Czy warto udać się na przygodę śladami czarnego kota? Recenzja gry Blacksad: Under The Skin

Długi płaszcz w stylu Sherlocka Holmesa oraz kocia genetyka współdzielona z Różową Panterą to nie byle jakie dziedzictwo. Blacksad: Under The Skin garściami czerpie z dorobku wielu innych przygodówek, a do tego jest adaptacją słynnej komiksowej serii. Kulturowy miks wybija się jednak nie tylko z samej formy gry, ale też jej treści i wykreowanego świata antropomorficznych zwierząt. Przekonajmy się, czy z tej mieszanki wyszło coś dobrego, czy tylko zwykły bigos.

O grze Blacksad: Under The Skin dowiedziałam się przypadkiem, a myślę, że mogę nazwać się fanką gatunku. Co prawda przygodówki nigdy nie stały nawet koło wielkich blockbusterów, ale o premierze nowego dzieła studiów Pendulo i Microids specjalnie głośno w branży nie miauknięto. Spieszę więc z wyjaśnieniem, że tym tytułem mogą zainteresować się przede wszyscy amatorzy produkcji Telltale Games (zwłaszcza The Wolf Among Us), Sherlocka Holmesa, L.A. Noir czy innych i wszelakich przygodowych gier detektywistycznych i kryminalnych.

Jeżeli dodatkowo należysz do grupy fangirlek i fanbojów hiszpańskiego lub francuskiego dewelopera (twórców przygodówek Runaway, Yesterday oraz kultowej już Syberii), to też nie możesz przejść obok Blacksad: Under The Skin obojętnie. Jednak nie tylko fani gier znajdą tutaj coś dla siebie. Entuzjaści wielokrotnie nagradzanej komiksowej serii o czarnym kocurze, znanej pod analogicznym tytułem Blacksad, też mają tutaj czego szukać. Fabuła gry zgrabnie nawiązuje bowiem do pierwowzoru, ale jednocześnie oferuje zupełnie nową sprawę i przygody znanych bohaterów.

menu gry blacksad under the skin

Fabuła i tło gry Blacksad: Under The Skin 

Lata 50. Nowy Jork – przepełniony dusznym i przytłaczającym klimatem nawet w pozornie radośnie słoneczne dni oraz zwierzęcymi gangsterami odzianymi w eleganckie garnitury. W biurze kopcącego fajkę detektywa Johna Blacksada pojawia się Sonia Dunn ze zleceniem rozwikłania zagadkowej śmierci swojego ojca – właściciela klubu bokserskiego, po którym odziedziczyła prowadzenie biznesu i… finansowe kłopoty.  

 

Cała sprawa, choć z pozoru prosta, już od początku wydaje się być dość mocno śmierdząca. Szczególnie dla wrażliwego na zapachy protagonisty. Bo nie dość, że śmierć Joego Dunna przedstawia się jako zaskakujące samobójstwo, to w tym samym czasie znika największa gwiazda klubu i nadzieja boksu Robert Yale. Przypadek? Niezależnie od odpowiedzi odnalezienie sportowca jest dla Sonii kluczowe, gdyż walka, którą miał wkrótce stoczyć, to w tym momencie jej jedyna szansa na odbicie się z dołka i długów.  

I jeżeli powyższy opis mimo wszystko niespecjalnie Was porywa, to uprzejmie donoszę: fabuła to bez wątpienia najmocniejsza strona tego tytułu. Ciągle wodzony za nos – w który też wielokrotnie obrywa – Blacksad przez cały czas nie jest do końca pewny, dokąd ostatecznie zaprowadzą go rozliczne i jednocześnie mylne tropy.  W ten sposób my również jesteśmy zdezorientowani i zaskakiwani przy każdej możliwej okazji.

