych narzędzi. Odkręcam dwie śrubki, łapię za niewielką rączkę i jednym ruchem zdejmuję boczną osłonę obudowy. Ale uwaga! Aby dobrać się do „bebechów” MateStation S, musiałem zerwać plombę gwarancyjną. Jako tester niezbyt się tym przejąłem, ale nie wiem, jakie może to mieć konsekwencje dla „normalnych” użytkowników.

Mocny procesor, zintegrowana karta graficzna

Zaglądam do środka i stwierdzam, że tu nie jest już tak miło i przyjemnie. W oczy rzuca się zielona płytka drukowana, niezbyt apetyczne musztardowo-żółte przewody, wiatraczek chłodzący procesor i metalowe pudło zasilacza. Przyglądam się bliżej i zerkam na specyfikację.

komputer bez osłony

Pod wentylatorem ukrywa się procesor AMD Ryzen 5 4600G i wbudowana w niego, dość wydajna, karta graficzna (Radeon Graphics). Obok dostrzegam 8-gigową kość RAM-u (DDR 4, 3200 Mhz), a poniżej dysk 256 GB SSD M.2 NVMe.

płyta główna matestation s

Ulepszenia, brak “przestrzeni życiowej”, słaby zasilacz

MateStation S jest modyfikowalny, a jakże. Bez problemów mogę dorzucić mu kość RAM-u i dodatkowy dysk. Mam też do dyspozycji port PCI-2 x16, pozwalający podpiąć dodatkową kartę graficzną. Jest tylko jeden problem. A w zasadzie to dwa.

płyta główna matestation s

Po pierwsze niewielka obudowa i wertykalnie ułożona płyta główna sprawiają, że w MateStation nie zmieści się żadna poważniejsza karta graficzna. Nie ma na to po prostu miejsca. Mogę oczywiście trwale usunąć boczną osłonę, ale wtedy będę musiał oglądać niezbyt estetyczne bebechy maszyny. No i komputer będzie się kurzył. 

Po drugie sprzęt ma zasilacz o mocy 300 Watów. Ta okoliczność w istotnym stopniu ogranicza moje modyfikatorskie zapędy. Dorzucenie kolejnego energożernego podzespołu mogłoby mieć niepożądane konsekwencje – ciągłe „zawieszki” doprowadziłby mnie rychło do białej gorączki. 

wiatrak matestation s

Huawei MateStation S – szczegółowa specyfikacja

Procesor: AMD Ryzen™ 5 4600G (6 rdzeni, od 3.70GHz do 4.20GHz, 11 MB cache)

Pamięć RAM: 8 GB (SO-DIMM DDR4, 3200 MHz)

Maksymalna obsługiwana ilość pamięci RAM: 32 GB

Liczba gniazd pamięci (ogółem / wolne): 2/1

Karta graficzna: AMD Radeon™ Graphics

Wielkość pamięci karty graficznej: Pamięć współdzielona

Dysk SSD PCIe: 256 GB

Opcje dołożenia dysków: możliwość montażu dysku SATA (brak elementów montażowych), możliwość montażu dysku M.2 PCIe (brak elementów montażowych)

Dźwięk: zintegrowana karta dźwiękowa

Łączność: Wi-Fi 5 (802.11 a/b/g/n/ac), LAN 10/100/1000 Mbps, Bluetooth

Złącza (panel przedni):

USB 3.1 Gen. 2 – 1 szt., USB Type-C – 1 szt., wyjście słuchawkowe – 1 szt.

Złącza (panel tylny):

USB 2.0 – 2 szt., USB 3.1 Gen. 1 (USB 3.0) – 2 szt., wejście/wyjścia audio – 3 szt., RJ-45 (LAN) – 1 szt., VGA (D-sub) – 1 szt., HDMI – 1 szt., AC-in (wejście zasilania) – 1 szt., Port COM – 1 szt.

Porty wewnętrzne (wolne):

PCI-e x16 – 1 szt., PCI-e x1 – 1 szt., SATA III – 1 szt., M.2 PCIe – 1 szt., Kieszeń wewnętrzna 2,5″ – 1 szt.

Zasilacz: 300 W

System operacyjny: Microsoft Windows 10 Home PL (wersja 64-bitowa)

Wysokość: 293 mm

Szerokość: 93 mm

Głębokość: 315,5 mm

Waga: 4,2 kg

MateStation S – kilka testów

Zakończyłem wiwisekcję maszyny i włączyłem ją. Uruchomiła się szybko i niemal bezszelestnie. Już po kilkunastu sekundach na monitorze pojawiła się malownicza tapeta. Teraz czas na testy.

