Huawei wchodzi z MateBookiem D 16 w nową kategorię sprzętową, w jakiej nie stał dotąd żaden laptop tej marki. Co ważne, odbywa się to z udziałem budżetowego w gruncie rzeczy urządzenia, zatem i cenę mamy przystępną. W środku gości nowy procesor i szybka pamięć RAM, którym towarzyszy świetna (w moim odczuciu) bateria. I wiesz co? Ma kilka niedociągnięć, ale mimo to MateBook D 16 (2021) po prostu mnie urzekł.
Choć bardzo lubię sprzęt marki Huawei, na wstępie muszę podkreślić, że MateBook D 16 (2021) nie jest konstrukcją odkrywczą ani nowatorską. Tak naprawdę jest to powiększony MateBook D 15, przy czym większa przekątna to nie jedyna zmiana (i niejedyny powód do radości).
Korpus urósł i przybrał na wadze, ale odbyło się to z gracją, bez uszczerbku dla oprawy wizualnej urządzenia. W porównaniu do MateBooka D15 szerokość wzrosła o 11 mm, głębokość raptem o 4 mm, natomiast waga zwiększyła się o 200 gramów. Największy przyrost widać w wysokości laptopa, bo o 6,7 mm, niemniej wynika to częściowo ze zwiększenia liczebności portów, do czego jeszcze wrócę.
Wąskie ramki towarzyszące matrycy sprawiły, że mamy wyświetlacz 16,1” (czyli dodatkowe 0,5”), a całość zyskała raptem o 11 mm. Mało tego, porównałem MateBooka D 16 do mojego 4-letniego laptopa 15,6”. Przedstawiciel Huawei jest od niego mniejszy! Oto i magia miniaturyzacji.
MateBook D 16 zapewnia trochę więcej miejsca dla dłoni i trochę więcej przestrzeni dla oczu. Jednej lub więcej par, bo matryca IPS pozwala na wspólne oglądanie filmów oraz seriali. Tym bardziej że akumulator nie poprosi ładowanie po jednym czy dwóch odcinkach.
Jednak pomimo niewątpliwej gracji, elegancji oraz mobilności, MateBook D 16 nie jest laptopem dla twórców, zwłaszcza tych na levelu pro. Seria D powstała z myślą o konsumowaniu multimediów oraz pracy biurowej, ewentualnie gamingu z niewymagającymi tytułami. Specyfikacja tego modelu jest na tyle mocna, by zaspokoić apetyt na trzy wymienione zastosowania.
AMD Ryzen™ 5 4600H (6 rdzeni, 12 wątków, 3.00–4.00 GHz, 11 MB cache)
16 GB (SO-DIMM DDR4, 3200 MHz)
Maksymalna obsługiwana ilość pamięci RAM 16 GB (wlutowana)
512 GB SSD M.2 PCIe
24 miesiące (gwarancja producenta)
Tutaj minimalizm przejawia się na wszystkich frontach: opakowanie ma skromny, acz wyrazisty design, w środku tylko to, co niezbędne, no i sam bohater recenzji, który emanuje nowoczesną gracją.
W pudełku, poza laptopem, znajdziesz:
Bardzo lubię zasilacze od Huawei za ich kompaktowość oraz uniwersalne zastosowanie. Ale po kolei. Tę niewielką kostkę zmieszczę w plecaku i w torbie, jak się uprę to nawet w kieszeni. Przewód zwinę w krążek i zepnę taśmą na rzep. W szufladzie zajmie to równie mało miejsca.
Podoba mi się też opcja podpięcia do smartfona do ładowarki od laptopa. Mam Mate 20 i wiem, że bezpiecznie naładuję go zasilaczem MateBooka D 16 (i każdego innego). Huawei postawił na integralność w zakresie dostarczania energii do swoich urządzeń.
Aluminium ma kilka zalet. Niepodważalną jest trwałość, która przewyższa tworzywa sztuczne. Kolejną jest transmisja ciepła. Bo obudowa nagrzewa się pod obciążeniem, to prawda, za to bardzo sprawnie oddaje ciepło na zewnątrz. Na tyle dobrze, że pisząc na nim recenzję w Wordzie, pracowałem w absolutnej ciszy (ten aspekt będzie się tu jeszcze przewijał).
I trzeci atut, czyli prezencja. Matowy metal ma w sobie to coś, choć gdyby nie zbierał tak odcisków, byłoby naprawdę cudownie. Niestety tak nie jest i co jakiś czas warto przetrzeć najczęściej dotykane powierzchnie celem usunięcia zabrudzeń. Użycie stopu ma jeszcze jeden atut w postaci dokładnego dopasowania elementów.
