Test i recenzja Eclipse One – gamingowych słuchawek od ISK

Lubicie niespodzianki? Ale takie prawdziwe? Nie że wiecie o co chodzi i potem udajecie, że nie pamiętacie. Ja lubię bardzo i nieoczekiwanie otrzymałam na testy coś, o czym nikt nie słyszał. ISK pod swoją submarką wypuścił kilka dni temu niespodziewanego skowronka – Eclipse One – słuchawki kierowane dla graczy. Czy ten skowronek pięknie śpiewa? Czy jest symbolem nowości i świeżości? Dowiecie się z tej recenzji.

Słówko wstępu 

Słyszeliście o Elite Gear? Ja wcześniej też nie. Ale nie szkodzi, bo i tak jest to wszystkim znana marka, a raczej submarka ważnego gracza na runku audio – ISK. Ten producent ma na swoim koncie już kilka bardzo udanych modeli słuchawek, które były dobrze zrównoważone na płaszczyźnie cena-jakość. A jeśli weźmiemy tylko pod uwagę samą jakość dźwięku, to szła nawet o krok przed ceną.

Ale przejdźmy do tajemniczego testowego modelu, czyli do Eclipse One. Mimo że to spora niespodzianka, to nie ma tutaj ogromnego zaskoczenia i efektu wow. Ten zestaw został stworzony w oparciu o znany i lubiany model ISK HP 2011. W moim odczuciu, jeśli coś jest sprawdzone i dobre, to fajerwerki i udoskonalanie na siłę jest zbędne. W szczególności, jeśli produkt celowany jest w konkretną półkę cenową i dla konkretnego odbiorcy. Dla kogo więc Eclipse One? Sprawdźmy.

Unboxing

Słuchawki przyszły w standardowym kartonowym pudełku z wizualizacją tego, co znajdziemy w środku. Jego czerwono-czarna kolorystyka wpisuje się w to, co serwują graczom producenci słuchawek gamingowych bardziej zakotwiczonych na rynku. W środku na stelażu również kartonowym (cieszy to, że nie plastik. Takie rozwiązanie powinno już być powszechnie używane) umieszczone zostały słuchawki. Obok nich znalazłam odczepiony mikrofon oraz rozłączkę do zestawu słuchawkowego z mikrofonem. Dostajemy również krótką instrukcję w postaci broszury, ale w moim odczuciu dłuższa nie jest potrzebna.

unboxing eclipse one

Konstrukcja i wygląd słuchawek Eclipse One

Konstrukcja nie jest zaskakująca. Ale czy to źle? Wręcz przeciwnie. Jak wspominałam na początku, produkcja tych słuchawek została oparta o sukces modelu HP 2011. Eclipse One są prawie jak bliźniaczki dla starszego modelu. Czemu prawie? Bo mimo że nie miałam starszego modelu w rękach, to internetowe ptaszki ćwierkają, że był on wykonany dość budżetowo. Tutaj absolutnie nie ma takiego odczucia. Wszystko jest spójne i dobrze dopasowane. Ale przyglądnijmy się fragmentom konstrukcji z bliska.

Pałąk

Zacznijmy od pałąka. Jest elastyczny, ale stabilny i stanowi świetną bazę dla całej konstrukcji z nausznicami. Obszycie składa się z dwóch części. Dolna to oddychająca dość miękka siateczka. Górna część obszycia to imitacja skóry. Na samym szczycie wyżłobiona została nazwa słuchawek. Widoczna, ale nienachalna. Zobaczcie:

pałąk w Eclipse One

Pałąk po obu stronach zakończony jest twardymi plastikowymi klamrami, które podtrzymują konstrukcję i regulację szerokości pałąka. Strony są podpisane na każdym fragmencie klamry. Jedyne do czego mogę się delikatnie przyczepić, to to, że na łączeniu tych klamr widać nadlewy. Ja nie jestem drobiazgowa i wciąż pamiętam, ile te słuchawki będą kosztować, natomiast wiem, że są tacy, którym może to przeszkadzać, więc wolę o tym wspomnieć. To nie są gigantyczne nadlewy. Zobaczcie sami.  

