CAT S61 – recenzja. Katujemy pancernego smartfona z kamerą termowizyjną

Miałem dać mu wycisk, ale po kilku tygodniach testów to ja czuję się pokonany. CAT S61 zmusił mnie nie tylko do regularnych eskapad w teren, ale przede wszystkim do zmiany recenzenckiego podejścia. No bo nie ma co ukrywać – to nie jest smartfon, którego wypada oceniać tymi samymi kryteriami, co inne flagowce.

CAT S61 – smartfon, który żadnej pracy się nie boi

W czasach, gdy o sukcesie smartfonów decyduje to, jak wiele wągrów i zmarszczek na twarzy jest w stanie uchwycić kamera do selfie, stworzono urządzenie, które nie musi posługiwać się językiem korzyści, aby udowodnić swoją użyteczność.

Jeżeli szukacie stylowej słuchawki na co dzień, darujcie sobie moje wywody i od razu przeskoczcie do recenzji Huaweia P30 albo Xiaomi Redmi Note 7. CAT S61 wygląda głupio. Nawet wtedy, gdy nosi się go w kieszeni. Zwłaszcza wtedy. Bez zaciśniętego odpowiednio mocno paska ryzykujecie, że spodnie zsuną Wam się z tyłka (250 gramów jednak robi swoje).

CAT S61 recenzja

Jeżeli szukacie wydajnościowego goliata, który w jednym momencie obsłuży Facebooka, Instagrama, nabije kolejne levele w „Angry Birds”, odtworzy beznadziejny ósmy sezon wiadomego serialu i jeszcze się przy tym nie spoci… cóż, pełno na rynku smartfonów, które są w stanie Wam to zagwarantować. CAT S61 raczej do nich nie należy.

I wreszcie – jeżeli myślicie, że dwa poprzednie akapity zapowiadają budżetowca, to grubo się mylicie. Ponad rok po premierze CAT S61 znajduje się na pułapie cenowym na poziomie ponad 3,5 tysiąca zł. To jednocześnie dużo i mało. 

Dużo, ponieważ cenowo konkuruje z urządzeniami, bądź co bądź, dysponującymi lepszymi podzespołami. Mało zaś dlatego, że w odpowiednich rękach CAT „robi robotę”. Naprawdę dobrą robotę. Wymagającą, specjalistyczną, ułatwiającą pracę wielu fachowcom z najróżniejszych branż. Jednocześnie taką, przy której inne smartfony by wymiękły.

Unikalne funkcje CAT S61

Zacznijmy od tego, co czyni CAT-a smartfonem unikatowym. Mowa oczywiście o trzech innowacyjnych funkcjach, o których punkt po punkcie opowiem, a więc: kamerze termowizyjnej FLIR, czujniku jakości powietrza i dalmierzu laserowym.

Kamera termowizyjna FLIR

Wydawało mi się, że kamera termowizyjna będzie niczym więcej, jak sztuką dla sztuki. Gadżetem-magnesem, dodanym po to tylko, by zrobić z S61 złotą rybkę w morzu mniej lub bardziej podobnych do siebie smartfonów. Pomyliłem się. W odpowiednich rękach kamera FLIR staje się niesamowicie użytecznym urządzeniem. Po prostu trzeba wiedzieć, jak ją wykorzystać.

Kamera termowizyjna FLIR CAT S61

Ja z początku nie wiedziałem. Ale wystarczyło, że na krótką chwilę przekazałem S61 komuś bardziej kompetentnemu, kto co prawda z nie miał wcześniej styczności z tego typu technologią, ale od razu wpadł na pomysł, jak ją spożytkować. Tą osobą był mój teść, który z zawodu jest stolarzem. Skierował kamerę na ścianę i szybko wyłapał, którędy ciepło „ucieka” mu z salonu na zewnątrz.

