AK-47 – od obrońcy „raju robotników” do supergwiazdy popkultury

W 2004 roku magazyn Playboy opublikował listę 50 rzeczy, które zmieniły świat. Automat Kałasznikowa, potocznie nazywany AK-47, znalazł się tuż za podium, na czwartym miejscu. Wyprzedziły go tylko stacjonarny komputer Apple’a, tabletka antykoncepcyjna i magnetowid Sony Betamax. Prawda, że nie najgorszy wynik? Nie dziwimy się jednak – w końcu kałach to broń legendarna. I to tej legendzie poświęcę niniejszy artykuł.

Parę uwag na dobry początek

Po pierwsze nazwa AK-47 nigdy nie była oficjalnie używana w armii radzieckiej. Jest to nazwa jednego z prototypów tej broni. Jednak przylgnęła do kałacha tak, że i ja będę się nią w tym tekście posługiwał.

Po drugie „potomstwo” Michaiła Kałasznikowa jest prawie tak liczne, jak gwizdy na niebie lub ziarnka piasku na morskim wybrzeżu. Historia legendarnego automatu zaczyna się jeszcze w czasie II wojny światowej i w zasadzie ciągnie aż do dnia dzisiejszego. Ewolucja kałacha trwa – od pierwszych prototypowych modeli, przez rozmaite seryjnie produkowane wersje (np. AK, AKS, AKM, AKMS, AKMSU) i warianty rozwojowe (m.in. AK-74), aż po zupełnie współczesną serię AK-12. Do tego musimy doliczyć jeszcze całą rodzinę karabinów maszynowych RPK.

ak-47
Oto bohater tego artykułu / źródło: Wikipedia

Po trzecie sam automat – mniej lub bardziej zmodyfikowany – produkowano nie tylko w Sowietach. Swojego licencyjnego kałacha mieli Chińczycy (Typ 56), Jugosłowianie (Zastava M70), Polacy (radomskie AK/AKM i inne) i Finowie (Valmet M62), by wymienić tylko najpopularniejsze klony.  

Jednak nie wszystkie „dzieci” Michaiła Kałasznikowa są z prawego łoża. „Avtomat”, jego mechanizmy i rozwiązania, podrabiano bowiem wielokrotnie. Lubują się w tym na przykład rusznikarze ze sławetnej pakistańskiej przełęczy Chajber.

„Kałasznikow" z przełęczy Chajber / źródło: Wikipedia

AK-47 – tak prosty, że obsługują go dzieci

Automat Kałasznikowa można opisać na różne sposoby. W filmie Pan życia i śmierci grany przez Nicolasa Cage’a Jurij Orłow robi to tak:

Spośród szerokiego asortymentu radzieckich arsenałów, największym wzięciem cieszył się Automat Kałasznikowa, model z 1947 roku, znany jako AK-47 lub kałach. To najpopularniejszy karabinek szturmowy, ukochany przez wszystkich żołnierzy. Eleganckie pięciokilogramowe połączenie stali i sklejki. Nie psuje się, nie zacina ani nie przegrzewa. Działa uwalany błotem i zasypany piachem. Tak prosty, że obsługują go dzieci. 

Afrykańskie realia / źródło: Wikipedia

Na automat można też spojrzeć nieco bardziej „fachowo”. Każdy, kto odbył przeszkolenie wojskowe wie, że nim rekrut weźmie jakąś broń do ręki, wkuwa jej dane taktyczno-techniczne. W przypadku kałacha stara się więc zapamiętać, że masa załadowanego automatu wynosi 4,3 kg, że jego magazynek standardowo mieści 30 sztuk amunicji albo że wystrzelony z AK pocisk kalibru 7,62 mm waży niespełna 8 gramów i od momentu opuszczenia lufy będzie pokonywał średnio 730 metrów na sekundę.

Ale co AK-47 robi z ludzkim ciałem?