Nausznice

Nausznice są w owalnym kształcie. Umieszczono je na metalowym stelażu, który z każdej strony oferuje pełen zakres regulacji. To jest naprawdę istotne, bo głowy mają przecież różne wielkości i kształty. Dlatego niekonieczne coś co Wam ktoś poleci, będzie wygodnym rozwiązaniem. Taką konstrukcję i rozwiązanie, jak w Eclipse widziałam już osobiście w słuchawkach HyperX Cloud II Wireless, więc nie jest to dla mnie nowość. Nie jest dla mnie również zaskakujące, że to rozwiązanie jest zwyczajnie wygodne. Więcej o wygodzie przeczytacie w kolejnym akapicie.

Nausznice składają się z kilku fragmentów, ale każdy z nich jest odpowiednio spasowany. Zewnętrzny środek nausznicy wypełniony jest metalowym elementem, co wizualnie spina się ze stelażem. Na środku znajduje się czerwone logo.

logo Eclipse One

Od wewnętrznej strony nausznic znajduje się ergonomiczna gąbka, obita skóropodobnym materiałem. Nie będę ukrywać, że jest to dla mnie akurat duży plus. Taki materiał bardzo łatwo wyczyścić, a nie ma się co oszukiwać – mejkap lubi zostawać na słuchawkach z dużymi nausznicami.

Łączność – kabel i przejściówki w Eclipse One

Jak wcześniej wspominałam do zestawu dołączona została przejściówka z rozdzielnikiem, która przyda się w momencie użytkowania całego setu z mikrofonem. I to jest to kolejne 15 cm, które wydłuża nam kabel. O długości jeszcze wspomnę niżej.

Chętnie napisałabym coś jeszcze o dodatkowych funkcjach, ale tutaj ich nie znajdziemy. Słuchawki nie mają na nausznicach żadnych przycisków ani pokręteł. Nie ustawimy też tutaj światła RGB. Tylko czy do gamingu faktycznie potrzeba takich rzeczy. Jedyną rzeczą, której faktycznie mi brakuje w tych słuchawkach, jest pokrętło lub przyciski pogłaśniania. Producenci do słuchawek przewodowych dodają też niekiedy panele do sterowania. Tutaj tez tego nie ma. A szkoda.

Co z tym kablem? Jest dość gruby, a umieszczony w materiałowym splocie sprawia wrażenie naprawdę solidnego. Ale jak do jakości nie mam żadnych zastrzeżeń, to w ogólnym rozrachunku mam mieszane uczucia, głównie w stosunku do długości. No jest to kompromis, na który trzeba się świadomie godzić.

złącza w Eclipse One

Tutaj kabel ma 130 cm i moim zdaniem jest za krótki. Być może to moja osobnicza cecha, ale ja się ciągle ruszam. Nawet jak nie to tak. A to kociaczkom trzeba dać jeść, a to po nich posprzątać, a to ratować storczyka, który akurat miał skończyć żywot na panelach. No jest co robić. Z kablem, nawet takim jak ten, który w sumie ma 80% mojej wysokości ciągłe wstawanie od komputera, który stoi na podłodze jest ograniczeniem.

Oczywiście tyczy się to głównie słuchania muzyki, bo jednak wygodnie jest upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i na przykład będąc w kuchni słuchać ulubionych kawałków. Jak gram to mnie nie ma i nie muszę wstawać. Słuchając muzyki ze smartfona problem długości kabla odpada, ale wciąż pozostaje sama jego obecność. No nic, na ten moment idealne są dla mnie rozwiązania bezprzewodowe, ale użytkownicy przyzwyczajeni do przewodów nie będą narzekać.