Na pokrywie połyskuje sporych rozmiarów logo Huawei. Natomiast od spodu zobaczysz otwór wentylacyjny składający się z pionowych pasków. Widać przez nie 2 wentylatory chłodzące CPU. Dystans od podłoża oraz stabilne trzymanie się blatu zapewniają 2 gumy biegnące równolegle do systemu chłodzenia. Ten system chłodzący, podkreślam raz jeszcze, przez większość czasu pracuje bezgłośnie! A jeśli już musi ujarzmić temperatury, robi to subtelnie, na granicy słyszalności.
Czas otworzyć pokrywę. Zadanie ułatwia skośna szczelina wyfrezowana w krawędzi stacji roboczej, ułatwiająca podważenie panelu z ekranem i podniesienie go. Jedną ręką tego nie zrobisz. Zawias wprawdzie działa świetnie, ale do otwarcia laptopa potrzebne są obie dłonie.
A co zobaczysz po otwarciu? Wyświetlacz omówię osobno, klawiaturę oraz głośniki też. Skupię się zatem na wizualnej jedności. Huawei zastosował tutaj ten sam materiał, co na całej reszcie obudowy, zachowując integralność designu. Może to i niewyszukane, ale z pewnością przyjemne dla oczu.
Na tle aluminiowej szarości odcinają się wyraźnie 2 czarne sekcje: klawisze i maskownice głośników stereo. Touchpad pokrywa szare tworzywo w ciut innym kolorze niż reszta korpusu.
Na zaplecze portowe naprawdę nie można narzekać. MateBook D 16 ma wszystko, czego potrzeba w do pracy i do nauki.
Do łączności bezprzewodowej służą:
Moim zdaniem taki zestaw portów w zupełności wystarczy.
Pora przyjrzeć się klawiaturze, która jest wyspowa i korzysta z mechanizmu nożycowego. Kliknięcia są zatem ciche dobrze i wyczuwalne. Rozmiar klawiszy pozwala sprawnie i szybko wprowadzać litery do wszelkiej maści edytorów. Jest też sporo miejsca na nadgarstki.
Laptop mobilny po prostu musi mieć podświetlaną klawiaturę i MateBook D 16 taką posiada. W ciemności klawisze otacza świetlista łuna z regulacją rzecz jasna. Możesz wyłączyć podświetlenie, ustawić średnią jasność lub pracować z maksymalnym podświetleniem.
Poziom maksymalny wystarcza do pracy w całkowitych ciemnościach i moim zdaniem jest najzupełniej ok, bo nie razi po oczach.
Huawei nie zdecydował się natomiast na dodanie panelu numerycznego, zamiast tego są 2 głośniki. Sąsiadują z klawiszami po ich prawej i po lewej stronie. W tym laptopie podoba mi się też sporych rozmiarów gładzik. Na tyle duży, żeby zastąpić mysz i umożliwiać nawigowanie w aplikacjach.
Na deser specjalność Huawei, czyli kamera do wideorozmów ukryta w jednym z klawiszy. Z doświadczenia wiem, że ta opcja ma tyle samo zwolenników co i przeciwników. Wtopienie kamery między klawisze odchudziło ramkę nad ekranem, co do tego nie ma wątpliwości. Fizyczna dezaktywacja obiektywu daje też pewność, że technika nie spłata figla i że jednak jestem na podglądzie.
Niemniej ja znajduję 2 minusy:
Natomiast jakość obrazu jest ok, prowadziłem z MateBookiem D 16 kilka wideorozmów, nikt nie narzekał. I Ty też nie będziesz narzekać, jeśli stronisz od tej formy komunikacji. Jeśli tak właśnie jest, pozostaje Ci korzyść w postaci wąskich ramek.
Zamiast hasła, logowanie odciskiem palca, który zintegrowano z włącznikiem. Ten guzik wyleciał poza klawiaturę, zamieszkując w maskownicy prawego głośnika. Jak działa? Bardzo dobrze. Jedno krótkie dotknięcie i system zaprasza do dalszej pracy.
Czym różni się od starszego? Interfejsem. Aplikacja PC Manager wygląda teraz nieco inaczej i nie ma naklejki symbolizującej NFC. Zwolennicy puryzmu zrywali często te naklejki i pewnie dlatego Huawei przestał je stosować. Łączność bezprzewodowa między urządzeniami wciąż funkcjonuje bez zarzutów.
Po sparowaniu laptopa ze smartfonem pojawiła się opcja MultiScreen, czyli obsługi Mate 20 na pulpicie MateBooka D 16 (2021). Od tej chwili mogłem:
Huawei Share to jedno z tych nieoczywistych rozwiązań, które czasami bardzo się przydają.
