Recenzja Huawei P30 – trójokiego smartfona z Super Camera System

Widziałem, co potrafi Huawei P30 Pro. Widziałem i wciąż jestem pod wrażeniem jego możliwości, lecz przyszedł czas zmierzyć się z jego mniejszym bratem – modelem P30. Czy model ten powinien mieć kompleksy wobec wersji Pro? A może są obszary, na których go przewyższa? Przekonajmy się.

Design, będący wyrazem elegancji

Wiesz, jaka myśl przemknęła mi przez głowę, gdy po raz pierwszy chwyciłem Huawei P30? Jaki on lekki i poręczny! Proporcje ekranu 19,5:9, przekątna 6,1” i waga 165 gramów robią swoje, dając zaskakujący komfort obsługi. Co ciekawe, równie pochlebne zdanie mieli o modelu P30 moi znajomi, których poprosiłem o opinię.

Mężczyźnie obsługa ekranu jedną ręką nie sprawia trudności. Kobiety mówiły, że do swobodnego korzystania z interfejsów aplikacji potrzebna jest pomoc drugiej dłoni, niemniej nie jest to uciążliwe.

Wszystkim bez wyjątku podobają się za to opalizujące plecki. Testowany
Huawei P30 128 GB Opal wygląda dostojnie i wykonany jest bardzo dobrze. Dwie tafle szkła spaja metalowa ramka, tworząc solidną, sztywną konstrukcję, która nie odkształca się mimo nacisku. A uwierz mi, pozwoliłem sobie naprawdę mocno go nacisnąć. To starcie kończy się wynikiem 1-0 na korzyść P30.

Nie ma indukcji, jest za to jack

Przyznam szczerze, że nie ubolewam nad brakiem ładowania indukcyjnego. Ładowanie Super Charge przez USB C satysfakcjonuje mnie w 100%, uzupełniając baterię w prawdziwie ekspresowym tempie. Z moich obserwacji wynika, że szybkość ładowania modelu P30 dorównuje tej z Huawei P30 Pro, o czym szczegółowo pisałem w recenzji P30 Pro. Muszę Cię jednak uprzedzić, że ogniwa akumulatora nagrzewają się podczas szybkiego ładowania, co nie jest wadą, lecz integralną częścią tego typu rozwiązań.

Czas na oklaski – Huawei P30 ma złącze mini jack! Mieści się on w dolnej belce, sąsiadując kolejno z mikrofonem, USB C i głośnikiem, co mnie osobiście cieszy, bo słuchawki na klasyczny wtyk cenię o wiele bardziej, niż te na Bluetooth. Oczywiście możesz się ze mną nie zgadzać, lecz jest to moja subiektywna opinia, stąd za umieszczenie mini jacka w P30 ślę w stronę P30 ukłony.

Płaski ekran, zintegrowany skaner

W odróżnieniu od P30 Pro model P30 ma niemal płaski ekran. Niemal, bo szklane krawędzie to tzw. 2.5D, czyli obłość, dzięki której szkło subtelnie łączy się z metalową ramką. Ten dobrze już znany zabieg inżynieryjny czyni smartfon łatwiejszym w obsłudze, a na pewno wygodniejszym w trzymaniu.

Pod szkłem wieńczącym wyświetlacz mieści się matryca OLED o wspomnianej już przekątnej 6,1”. Rozdzielczość wynosi 2340 x 1080 px, a za tę genialną głębię kolorów odpowiada gama DCIP-3. Ekran jest rzecz jasna szerokokątny, nie ma więc mowy o zmianie kontrastu, czy utracie nasycenia barw przy zmianie kąta patrzenia.

Huawei P30 ma poza tym skaner linii papilarnych zintegrowany z wyświetlaczem, tak samo, jak ma to miejsce w P30 Pro. W połączeniu ze smukłą konstrukcją odblokowywanie menu przychodzi prosto i intuicyjnie. Po przeciwległej stronie ekranu znajdziesz łezkę z kamerą selfie. Wszystko przedstawia się bardzo estetycznie, dając poczucie harmonii oraz proporcji.

Głośnik, który irytuje swym położeniem

Tego naprawdę nie mogę zrozumieć – dlaczego głośnik umiejscowiony jest tam, gdzie w naturalny sposób wędruje palec przy oglądaniu wideo, kiedy smartfon znajduje się pozycji horyzontalnej? Tym bardziej, że głośnik jest jeden. Układ stereo zapewne niwelowałby te nieoczekiwane wyciszenia, do jakich dochodzi przy wyświetlaniu filmów. Bo wyobraź sobie, że oglądasz stand-up i zakrywasz niechcący głośnik na puencie. Można się zdenerwować? Można. I dlatego podkreślę raz jeszcze, że bardzo cieszy mnie obecność mini jacka.

