Po raz pierwszy spotkaliśmy się 15 października 2019 r. w trakcie warszawskiego Huawei Developer Day. Ja i Mate 30 Pro. Smartfon, którego premierę oglądałem z zapartym tchem, żałując w duchu, że już na starcie nie otrzyma certyfikacji Google. Czy mimo to warto go kupić? Czy zdoła oczarować nie tylko takiego psychofana Huawei jak ja? Przekonajmy się!
Pamiętam, że na wszystkich przedpremierowych zapowiedziach graficznych nowego Mate’a umieszczano motyw z tajemniczym pierścieniem. W dniu prezentacji okazało się, że ten okrąg jest po prostu częścią designu Huawei Mate 30 Pro. Znakiem rozpoznawczym serii, elementem mającym podkreślać to, co Mate 30 Pro ma najlepsze. A jest to bez wątpienia zaplecze fotograficzne.
Pierścień symbolizuje obiektyw klasycznego aparatu, jego najważniejszą część. Górna i dolna ramka smartfona także przypominają obudowę aparatu, zwłaszcza tych starszych modeli. Taka nutka nostalgii, która rozwiewa wszelkie wątpliwości co głównego przeznaczenia Mate 30 Pro.
Zdecydowanie nie sposób nie zauważyć aparatów Mate 30 Pro. Kolisty moduł jest spory, lecz bardzo zgrabny, otaczający go okrąg potęguje jeszcze ten efekt i oczy samoczynnie wędrują ku aparatom. A ponieważ są aż 4, rodzi się nieodparta pokusa natychmiastowego sprawdzenia ich możliwości. Tego dokonam już za chwilę, bo korzystając z okazji, opiszę pokrótce konstrukcję nowego flagowca Huawei.
W tej materii rewolucji nie ma. Jest za to zgrabna i całkiem udana ewolucja. Wyświetlacz Mate 30 Pro urósł nieco w porównaniu do poprzednika (z 6,4” do 6,53”), wciąż ma matrycę OLED o nieziemsko dobrych kolorach i niedoścignionej czerni, ma przy okazji niższą rozdzielczość. I całe szczęście!
W mojej opinii podziałka o imponujących liczbach nie jest niezbędna. Obraz w 4K na 6-calowym panelu nie powala na kolana, odznacza się za to sporym apetytem na energię, a to oznacza częstsze spotkania z ładowarką. Tymczasem ekran Huawei Mate 30 Pro oferuje rozdzielczość 2400 x 1176 px, wynik i tak znakomity, przekładający się na wyższą żywotność akumulatora.
Z wyświetlaczem zintegrowane są 2 elementy – głośnik do rozmów (grający czysto i wyraźnie) oraz skaner linii papilarnych. Gdy przykładałem do niego opuszek płasko, działał szybko i bez zarzutów. Nieco gorzej jest pod kątem albo gdy za krótko przytrzymam palec na sensorze, irytacji jednak nie ma.
Zakrzywienie widoczne na krawędziach wyświetlacza dodaje konstrukcji uroku i lekkości, czyni ją smuklejszą, wizualnie odchudza. Co ciekawe, tylko Mate 30 Pro może się pochwalić krzywizną sięgającą 88° – niemal kąt prosty! Obraz, który znajduje się na obłości, jest ciemniejszy. Na krawędziach podświetlenie nie jest niższe gorsze, po prostu daje o sobie znać fizyka, ale ja chyba pozostanę orędownikiem płaskiego ekranu.
Z lekką dozą niepokoju testowałem „dotykowość” krawędzi bocznych. Przez kilka godzin dręczyła mnie myśl: Czy zakrzywienie nie przełoży się na wywoływanie niechcianych akcji? Nie uruchomi procesów lub aplikacji, które utrudnią, czy wręcz obrzydzą mi korzystanie z Mate 30 Pro?
I wiesz co? Nic z tych rzeczy! Ta część ekranu została dopracowana pod kątem obsługi. Specjalnie trzymałem nawet palec na brzegu, licząc na nieoczekiwaną akcję, aby z tryumfem móc krzyknąć – wiedziałem! A tu nic. Wyjątek stanowi regulacja głośności, którą zaraz omówię.