Rekruci zazwyczaj nie dowiadują się jednak, co stałoby się z ich ciałem, gdyby wspomniany pocisk w nie trafił. A szkoda, bo taka wiedza jest bardzo pouczająca. Postanowiłem więc, że pokrótce opiszę Wam, co kałach robi z ludzkimi wnętrznościami.

Pociski z AK poruszają się circa dwa razy szybciej, niż kule wystrzelone z najpopularniejszych dziś pistoletów strzelających amunicją Parabellum. Sprawia to, że trafienie, zwłaszcza w nieodległy cel, wywołuje znacznie większe obrażenia, niż wywołałaby kula wystrzelona z pistoletu kalibru 9 mm.

W momencie kontaktu z ciałem wystrzelony z AK pocisk wwierca się w nie i rozrywa leżące na torze lotu tkanki. Uwolniona przez niego fala uderzeniowa miażdży kości i uszkadza organy wewnętrzne, powodując rozległe obrażenia. Wokół rany wlotowej (i wylotowej, jeśli pocisk opuścił ciało) pozostaje też szeroki pierścień zanieczyszczeń. Mówiąc obrazowo, jeśli kula pistoletowa zachowuje się jak ostrze noża, to trafiający w ciało pocisk karabinowy można porównać do eksplodującego mini-granatu.  

Prosty, niezawodny i zabójczy

Jednym słowem, AK-47 jest (śmiertelnie) skuteczny. Szacuje się, że rocznie od kul wystrzelonych z różnego rodzaju kałasznikowów i ich pochodnych ginie około 250 000 ludzi. Kałach to broń masowego rażenia, którą na pakistańskim czarnym rynku można kupić za mniej niż 150$.  

Afgańscy rekruci strzelają z AK
Afgańscy żołnierze szkoleni przez Amerykanów / źródło: Wikipedia

Ponadto karabin jest niezawodny, tani w produkcji, prosty w użytkowaniu i łatwy w konserwacji. Połączenie tych cech sprawia, że spośród około 500 milionów sztuk broni, jakie są w światowym obiegu, 100 milionów to jakieś wersje kałacha. Jeszcze w 2013 roku AK był na wyposażeniu 106 armii.

AK-47 – ulubiona broń rewolucjonistów…

Michaił Kałasznikow twierdził, że stworzył swój karabinek (pytanie, czy faktycznie to on ją stworzył nie będzie mnie tu interesować), by pomóc w obronie sowieckiej ojczyzny. Jego automat szybko jednak stał się radzieckim hitem eksportowym.

rebelianci w Mozambiku
Mozambik walczący o niepodległość / źródło: Wikipedia

Dzięki dostawom tej broni ZSRR wspierał sojusznicze reżimy lub uzbrajał komunizujące ruchy narodowo-wyzwoleńcze pod każdą szerokością geograficzną. W Wietnamie partyzanci z Vietkongu szatkowali pociskami kalibru 7.62 mm amerykańskich G.I. Ci zaś, uzbrojeni w pierwsze, dość zawodne, generacje karabinka M-16, nie zawsze byli w stanie odpowiedzieć ogniem. W Nikaragui kałasznikowy posiadali tak zwolennicy proradzieckiego premiera Ortegi, jak i walczący z nimi proamerykańscy Contras.

Wielkie ilości Automatów Kałasznikowa, które trafiły do tzw. Trzeciego Świata już tam zostały. Kałach szybko stał się symbolem walki z kapitalizmem, kolonializmem, imperializmem i czym tam jeszcze. Do dziś wizerunek AK-47 możemy dostrzec na flagach Mozambiku i Timoru Wschodniego. Także Hezbollah i Irański Korpusu Strażników Rewolucji umieściły sławny automat na swoich organizacyjnych odznakach. Bardzo to wymowne, nieprawdaż?

flaga Mozambiku
Flaga Mozambiku / źródło: Wikipedia

… i terrorystów

W 2002 Michaił Kałasznikow powiedział:

Jestem dumny z mojego wynalazku, ale przykro mi, że jest używany przez terrorystów. Wolałbym wynaleźć maszynę, której ludzie mogliby używać i która pomogłaby rolnikom w ich pracy – na przykład kosiarkę.

