Instagram fejkiem stoi. Recenzja dokumentu „Podróbki sławy”

Gdy w zamierzchłych, analogowych czasach pytano dzieciaki, kim chcą zostać, gdy dorosną, padały różne odpowiedzi: strażakami, sportowcami, astronautami, lekarzami. Dzisiaj szkraby zgodnym niemal chórem wykrzykują: chcemy być influencerami! Chcemy lajków i fallowersów! Chcemy sławy! A że często lipnej, udawanej? Nic nas to nie obchodzi!
I to o tej obsesji i o tej iluzji są Podróbki sławy (Fake famous), nowy dokument nakręcony przez HBO.

Na rozgrzewkę garść niepodrobionych liczb

Zacznijmy od kilku liczb. Ta wyliczanka z pewnością Was zaciekawi: spośród  miliarda aktywnych użytkowników Instagrama 40 milionów ma ponad milion followersów. Ponad 100 milionów użytkowników ma ich więcej niż 100 tysięcy. Daje to nam 140 milionów sław, czyli trzyipółkrotną populację Polski! Codziennie w mediach społecznościowych 4 miliardy ludzi spędzają łącznie 100 miliardów (tak!) godzin. Przeciętny użytkownik sieci spędza w mediach społecznościowych 2,5 godziny dziennie.

A teraz parę słów o stawkach. Niektórzy za wrzucenie kilku fotek na Instagrama potrafią zgarnąć 36 tysięcy dolców. Inni za parę facebookowych postów i ze dwa tweety dostają 80 tysięcy baksów. Kim Kardashian za wstawienie zdjęcia liczy sobie, bagatelka, pół miliona. W Stanach 7500 followersów można kupić za circa 119$. Nad Wisłą jest taniej. Za 10 tysięcy „fanów” zapłacicie 550 złotych. 50 instgramowych serduszek dostaniecie za piątaka.

A na koniec crème de la crème. Szacuje się, że nawet do 60% wszystkich kont obserwujących największe sławy Instagrama to konta fikcyjne. Balonik fejmu w niemałej mierze dmuchają więc boty. Za tą wielką maskaradą idą wielkie pieniądze.

Pomysł Biltona był w zasadzie prosty. Postanowił wybrać trójkę młodych i żądnych sławy ludzi, kupić im fikcyjnych instagramowych „followersów”, zrobić z nich wszystkich gwiazdy i zobaczyć, czy to przejdzie i co z tego wyniknie. Zgromadził więc w Los Angeles zespół specjalistów od wizerunku i ogłosił nabór. Zgłosiło się cztery tysiące chętnych. Były to najróżniejsze indywidua: domorośli aktorzy, brzuchomówcy, sportowcy-amatorzy, muzycy, cyrkowcy, tancerze, samozwańczy zbawcy ludzkości i kto tam Wam jeszcze przyjdzie do głowy. Barwne i arcynarcystyczne towarzystwo, które w social mediach spędza całe dnie, a sławy i poklasku pragnie wręcz chorobliwie. Spośród tej menażerii ekipa Biltona wybrała najlepiej rokującą trójkę: Dominique, Chrisa i Wyliego.

mężczyzna
źródło: amazon

Trzech muszkieterów w świecie pozorów

Skoro to opowieść o losach naszych „królików doświadczalnych” stanowi główną oś fabularną dokumentu, przyjrzyjmy się wybrańcom nieco bliżej.

Dominique jest początkującą aktorką. Na życie zarabia, pracując w sklepie z ubraniami. Trzeba przyznać, że do całej sprawy ma stosunek dość instrumentalny, zdystansowany. Chce wykorzystać eksperyment jako trampolinę, która umożliwi jej wskoczenie do świata hollywoodzkiego show-biznesu. 

Czarnoskóry Chris trochę rapuje i projektuje ubrania, co sprowadza się do ręcznego przerabiania rzeczy kupionych w lumpeksach. Jest przekonany, i to naprawdę szczerze, o własnej wyjątkowości. Uważa się za dyktatora mody, mistrza elegancji i charyzmatycznego outsidera, któremu sława po prostu się należy. Jak sami widzicie, zapowiada się nieźle.

Trzecim wybrańcem jest Wylie. Ten zdeklarowany gej zarobkuje jako asystent (pomocnik?) bogatego biznesmena. Mówiąc wprost, załatwia za swojego szefa różne drobne sprawunki. Do Los Angeles przeprowadził się niedawno. Przyznaje, że obecny w jego środowisku kult ciała nieco go męczy. Wylie sprawia przy tym wrażenie nieco zagubionego. Zażywa antydepresanty (ale kto dziś nie bierze? – pyta) i chyba do końca nie wie, czemu w tym wszystkim uczestniczy.

plakat filmowy
źródło: amazon

Podróbki sławy, czyli z deską klozetową przez świat

Teraz Biltonowi pozostaje tylko jedno: uczynić nasze trio sławnym. Jak zamierza tego dokonać? Oczywiście kantując. Kupuje tysiące botów, które podszywają się pod użytkowników Instagrama, setki serduszek i komentarzy. Ale to nie wszystko. Wykorzystuje też różne sztuczki, po które regularnie sięgają całe rzesze influencerów. Bliżej opiszę Wam tylko jedną, która szczerze mnie rozbawiła. Całą historyjkę zmyśliłem, ale „mechanizm” opisuję wiernie.