Aparat Huawei P30

Rozwój aparatów we flagowych smartfonach Huawei obserwuję z zaciekawieniem od chwili ukazania się modelu P9. Zaproszenie do współpracy firmy Leica było w mojej opinii świetnym posunięciem, które przestawiło fotografię mobilną na nowe tory. Koncerny Leica i Huawei, niczym Bonnie & Clyde stworzyły zgrany duet, uzupełniając świetną optykę zaawansowanym oprogramowaniem z algorytmami AI.

I może to nawet nie tyle rola optyki, ile sztucznej inteligencji. Wszak to ona definiuje finalną jakość zdjęcia, zarówno na żywo, jak i w post-produkcji. Bo czy muszę wiedzieć, jak dobrać parametry, żeby nie prześwietlać ujęcia pod słońce? Albo jak manewrować ostrością, żeby artystycznie rozmywać tło? Nie muszę. Chcę jedynie wyjąć z kieszeni aparat i zrobić zdjęcie oddające kolory, grę światłocieni, wiesz, cały ten klimat ujęcia.

Trzy oczka z logo Leica

Tylny aparat składa się z trzech obiektywów: główny 40 Mpix z przysłoną f/1.8, szerokokątny 16 Mpix f/2.2 oraz obiektyw telefotograficzny 8 Mpix f/2.4 z systemem optycznej stabilizacji obrazu OIS. Do tego autofokus podniesiony do potęgi trzeciej, czyli: fokus laserowy, fokus fazowy, fokus kontrastowy.

Huawei P30 aparaty

Na finał, niczym wisienka na torcie, obsługa AIS – czyli autorska stabilizacja obrazu AI od Huawei. Jest to następca EIS (elektronicznej stabilizacji obrazu), gdzie na pierwszy plan wysuwają się algorytmy AI, dbające o minimalizację drgań podczas nagrania. Dobrze widać to na przykładzie wideo w 4K, które nagrałem, trzymając smartfon w ręku:

Barwne i ostre zdjęcia z ręki

W aparacie Huawei P30 najlepsze jest to, że kadr emanujący kolorami zrobi każdy. Dosłownie każdy. Wybrałem się ze znajomymi na spacer, po czym wręczyłem im smartfon i poprosiłem o pstryknięcie kilku fotek. Tego, co im akurat wpadnie w oko i co uznają za ciekawe. I pstrykali. I nie chcieli oddać, bo takie cudne zdjęcia robi.

Możesz śmiać się pod nosem, ale faktem jest, że intuicyjność P30 podczas robienia zdjęć jest fenomenalna. Aparat zarządzany sztuczną inteligencją automatycznie wykrywa, którą część ujęcia należy wyeksponować. Czy ma to być zieleń, czy jednak błękit nieba. Co ciekawe, możesz robić zdjęcia pod światło, a kadr nie stanie się ciemny, bo optymalizacją ujęcia zajmie się wspomniana sztuczna inteligencja.

Oto próbka możliwości aparatu Huawei P30:

Znakomite zdjęcia nocne

Znakomite to dobre słowo. Chyba najlepsze, choć rozważałem jeszcze użycie wyrazu – wysmakowane. Obydwa z odpowiednią dozą emocji odnoszą się do możliwości fotografii nocnej w wykonaniu Huawei P30, który ani o krztę nie odstaje od P30 Pro. Zdjęciom w ciemności nie mogę niczego zarzucić. Kadry są czytelne i jasne. Nie tracą też ani na wyrazistości, ani na realizmie kolorów, a o to przecież chodzi. Więcej niech powiedzą o sobie same zdjęcia:

Zoom oraz Super Makro

W P30 zastosowano już nie 50-krotny, ale 30-krotny zoom cyfrowy. Liczba sama w sobie imponująca, ale jak przekłada się to na praktykę? Cóż, fajerwerków nie ma, a na fotkach zrobionych przy maksymalnym przybliżeniu wychodzi brak ostrości oraz liczne artefakty. Jak mniemam, obecnie zoom-luneta jest raczej ciekawostką, która będzie dopiero udoskonalana.

Oprócz tego aparat P30 dysponuje 3-krotnym zoomem optycznym (dodam, że bezstratnym) oraz 5-krotnym zoomem hybrydowym. Różnice pomiędzy kolejnymi przybliżeniami (od 1 do 30x) obrazują poniższe zdjęcia:

Huawei P30 Super Makro
A oto i możliwości trybu Super Makro

Selfie w rozdzielczości 32 Mpix

Mało brakło, a zapomniałbym wspomnieć o kamerze selfie. Matryca o rozdzielczości 32 Mpix (f/2.0) obsługuje tryb portretowy, rozmywając drugi plan. Masz tez możliwość upiększenia zdjęcia w czasie rzeczywistym oraz dodania efektów. Przedni aparat nagrywa również filmy. Najbardziej podobała mi się jednak opcja doświetlania autoportretu nocą przy użyciu wyświetlacza. Wolę to, niż flash bijący nagle po oczach.