Generalnie branża budowlana oddaje sporo pola do popisu dla CAT-a S61 i kamery termowizyjnej FLIR. Przy jej pomocy można chociażby:

  • zlokalizować usterkę w ogrzewaniu podłogowym;
  • sprawdzić, którędy przebiega instalacja elektryczna wewnątrz ścian i w jakim miejscu się przegrzewa;
  • zweryfikować jakość prac ociepleniowych np. na poddaszu, a przy okazji odszukać miejsca, które wymagają uzupełnienia wełną mineralną czy styropianem;
  • przeprowadzić przegląd paneli słonecznych i zidentyfikować te, które wymagają naprawy.

Możliwości wykorzystania kamery FLIR jest całe multum. Podobnie jak branż, w których znalazłaby zastosowanie. Sam zrobiłem sobie dzięki niej ekspresowy przegląd mieszkania pod kątem rozmieszczenia przewodów instalacji elektrycznej. Szybko odkryłem też, że smartfon ten może mi się przydać… w kontekście opieki nad dzieckiem. Z pomocą kamery FLIR byłem w stanie napełnić dziecięcą wanienkę wodą o idealnej temperaturze. Po kąpieli natomiast CAT S61 służył mi za termometr, którym sprawdzałem, czy przygotowane mleko modyfikowane nie jest przypadkiem dla malca zbyt gorące.

Kamera termowizyjna CAT S61 i sprawdzanie temperatury wody

Generalnie praca z kamerą FLIR w CAT S61 wymaga nabrania sporej wprawy. Tym bardziej, że system ustawień dostępnych w aplikacji jest bardzo rozbudowany. Na szczęście CAT nie pozostawia użytkowników na pastwę intuicji oraz amatorskich poradników na YouTube. Z poziomu apki mamy dostęp do kilku samouczków, które pomogą nam odkryć wszystkie atuty użytkowania kamery termowizyjnej. Niestety materiały zostały przygotowane wyłącznie w języku angielskim.

Czujnik jakości powietrza

Jest to funkcjonalność, która dała mi o sobie znać, jeszcze zanim sam sprawdziłem jej działanie. Rzecz miała miejsce na domowej imprezie, podczas której przy stole siedziało jakieś kilkanaście osób. Ni stąd, ni zowąd, CAT S61 zawibrował donośnie, wysyłając mi powiadomienie o szkodliwej jakości powietrza w otoczeniu. I rzeczywiście, duchota była aż nadto odczuwalna.

Uchylono zatem okno w pokoju gościnnym i po kilkunastu minutach wietrzenia wskaźniki aplikacji „Air” wróciły na odpowiedni dla zdrowia poziom. Nie powiem, zrobiło to na mnie duże wrażenie, a przy okazji uświadomiło, jak ważna jest dbałość o prawidłową wentylację w zamkniętych pomieszczeniach.

Co jeszcze jest warte uwagi, to że „Air” archiwizuje dane o jakości powietrza na tydzień do tyłu. Dzięki temu możemy sprawdzić, jak przedstawia się historia odczytów na przestrzeni aż siedmiu dni. Dane prezentowane są w czytelnej formie – na wykresach kołowych i słupkowych. Dostępne są również wykresy dzienne, umożliwiające analizę czystości powietrza w obrębie konkretnych przedziałów godzinowych.

Aplikacja „Air” przedstawia także dane sczytywane z czujnika temperatur. I tutaj mam pewien problem z oceną działania tej funkcjonalności. Czujnik co prawda działa dobrze, jednak natychmiast zbiera temperaturę z dłoni, w której trzymamy smartfona, przez co odczytanie prawidłowej temperatury jest dość karkołomne. Należy bowiem odłożyć smartfon na bok, poczekać aż „ostygnie” i po kilku minutach wskaże prawidłową wartość. Jeśli w tym czasie CAT S61 będzie podłączony do ładowarki, odczyt także będzie zakłamany; podczas ładowania smartfon odczuwalnie się nagrzewa, co ma przełożenie na temperaturę wskazywaną przez aplikację.

Czujnik jakości powietrza CAT S61
Ciekawy wykres, za którym kryje się droga, jaką przebyłem z domu do pracy. Moment, w którym zaczyna się niebezpieczna zwyżka, przypada na czas spędzony w samochodzie. O ile jakość powietrza w domu i biurowcu x-kom rankiem wypada wręcz "doskonale", o tyle na zewnątrz (mówimy o centrum i obrzeżach Częstochowy) już tak dobrze nie jest.

