Call of Duty Modern Warfare 2019 vs Battlefielfd V – kto wygrał w 2020 roku?

Walka CoD’a z Battlefield’em trwa niemal równie długo, jak wojna pomiędzy fanami konsoli Xbox i PlayStation. Rywalizacja ta jest tak samo bezsensowna, co… paradoksalnie mająca teraz sens bardziej niż kiedykolwiek. Kto w takim razie wygrał obecną bitwę o dominację wśród sieciowych wojennych strzelanin?

Wiele różnic, jeszcze więcej podobieństw

Niemal od samego początku gry z serii Call of Duty i Battlefield mimo tego samego gatunku dzieliło sporo różnic. Przede wszystkim Call of Duty skupiało się na mocno oskryptowanej, epickiej historii dla pojedynczego gracza i szybkim trybie sieciowym, rozgrywającym się na dość małych, czasem nawet klaustrofobicznych mapach.

Pierwsze części Battlefield z kolei wcale nie posiadały trybu singleplayer, bądź szczątkową jego wersję. Multiplayer natomiast opierał się na dużych mapach, na których gracz mógł walczyć przy użyciu najróżniejszych pojazdów, od czołgów po samoloty i łodzie.

Przez ponad 10 lat wybór pomiędzy tymi dwoma seriami był raczej prosty. Gracze preferujący szybką rozgrywkę silnie polegającą na refleksie wybierali Call of Duty. Ci, dla których taktyka miała większe znaczenie, a poza tym woleli wirtualne działania wojenne na większą skalę, grali w Battlefieldy. Ja od zawsze stałem gdzieś na rozdrożu i świetnie bawiłem się, nabijając godziny w trybach sieciowych obu tych serii.

Pierwsze poważne zmiany w rozkładzie sił zauważyłem w 2018 roku, gdy na półki sklepowe trafiło Call of Duty Black Ops 4. Pomijając powtarzalny i niezbyt udany gameplay sieciowy najważniejszy był tak naprawdę Battle Royal, w którym gracze mogli przemieszczać się po mapie przy pomocy ciężarówek i quadów a sama mapa była ogromna. Tym samym w bardzo szybkim CoD’ie zaczęły pojawiać się elementy znane z BF’a.

Po drugiej stronie barykady natomiast gracze odnaleźli w świeżutkim Battlefield 5 zapożyczenia z serii Call of Duty. Szybsza rozgrywka, mniejsze mapy, liczne skórki do broni i postaci oraz… bardzo mała liczba map z pojazdami.

Premiera odświeżonej podserii Modern Warfare z zeszłego roku i rozszerzenie Battlefield V o działania drugowojenne wprost z rejonów Pacyfiku mimo różnych czasów, w których się rozgrywały, jeszcze bardziej zbliżyło te dwie serie do siebie.

Tryb sieciowy Ground War w Call of Duty Modern Warfare 2019 jest już bezpośrednią próbą zagarnięcia bazy fanów serii Battlefield. Spore mapy, możliwość jeżdżenia pojazdami opancerzonymi i helikopterami wyglądają jak żywcem wyciągnięte z Battlefield’a.

Darmowy dodatek do Battlefield V przyniósł natomiast nie tylko nowe mapy i bronie, ale również znaczące zmiany w rozgrywce i balans broni.

Niestety oprócz samych zmian w grach dużą rolę odgrywały także działania zespołów za nie odpowiadających oraz (może przede wszystkim) wydawców. Chyba każdy pamięta pierwszy trailer Battlefield V ukazujący drugą wojnę światową jako kolorową zabawę ludzi wymachujących kijami do krykieta, mających mechaniczne protezy rąk i nóg.

