Muzyczna podróż metrem. Recenzja słuchawek SoundMagic TWS50

Pamiętacie teledysk do „Freestylera”? Ten, w którym luźno ubrany młodzian zalicza przejażdżkę metrem i spaceruje po stacji? A zwróciliście uwagę na słuchawki bohaterów? Same nauszniki. Mniejsze, większe, brzydsze, ładniejsze, ale nauszne. Mija dwadzieścia lat i sporo się zmienia. Wprawdzie nadal nie staliśmy się potęgą, jeśli chodzi o metro, ale za innymi trendami podążamy na bieżąco. Jedną z oznak jest na przykład rosnąca popularność słuchawek true wireless. Właśnie takie dostałem do recenzji. SoundMagic TWS50 zapraszają w podróż.

Światełko w tunelu, czyli jak wyglądają SoundMagic TWS50

Kiedy wchodzi się na peron, czekający tam ludzie zlewają się w jedno. Z daleka wyglądają podobnie, ale wystarczy podejść, żeby spostrzec, że każdy ma indywidualny styl. Wybaczcie ten wydumany wstęp, ale dokładnie tak samo jest ze słuchawkami true wireless. Z grubsza wszystkie to po prostu „pchełki”. Ale są pchełki o różnej wielkości i o różnych kształtach i kolorach. Na ich tle SoundMagic TWS50 odznaczają się nieśmiertelną elegancją. Coś jak dobrze skrojona marynarka.

Czarne, dyskretne i bez jakichkolwiek przykuwających uwagę motywów. Do tego niewielkie i bardzo zgrabnie zakończone – w taki sposób, że niemal całkowicie chowają się w małżowinie. Jeśli więc widok antenek wystających z uszu nie przypada Wam do gustu, to przyznacie punkt propozycji od SoundMagic.

I chwilę później zrobicie to jeszcze raz. Bo dołączone do słuchawek etui nie dość, że jest ładne, kompaktowe i (chyba) całkiem wytrzymałe, to jeszcze posiada cyfrowy wyświetlacz, który informuje o poziomie naładowania. Światełko w tunelu dla tych, którym zdarzyło się nie naładować słuchawek działających wyłącznie w oparciu o Bluetooth (lub też ich magazynu energii), co przypłacili długimi chwilami rozłąki z muzyką.

Pierwsza klasa i miejsce z dodatkową przestrzenią na nogi – o komforcie używania

Obdarte i niewygodne miejsca w wagonie? W żadnym razie. Jeśli chodzi o wygodę, SoundMagic TWS50 to pierwsza klasa, a dokładniej – szerokie siedzenie z dodatkowym miejscem na nogi.

Każda słuchawka waży cztery gramy. Łatwo więc sobie wyobrazić, że po włożeniu do uszu ich obecność jest prawie nieodczuwalna. Co ważne, siedzą bardzo stabilnie. Potwierdza to test biegu do tramwaju – ani razu nie zdarzyło się, by któraś z słuchawek choć się poluzowała. Na idealne dopasowanie pozwalają dwie dodatkowe pary (w sumie jest ich więc trzy) dość wyraźnie różniących się wielkością silikonowych nakładek.

Samo parowanie ze smartfonem jest bardzo proste. Wystarczy włączyć Bluetooth w urządzeniu i wyjąć słuchawki z etui. Połączenie zostanie nawiązane automatycznie, o czym poinformuje stosowny komunikat.

wygląd przycisków dotykowych słuchawek soundmagic tws50

Duży wpływ na wygodę użytkowania TWS50 mają również przyciski wielofunkcyjne, które znajdują się na zewnętrznych ściankach. Umożliwiają one:

  • zatrzymywanie odtwarzania – jednorazowe szybkie naciśnięcie dowolnej słuchawki,
  • przełączanie utworów – dwukrotnie szybkie naciśnięcie lewej – na następny, takie samo naciśnięcie prawej – na poprzedni,
  • zwiększanie i zmniejszanie głośności – naciśnięcie i krótkie przytrzymanie lewej pogłaśnia, prawej – przycisza,
  • wywoływanie Asystenta Google – trzykrotne szybkie naciśnięcie dowolnej słuchawki,
  • wyłączanie słuchawek – długie, trwające około sekundy przytrzymanie.