Ostatni z czujników – odpowiadający za wilgotność powietrza – działa prawidłowo. A przynajmniej prezentuje zbieżne wartości z tymi, które wskazywało inne urządzenie tego typu, czyli cyfrowy termometr.

Dalmierz laserowy

Miarka laserowa działa, choć wymaga odpowiedniej kalibracji. Na szczęście aplikacja „Measure” krok po kroku przeprowadza nas przez ten proces.

Jak przebiega samo mierzenie odległości z tą apką? Jeśli już skalibrowaliśmy odpowiednio dalmierz, wystarczy, że wskażemy na ekranie miejsce, gdzie znajduje się czerwony wskaźnik lasera. Następnie wykonujemy zdjęcie. Po chwili aplikacja przekazuje nam szacunkową odległość. To wszystko.

Trzeba pamiętać jednak, aby kamera znajdowała się równolegle do powierzchni, na którą kierujemy laser. Kluczowe dla dokładności pomiaru są również warunki oświetlenia; im lepsze, tym potencjalnie wiarygodniejsze wartości uda nam się odczytać. Warto mieć na uwadze również to, że choć laserowa miarka w S61 działa bardzo dobrze, to wciąż mamy do czynienia z pomiarami szacunkowymi. Jeśli zatem potrzebujecie zmierzyć coś na tzw. „tip-top”, lepiej jednak posłużyć się tradycyjnymi metodami.

W aplikacji „Measure” zamieszczono bardzo przydatny samouczek w formie tekstowo-obrazkowej (tym razem już w języku polskim), dzięki któremu oswojenie się z dalmierzem przebiega bez żadnych większych problemów.

Nie taki toporny, na jakiego wygląda

Jak na przedstawiciela wagi ciężkiej CAT S61 naprawdę dobrze leży w dłoni. Widać, że projektanci zadbali o to, aby cały ten pancerz obudowujący smartfonowe wnętrzności nie wpływał negatywnie na komfort użytkowania urządzenia. Także podczas pracy.

Na pleckach znajduje się specjalne tworzywo zapewniające pewny chwyt zarówno wtedy, gdy obsługujemy telefon mokrymi dłońmi, jak i wówczas, gdy założymy na nie rękawiczki. Tak, producent chwali się tym, że z CAT-a S61 można korzystać w rękawiczkach. I rzeczywiście tak jest, ale o tym wspomnę szerzej w dalszej części tekstu.

Dużym plusem konstrukcyjnym CAT-a S61 są też fizyczne przyciski. Zarówno te systemowe, jak i te rozmieszczone wzdłuż ramy. Posiadają przyjemny, wyraźny skok, odczuwalny nawet w rękawiczkach. W przypadku tak osobliwego urządzenia to dość znaczący atut, bo sygnał zwrotny w postaci charakterystycznego „kliku” nie pozostawia miejsca na przypadkowe naciśnięcia. A o te w ferworze pracy nietrudno.

Bardzo ciekawym pomysłem było umieszczenie programowalnego klawisza po lewej stronie ramy. Tym bardziej, że możemy podpiąć pod niego nie jedną, ale dwie funkcje. Pierwszą uaktywnimy szybkim kliknięciem, drugą – trzymając palec na przycisku nieco dłużej. Dobrze pomyślane, na przykład wtedy, gdy pod dłuższy klik podepniemy latarkę, która dzięki temu będzie cały czas „pod ręką”, a jednocześnie nie będzie uruchamiać się nieproszona.

Czy S61 rzeczywiście jest tak wytrzymały?

Hardkorowych testów wytrzymałości nie przeprowadzałem. Tych w sieci znajdziecie na pęczki. Nie znaczy to jednak, że w ogóle nie sprawdzałem go pod kątem niezniszczalności, którą tak ochoczo się reklamuje. Były lądowania na beton z wysokości 1,8 m (tyle właśnie wynosi wyznaczona przez producenta granica odporności telefonu na upadek) i rzeczywiście – za każdym razem CAT S61 wychodził z nich bez uszczerbku na działaniu i aparycji.