Dzisiaj, po półtorej roku od premiery Battlefield V i po ponad pół roku od premiery Call of Duty Modern Warfare 2019 myślę, że spokojnie mogę wskazać prawdziwego zwycięzcę owego elektronicznego wyścigu zbrojeń. Tak na marginesie mam ograne niemal 600 godzin w Battlefield V i niemal 200 w Call of Duty Modern Warfare 2019, więc nie popieram kolejnych spostrzeżeń tylko na komentarzach internautów i publicystów, ale również na swoich doświadczeniach.

Co Battlefield V robi dobrze a co źle?

Skromna lista zalet

Zacznę może od cech pozytywnych ostatniego dzieła DICE. Na pewno grze nie można odmówić szczegółowej grafiki i sporych map. Do wyboru są zarówno miejskie uliczki jak i pola z dużą ilością przestrzeni. Dużo radości daje także odblokowywanie kolejnych broni, których na ten moment jest całkiem dużo. Od klasycznych pistoletów wprost z czasów drugiej wojny światowej (M1 Garand, Colt 1911, Thompson) po prototypowe uzbrojenie, a nawet bazooki, miotacze ognia czy katany.

Mechanika strzelania jest również przyzwoita. Strzelby mają odpowiedniego kopa, a kule ze snajperek stosownie opadają po przebyciu większego dystansu.

Gruba teczka pełna wad

Niestety, w zasadzie na tym plusy gry się kończą i zaczyna cała fala problemów, jakie nawet dzisiaj trapią tę produkcję. Generalnie BF V można określić jako wielki krok wstecz w stosunku do poprzedników niemal pod każdym względem. Bardzo ograniczona destrukcja otoczenia, maleńka ilość map z możliwością sterowania pojazdami opancerzonymi czy problemy techniczne to tylko szczyt góry lodowej.

Już od samego początku wiadome było, że wizja twórców bardzo mocno rozmija się z oczekiwaniami graczy. Zamiast poważnej i rozbudowanej gry o drugiej wojnie światowej otrzymaliśmy tak naprawdę spore, pełnopłatne, samodzielne DLC do Battlefielda 1 ze znacznie podkręconą saturacją kolorów. Parę miesięcy po premierze jasnym było również to, że DICE na szybko próbowało dostosować tytuł pod naciskiem fanów i fali krytyki.

Battlefield V Screenshot 7 gra

Grze ostatecznie zwyczajnie brakuje charakteru. Właściwie żadna z map nie jest na tyle interesująca, aby ją zapamiętać. Znaczne przeniesienie balansu rozgrywki na walkę piechoty i zmianę stylu rozgrywki na bardziej arcade’owy przy jednoczesnej konieczności przemierzania dużej przestrzeni na ogromnych mapach całkowicie wyeliminowało szansę na jakąkolwiek wyważoną rozgrywkę. Ten dysonans w rozgrywce często sprowadza się do jednego schematu: odradzam się, biegnę przez dwie albo trzy minuty, żeby dotrzeć do pola walki, ginę od strzału snajpera albo przez skaczącego medyka z Type 2A (chyba najbardziej niezbalansowana broń w grze).

Zmieniam klasę na snajpera, chwilę postrzelam, szybko się nudzę i znów wybieram szturmowca albo medyka. Udaje mi się odrodzić przy członku mojej drużyny, od razu po odrodzeniu jednak znów ginę przez campera z MG42. Ponownie cała moja drużyna nie żyje, respawnuje się więc na pozycji startowej, skąd ponownie muszę biec dwie minuty i cała sytuacja się zapętla.

Na mniejszych mapach sytuacja jest jeszcze gorsza. Pojawiają się punkty, tak zwane „Clusterfuck’i” gdzie od początku do końca meczu linia frontu nie przesuwa się nawet o metr, a gracze wzajemnie zarzucają się granatami, minami, C4, ostrzałem z broni stacjonarnej, zwykłej i całego innego wojskowego żelastwa. Długość życia od momentu odrodzenia na takich mapach trwa zazwyczaj maksymalnie 10 sekund.