Spodobała mi się możliwość sterowania ekranem za pomocą gestów. Dotychczasowe były już bardzo wygodne (dzielenie ekranu, robienie zrzutów długich stron rysowaniem litery S itd.), ale dopiero Mate 30 Pro umożliwia przewijanie zawartości ekranu bez choćby muśnięcia szklanej tafli. Wygląda to tak:
Jako fan minimalizmu pochwalam pozbywanie się tego wszystkiego, co zbędne i niepotrzebne. Czy tę zasadę przypiszę do braku przycisków regulacji głośności? Niestety nie i uważam to za spory błąd konstrukcyjny. Żeby zmienić głośność rozmów w Mate 30 Pro, muszę odsunąć smartfon od twarzy, dwukrotnie kliknąć krawędź, przejechać po skali w górę lub w dół, wrócić do rozmowy.
Mała aktualizacja – zmiana głośności działa w trakcie rozmów, lecz obstaję przy swoim, że nie jest wygodna. A kiedy rozmówca trajkocze z szybkością karabinu maszynowego, ciężko się porozumieć. Przyciski boczne, może i nie dodają obudowie uroku, jednak są sporym ułatwieniem dla użytkownika, który pragnie natychmiast poprawić komfort rozmowy. Przy odtwarzaniu muzyki rzecz ma się nieco inaczej.
Głośność daje się regulować zarówno przy aktywnym, jak i wygaszonym ekranie, oczywiście poprzez dwukrotne stuknięcie w krągłą krawędź ekranu. O zmianie wartości na skali informuje doskonale wyczuwalna wibracja.
Rzut oka na dolną ramkę, a tam złącze USB-C, tacka na kartę nanoSIM, głośnik mono oraz mikrofon. USB-C to przede wszystkim superszybkie ładowanie. Tacka na nanoSIM może być współdzielona z drugą kartą lub pamięcią nanoSD. Ale głośnika mono nie mogę przeboleć!
Huawei uparcie instaluje go we wszystkich flagowcach i choć gra czysto, nawet donośnie, chętnie posłuchałbym dźwięku stereo. Czego jeszcze brakuje? Gniazda mini jack 3,5 mm. Upieram się przy swoim, bo chce korzystać ze swoich słuchawek, a nie dołączonych przez producenta.
Mały nie jest, to fakt. Wymiary 158 x 73 x 8,8 mm czynią Mate 30 Pro sporym urządzeniem, przy czym absolutnie nikt nie narzekał na niewygodę. Zaokrąglone ramki robią robotę, dzięki nim nawet w kobiecych dłoniach smartfon dobrze leży, lecz swoje waży. 198 gramów – dla pań sporo, dla panów tak akurat, żeby nie narzekać.
Powtórzę się, ale jest to rzecz warta przypomnienia – w aparaty Mate 30 Pro są tak wyeksponowane, że nie sposób ich nie zauważyć. Wpisanie ich w krąg było genialnym posunięciem ze strony designerów, mówiącym – Hej, oto poczwórny aparat. On tu jest najważniejszy. Bez dwóch zdań – tak właśnie jest!
Wyznam Ci w sekrecie, że test aparatu był pierwszym, jaki przeprowadziłem, Dopiero (znacznie) później sprawdziłem wyświetlacz, obsługę gestów, wydajność i ładowanie. Ciekawość zwyciężyła i zdjęcia poszły na pierwszy ogień. Nie ma w tym ani krzty przesady, bo zdjęcia to faktycznie ogień!
Sucha specyfikacja aparatu prezentuje się tak:
Funkcje aparatu:
Każdy, kogo poprosiłem o zrobienie kilku zdjęć aparatem Mate 30 Pro, natychmiast wyrażał głośno swój podziw oraz aprobatę. Chwalono szczególnie ostrość, szybkość adaptacji do warunków, odwzorowanie kolorów, jak również wygładzanie krawędzi. Ci, którzy spędzili z nim nieco więcej czasu, podkreślali natomiast intuicyjność obsługi aplikacji. Oddając mi smartfon, informowali, że w mig pojęli, co gdzie jest i natychmiast zaczynali eksperymentować ze zdjęciami.