Powszedni chleb

Zaczynam od prozy codzienności – sprawdzam skrzynkę mejlową, czytam wiadomości, oglądam YouTube, zaglądam do mediów społecznościowych. MateStation, jak łatwo się domyślić, radzi sobie z tym wzorowo. Nie buczy i nie huczy, wszystko przebiega płynnie. Mogę przy tym śmiało włączyć programy do obróbki dźwięku lub obrazu. Do takich codziennych zadań maszyna nadaje się świetnie.

monitor huawei

Gry

Natomiast z gierkami MateStation radzi sobie już gorzej. Znacznie gorzej. Postanowiłem odpalić na niej Enlisted, drugowojenną darmówkę. Pobrałem ją, zainstalowałem, uruchomiłem. Już po chwili okazało się, że na średnich ustawieniach sprzęt ledwie wyciska 20 fps-ów. Obniżam więc poprzeczkę i przeskakuję na niskie, a zaraz potem na minimalne. Ugrałem na tym kilka dodatkowych klatek… Tu jak na dłoni widać słabość zintegrowanej karty graficznej. To pięta achillesowa MateStation S.

Po włączeniu Enlisted procesor wykorzystuje ledwie 10% swoich zasobów obliczeniowych, RAM 80%, karta 100%. A ja mam te nieszczęsne paręnaście klatek. Co gorsza, niewiele da się z tym zrobić. Jeśli nawet dołożyłbym jakąś słabszą kartę, przeskoczyłbym może do średnich ustawień. A najnowsze gry szybko znalazłyby się poza moim zasięgiem.

komputer w pokoju

Jak makiem zasiał

MateStation S jest cichy. Po włączeniu gry, przeglądarki, edytora tekstu, Excela i kilku innych programów komputer nadal jest cichutki. Wykonuję pomiar i na ekranie telefonu widzę wynik – 42 decybele. Mnie więcej tyle, co nowoczesna lodówka.

MateStation S – dla kogo to cudo?

Dla kogo ten sprzęt jest przeznaczony? Kto powinien po niego sięgnąć? Gracze? Jak mogłem się przekonać, raczej nie. Choć MateStation udźwignie Wiedźmina 3 i GTA 5, to niezbyt mocna karta graficzna raczej dyskwalifikuje ją jako komputer gamingowy. Ale pograć można. Może więc graficy? Też nie. Za słabe „bebechy”. 

 A więc jest to maszyna do domowego biura? O, z pewnością. Nie grzeje się, jest w miarę szybka, cicha (nawet, gdy procesor jest obciążony), nieduża. No i jest to oczywiście gotowiec. Zamawiacie, stawiacie na biurku, podłączacie peryferia i voilà – po chwili odpala się Windows 10 Home (dostajecie go zresztą w pakiecie).

matestation s na biurku

Muszę też dodać, że MateStation S bardzo dobrze współpracuje z innymi urządzeniami marki. Dzięki Huawei Share z łatwością podłączycie do niego telefon lub tablet i w mig przerzucicie dane. Technologia Multiscreen Collaboration pozwoli Wam współdzielić ekran smartfona lub tabletu na pulpicie komputera. Desktop wyposażono także w Wi-Fi 5 i Bluetooth.   

Ocena

Czas na werdykt. MateStation S, pierwszy desktop Huawei, w swojej klasie nie jest sprzętem złym. Powiem więcej. Jest sprzętem dość dobrym. Posiada ewidentne zalety – jest zgrabny i nieduży. Posiada oczywiście wady – przede wszystkim dość ograniczone możliwości modyfikacji.

Pamiętacie scenę z „Misia”, gdy Ryszard Ochucki upominał wyjeżdżające na zachód zawodniczki KS „Tęcza”? Mówił, że kraje kapitalistyczne być może mają tam nawet i swoje plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły im minusów. Teraz postawmy sobie pytanie – czy minusy MateStation przesłaniają nam plusy? 

Nie, nie przesłaniają. Zwykły zjadacz wirtualnego chleba, niebędący zajawionym na najnowsze gierki maniakiem, będzie raczej zadowolony z tego sprzętu. MateStation spełni, jak sądzę, jego oczekiwania – pozwoli na płynne surfowanie po Internecie, obsłuży każdy biurowy program, udźwignie niewymagające gry. Daję więc temu desktopowi zasłużoną 7.  

Minusy

  • niezbyt mocna karta graficzna
  • mało miejsca na dodatkowe podzespoły
  • dość słaby zasilacz, uniemożliwiający dodawanie energochłonnych podzespołów

Plusy

  • mocny procesor
  • gabaryty
  • design
  • „plug and play"
  • sprzęt jest naprawdę cichy
  • współpraca z innym urządzeniami marki
  • wydajne chłodzenie

Ocena redakcji

7/10