Co do terrorystów i ich zamiłowania do kałacha, miał oczywiście rację. Jeszcze do niedawna każda telewizja pokazywała owiniętych w arafatki śniadych dżentelmenów, którzy, wymachując kałachami darli się, że już niebawem poobcinają nam wszystkim głowy. Czy to członkowie Al Kaidy, Boko Haram, czy ISIS – wszyscy oni lubują się w radzieckich automatach i obwieszają się nimi od stóp do głów.

AK-47 goes to Hollywood

Z perspektywy państw zachodnich kałasznikow był bronią wroga. Śmiercionośną i wszechobecną. Niemal każdy, kto jedną ręką wygrażał Ameryce i jej sojusznikom, w drugiej trzymał kałacha. Nic więc dziwnego, że w dobie Zimnej (i propagandowej) Wojny AK zaczął występować w Hollywood jako szwarccharakter. Choć swoją filmową karierę rozpoczął w kinie radzieckim (debiutował w 1955 roku w filmie Wesoły chłopak), to sławę przyniosły mu role w produkcjach fabryki snów.

Kirka Douglas w filmie "Furia"
Kirk Douglas w filmie „Furia" / źródło: imfdb.org

Pierwszym amerykańskim aktorem, który w swoich dłoniach dzierżył AK-47 był Kirk Douglas. W Furii, filmie z 1978 roku w reżyserii Briana De Palmy, przez krótką chwilę trzyma on właśnie kałacha. Co ciekawe, film był kręcony w Izraelu i miejscowi „zbrojmistrze” dostarczyli Amerykanom broń oryginalną, ale „zdekowaną”, czyli pozbawioną cech bojowych. Została ona zdobyta przez Izraelskie Siły Samoobrony w czasie jednej z licznych wojen, jakie żydowskie państwo toczyło z dozbrajanymi przez Sowietów arabskimi sąsiadami. Z izraelskich zdobyczy korzystał zarówno Chuck Norris w Delta force, jak i Sylvester Stallone w Rambo III.

rambo III
Rambo i jego AK, pod który ma podwieszony... amerykański granatnik M203 / źródło: imfdb.org

To nie koniec ciekawostek. We wszystkich „wietnamskich” filmach powstałych w latach 70. i 80., a więc np. w kultowym Łowcy Jeleni, Plutonie, czy Czasie Apokalipsy, nie wykorzystywano Automatów Kałasznikowa. Embargo nałożone przez rząd amerykański na towary zza Żelaznej Kurtyny nie pozwalało filmowcom zaopatrywać się w sowieckie „oryginały”. Filmowcy sięgnęli więc po, lepiej lub gorzej „ucharakteryzowane”, chińskie odpowiedniki AK produkowane przez Norinco karabinki Typ 56! Dzięki temu, „chińszczyzna” aż do lat 90. często gościła w jankeskich produkcjach.

Król popkultury

Ale w 1989 roku berliński mur upada, a wraz z nim amerykańskie embarga. W efekcie produkowana w ZSRR broń szerokim strumieniem płynie na zachód i klasyczny, ruski „kawach” zaczyna coraz częściej pojawiać się tak na dużym, jak i małym ekranie.

W Golden Eye AK staje się jedną z broni Jamesa Bonda. W Panu życia i śmierci wspomniany już Jurij Orłow, grany przez Nicolasa Cage’a, nie dość, że pruje z kałasznikowów na prawo i lewo, to jeszcze handluje nimi na potęgę. Z kolej na naszym podwórku zweryfikowany esbek Franz Maurer, którego zagrał oczywiście Bogusław Linda, w znanej scenie z Psów z pomocą automatu i soczystego przekleństwa rozgania bandę ruskich gangsterów.