Dołączam się do ich opinii, potwierdzając, że Huawei Mate 30 Pro ma jeden z najlepszych aparatów na rynku. Ale czy najlepszy? Niemalże. Obecność trybu macro ucieszyłaby mnie tak, jak muzyka z czołówki Mandalorianina. Uwielbiam przyglądać się detalom, lecz jeśli Ty nie masz takiej potrzeby, najpewniej nie zauważysz nieobecności tej funkcji. Po cichu liczę, że pojawi się wraz z aktualizacją oprogramowania.
Tu pokuszę się o mały komentarz. Zdjęcia nocne podbijane są algorytmem AI, więc są nieco, a czasami mocno przerysowane. Widać więcej detali, niż w rzeczywistości, kadry są też jaśniejsze, mają mocniejsze kolory. Ja akurat nie widzę w tym nic złego, bo naświetlanie można przerwać, uzyskując wartości zbliżone do realnych. Niemniej uważam, że w zdjęciach nocnych chodzi o to, żeby dawały efekt wow i zachwycały, a nie tylko przedstawiały półmrok.
Na jakość selfie zwróciłem uwagę w trakcie Huawei Developer Day. Chwyciłem sampla i sprawdzałem aparaty, siłą rzeczy uruchomiłem ten przedni i zrobiłem zdjęcie. Wierz mi, na sali panował solidny półmrok i poza sceną było niewiele światła. Mate 30 Pro niewiele sobie z tego robił i doświetlił fotkę ekranem. Zrobił to z wyczuciem, bez prześwietlania, bez wybielania. Porównałem selfie z Mate 20 i poczułem uczucie zazdrości. Zobacz, jak Mate 30 Pro radzi sobie z autoportretami.
Tę opcję polecam do baaardzo dynamicznych ujęć. Wtedy efekt jest najlepszy! Tak się składa, że mieliśmy pod ręką wentylator pracujący na pełnych obrotach. Oto efekt.
Kilka trybów do wyboru, m.in. taki do rejestrowania świateł jadących samochodów. Chciałem spróbować śledzenia torów gwiazd, ale jak na złość nad Częstochową przez tydzień wisiały ciężkie, deszczowe chmury.
Tu też czeka pole do popisu dla kreatywnych – istnieje np. szybkość dedykowana do filmowania rozkwitania kwiatów – z uwagi na porę roku, takowym nie dysponuję, więc nagrałem odmierzanie upływającego czasu.
A przygotowanie wyglądało tak:
Raczej ciekawostka, ale też można się nią pobawić, choć nie zaznasz dobrej stabilizacji obrazu – polecam korzystać w statywie, bo wideo z ręki nie zachwyca.
Uznałem za zbędne wdawanie się w szczegóły dotyczące wydajności i płynności pracy smartfona Mate 30 Pro. Procesor Kirin 990, układ graficzny Mali-G76 MP16, 8 GB pamięci RAM do tego 256 GB pamięci flash mówią same za siebie. Tym bardziej, że w ślad za specyfikacją podąża renoma flagowych urządzeń Huawei, słynących ze znakomitej optymalizacji.
Dodam tylko, że mój Mate 20 z jednostką Kirin 980 i 4 GB pamięci RAM. Pamięci operacyjnej jest o połowę mniej, a mimo to od ponad roku nie odnotowałem ani jednego przycięcia systemu, a często zdarza mi się go mocno obciążyć – a gdy się dorwę do gier, potrafię go solidnie rozgrzać.
Uwielbiam baterie z szybkim ładowaniem! Świadomość, że mogę uzupełnić ogniwa na resztę dnia, pijąc małą czarną, daje mi mnóstwo satysfakcji. Huawei Mate 30 Pro oferuje jeszcze więcej, bo w niecałe 30 minut akumulator dobija do stanu 70%. Warunek jest jeden – używasz do tego oryginalnej ładowarki 40 W z technologią Super Charge.
Istnieje też jeszcze jeden sposób ładowania – bezprzewodowy. Ten proces też odbywa się szybko, ładowanie indukcyjne 27 W to przecież nie w kij dmuchał. Mało tego, Mate 30 Pro umożliwia ładowanie zwrotne innych urządzeń, np. słuchawek Free Buds. Robi się fajne środowisko sprzętowe.
