Nie miałem wielkich oczekiwań po nowym Bioware. Nie miałem też więc wielkich oczekiwań po Dragon Age: Dreadwolf, które niedawno zmieniło podtytuł na The Veilguard (Straż Zasłony). BioWare szoruje od lat dno i wygląda na to, że Dragon Age 4 może być gwoździem do trumny, a nie wielką szansą na odbicie się od tego dna. Przekonamy się o tym względnie szybko, bo premiera Dragon Age: The Veilguard (wspaniały tytuł swoją drogą!) odbędzie się jeszcze w 2024 roku.
No dokładnie, zgadzam się. Z tego gameplayu widzę następujące rzeczy: styl walki – Fable/Final Fantasy; stylistyka – Fortnite; klimat – nie wiem, ale nie jest to dotychczasowa atmosfera poprzednich części serii. Gra wygląda fatalnie – postacie wyglądają kreskówkowo; demony wyglądają dziecinnie. Żenada.
Niby człowiek wiedzioł, ale jednak się trochę łudził…
Co by nie powiedzieć o Inkwizycji, to chociaż klimat dobry miała. Tutaj też kompletnie tego nie czuję. Oczywiście to tylko drobny wycinek gry, ale ostatnie dokonania BioWare’u nie nastawiają do gry optymistycznie. 🙂
BioWare strasznie eksperymentuje w tej serii. Do tej pory jedyną naprawdę udaną odsłoną była część pierwsza. Miała najlepszą atmosferę, najlepszy system walki, najlepszych towarzyszy. Ale powrotu do tej formy w przypadku BioWare’u już niestety nie ujrzymy. Obawiam się, że nowego Mass Effecta możemy też nie ujrzeć, a przynajmniej nie w ich wydaniu (po Andromedzie to nawet nie czekam). 😉