Moc i wydajność P30

Chcąc opisać wydajność Huawei P30, musiałbym praktycznie powtórzyć wszystko, co napisałem w recenzji P30 Pro, w sekcji poświęconej wydajności. Obydwa modele napędza 8-rdzeniowy procesor Kirin 980, z identycznymi rdzeniami Cortex, o identycznych częstotliwościach taktowania zegarów. Obydwa mają pamięć operacyjną w liczbie 6 GB. Moc mają więc identyczną, stąd o płynność w gaming i pracy z wieloma aplikacjami nie musisz się martwić.

Mogę jedynie dodać, że mój egzemplarz P30 nie zawiesił się podczas testów (a wiele aplikacji przemielił), a ja nigdy nie odnotowałem u niego spowolnienia. I mała dygresja – zanim powiesz –
przecież to nowy telefon, poczekaj z pół roku, to pogadamy – odpowiem, że mój prywatny Mate 20 jest dziś równie szybki, co w momencie pierwszego uruchomienia, które miało miejsce niedługo po premierze. A żądam od niego wiele.

Smartfon pracuje pod kontrolą systemu Android 9.0 Pie i tak, jak jego mocniejszy brat, trafił na listę urządzeń objętych aktualizacją do wersji z numerem 10. Żeby zamknąć temat systemu, dodam, że Huawei dorzuca od siebie nakładkę EMUI 9.1. Przejrzystą i miłą dla oka.

OneHop, czyli błyskawiczna wymiana danych

Zapełnienie 128 GB pamięci flash łatwe nie jest, ale na pewno nie jest niewykonalne. Raz dokonałem tej sztuki (tylko na innym urządzeniu), po czym nadeszła chwila zwolnienia pamięci poprzez zgranie plików na dysk komputera. Klasyczny sposób wygląda następująco: podłączenie urządzeń przewodami -> oczekiwanie na skonfigurowanie -> przeklikanie się przez zasoby pamięci smartfona -> kopiowanie -> oczekiwanie na finał.

Czas potrzebny do przeniesienia całego zasobu jest różny i zależy od wielu czynników: obecność portu USB 3.0 w komputerze, wydajność samego komputera, wreszcie liczba przenoszonych plików. Tymczasem Huawei obchodzi cały ten proces i skraca go do minimum.

Warunek? Musisz mieć smartfon Huawei (który obsługuje funkcję OneHop) oraz laptop MateBook. Urządzenia wymieniają dane przez moduł NFC, a do aktywacji procesu wystarczy jeden ruch palcem. Mało tego, transfer odbywa się błyskawicznie (i to nie jest czcze gadanie).

Huawei P30 – ocena końcowa

Te kilka dni z Huawei P30 wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Zresztą nie tylko na mnie, bo każdy, kto miał z nim styczność, dał mi podobny feedback. Szczególnie w kwestii zdjęć, które stanowią lwią część możliwości modelu P30.

Do nielicznych wad smartfona zaliczam:

  • Baterię o pojemności poniżej 4000 mAh – mogłoby być lepiej.
  • Okropnie palcujące się szkło na pleckach, które negatywnie wpływa na estetykę.
  • Obiektyw wystający znacznie poza tylny panel, co budzi wątpliwość, czy aby nie będzie się rysował.
  • Głośnik mono umiejscowiony tak, że co rusz zastawia się go palcem.

Pora na zalety – jest ich znacznie więcej, a to potwierdza jedynie, że Huawei P30 jest flagowcem w całym znaczeniu tego słowa. Wykonanie, design, łatwość obsługi, wreszcie zaawansowane funkcje potrójnego aparatu oraz bogaty zestaw opcji post-produkcyjnych sprawiają, że użytkowanie modelu P30 jest naprawdę przyjemne.

Moim zdaniem Huawei P30 sprawdzi się:

  • W codziennym użytkowaniu – do wygodnego pisania SMS-ów, korzystania z Messengera i z aplikacji.
  • W biznesie – na tym ekranie zdjęcia wyglądają tak, jak powinny, stąd oferowany produkt z pewnością zrobi dobre wrażenie wizualne.
  • W czasie wolnym – na wakacjach, na pikniku, pod namiotem, to nie ma znaczenia. Ważne, że w każdym z tych miejsc zrobisz bardzo dobre zdjęcia, o każdej porze dnia i nocy.
  • W gamingu – 8 rdzeni CPU Kirin 980 bez zająknięcia poradzi sobie z każdą grą, również z zaawansowanymi graficznie tytułami 3D.

Za wyborem P30 przemawia także cena, dla portfela odczuwalnie niższa, niż w przypadku P30 Pro. Więc jeśli planujesz zakup smartfona w granicach 3 tysięcy złotych, a główny warunek to bardzo dobry aparat, chyba nie ma się co zastanawiać.

Zobacz wszystkie modele Huawei P30 w sklepie x-kom