Ok, czas wyjawić, jaką pojemność mają ogniwa baterii Mate 30 Pro. Otóż jest to 4500 mAh, wynik tak zacny, że nie sposób obalić go w ciągu jednego dnia. Wierz mi, próbowałem. Musiałbym chyba non stop oglądać wideo na YouTube przez LTE, robiąc jedynie przerwy na gaming z maksymalną jasnością ekranu.
Zaplecze systemowe jest (teoretycznie przynajmniej) strzałem w dziesiątkę. Tylko spójrz, Android jest w wersji z numerem 10, nakładka EMUI także. Dodam, że bardzo podoba mi się interfejs EMUI 10 (mam go też na Mate 20). Jest ładniejszy i cieplejszy w odbiorze.
Mate 30 Pro nosi miano pierwszego smartfona z HMS – autorskimi rozwiązaniami firmy Huawei, które stają się pełnoprawnymi odpowiednikami rozwiązań proponowanych przez Google. Celowo używam formy niedokonanej, bo odbywa się to stopniowo. Przynajmniej w Europie, bo w Chinach, gdzie z kolei usługi Google są praktycznie niedostępne, HMS funkcjonuje na pełnych obrotach i ma się naprawdę świetnie.
Przekonać użytkowników ze Starego Kontynentu do ekosystemu Huawei nie będzie łatwo. W grę wchodzi przecież ogromne przywiązanie do Map Google, YouTube, wyszukiwarki Chrome, płatności Google Pay, Gmaila i paru innych. Huawei Mate 30 Pro ma jednak kilka asów w rękawie.
Lubię mieć zdjęcia w jednym miejscu. Podzielone na katalogi, w możliwie najwyższej rozdzielczości. Tu z pomocą przychodzi funkcja OneHop, pozwalająca przenosić fotki, np. z MateBooka D14 do pamięci Mate 30 Pro (i odwrotnie). W tym tekście pozwolę sobie jedynie na zajawkę, po szczegóły tej funkcji odsyłam do recenzji MateBooka D 14.
Jak wspomniałem, aplikacji będących dziełem samego Google nie uświadczysz (przynajmniej nie fabrycznie). Nie ma preinstalowanego sklepu Google Play, będącego bazą do pobierania kolejnych aplikacji. Nie ma też Map Google. Są jednak inne wyjścia – świetne mapy Yanosik, wysoko oceniane mapy NaviExpert, lada moment również mapy TomTom, możesz też sięgnąć po AutoMapę.
Powiem więcej, skorzystałem z opcji klonowania telefonu (Phone Clone), kopiując bezprzewodowo całą zawartość pamięci Mate 20 do Mate 30 Pro. Po około 5 minutach (wliczając w to skanowanie QR i kilka kolejnych potwierdzeń) Mate 30 Pro miał w sobie komplet danych z dotychczasowego urządzenia.
Wśród nich były aplikacje bankowe (iPKO oraz PeoPay), obie działają, obie pozwalają płacić zbliżeniowo przy pomocy NFC. Działa Facebook, działa aplikacja poczty, działają też Spotify oraz Open FM.
Instagram, Twitter, LinkedIn, Pinterest, Audioteka, aplikacja x-kom, Rossmann, Allegro – wszystko śmiga i nie wykazuje najmniejszych problemów. Kłopotliwe są aktualizacje, bo system Mate 30 Pro ich nie przeprowadzi, stąd, żeby mieć najnowszą wersję apki należy najpierw zaktualizować ją na starym smartfonie, a potem jeszcze raz sklonować telefon. Upierdliwe, ale wykonalne.
To nie takie trudne, szczegółową instrukcję znajdziesz w artykule: Jak zainstalować usługi Google na Mate 30 Pro?
Za genialne aparaty, filmowanie w 7680 kl./sek., znakomity wyświetlacz oraz baterię żywotną jak ruski zwiadowca (o designie nie wspominając), mógłbym z czystym sumieniem rekomendować zakup Huawei Mate 30 Pro wszystkim, którzy chcą mieć smartfon robiący fotki kosmicznie dobrej jakości.
