Obrazki generowane przez sztuczną inteligencją a kwestia praw autorskich
Ostatnie miesiące upłynęły nam pod znakiem obrazków generowanych przez sztuczną inteligencję. Ja sam jeszcze do niedawno zachwycałem się tym, że poprosiłem oprogramowanie DALL-E 2 o przygotowanie grafiki, na której papież Polak „swoją barkę pozostawia na brzegu”, a ono autentycznie mi taką grafikę wygenerowało.
Od tego czasu sporą popularność zyskało na przykład Midjourney, czyli oprogramowanie, które w zasadzie robi to, co DALL-E 2, ale nieporównywalnie lepiej. I kiedy rozmawiamy o podobnych narzędziach, najczęściej przed oczami migocą nam możliwości, które stwarzają. I te możliwości bardzo często zamykają nam oczy na kontrowersje. A tych, jak się okazuje, jest cało mnóstwo.
Największą kontrowersją wydaje się dziś kwestia praw autorskich. Z jednej strony bowiem narzędzia AI generują nam grafiki zupełnie nowe i unikalne, z drugiej zaś, aby umieć to robić, musiały najpierw się nauczyć. Jak się pewnie domyślacie, nie jest to proces podobny do tego, co musi przejść każdy „organiczny” artysta.
Sztuczna inteligencja „uczy się” na podstawie dzieł, które już istnieją. W tym przypadku mówimy o rzeczywistych pracach graficznych, którymi jest karmiona. Skoro zatem AI bez pytania bierze sobie obrazy takiego Pabla Picassa, uczy się jego stylu, żeby potem, mniej lub bardziej, wykorzystywać go do tworzenia nowych obrazów, to czy przypadkiem ten Picasso nie jest okradany? Czy nie są łamane jego prawa autorskie?
Prawda jest taka, że algorytmy sztucznej inteligencji uczą się estetyki nie poprzez poznawanie obowiązujących reguł, ale poprzez analizę dzieł, które już powstały, które mają swojego autora lub autorkę. Najprościej rzecz ujmując i sprowadzając do chłopskiego rozumu – sztuczna inteligencja chce wykurzyć artystów, kradnąc ich dzieła i na ich podstawie tworząc coś nowego.