 

Oprócz tego nie macie co liczyć na ot kryminalną opowiastkę rodem z telewizyjnego NCIS. Cała historia jest suto, na poważnie i przyjemnie zakrapiana stylem noir, whiskey, cygarowym popiołem, jazzem, i ciętym humorem. Do tego dochodzą psychiczne traumy i egzystencjalne rozterki, rasizm, seks, zdrada, przemoc i bolesne efekty politycznych zagrywek. A jedyne, co jest pewne, to to, że w tym świecie rządzonym przez pieniądze, interesy i konszachty niewiele miejsca zostaje na miłość, przyjaźń czy chociażby prostą lojalność i zaufanie.  

gra blacksad under the skin

Gameplay, czyli jak kot prowadzi dochodzenie 

Choć gra należy do gatunku przygodowych, to nie jest to w żadnym wypadku klasyczny point and click. Mechanika bazuje na interaktywnych tytułach, w których dodatkową rolę odgrywają nasze wybory ”moralne”. Tutaj nie wpływają bezpośrednio i znacząco na przebieg rozgrywki, ale na charakter bohatera i jego historie oraz relacje z innymi już tak. Co funkcjonalne, gra pozwala nam także każdorazowo wrócić do konkretnego rozdziału, dokonać innego wyboru i sprawdzić, jak on odbije się na dalszej akcji. 

blacksad under the skin gra

W rozpracowaniu zagadki pomocne są również zmysły kociego detektywa (uruchamiane automatyczne) oraz jego niebywała umiejętność łączenia faktów. Blacksad może bowiem używać zarówno swojego wzroku, słuchu jak i węchu, aby poznać więcej szczegółów obserwowanej postaci czy otoczenia, a także dedukcji – po ówczesnym zebraniu odpowiedniej ilości informacji. Taka mechanika nie jest czymś nowym, gdyż zastosowano ją już wcześniej między innymi w growej serii o Sherlocku Holmesie. Rozwikłanie kolejnych poszlak uruchamia natomiast nowe opcje dialogowe i determinuje dalszą rozgrywkę.  

blacksad under the skin fabuła

Samo śledztwo przebiega z kolei standardowo dla gatunku – na podstawie eksplorowania lokacji, szukania poszlak oraz wspomnianych już rozmów, których odpowiednie poprowadzenie może się odwdzięczyć niezbędną informacją. Bonusem jest również opcja zbierania znajdziek w postaci kart do albumu Hall of Fame, co według mnie jest przyjemnym, nienachalnym i satysfakcjonującym urozmaiceniem, które dodatkowo cieszy oko estetycznym wykonaniem oraz zachęca do uważnego i dokładnego przepatrywania otoczenia. 

 

hall of fame blacksad

Ponadto mamy też elementy zręcznościowe w formie sekwencji QTE, polegające na wciskaniu lub mashowaniu odpowiednich klawiszy w czasie konkretnej akcji. I dla mnie to osobiście jedna z największych zmor tego tytułu. Nie dość, że nigdy nie byłam specjalnie miłośniczką tego sposobu (według mnie trochę sztucznego) budowania dynamizmu w grze, to jeszcze wielokrotnie gra łapała laga na tych ujęciach. A to doprowadzało do całkowitego zwieszenia się, zmuszało do resetowania oraz do przechodzenia całej sceny raz jeszcze, oczywiście z koniecznością wysłuchania wszystkich sekwencji po raz wtóry albo i enty. W Blacksadzie nie ma bowiem opcji ominięcia scen dialogowych, a niektóre naprawdę są rozbudowane, co może wyprowadzić z równowagi nawet anioła.  

Bardzo komfortowym rozwiązaniem jest za to możliwość przypomnienia sobie na każdym etapie szczegółów fabuły oraz przejrzenia dotychczasowego przebiegu gry, który udostępniony jest w formie gustownego komiksu. Taka realizacja nie tylko ułatwia powrócenie do zabawy po dłuższej przerwie, czy powtórne ogranie konkretnych rozdziałów, ale jest też zwyczajnie ładną i nawiązującą do pierwowzoru formą zamykającą interaktywną treść w obrazie.  

Techniczna warstwa tytułu i bolesne potknięcia 

Jako że Blacksad: Under The Skin jest przygodówką iście nowoczesną, to i sterowanie jest wyraźnie zaprogramowane pod konsolę. Mój egzemplarz recenzencki dedykowany był Xboksowi i w duecie z padem grało się czarnym kotem dość dobrze, ale nie bez wad. Wyobrażam sobie natomiast, że z myszką i klawiaturą mogło być znacznie mniej przyjemnie.  