O przekątnej trąbie od początku recenzji, nie więc sensu się powtarzać. Jednak żeby było rzeczowo, trzeba wymienić wszystkie parametry ekranu. Oto i one:
Wyświetlacz nie jest dotykowy, pokrywa go za to matowa powłoka antyrefleksyjna, która już przy około 50% jasności ekranu umożliwia pracę blisko okna.
Jak już wspomniałem, maksymalny kąt patrzenia wynosi 170°. Praca lub seans filmowy w pojedynkę są super. Polecam jednak nie siadać pod zbyt dużym kątem.
Fabryczne 300 nitów to naprawdę dobry wynik. Tyle wystarcza do pracy w pobliżu okna, a nawet i na dworze ekran pozostaje czytelny.
Testy przeprowadziłem przy użyciu syntetycznego testu Cinebench R20 oraz w toku własnych doświadczeń płynących z codziennego obcowania z laptopem. O ile benchmark wyraża się w surowych liczbach, niekoniecznie zrozumiałych dla wszystkich, o tyle praca z MateBookiem D 16 to czysta przyjemność.
Aplikacje biurowe i przeglądarka działały płynnie. Dokładnie tak, jakbym tego oczekiwał. Dałoby się na nim nawet pograć w parę prostych tytułów, widziałem, że inni testerzy tak robili i jednogłośnie stwierdzali, że da się i nie jest to udręka.
MateBook D 16 ma 16 GB pamięci RAM. Wciąż wlutowanej, niemniej to już 16 GB, a nie 8, w dodatku DDR4 3200 MHz zamiast DDR3 2400 MHz. Mało tego, 4-rdzeniowy CPU zastąpiono 6-rdzeniowym z wyższym taktowaniem zegarów.
Testów było łącznie 10. 5 pierwszych z podłączonym zasilaczem, 5 kolejnych na samej baterii. Wyniki testów kształtowały się następująco:
Co ciekawe, obciążone rdzenie pracują stabilnie przez dłuższy czas i dopiero po osiągnięciu temperatur powyżej 90°C taktowanie zaczęło spadać. Ale i wtedy utrzymywało się w granicach 2400 MHz. Dodam, że poza testami procesor nigdy nie był aż tak obciążony. Ten fakt potwierdzały również wentylatory, które przez większość czasu pozostają w spoczynku.
Nośnik SSD NVMe PCIe 512 GB marki Samsung śmiga aż miło! Odczyt ponad 3500 MB/s i zapis 2970 MB/s nie pozwalają narzekać na powolną obsługę danych. Już samo wybudzanie laptopa z uśpienia zachodzi błyskawicznie – krótkie wciśnięcie zasilania, mija może sekunda i system melduje gotowość do działania. MateBook D 16 (2021) nie traci przy tym czasu i podczas kontaktu z opuszkiem palca od razu skanuje jego powierzchnię, logując Cię do Windowsa.
Raz jeszcze przyjdzie mi się powtórzyć – MateBook D 16 (2021) pracuje praktycznie bezgłośnie! Przez większość czasu, jaki z nim spędziłem, korzystał z chłodzenia pasywnego. Czasami dawał się słyszeć lekki (ale to naprawdę lekki) szum łopatek wentylatorów, znacznie cichszy niż w MateBooku 13.
Oglądanie YouTube i pisanie w Wordzie przekłada się na temperaturę CPU rzędu 45-58°C. Czasami skoczy do 87°C, najczęściej jednak utrzymuje się na poziomie 45°C. Oczywiście benchmark potrafił wywindować ciepłotę do 102°C, lecz było to sztucznie wywołane. HWMonitor nie pokazywał mi takich temperatur, kiedy spisywałem treść tej recenzji.
O głośnikach mogę powiedzieć, że grają zupełnie poprawnie. Jak to głośniki w laptopach i nie spodziewałem się muzycznych uniesień. Nie charczą, grają czysto, to wystarcza. Osobiście uważam zresztą, że filmy i tak lepiej oglądać ze słuchawkami na głowie. Z muzyką jest dokładnie tak samo.
Cieszę się natomiast z faktu przeniesienia (w końcu!) głośników ze spodu urządzenia na jego górę. Teraz dźwięk nie uderza w blat stołu i nie zniekształca się dodatkowo, ale ma szansę wybrzmieć w przestrzeni, sprawniej dotrzeć do uszu.