Podobnie rzecz miała się w przypadku autorskiego i nie do końca zaplanowanego „testu rocznego dziecka”. Potomek niżej podpisanego najwidoczniej nie uwierzył w zapewnienia producenta i postanowił wziąć sprawę we własne ręce. Dosłownie. Po prostu zaczął walić smartfonem o parkiet, szklaną ławę i cokolwiek innego, co znajdowało się w jego zasięgu. A kiedy zorientował się, że to wszystko na nic, postanowił go ugryźć wszystkimi siedmioma zębami, jakie aktualnie ma w ekwipunku. Na całe szczęście – żadnego nie połamał.

A co z wodoodpornością S61? Cóż, norma IP69K na pewno nie została mu dana na wyrost. Nie dysponowałem co prawda zbiornikiem o głębokości 3 m, aby sprawdzić, czy rzeczywiście wytrzyma w nim zanurzony przez godzinę, ale uznałem, że umywalka będzie wartościowym substytutem. I tak CAT S61 pozostał niewzruszony zarówno na silny strumień wody z baterii umywalkowej, jak i nurkując przez kilkadziesiąt minut na dnie umywalki.

Dla mnie jednak dużo istotniejszy był inny aspekt wodoodporności w tym smartfonie. Otóż dotykowy ekran bez żadnych problemów pozwala się obsługiwać, kiedy jesteśmy na zewnątrz i akurat zaczyna padać deszcz. Jako że pierwsza połowa maja była pogodowo kapryśna, wielokrotnie miałem okazję przetestować tę funkcjonalność. Z czystym sumieniem mogę więc powiedzieć, że działa. I to bardzo dobrze.

Truizmem będzie powiedzenie, że CAT S61 powstał z myślą o tym, aby przetrwać tortury, przy których inne smartfony od razu by się poddały. Ale żeby sprawdzić, czy tak jest w istocie, moim zdaniem potrzebna byłaby dużo szersza perspektywa niż te kilka tygodni, podczas których miałem przyjemność z S61 poobcować. Tych kilka prób sprawdzenia wytrzymałości smartfona nijak się ma do regularnego wystawiania go na upadki, działanie pyłu czy wody. A ciekaw jestem, jak CAT S61 wyglądałby i działał na przykład po roku tak intensywnej i wymagającej eksploatacji.

Inna rzecz, że szkło na wyświetlaczu, choćby nie wiem, którą generacją Gorilla Glass było pokryte (w przypadku S61 jest to Gorilla Glass 5), wciąż pozostaje szkłem. Na szczęście CAT przygotował się odpowiednio na ewentualne uszkodzenia ekranu, bo 24-miesięczna gwarancja producenta obejmuje także wyświetlacz. Innymi słowy – nawet jeśli uda Wam się zrobić pajęczynkę na ekranie S61, CAT wymieni go Wam bez dodatkowych kosztów.

Ekran CAT S61 obsłużymy nawet w rękawiczkach

Kolejne rozwiązanie zaprojektowane z myślą o potencjalnych odbiorcach S61. Kojarzycie te sytuacje, kiedy ktoś do Was dzwoni, a Wy zdejmujecie w pośpiechu rękawiczki, aby móc odebrać, bo tak się złożyło, że akurat majsterkujecie coś przy samochodzie albo wykonujecie inną brudną robotę. Rzecz jasna, nie stworzone dotąd prawo Murphy’ego, które właśnie powołuję do życia, brzmi: „nieważne, jak szybko będziecie zdejmować rękawiczki, gdy zadzwoni telefon, bo Wasz rozmówca i tak rozłączy się na sekundę przed tym, zanim odbierzecie”.