Zdaję sobie jednak sprawę, jak kłopotliwa może być dla wielu osób rezygnacja z aplikacji certyfikowanych wyłącznie przez Google albo korzystanie z nich okrężną drogą. Równie nieciekawie rysuje się perspektywa aktualizowania aplikacji poprzez ponowne klonowanie – całkowicie rozumiem, że nie każdy będzie chciał tak robić.
Czy Huawei Mate 30 Pro przekona do siebie nie-psychofana? Będzie to trudne, ale na pewno wykonalne. Konstrukcyjnie plasuje się w absolutnym topie smartfonów. Własne usługi, optymalizacja systemu, obsługa gestów oraz intuicyjność obsługi są majstersztykiem branży mobilnej.
Zgrzyt wywołuje jedynie brak certyfikacji Google, za co nie ponosi winy Huawei. Ta decyzja zapadła na wysokich szczeblach władzy po drugiej stronie oceanu. Rozwój wydarzeń pokazuje jednocześnie, że Huawei dzielnie stawia czoło przeciwnościom i pracuje nad alternatywami.
Więc jeśli marzysz o topowym smartfonie i jeśli nie straszny Ci jest brak Sklepu Play oraz ręczna aktualizacja aplikacji, zamawiaj Mate 30 Pro. W przypadku odpowiedzi przeczącej masz solidną alternatywę w postaci Huawei P30 Pro. Ciut mniejszy, za to z pełnym pakietem usług od Google.
Huawei Mate 30 Pro jest do kupienia w x-kom




Mam i nie żałuję. Wgranie aplikacji googla zajęło 5 minut – każda działa, na każdej zalogowałem się bez problemu, nawet się aktualizują. Działa również aplikacja IKO. Jedynie kupony z McDonald odmówiły współpracy. Telefon jest świetny, dorzucają fajne gratisy a wysyłając do nich stary telefon dostaje się do ich wyceny dodatkowe 500zl bonusu
Jak uruchomiłeś Google Pay i płatności zbliżeniowe w IKO?
Zdjęcia Google i Dysk Google też udało ci się uruchomić?
Tak da się uruchomić bez problemu
Dlaczego pomijasz brak tak popularnych aplikacji jak Netflix, Hulu, HBO Go, Sygic, Here, Skype, Whatsup, Strava, Duolingo?
Czy iPKO, PeoPay, Facebook, Messenger, Spotify, Open FM, Instagram, Twitter, LinkedIn, Pinterest, Audioteka, aplikację x-kom, Rossmann, Allegro da się zainstalować w inny sposób niż klonowanie pamięci z innego urządzenia?
Te aplikacje pominąłem, bo nie miałem okazji sprawdzić, jak działają na Mate 30 Pro. W przygotowaniu jest artykuł o tym, jak bezpiecznie instalować różne apki, niedostępne w AppGallery. Tam opiszę, co można zrobić poza klonowaniem telefonu 🙂
No bez jaj, pomijasz że nie działają kluczowe rzeczy.
Nieudolne to powoje promowanie Huawei, bo ludzie którzy kupią ten telefon szybko Się rozczarują i zwrócą go do sklepu.
Artykuł, jak korzystać z takich rzeczy, jest w przygotowaniu. Proszę o jeszcze chwilę cierpliwości 😉 Czy promuję? Informuję, że da się inaczej, niż tylko z pomocą Google.
Sorry ale klonowanie z innego telefonu trudno uznać za normalne instalowanie.
Kiedyś tak samo mówiono o pobieraniu gier z internetu, tylko CD-ROM! A dziś, sytuacja totalnie odwrotna 😉
Ale przecież po odpowiedniej instalacji i backup otrzymujemy możliwość korzystania z Facebook i whatsapp więc o co chodzi?
Kolejna osoba, która nie potrzebuje Google. Brawo
Fani iPhone’ów też obywają się bez usług Google, prawda?
Przecież usługi Google działają na iPhone.
Mapy Google owszem, bo są dokładniejsze. Gmail też cieszy się popularnością, natomiast chmura i płatności zbliżeniowe Google (choć działają) nie są używane (przynajmniej ja nie znam przypadków), bo Apple oferuje własne rozwiązania. I nimi wygrywa na swoich urządzeniach.