11 godzin na jednym ładowaniu, czy to możliwe? Owszem, możliwe. Pod warunkiem, że ograniczasz się do podstawowych zadań, jak pakiet biurowy Office i przeglądarka bez aktywnego wideo. 10-11 godzin da się uzyskać, zatem sporządzenie raportu, prezentacji lub napisanie recenzji takiej, jak ta, odbywa się na jednym cyklu ładowania. Uważam to za znakomity wynik.
Przejście w tryb wideo z Netflixem lub HBO GO w rolach głównych to już jakieś 7-8 godzin nieprzerwanego odtwarzania. Odczuwalnie krócej, ale wciąż nieźle.
Dopiero syntetyczne benchmarki zdołały wydrenować akumulator w ekspresowym tempie. Zdołałem 5x pod rząd powtórzyć test Cinebenchem R20 (każdy trwał 10 minut), żeby ujrzeć komunikat z prośbą o podłączenie zasilania.
Ładowarka 65 W potrzebowała mniej więcej godzinę, żeby dobić do 100%. Podkreślam – około 60 minut, żeby znów móc pracować do 11 godzin.
Koniec końców podtrzymuję tezę zawartą w tytule recenzji – zakup laptopa Huawei MateBook D 16 (2021) to bardzo opłacalna inwestycja. Obecnie pozostaje najtańszym laptopem o przekątnej 16”, do tego ma system Windows i nie jest gamingowy. Surowa, zarazem gustowna stylistyka zapewnia uniwersalność oraz możliwość wykorzystania go w codziennej pracy. Waży przy tym 1,73 kg, mierząc po bokach mniej od niejednego laptopa 15,6”, szczególnie z tych starszych generacji.
300-nitowy ekran IPS daje komfort użytkowania w jasnych pomieszczeniach, podświetlana klawiatura przychodzi z pomocą, gdy robi się ciemniej. Bezapelacyjnym atutem MateBooka D 16 jest bateria, która zasila laptopa do 11 godzin przy biurowym scenariuszu pracy. Głośniki skierowane ku użytkownikowi grają lepiej niż te usytuowane pod spodem, choć dźwięk jest nadal płaski. Cóż, taki urok laptopów. Wydajność jest naprawdę dobra, rządzi tu nowoczesny procesor w towarzystwie najnowszego RAM-u i szybkiego dysku NVMe.
Solidny zestaw portów na bocznych krawędziach wyklucza korzystanie z adapterów i stacji roboczych, aby podłączyć peryferia. Tutaj po prostu je podłączasz i użytkujesz. Kamera skryta w przełączniku nie wszystkim przypadnie do gustu, ale pewne jest, że jej ukrycie rzeczywiście wyłącza transmisję wideo.
Rozmiar MateBooka D15 trzeba po prostu polubić i dać mu szansę. Kompromis między wielkością ekranu a mobilnością został tu z całą pewnością zachowany. Z pożytkiem dla użytkownika.
Huawei MateBook D 16 (2021) znajdziesz w sklepie x-kom




Na stronie producenta jest napisane, ze ten dysk ma dwa sloty na SSD, ale kazdy z nich obsluguje max 1TB. Prawda to, czy tylko błąd na stronie? Mam 2TB 660p Intela i bylaby lipa, gdyby nie zadzialal. Jak z gwarancja, jak sie wymienia SSD u Huaweia?
Nie sprawdzaliśmy działania tego MateBooka po rozszerzeniu dyskami o takich pojemnościach. Oficjalne specyfikacje mówią o maksymalnie 1 TB na złącze M.2, jednak możliwe, że ktoś już próbował wyjść poza zalecane rozmiary dysków. Aby rozszerzyć pamięć laptopa o dodatkowy dysk SSD, skontaktuj się z Serwisem Huawei, który będzie w stanie Ci pomóc w rozbudowie.
Laptop nowy, pierwsze uruchomienie – ustawiona wysoka wydajność, bateria naładowana, zasilacz podpięty.
Odpaliłem Sony Vegas, a w nim film 4k – efekt mimo podłączonego zasilacza UBYWA baterii, a po 3 godzinach laptop składa system.
Porada infolinii Huawei:
Uruchamiam OCCT pomiar mocy: CPU 100% – 42W + GPU – 40W + ekran 16″ +ram +ssd + 2 wentykatory
A oryginalny zasilacz 65W !!!
Nic dziwnego że brak mocy zasilacza laptop uzupełnia sobie z baterii.
Nie pomyśleli, że laptop może być do pracy?
Maksymalny pobór mocy przez procesor 52W, a gdzie reszta? Na korbę ma działać?
Kupujesz eleganckiego sedana i dziwisz się że ma problem wytargać na holu traktor z bagna?