Dotykowy ekran w CAT S61 został stworzony tak, by zapewnić w miarę komfortowe użytkowanie bez konieczności zdejmowania rękawiczek z dłoni. W miarę, bo w praktyce, której się podjąłem, miałem spore problemy już przy próbie odblokowania urządzenia. W rękawiczkach ochronnych wyświetlacz rejestrował urywane dotknięcia, przez co nie mogłem odtworzyć ustalonego wcześniej wzoru. Warto odnotować jednak, że były to rękawiczki dość luźne; po zmianie na bardziej przylegające do dłoni problem ten już nie występował.

Taki obrazek bardzo często towarzyszył mi podczas prób odblokowania telefonu w rękawiczkach.

A co z jakością wyświetlanego obrazu? Prawdę mówiąc, spodziewałem się jakichś kompromisowych rozwiązań, opartych o tłumaczenia, że to smartfon dla ciężko pracujących, a nie leniuchów chcących pooglądać sobie na Netfliksie ten czy inny serial. W rzeczywistości jednak ekran S61 naprawdę daje radę i trudno się o cokolwiek przyczepić. 5,2-calowy wyświetlacz o proporcjach 16:9, rozdzielczości Full HD (1920 x 1080 px) i zagęszczeniu wynoszącym 424 pikseli na cal… wszystko to po zsumowaniu przekłada się na ostry obraz, odmalowany paletą żywych, naturalnie wyglądających kolorów.

CAT S61 recenzja

Wydajność CAT S61 nie powala, ale w zupełności wystarcza

Pod pancerzem CAT-a S61 znajduje się ośmiordzeniowy Snapdragon 630 z układem graficznym Adreno 508. Do tego 4 GB RAM i 64 GB wbudowanej pamięci, którą możemy rozszerzyć przy pomocy karty microSD. Zestaw to iście „średniopółkowy”, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że mamy do czynienia ze smartfonem bardzo specyficznym, skierowanym nie tyle do mas, co do użytkowników, którzy są w pełni świadomi tego, gdzie znajdują się atuty tego sprzętu i jak odpowiednio je wykorzystać. Trudno przecież, by ktokolwiek motywował zakup S61 chęcią grania w „PUBG: Mobile”.

Tak czy inaczej, do zadań, do których CAT S61 został stworzony, taka specyfikacja jak najbardziej wystarcza. Aplikacje pokroju Facebooka, Messengera czy Instagrama działają płynnie, multitasking też jest możliwy, wiem, bo na potrzeby tego tekstu bardzo często pracowałem z kilkoma aplikacjami jednocześnie, cały czas przełączając się między nimi i w międzyczasie notując zebrane uwagi.

Zauważalnego spadku płynności doświadczyłem w zasadzie raz. Aplikacją, która zmusiła S61 do dłuższego pomyślunku, był „Companion”, za pośrednictwem której łączyłem się z kontem FUT w Fifa 19. Z każdą kolejną minutą spędzoną za kulisami wirtualnych boisk piłkarskich odczuwałem coraz większą zadyszkę CAT-a. Kulminacją był moment, w którym musiałem po prostu „Companion” zresetować, bo obsługa apki stała się nieznośna. Nie wiem jednak, czy jest to casus, w którym za winowajcę trzeba uznać smartfona, czy może samą aplikację, bo z tego, co się zorientowałem, nie takie tuzy smartfonowe miewały problemy z obsługą tego tytułu.

Zaplecze komunikacyjne – prima sort

Pod kątem rozwiązań komunikacyjnych CAT S61 wyposażony jest w szereg nowoczesnych rozwiązań. Mamy oczywiście możliwość obsługi dwóch kart nanoSIM w technologii LTE, które zmieścimy w hybrydowym slocie. Do tego dwuzakresowy moduł sieci WiFi (802.11 a/b/g/n/ac 2.4GHz+5GHz), Bluetooth w wersji 5.0 LE, no i oczywiście coś, na słuch o czym posiadacze tańszych modeli od Xiaomi popłakują z cicha, czyli moduł NFC.

CAT S61 będzie miał też sporo do powiedzenia, kiedy zapytamy go o drogę, ponieważ obsługuje aż pięć systemów nawigacji satelitarnej: GPS, GLONASS, GALILEO, Beidu oraz QZSS.