Co nie zmienia faktu, że są dostępne i to do użytkownika należy wybór z czego skorzysta.
Nie brakuje mu niczego 😂😂brakuje mu usług, brakuje mu najlepszych podzespołów, brakuje mu dużo lepszego ekranu. Aparat to nei wszystko
Co do usług Google, to najpoważniejsze braki dotyczą Google Pay, Zdjęć Google i Dysku Google. Co ciekawe, Mapy Google działają prawidłowo, YouTube da się używać, Gmail także nie jest problemem. Podzespoły są bez dwóch topowe, tym bardziej że Kirin 990 i 8 GB RAM mają wsparcie bardzo dobrze zoptymalizowanego środowiska systemowego. Mój Mate 20 ma słabszą speckę, a nie zawiesił mi się nigdy 😉 W kwestii ekranu obstaję przy stwierdzeniu, że 4K nie jest niezbędne, szczególnie z uwagi na energożerność.
To w końcu Google Pay, Zdjęcia Google i Dysk Google działają czy nie?
One nie, z YouTube, Map Google i Gmaila da się natomiast korzystać.
To dlaczego tytuł sugeruje, że nie brak niczego?
W mojej subiektywnej opinii nie brak mu niczego, za co bym go skreślił, ale to moje zdanie. Dla Dysku Google istnieje teraz alternatywa w postaci Huawei Drive, ewentualnie jest jeszcze DropBox. Dodam, że wyczekuję decyzji Microsoft w sprawie synchronizacji chmur z Huawei, przypominam, że oni jako jedyni otrzymali licencję na wspólpracę z Huawei 🙂 Z płatności Google Pay zwyczajnie nie korzystam. Doceniam przy tym Twoją dociekliwość – z pewnością więcej osób ma podobne pytania.
Czyli jesteś kompletnie nieobiektywny i świadomie oszukujesz czytelników, że wszystko działa kiedy wiesz że tak nie jest.
I nie mówimy o alternatywach ani tym z czego korzystasz, tylko o działaniu usług Google na tym telefonie.
Netflix nie działa Zdjęcia jak najbardziej Dysk też GooglePay nie działa także zbliżeniowo nie zapłaci się Nie można też ustawić domyślnie ulubionego launchera bo wraca tel do oryginalnego HUAWEI Nie działa ok Google bo nie można włączyć voice match A I zdjęcia wcale nie są takie rewelacyjne Lepsze robił mate 20pro
Dobra recenzja, myślę że z czasem „brak” usług Google nie będzie problemem.
Urządzenie topowe.
Co jest topowego w braku popularnych aplikacji, płatności zbliżeniowych, odtwarzania 4K HDR?
jeden rabin powie tak drugi nie
Chyba sobie żarty robicie. Tekst sponsorowany i kłamliwie twierdzący, że Mate’owi 30 „niczego nie brakuje” potem w komentarzach okazuje się że jednak część usług w ogóle nie działa. Jeżeli do działania aplikacja potrzeba…. drugiego telefonu Mate 20 Pro, żeby sobie klonować system to to są jaja a nie recenzja. Aktualizacja poprzez klonowanie wymazuje np. nowe smsy. Takie teksty jak ten wprowadzają klientów w błąd. Żenada.
Do klonowania nie jest potrzebny Mate 20 Pro, aplikacja dostępna jest w sklepie Google Play i można ją pobrać na sprzęt innej marki.
tyle że płacąc 4 tys. muszę mieć drugi, stale aktualizowany telefon z którego będę klonował aplikacje nadpisując sobie dane? przecież to śmieszne
Co więcej Google Pay, Zdjęcia, Drive, Health, Netflix, Pokemon Go i tak nie działają nawet po sklonowaniu.
Nieudolna ta akcja promocyjna, chyba nawet nie ogarniają że czym więcej nakłamią tym będzie więcej zwrotów tych telefonów do sklepu.
Netflix będzie działał, ale nie po sklonowaniu. Piszę artykuł o tym, jak zainstalować m.in. Netflixa, będzie po niedzieli.
To kłamiesz, bo Netflix w obecnej wersji wcale nie działa.
Da się uruchomić tylko starą wersje z jakością SD, ale trudno to uznać za normalne działanie.