Tak tylko dla formalności wspomnę, że podłączając słuchawki do smartfona, musimy użyć dołączonej przełączki.

Wygoda noszenia

Czy zaskoczę, jeśli powiem, że nie mam tutaj do czego się doczepić? Słuchawki są po prostu bardzo wygodne. Konstrukcja dobrze leży na głowie, a muszle przylegają do niej w dobrym stopniu. U mnie, przy najmniejszym rozstawie, słuchawki leżały bardzo dobrze. Nie opierały się zbyt mocno, ale też nie spadały. Nie czułam ucisku na zetknięciu z okularami ani kolczykami. W moim przypadku cztery godziny użytkowania słuchawek nie sprawiały żadnego problemu. Plus za tę wygodę.

nausznice od góry Eclipse One

Mikrofon w Eclipse One

Świetne jest to, że mikrofon w Eclipse One jest odpinany. To sprawia, że słuchawki są prawdziwie wszechstronne. Do samego słuchania muzyki nie potrzeba, by coś nam dodatkowo wisiało obok twarzy.

No jak on się sprawuje w rozmowach i rozgrywce? Mając z tyłu głowy cenę, uważam, że dobrze. Moi współtowarzysze słyszeli mnie wyraźnie. Ale jednak mikrofon zbiera szumy z otoczenia. Nie jest to coś, co przeszkadza w komunikacji podczas gry, ani w trakcie rozmowy, ale jednak jest to słyszalne. Zobaczcie nagranie głosu.

Jakość dźwięku

Pierwsze wrażenie

Nie mogło mogło być inne niż bardzo dobre. Z ciekawości przesłuchałam od razu kilka ukochanych kawałków z tajnej playlisty i wszystkie brzmiały przyjemnie. Brzmienie jest dość ciepłe, ale musze powiedzieć to jasno. To nie są słuchawki, które powodują dreszcze i uniesienia. Sprawdźmy, jak się przedstawia dźwięk w liczbach.

W testach audiocheck

Pasmo przenoszenia niskich częstotliwości (10-200 Hz)

  • 10 Hz – zaczynam słyszeć mruczenie basu
  • 20 Hz – wciąż mruczy, ale trochę intensywniej
  • 30 – 90 Hz – bas się rozpędza, ale nie wzmacnia widocznie
  • 100 – 200 Hz – słuchać dużą moc basu, ale dźwięk jest ustabilizowany

Test wysokich częstotliwości

  • 22 – 20 kHz – kompletna cisza
  • 19 kHz – 16 kHz – pojawia się cienki, cichy dźwięk, który stopniowo się wzmacnia
  • 15 – 10 kHz – stabilny, silny, wysoki dźwięk
  • 9 kHz – kulminacja dźwięku, jest silny i przeszywający
  • 8 kHz – dźwięk szybko opada

Płaskość widmowa

Jak to w słuchawkach gamingowych bywa, dolne partie są w tych słuchawkach trochę podkręcone i w tym odsłuchu dostajemy na to potwierdzenie. Test zaczyna się basowym pomrukiem i wibracjami. W środku słychać odrobinę przyciszony dźwięk, który pod koniec delikatnie intensywnieje. Ale nie jest to w żaden sposób nienaturalne. Całą charakterystyka tych słuchawek oceniam na dość neutralną. Co w mojej opinii cieszy.

Nagrania binauralne

W tym teście dźwięk jest zaskakująco intensywny i bardzo autentyczny. To jest naprawdę porządne dudnienie w drewniane drzwi. Przestrzeń między dźwiękami nie jest wielka, ale nie można się do niej przyczepić. Nie odczułam też, aby któryś dźwięk się wybijał w górnym lub dolnym kierunku. Scena rozmieszczona jest na szerokość. A o scenie kilka słów poniżej.