Telefon pika. Od niechcenia rzucasz okiem. To Krystyna, Twoja ulubiona influencerka. Właśnie wrzuciła coś na Instagrama. Wahasz się chwilę, ale pukasz palcem w ikonkę powiadomienia. Ekran rozjaśnia się, a Twoim oczom ukazuje się wnętrze samolotu. W kadrze regularny profil Krystyny, jej wypielęgnowana dłoń trzymająca szklaneczkę złotawego martini i małe okienko. Za nim wielki błękit. Pod zdjęciem podpis: Lecę do Dubaju z Misiem :*! Holiday in Paradise! Potem długi ciąg serduszek, palm, słoneczek i drineczków. Odkładasz telefon i, gorzko wzdychając, spoglądasz na piętrzącą się przed Tobą stertę naczyń, upaćkanych buraczkami i sosem grzybowym. I co ja mam z tego życia? – myślisz. Ehhh Krystyna, jej to się udało?

No i super. Ale gdzie tu tkwi haczyk? Już wyjaśniam. Krystyna zrobiła to tak: kupiła w Castoramie najtańszą deskę klozetową, klapę cisnęła precz, a plastikowe ,„siedzisko” przystawiła do ekranu swojego domowego telewizora. Następnie wyświetliła na nim znaleziony wcześniej w sieci obrazek i rozsiadła się wygodnie w imitującym samolotowy fotel beżowym szezlongu. Pozostało jej tylko poprosić Misia, żeby zrobił jej drineczka i pstryknął kilka fotek. Voilà! Ot i cała sztuczka. I tak się podrabia sławę.

Jak wyżej zaznaczyłem, tego „patentu” nie wyssałem z palca. Autorzy Podróbek sławy wykorzystali go, obok całej gamy innych forteli, w swoim eksperymencie. I to z powodzeniem, które przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Ale więcej już nie zdradzę. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak potoczyły się losy bohaterów, po prostu obejrzyjcie dokument.

człowiek i deska klozetowa
źródło: amazon

Ważne pytania

Podróbki sławy to w zasadzie film demaskatorski. Bilton nie chce nas wyłącznie zabawić, pokazując perypetie trójki rozkochanych w sobie i rządnych sławy młodych ludzi. Jego cel jest ambitniejszy. Chce pokazać nam ukryte sprężyny, które wprawiają w ruch maszynerię social mediów, a zwłaszcza Instagrama.

Z pomocą ekspertów zastanawia się więc, kim jest influencer. Pokazuje też, jak łatwo można stworzyć iluzję, wydmuszkę sławy. Przedstawia cały, jakże bogaty!, repertuar mniejszych lub większych szwindli i oszustw, do których uciekają się różnej maści gwiazdy i gwiazdeczki Internetu. Zdjęcia z rajskich wysp robi we własnym ogródku. Stara miska staje się w jego rękach luksusowym spa, a kostki masła posypane kakao wykwintnymi delicjami. Kupuje boty oraz serduszka i karmi nimi zgłodniały instagramowy algorytm. Nie ulega wątpliwości, że właściciele serwisu zdają sobie w pełnie sprawę z podobnych praktyk, ale mają to w nosie, gdyż:

Innymi słowy, jeśli forsa płynie szerokim strumieniem, to wszystko jest w porządku i nikt nie zadaje zbędnych pytań. Wielka, zagęszczona i stężona iluzja może trwać w najlepsze. A my wszyscy tkwimy po uszy w tym podrabianym świecie.

Kwestie techniczne i oceny krytyków

Podróbki sławy są nakręcone sprawnie. Akcja rozwija się szybko, nie ma dłużyzn i zbędnych przestojów. Perypetie bohaterów przeplatane są wypowiedziami gadających głów, które tłumaczą nam reguły influencerskiej gry, marketingowe i wizerunkowe strategie i tym podobne technikalia. Są też momenty bardziej emocjonalne, gdy na przykład uczestnicy eksperymentu uświadamiają sobie, w czym tak naprawdę biorą udział. Trudno oczywiście powiedzieć, czy te reakcje są autentyczne, czy raczej upozorowane.

Film został przyjęty dość dobrze, ale bez wielkiego entuzjazmu. Gdy piszę te słowa na serwisie imdb.com otrzymał ocenę 6.6/10, a na rottentomatoes.com 68/100. Nasz Filmweb ocenia go na 6,3. Część krytyków stawia jednak dokumentowi pewne zarzuty. Podróbki sławy mają ich zdaniem być wtórne i powierzchowne. Judy Berman, recenzentka time.com, wyraża to dobitnie:

 Film dowodzi oczywistości – kultura influencerów jest bezduszna. Byłby lepszy, gdyby odpowiedział na inne pytanie – dlaczego ta pustka do młodzieży tak przemawia? 

Recenzentka sugeruje, że młodzi ludzie pragną instagramowych, wirtualnych karier, gdyż świat realny nie ma im nic do zaoferowania. Może poza połową etatu w sklepie z ubraniami albo wożeniem do pralni bielizny swojego szefa.

Podróbki sławy – podsumowanie w dwóch słowach

Uważam, że film jest warty obejrzenia. Zwłaszcza, jeśli nie przyglądaliście się nigdy bliżej socialmediowym kulisom. Ten słodko-gorzki dokument raczej Was nie znudzi, a być może otworzy oczy i pozwoli lepiej zrozumieć, jak podrabia się nasz świat.

Minusy

  • odrobinę powierzchowny, gdy ktoś dobrze zna sprawę

Plusy

  • bawi i uczy
  • każe zastanowić się nad ważnym zjawiskiem społecznym
  • sprawnie nakręcony

Ocena redakcji

7/10
PL - Rekomendacja

Źródła: HBO GO, time.com, imdb.com, rottentomatoes.com, filmweb.pl