Napisałem jedynie, że da się go uruchomić na tym smartfonie. O instalacji poszczególnych aplikacji oraz problemach z tym związanych, pisze odrębny artykuł.
Przede wszystkim to nikt nie każe ci go kupić przynajmniej ja nie odczułem tego że muszę kupić ten telefon po przeczytaniu artykułu, telefon ma w porządku aparaty ale dopóki ekosystem Huawei się nie ogarnie to nie przechodzę na modele wyżej.
Piękny telefon.
A czy ma czujnik barometryczny. Mi jest potrzebny. Jeśli nie ma to nie ma wszystkiego czego potrzebuje.
Mate 30 Pro ma barometr, akcelerometr i magnetometr.
Co z włosami się u Pana stało, za duży prąd czy co tak na serio ?
Wszystko z nimi ok, po 30 roku życia tak już bywa 😉
Hej,
żadne specyfikacje tego nie podają więc zapytam tutaj:
Jakie ma transfery po USB-C ? jest to standard 2.0 jak w Xiaomi czy pełne 3.x ? – próbowałeś coś kopiować po kablu?!?
czy pamięć wewnętrzna jest w standarcie UFS? (jakim) – to pytanie trochę z palca ale może masz dostęp do dokładniejszej specyfikacji.
czy ma możliwość podłączenia TV przez USB-C ? (Thunderbolt ) – próbowałeś takiego połączenia? czy po podłączeniu bezprzwodowej myszki i klawiatury będzie można z niego zrobić „mini komputer” z wyświetlaniem na TV ?
pozdrawiam
Fajnie, że pytasz. Mamy go jeszcze w redakcji, sprawdzę przez weekend i wrócę wrócę z odpowiedzią – dopiszę to po prostu w recenzji
udało się sprawdzić?
Udało się 🙂 Sprawdzałem sposoby pokazywane w sieci, jak choćby na Spidersweb. Działają – jedne dłużej, inne krócej. Nie będę ich jednak opisywał – po pierwsze z uwagi na szybką dezaktualizację, po drugie ze względu na niepewne pochodzenie plików instalacyjnych. Testuję właśnie smartfon P40 Lite na samym HMS i potwierdzam, że nie brak mu niczego 😉
Czy tym telefonem można robić zdjęcia pod wodą ? Mate 20 pro może ale w tym modelu nie widziałem nigdzie takiej informacji mimo, że jest telefonem wodoodpornym.
Odporność na wodę sprawia, że można go na chwilę zanurzyć. Nie jestem tylko pewien, czy dotykowy spust migawki zadziała, dlatego posiłkowałbym się np. pilotem, takim, jak z bezprzewodowego selfie sticka 🙂
Jaka cena tego modelu
Aktualnie ten model dostępny jest w cenie 2999,00 zł. Szczegóły znajdziesz tutaj.
Na oficjalnej stronie Huawei, do północy jest mega promocja, słuchawki, ubezpieczenie VIP, opaska i odkup starego telefonu +500 zł.
Nikt nie kupuje to i robią promocje
Jak rozwiązano sprawę „wypalania” ekranu/ matrycy OLED? Korzystanie z nawigacji jest bezpieczne dla ekranu?
Mate 30 Pro mam od miesiąca i nie zauważyłem oznak wypalania. Mało tego, mój Mate 20 w ogóle nie ma z tym problemu 🙂
Google tak przywiązał niektórych, że nie wyobrażają cb sobie życia w innej rzeczywistości😛
Problemem nie jest Google tylko brak 99% najpopularniejszych aplikacji i brak odtwarzania 4K HDR.
goole play ponoc juz nei dziala od 19 marca azeby dograc.
ale te zdjecia to takie srednie w porownaiu do s10+. myslalem o nim zeby wymieniac ale wydaje mi sie ze to bez sensu i uslugi google…
„Kłopotliwe są aktualizacje, bo system Mate 30 Pro ich nie przeprowadzi, stąd, żeby mieć najnowszą wersję apki należy najpierw zaktualizować ją na starym smartfonie, a potem jeszcze raz sklonować telefon. Upierdliwe, ale wykonalne”
czyli najlepiej mieć 2 telefony, żeby sobie klonować… SUPER! dzięki.