Podczas testów posługiwałem się kartą z sieci PLUS, z której zresztą korzystam prywatnie na co dzień. Jest to o tyle istotna informacja, że dzięki temu znam wiele miejsc, w których zasięg tej sieci jest bardzo słaby. I tutaj duży plus dla S61. Zdecydowałem się bowiem na wycieczkę do jednej takiej miejscówki i tam kilkukrotnie przekładałem kartę SIM z CAT-a S61 do innego telefonu (pozwolę sobie nie zdradzać modelu) i na odwrót. Co ciekawe, przy każdym takim porównaniu Caterpillar wypadał o co najmniej jedną kreskę zasięgu lepiej.

Jeśli chodzi o samą jakość połączeń, też jest nieźle. Naszego rozmówcę (o ile sam nie ma problemów z zasięgiem) słychać bardzo wyraźnie, dźwięk wydaje się może odrobinę zbyt płaski, ale to akurat jest raczej świadomym posunięciem producenta. Mówimy wszak o smartfonie dla ludzi czynu, którzy często pracują w miejscach, gdzie jest głośno, a taki detal, bądź co bądź, pomaga „wyciągnąć” głos  z basowej otoczki, dzięki czemu usłyszymy wyraźniej, co nasz rozmówca ma do powiedzenia.

Pojemna bateria z ładowaniem Quick Charge

4500 mAh może robić wrażenie już na papierze. Ale rzeczywistość jest jeszcze bardziej imponująca. Naprawdę. Zdarzały się dni, gdy eksploatowałem S61 bardzo intensywnie. I częściej to ja padałem niż bateria. Przy normalnym trybie użytkowania dwa dni pracy na jednym ładowaniu nie stanowią żadnego problemu. Oczywiście wyłączając ten czy inny moduł, można ten czas znacząco wydłużyć.

Za szybkie naładowanie tak pojemnego akumulatora odpowiada technologia Quick Charge 4.0. W zestawie, na szczęście, znajduje się odpowiednia ładowarka, co – biorąc pod uwagę smartfony innych producentów – nie jest taką oczywistością, jak mogłoby się zdawać.

Jak proces ładowania wygląda w liczbach? Od 0 do 20% akumulator CAT-a S61 napełnił się w 15 minut. Osiągnięcie pułapu 40% zajęło kolejny kwadrans. Kiedy wskaźnik naładowania baterii pokazywał 80%, na stoperze widniał czas 61 minut. W tym momencie nastąpiło bardzo wyraźne spowolnienie ładowania – jak sądzę – celowe, umotywowane dbałością o żywotność baterii. Tak czy inaczej – od 80 do 100% smartfon ładował się aż godzinę. Natomiast łączny czas ładowania od zera do 100% wyniósł 121 minut.

Średni aparat CAT S61, fatalne oprogramowanie

Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest smartfon fotograficzny, choć sam aparat przy dobrym oświetleniu radzi sobie nieźle. Największy problem tkwi jednak nie w samym obiektywie, a tym, jak producent potraktował filmowo-zdjęciową otoczkę S61. Dedykowana aplikacja aparatu wygląda i działa źle, żeby nie powiedzieć – prymitywnie. Ustawień znajdziemy tu jak na lekarstwo, a coś takiego jak postprodukcja w ogóle nie istnieje. Czarę goryczy przelał jednak fakt, że wspomniana aplikacja nie radziła sobie z odtwarzaniem filmu, który sama nagrała, raz za razem wypluwając błąd o uszkodzonym pliku lub nieobsługiwanym formacie.

A to nie koniec. Długo szukałem aplikacji służącej za galerię, w której mógłbym zarządzać stworzonymi multimediami. I nie znalazłem. Dlaczego? Bo takowej tu nie ma. Naprawdę. Jest co prawda apka o nazwie „Galeria”, ale odpowiada ona za zdjęcia i filmy nagrane kamerą termowizyjną. Dla tradycyjnych multimediów żadnej sensownej przestrzeni nie wygospodarowano. Chyba, że za taką uznamy google’owe „Zdjęcia”. Cóż, jeśli chcecie, to uznawajcie. Ja pozostanę oburzony.