Co ważne, przyciski działają bardzo precyzyjnie, a każdą ich aktywację potwierdzają odpowiednie, różniące się od siebie sygnały dźwiękowe. Dodam jeszcze, że pomimo takiego ich ulokowania raczej nie zdarzało mi się wywoływać funkcji przypadkowo. Za to także należy się plus, bo w przypadku niektórych słuchawek bezprzewodowych sterowanie rzeczywiście okazuje się nieco nadgorliwe i może czasem przełączać lub pauzować utwory.

Gotowe na zmiany w rozkładzie – jak długo pracują SoundMagic TWS50

Dłuższe oczekiwanie na stacji? Żaden problem Czas pracy na jednym ładowaniu to kolejna mocna strona recenzowanych SoundMagic TWS50. W pełni naładowane, wyjęte z etui słuchawki pozwalają na sześć godzin prowadzenia rozmów albo siedem słuchania muzyki. Moim zdaniem jest to świetny wynik, tym bardziej że wystarczy godzinka, aby przywrócić im pełnię żywotności.

Czas ładowania etui wynosi półtorej godziny, a żywotność baterii – 30 godzin. Osiągnięcie poziomu 100% wystarczy na trzy- albo czterokrotne uzupełnienie energii słuchawek. Aha, o tym, że są w pełni naładowane, informuje niebieska dioda. Czerwona jest sygnałem, że wciąż uzupełniają moc.

Koniec końców SoundMagic TWS50 z w pełni naładowanym etui wystarczą na co najmniej dobę słuchania muzyki lub prowadzenia rozmów. Mniej intensywne użytkowanie wydłuży oczywiście ten czas.

Uwaga! Uwaga! – czyli jak grają SoundMagic TWS50

Realia komunikacji zbiorowej są jakie są. Tłok, zgiełk – czasem trudno skupić myśli lub skoncentrować się na rozmowie. No i właśnie wtedy przydają się słuchawki. Tylko jak w takich warunkach radzą sobie SoundMagic TWS50?

Najpierw rzut oka na aspekty technologiczne. Pierwsza będzie łączność. TWS50 wyposażono w układ Bluetooth 5.0 od firmy Realtek. Producent zapewnia, że gwarantuje ona szybką i bezstratną transmisję danych. Rzeczywiście, podczas oglądania seriali nie zauważyłem jakichkolwiek opóźnień dźwięku względem obrazu. Dla porządku dodam jeszcze, że zasięg wynosi ok. 10 metrów. Sygnału nie osłabiają też ściany.

W każdej ze słuchawek zastosowano przetwornik neodymowy z ruchomą cewką (dynamiczny) o średnicy 6 mm. Pasmo przenoszenia mieści się w zakresie 20 Hz do 20 KHz. Impedancja wynosi 20 omów, a czułość – 107 dB. To parametry bardzo zbliżone do tych, które cechują większość słuchawek true wireless w przedziale cenowym do 500 zł (chcąc być bardzo drobiazgowym, można powiedzieć, że i znacznie droższe mogą mieć zbliżoną specyfikację).

Testy TWS50 przeprowadziłem przy użyciu trzech smartfonów: Huaweia P9, Huaweia Mate 10 Pro oraz iPhone’a 7. Muzykę odtwarzałem ze Spotify, Tidala i YouTube’a.

wygląd słuchawki soundmagic tws50

Jak SoundMagic TWS50 radzą sobie z muzyką?

Ogólnie jest dobrze. Słuchawki cechują się dość ciepłym, moim zdaniem przyjemnym brzmieniem. Basy nie są nachalne ani zbyt mocno wyeksponowane. Tony średnie za to wydają się całkiem miękkie i głębokie (nieco podkoloryzowane). Odrobinkę gorzej jest z wysokimi, które czasem brzmią po prostu ziarniście (ale nie miałem jeszcze do czynienia z słuchawkami true wireless w tym przedziale cenowym, które nie miałyby z tym problemów).