 

W kwestii sterowania jeszcze, mnie osobiście nie przypadło do gustu to, że ruchy Blacksada są ograniczane oraz że często jest zwrócony przodem do kamery, która też nie obraca się w zakresie 360°. Mocno irytująca jest również “celność” Blacksada i jego interakcja z grywalnymi elementami otoczenia. Niejednokrotnie musiałam wprost wykonywać dzikie pląsy wokół znajdźki czy innego klikalnego elementu, żeby kocur mógł podjąć się wykonania polecenia. Albo więc nasz bohater jest wyjątkowo niesforny, albo po prostu interaktywne elementy są niefortunnie zaimplementowane w grze.  

blacksad: under the skin pendulo studio

Oprócz tego zdarza się, że Blacksad przeniknie magicznie przez drzwi, zabłądzi gdzieś poza ekranem, po czym ma problem z wróceniem na swoje miejsce lub, o czym już wspominałam wyżej, gra złapie sobie buga, zawiechę, wywali do menu, źle złapie synchron, co jest niesamowicie rozczarowujące. Nie pomogły w tym względzie wychodzące po premierze aktualizacje i patche. Gra wciąż nie jest dobrze zoptymalizowana pod kątem technicznym.  

 

W tym względzie nie broni się także graficzna warstwa gry. Choć wizualnie klimat, projekt lokacji i postaci naprawdę pieszczą oko, to już na pierwszy rzut widzimy niedoróbki również i tutaj. Tekstury są płaskie (nawet zbyt mocno jak na komiksową stylistykę) lub poszarpane i niewyraźne. Do tego poszczególne klatki animacji lubią sobie zniknąć, ewentualnie nie nadążyć, i tym samym przyprawić naszych bohaterów o dziwny wyraz twarzy.  

Słowem, warstwa techniczna to zdecydowanie najgorszy i najbardziej smutny aspekt Blacksad: Under The Skin. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że za grę odpowiedzialne ją ikony gatunku.

Walory artystyczne Blacksad: Under the skin  

Istnieją jednak wyraźne plusy i walory tego tytułu. Tworzą je przede wszystkim warstwy – nazwijmy je – literacka, muzyczna i aktorska. A mianowicie teksty i dialogi rozpisane są w Blacksad: Under The Skin po mistrzowsku. Doskonale oddają klimat nowojorskiego półświatka oraz osobowość protagonisty. Dodają też naturalności i realizmu całej historii. Co sprawia, że ta gra spełnia to, co najbardziej cenię sobie w przygodówkach, czyli że z chęcią bym przeczytała książkę na podstawie tej opowieści. To wiąże się również ze świetnie zrealizowaną fabułą, o której mówię już na początku. 

 

przygodówka blacksad: under the skin

Ponadto aktorzy podkładający głos pod bohaterów również doskonale się spisali. Nie tylko kwestie, które wypowiadają postaci, ale też sposób w jaki to robią, czyli ton, tembr i dźwięczność głosu, odzwierciedlają ich charakter i wzmacniają odbiór przekazu. A to tylko dodatkowo buduje klimat i pozwala nam lepiej chłonąć cały ten świat. Gdyby tego było mało, uszy rozpieszcza także muzyka rozbrzmiewająca w trakcie gry czy w menu. No bo czy możemy w ogóle wyobrażać sobie XX-wieczny Nowy Jork bez klimatycznego jazzu w tle? 

Słowem podsumowania. Warto zagrać w Blacksad: Under The Skin? 

Na koniec pozostało już tylko odpowiedzieć sobie na pytanie: to warto w końcu zagrać w tego Blacksad: Under The Skin? Zdecydowanie tak, ale będzie to okupione nerwami i trzeba mieć to na uwadze. Warto też pamiętać o tym, że doświadczeni deweloperzy dali nam produkt, który jest niedopracowany technicznie. I co jeszcze przykre, nie wydano polskiej wersji gry. 

Dostajemy w zamian za to mocną rekompensatę w postaci zwyczajnie doskonale poprowadzonej i niebywale wciągającej fabuły, świetnie nakreślonych postaci i dialogów, spójnie skomponowanego świata przedstawionego oraz dobrych castingów aktorskich i muzyki. Mimo wszystko więc szkoda byłoby przegapić taką historię. Oczywiście nie polecałabym wam interesować się tym tytułem w wyjściowej cenie, natomiast teraz jest ona o wiele bardziej uczciwa. 

Minusy

Plusy

  • optymalizacja techniczna
  • lagi w QTE
  • niedopracowane tekstury
  • brak polskiej wersji językowej
  • fabuła
  • warstwa dźwiękowa i dialogowa
  • klimat noir
  • komiksowy sznyt
  • system dedukcji i zmysłów