Tak czy owak – chcąc odpowiednio przetestować fotograficzną stronę CAT-a S61, musiałem wspomóc się zewnętrznymi aplikacjami pobranymi z Google Play. Wniosków mam kilka, a są one następujące:

  • Tylny aparat z matrycą o rozdzielczości 16 Mpix robi dobre zdjęcia, ale tylko za dnia. Nocne fotografowanie jest raczej stratą czasu, bo efekty są bardzo mizerne.
  • Z filmami rzecz ma się podobnie. Przy dobrym oświetleniu prezentują się solidnie, po zmroku natomiast jakość nagrań pikuje do poziomu prapoczątków YouTube’a.
  • Kolory na dziennych fotografiach wyglądają bardzo naturalnie, a musicie pamiętać, że wszystkie zdjęcia, które tu umieszczam, nie były poddawane żadnej obróbce i nie nakładałem na nie żadnych filtrów.
  • Na plus ujęcia portretowe i zbliżenia. Są odpowiednio ostre i charakteryzują się delikatnie ciepłą kolorystyką, która mnie osobiście przypadła do gustu.
  • Kamera do selfie posiada 8-megapikselową matrycę i robi dość przeciętne zdjęcia. Choć zwykle tego nie robię, tym razem odważyłem się wypróbować przedni aparat na sobie. Efekty możecie oglądać poniżej:
  • W dedykowanej aplikacji dostępny jest podwodny tryb fotografowania. Blokuje on działanie dotykowego ekranu i ogranicza obsługę do przycisków fizycznych. Wystarczy więc zanurzyć telefon i pstrykać do woli. To działa. I to nawet nieźle. Jednak z uwagi na to, iż trudno było mi zaimprowizować odpowiednie warunki do zrobienia zdjęcia, którymi warto byłoby się tutaj podzielić, dowodów Wam nie przedstawię.

Słówkiem podsumowania – kamera (ta „tradycyjna”, nie termowizyjna) była dla mnie największym rozczarowaniem CAT-a S61. O ile kompromisy wydajnościowe można zrozumieć, tak przeciętny aparat w smartfonie za ponad 3,5 tysiąca zł… trochę boli.

CAT S61 – Ocena

Powtórzę to, co napisałem we wstępie – to nie jest smartfon, którego powinno oceniać się przez pryzmat tego, jak wypada w porównaniu np. z Huawei P30 Pro, który na ten moment dostaniecie w podobnych pieniądzach. CAT S61 to urządzenie dla tych użytkowników, którzy wiedzą, jak uwolnić potencjał jego unikatowych funkcji, a przy okazji ułatwić sobie dzięki niemu codzienną pracę w zawodzie.

I jeśli spojrzymy na niego z takiej właśnie perspektywy, ujrzymy smartfon w stu procentach godzien polecenia. Jednak dla formalności, a jednocześnie w ramach podsumowania recenzji, zestawmy sobie jego największe atuty oraz elementy, które mogły zostać zaprojektowane nieco lepiej.

PLUSY:

  • panel IPS wyświetlający obraz w naprawdę wysokiej jakości;
  • fizyczne przyciski – zwłaszcza ten, którego możemy zaprogramować według własnego uznania;
  • kamera termowizyjna FLIR;
  • wzmocniona konstrukcja gwarantująca odporność na wodę, pyły i dewastatorskie zapędy dzieci;
  • czujnik jakości powietrza;
  • dalmierz laserowy;
  • naprawdę pojemna i wydajna bateria + Quick Charge 4.0;
  • nowoczesne zaplecze komunikacyjne;
  • możliwość obsługi dotykowego ekranu w rękawiczkach (niestety nie każde rękawiczki się do tego nadają).

MINUSY:

  • aparat, a przede wszystkim aplikacja, która nim zarządza;
  • brak domyślnej aplikacji z galerią dla „tradycyjnych” multimediów;
  • czujnik temperatury;
  • wydajność, która daje o sobie znać w pracy z nieco bardziej obciążającymi aplikacjami.