Scena

Nie powiem, że jest duża, bo minęłabym się z prawdą. Ale nie jest też zbyt mała. Pozwolę sobie powtórzyć jeszcze raz – jak na tę półkę jest po prostu wystarczająca. Rozciąga się raczej na szerokość i ma delikatny kształt „U”. Ale ani basy, ani soprany nie są męcząco dominujące. Raczej bym powiedziała, że wyraźne. Z tych dwóch basy są jednak mocniejsze – jak na „gamingowe” słuchawki przystało.

Odległości między dźwiękami są wyczuwalne w wokalach, dialogach oraz w dynamicznych scenach w grach. Ale zanim przejdę do gamingu, to przedstawię rezultaty tej części testów, podczas której można sobie bezkarnie przesłuchiwać utwory i wyciągać pojedyncze tony niczym ziarna słonecznika i się nimi delektować.

Eclipse One w muzyce

Tony wysokie

No Hands – Lowly – cały utwór wypełniony jest wyższymi tonami i dźwiękami podobnymi do sygnałów alfabetu morse’a. Są bardzo zrównoważone i przyjemne. Nie ma mowy o wbijaniu się w mózg i nieprzyjemnym przeszywaniu uszu. Sybilantów brak. Na potwierdzenie tego odpaliłam jeszcze kawałek Looking at You MC5. Te solówki (<3) miałyby prawo zrobić dziurę w głowie. Nie robią tego. Nawet mam delikatnie wrażenie, że mogłyby być trochę bardziej drapieżne. No ale, wracam na ziemię i przypominam sobie z jakiej półki cenowej pochodzą Eclipse One. Podsumowując – wysokie tony są tutaj dość przyjemne i zrównoważone.

Tony średnie

Hey Pixies- sprawdzamy tony średnie. Choć tak naprawdę to jest to utwór, który daje nam jako taki obraz na każdą wysokość dźwięków. Mamy tutaj wszystko – tony wysokie, średnie i niskie. Niewiele tu wokalu (ale za to jaki<3). Słuchać go wyraźnie. Jest na równym poziomie z każdą partią gitar elektrycznych i basowych. Werbel jest mocny, ale nie przebija swoim dźwiękiem innych instrumentów. Nie trzeba się wysilać, żeby usłyszeć którąś partie instrumentów. Odpowiadając na pytanie (co prawda kierowane do Mary): I’m not tired of this.

Tony niskie

The Knife – Heartbeats – Bas jest mocny, ale nie jest przesadzony. Nie przyćmiewa reszty dźwięków w utworze. Na początku wyraźnie słychać w tle bongosy czy djembę. W reszcie utworu z łatwością można wychwycić każdą linię melodyjną elektronicznych przesterów i klawiszy. Wokal, choć przejmujący i emocjonujący, jest na równym poziomie. No po prostu duża przyjemność ze słuchania tego kawałka.

W grach

Przejdźmy do momentu najważniejszego i sprawdźmy, jak się sprawują ISK w grach.

Star Wars: Battlefront 2

Na początek pod ostrzał wzięłam Star Wars: Battlefront 2. Z jakiegoś powodu strasznie lubię te grę, chociaż nie jestem wielką fanką SW. Myślę, że to kwestia mechaniki gry, mnogość trybów rozgrywki, możliwości dużego wyboru postaci i broni. A więc zacznijmy od odgłosów broni.

Na początek wybrałam Ray z mieczem. Charakterystyczne „świetlne” dźwięki było słychać bardzo dobrze. Każdy ruch miecza był wyraźny i nawet przeszywający. Obojętne czy tylko przy wymachu czy już podczas walki. Dochodziły do moich uszu precyzyjnie dochodziły przeładowania broni i strzały atakujących szturmowców. Na ogólny pozytywny odbiór wpłynęła też oczywiście charakterystyczna, przejmująca muzyka z sagi Gwiezdnych Wojen, która oddawała dynamizm akcji, mimo że wrażenia nie były tak głębokie, jak przy HyperX Cloud 2 z dźwiękiem przestrzennym.