Nie pomaga także absolutnie rozjechany balans broni, który niedawno DICE próbowało naprawić… jeszcze bardziej go psując. Sytuacje, w których ktoś przeżywa władowany w niego cały magazynek z karabinu, aby po chwili wyskoczyć w powietrze i zabić mnie w ułamku sekundy z jakiegoś pistoletu maszynowego nie są rzadkością. Ogólnie balans pistoletów maszynowych medyka jest tematem na oddzielny artykuł.

Chwilę po premierze do gry został dodany tryb Battle Royal nazwany Firestorm. Miał parę ciekawych rozwiązań, jak poukrywane czołgi w bunkrach na mapie. Ostatecznie jednak okazał się niezbyt interesujący i zwyczajnie nudny. Poza tym w przeciwieństwie do największych tytułów BR na rynku (oprócz PUBG) konieczne było wydanie pieniędzy na całego Battlefield’a 5, aby mieć dostęp do tego trybu.

W tym wszystkim widać, że twórcy pogubili się i zamiast ponownie siąść do deski kreślarskiej, poczekać jakiś czas i wydać naprawdę przemyślane rozszerzenie, naprawiające dotychczasowe błędy, próbuje w chaotyczny sposób reagować na żądania graczy. Chociaż to i tak już się kończy, gdyż tego lata otrzymamy ostatni dodatek do gry.

Co Call of Duty Modern Warfare 2019 robi dobrze a co źle?

Mniejsze i większe minusy

Najnowszy CoD posiada kilka wad, które dla kogoś mogą skreślać ten tytuł z listy gier do ogrania. Dla fanów kampanii singleplayer historia przedstawiona w najnowszej odsłonie jest… właśnie do końca sama nie wie czym jest. Ani nie jest tak realistyczna, jakby chciała być. Nie nazwałbym jej również bardzo efekciarską, bo brakuje jej Hollywood’skiego rozmachu jak we wcześniejszych odsłonach serii.

Odstraszać może także zaporowa ilość mikrotransakcji, skórek, emblematów, postaci i całej reszty przedmiotów do odblokowania w trakcie gry bądź właśnie za prawdziwe pieniądze. Zagorzałym fanom serii może nie spodobać się także przemodelowanie mechaniki gry, skupiającej się teraz bardziej na nieco wolniejszej rozgrywce (co nie oznacza, że wolnej), niż we wcześniejszych częściach.

Cała góra zalet

Ostatnia część Call of Duty Modern Warfare, wydana przez legendarne już studio Infinity Ward dokonała czegoś, czego nie sądziłem, że będzie w stanie zrobić żaden kolejny CoD. Przebiła „miodnością” CoD MW z 2007 roku pod niemal każdym względem. Tak, kampania singleplayer nie zapada jakoś specjalnie w pamięć (klasyczna misja w Prypeci była niesamowita) i rozgrywka, pomimo sporych zmian, dla wielu wciąż może być zbyt szybka i chaotyczna.

Jednak pod każdym innym względem jest to niesamowicie dopieszczony tytuł z mnóstwem zawartości. Bardzo rozbudowany multiplayer oferuje najróżniejsze tryby z całą masą map, zarówno nowych jak i odświeżonych klasyków (Shipment, Crash).

Call of Duty Modern Warfare Screenshot 2 gra

Szczególnie dużo radości sprawia mi także odblokowywanie nowych broni i dodatków do nich, których jest całe zatrzęsienie. Celowniki, lufy, tłumiki, większe magazynki… elementów jest masa, do tego dostępnych jest mnóstwo skórek, którymi mogę swój oręż udekorować. System modyfikacji broni jest na tyle rozbudowany, że przypomina tuning samochodów wyciągnięty wprost z NFS: Underground 2. Ciężko znaleźć u graczy identycznie wyglądający karabin czy pistolet.