Kadr z filmu Pan życia i śmierci"
Kadr z filmu „Pan życia i śmierci" / źródło: IMDb

Broń pojawia się także w serialach – niech za przykład posłuży Breaking Bad lub Rodzina Soprano – oraz grach. W wirtualne modele „kałacha” możemy uzbroić się w rozmaitych Counter-Strikeach, Battlefieldach i dziesiątkach innych tytułów. 

Far Cry 2 - złoty Ak-47
Złoty kałasznikow w Far Cry 2 / źródło: farcry2.fandom.com

Pozłacane AK-47, czyli zły smak satrapy i gangstera

Ale nie tylko raperzy i rockmeni fascynują się rosyjskim karabinkiem. Saddam Husajn, nieżyjący już iracki satrapa, w swojej kolekcji posiadał kilka specjalnych, „limitowanych” egzemplarzy AK. Niektóre z nich były pozłacanie, inne chromowane z okładzinami z masy perłowej, wszystkie zaś równie kiczowate. Otrzymywał je zwykle jako podarki od swoich „wasali”, synów lub koncernów zbrojeniowych, z którymi robił interesy.    

Także gangsterzy słyną z zamiłowania do drogich pukawek (i z fatalnego gustu). Synowie (nie)sławnego zakapiora Joaquina „El Chapo” Guzmana wrzucili nawet do sieci fotki swojej kolekcji. Wśród nich znalazło się, obok drogich fur i gorących panienek, oczywiście zdjęcie odbajerzonego złotego „kałaszka”. Cóż… o gustach się podobno nie dyskutuje.

złoty ak-47
Złotko / źródło: Wikipedia

Miecze na lemiesze, a w zasadzie karabinki na gitary

Automat Kałasznikowa stał się także… tworzywem dla artystów. I należy to rozumieć zupełnie dosłownie. W 2002 roku Mozambijczyk Cristóvão Canhavato stworzył rzeźbę, którą nazwał Trono de Armas (Tron z broni). Już sama nazwa pozwala nam zgadnąć, co przedstawia to dzieło. Artysta wykonał je z elementów kilkunastu sztuk różnych broni, w tym oczywiście z fragmentów kałasznikowów. Antywojenna wymowa rzeźby jest aż nadto wyraźna. Jestem tylko ciekaw, czy inspiracją dla Canhavato nie był aby Martin i jego Gra o tron.

Escopetarra
Escopetarra / źródło: Wikipedia

Równie kreatywnie „zdekowane” kałachy wykorzystał Kolumbijczyk César López. Na jego zlecenie wykonano i rozdano sławnym muzykom kilkanaście tzw. escopetarra. Ten neologizm powstał z połączenia hiszpańskich słów escopeta, czyli strzelba i guitarra, czyli… gitara. I znów możemy się łatwo domyślić w czym rzecz. Escopetarra, „gitarosznikow”, w zamyśle Lópeza ma nam uzmysłowić, że lepiej robić muzykę niż wojnę.

Toast

Tu kończy się moja opowieść. Automat Kałasznikowa ma w niej wiele twarzy – jest obrońcą „raju robotników”, krwawym narzędziem emancypacji, zabaweczką kryminalistów, ikoną popkultury, a nawet inspiracją dla artystów. I towarem jak każdy inny. W tej branży wielkie pieniądze idą jednak często w parze z wielkim cierpieniem.

wódka ak-47
Za pokój! / źródło: frullato.ru

Ale nie traćmy nadziei! Michaił Kałasznikow stworzył nie tylko maszynkę do zabijania, ale też i gorzałkę (a w zasadzie jej markę). Chwyćmy więc w dłoń szklane automaty, nalejmy i wznieśmy toast – za pokój! Tak w ludzkich serca, jak i na państwowych granicach.  

A Wam z czym kojarzy się AK-47? Dajcie znać w komentarzach! No i zajrzyjcie na Combat.pl! Gorzałki tam nie znajdziecie, ale mnóstwo innych ciekawych rzeczy – owszem!