CS : GO

Weźmy kolejną klasykę, która chyba nigdy się nie znudzi (przynajmniej nie mnie). Myślę, że CS jest świetną grą do sprawdzania tego, jak precyzyjne są słuchawki. Nie będę Was trzymać w niepewności. Eclipse One sprawują się tutaj po prostu świetnie. Będąc w rozgrywce przykampiłam trochę za murkiem (oczywiście tylko dla wykonania testów, zazwyczaj rushuje bobmsite), by bez oglądu na sytuację na mapie sprawdzić jak precyzyjnie dobiegają dźwięki. I wyszło to naprawdę świetnie.

Dokładnie słyszałam, z której strony dobiegają strzały i odgłosy walki. Słyszałam zbliżających się przeciwników, w tym przypadku dokładnie w lewej słuchawce. A potem po ich spotkaniu twarzą w twarz pociski przelatywały z lewej strony mojego antyterrorysty i tam też precyzyjnie słyszałam dźwięk. Oprócz tego oczywiście wyraźnie słychać było kroki oraz to, po jakiej powierzchni chodził mój antyterrorysta. No super. Bardzo duży plus.

Skyrim

I tutaj podobnie jak w CS słuchawki stają no wysokości zadania i dostarczają bardzo dobrych wrażeń z gry. Podczas truchtu po kamieniach wyraźnie było słychać kroki. Przystanęłam na moment nad rwącą rzeką i wykonałam kilka obrotów. W zależności od strony, w którą się obracałam szum rwącej wody było słychać raz w lewym, a raz w prawym uchu lub w obu w tylnej części głowy podczas stania plecami do wody. Świszczący wiatr brzmiał bardzo realistycznie, a wyjące wilki przyprawiały mnie o dreszcze. Dialogi prowadzone z NPC-ami były wyraźne. Burza, która pojawiła się gdzieś w tle, brzmiała bardzo realistycznie. No i muzyka towarzysząca rozgrywce – bardzo czysto było słychać wiolonczele i skrzypce.

Eclipse One w filmach i serialach

Słuchawki, tak jak już na początku pozwoliłam sobie zaznaczyć, dzięki swojemu wszechstronnemu profilowi świetnie radzą sobie nie tylko w gamingu. Z powodzeniem wykorzystałam je podczas oglądania filmów na Netfliksie i YouTube, nawet w pozycji półleżącej. Ich wygodna konstrukcja pozwala na relaks. O tym, że i w tym zadaniu do dźwięku nie mam żadnego zarzutu, chyba nie muszę już wspominać.

Podsumowanie

Czy polecam słuchawki Eclipse One od ISK wykonane pod szyldem Elite Gear? Polecam. Z pewnością ten zestaw będzie satysfakcjonujący na początek przygody gamingowej. Ale nie tylko dla gracze będą zadowolonymi użytkownikami tych słuchawek. Dzięki temu, że mikrofon jest odpinany, a konstrukcja lekka i stabilna, bardzo dobrze sprawdzą się podczas oglądania filmów i słuchania muzyki. Jakość dźwięku jaką oferuje ten model jest bardzo dobra i zrównoważona. I właśnie ta wszechstronność urzekła mnie w tych słuchawkach najbardziej.

Minusy

  • brak pogłaśniania na muszli
  • brak pilota do sterowania głośnością
  • krótki (jak dla mnie) kabel
  • minimalne nadlewy

Plusy

  • wygodna i lekka konstrukcja
  • bardzo dobre wykonanie
  • prostota użytkowania
  • wszechstronny profil dźwięku
  • dobry stosunek jakości do ceny
  • dobrze sobie radzą w gamingu
  • mają uniwersalne zastosowanie

Ocena redakcji

8/10
PL - Rekomendacja PL - Cena/Jakość