Scena jest całkiem szeroka, choć brakuje trochę głębi. Za to separacja stoi na dobrym poziomie i nawet podczas odsłuchu utworów o bogatym instrumentarium zazwyczaj nie miałem wrażenia, że całość zlewa się w nieprzyjemny, raniący uszy strumień.

Taka charakterystyka sprawia, że TWS50 całkiem dobrze spisują się w różnych gatunkach muzycznych. Najmniej zadowoleni mogą być miłośnicy klasyki. Co prawda Serenada na orkiestrę smyczkową E-dur Dvoraka brzmi nieźle, ale zdarzają się momenty, kiedy ziarnistość wysokich tonów trochę razi (zwłaszcza wówczas, gdy dźwięk ma duże natężenie).

Fani gitarowego grania z pewnością będą bardziej usatysfakcjonowani. A Forest (The Cure) czy Comfortably Numb (Pink Floyd) brzmią na TWS50 naprawdę dobrze. Choć przyznam, że szczególnie w przypadku tego pierwszego utworu uwydatnia się niska głębia sceny (szerokość jak na taką konstrukcję, jest OK).

Jeśli chodzi o muzykę elektroniczną (i bliskie jej gatunki), część osób może być rozczarowana basem, który nie wywołuje wrażenia podskakującego mózgu. Dla mnie to jednak zaleta. A utwory – jak np. Fallen Alien czy Figure 8 (FKA twigs) – potrafią zabrzmieć satysfakcjonująco mocno.

niebieska dioda powiadomień słuchawek soundmagic tws50

Jaką jakość rozmów oferują SoundMagic TWS50?

Tutaj nie mam żadnych zarzutów pod adresem TWS50. Podczas każdego połączenia wszystko przebiegało wzorowo. Dokładnie słyszałem swoich rozmówców, a oni także nie mieli trudności ze zrozumieniem tego, co do nich mówię.

Stacja końcowa, czyli podsumowanie

Skąd to metro w tytule? Ano stąd, że moim zdaniem SoundMagic TWS50 są świetną propozycją słuchawek, które towarzyszą na co dzień i umilają dojazdy do pracy oraz inne formy aktywności. Dobrze wykonany profil, niewielka waga, przyciski dotykowe oraz całkowity brak okablowania przekładają się tu na świetną wygodę. Dodatkowo recenzowany sprzęt spełnia normę IPX7, więc nie zagraża mu deszcz czy pot. Atutem jest również długi czas pracy na jednym ładowaniu.

Nie rozczarowuje także brzmienie. Wiadomo, że nie jest to sprzęt audiofilski, ale podczas codziennych odsłuchów uprzyjemniających drogę do pracy czy spacer po parku sprawdzi się doskonale. W domu zresztą też nie rozczaruje, chyba że ktoś po prostu ma lepsze słuchawki. No i dzięki Bluetoothowi 5.0 nie zawiedzie także podczas oglądania filmów czy seriali.

Jeśli ktoś szuka więc wygodnych i dobrze grających słuchawek true wireless w cenie poniżej 500 zł, te mogę polecić prawie że z czystym sumieniem.

Minusy

  • Głośność maksymalna mogłaby być ciut wyższa,
  • mimo wszystko słuchawkom zdarzają się krótkie momenty dezorientacji, kiedy gubią łączność (dlatego przed wyjęciem z uszu warto je wyłączyć),
  • w niektórych gatunkach muzycznych może trochę brakować mocniejszego basu lub głębszej sceny.

Plusy

  • Dość uniwersalne, moim zdaniem przyjemne brzmienie z nieco podkoloryzowaną średnicą,
  • świetny wygląd – zarówno słuchawek, jak i etui z wyświetlaczem,
  • czas pracy na jednym ładowaniu,
  • Bluetooth 5.0, czyli brak opóźnień podczas oglądania materiałów wideo,
  • dobra jakość rozmów,
  • zgodność z normą IPX7.