Dzięki zupełnie nowemu silnikowi graficznemu swoją drogą przygotowanemu między innymi przez polski oddział firmy Infinity Ward założony w krakowie, gra zyskała nie tylko nowoczesny i realistyczny wygląd. Nowy engine umożliwił twórcom także wykorzystanie zaawansowanych technologii, takich jak Ray Tracing. Wspaniale wyglądają wszystkie animacje, od poruszania się samych modeli postaci po wyciąganie broni czy, co najważniejsze, strzelanie z niej.

Mechanika gry została bardzo mocno rozbudowana względem poprzedników, wracając jednocześnie do klasyki. W CoD MW nie uświadczyłem więc żadnych podwójnych skoków, biegania po ścianach czy jetpack-ów. Liczne bronie, rozbudowane animacje i po raz pierwszy lepsze niż w Battlefieldach udźwiękowienie sprawiają, że granie w ten tytuł to samo czyste mięcho elektronicznej rozrywki.

Wcześniej wspomniany tryb Groundwar pomimo sporych ograniczeń (absolutny brak zniszczalnego otoczenia) jest ciekawy i potrafi przykuć na dłużej. Są w nim dostępne różne pojazdy i jednocześnie na mapie może znajdować się do 64 graczy. Rozgrywkę ubarwiają za to Killstreak’i w postaci nalotów albo zrzutów zaopatrzenia.

Zwykły multiplayer i singeplayer to jednak nie wszystko i od niedawna dostępny jest również tryb Battle Royal, nazwany tutaj Warzone. W nim czuć, że Infinity Ward słuchało graczy i ostatecznie udostępniło go za darmo dla wszystkich. Posiadacze pełnej wersji gry otrzymują za to bonusy w postaci dodatkowych skórek i odblokowanych pakietów. Fajną sprawą jest także to, że odblokowane i rozwinięte bronie w podstawowym multiplayerze dostępne są również w Warzone.

Tryb ten garściami czerpie z dorobku pozostałych tytułów z gatunku Battle Royal, oferując również garść własnych pomysłów. Jest więc możliwość przywrócenia do życia kompana z drużyny w wyznaczonych punktach i system pingowania. Ciekawą sprawą jest natomiast gułag, do którego trafiają zabici gracze. Tam, wygrywając w pojedynku 1 vs 1 z innym graczem, który zginął w meczu, dostaje się dodatkową szansę i możliwość powrotu na mapę.

CoD MW 2019 vs BF V – zwycięzca jest jeden

Serię Call of Duty zawsze traktowałem jak tego młodszego, lekko denerwującego kolegę z podwórka, z którym zawsze mogłem wyskoczyć i pokopać piłkę o drzwi do garażu, nie traktując jednocześnie tej znajomości jakoś specjalnie poważnie. Battlefield z kolei był starszym i inteligentnym kolegą z pracy, z którym mogłem wyskoczyć na piwo i pogadać o życiu.

W ciągu ostatniego roku pierwszy raz od ponad dekady ta sytuacja zmieniła się o 180 stopni. I co najważniejsze nie jest to odczucie tylko moje, ale milionów graczy z całego świata. Nowe Call of Duty Modern Warfare 2019 jest bardziej taktyczną i znacznie bardziej dopieszczoną grą niż Battlefield 5. Rozgrywka jest lepiej zbalansowana, oferuje znacznie więcej zawartości mimo krótszego czasu na rynku i granie w nią sprawia po prostu więcej radości.

Dlatego też nowe Call of Duty Modern Warfare 2019 wygrywa według mnie wojnę o tytuł najlepszej militarnej gry FPS w pierwszej połowie 2020 roku.

Sytuacja oczywiście może się zmienić w ciągu paru najbliższych miesięcy, gdy na półki sklepowe trafi kolejna odsłona serii Call of Duty bądź kolejna część Battlefield’a. Ten ostatni ma jednak dużo czasu do premiery (2021?), a CoD MW 2019 postawił poprzeczkę tak wysoko, że moim zdaniem ciężko będzie go przebić.