Gwiazdorska recenzja niedługo po premierze. Samsung Galaxy S20+ wkracza na salony i olśniewa?

Rozstąpcie się, zróbcie miejsce i trochę hałasu, bo oto na czerwony dywan mobilnego rynku w(s)chodzi prawdziwa gwiazda. Nowiutki smartfon z serii Galaxy S20. Jeden z pierwszych flagowców w 2020 roku. Czy to najlepszy telefon na miarę nowych czasów? I czy my na niego zasłużyliśmy? Nie ma co bujać w obłokach i stawiać horoskopów, wszystkiego dowiecie się z recenzji Samsunga Galaxy S20+.

Przemyślenia międzygalaktyczne

Jak to w przypadku gorących premier od samych gigantów mobile-Olimpu bywa, hype jest duży, oczekiwania jeszcze większe, a mnie uruchamia się tryb recenzenta sceptyka. Z reguły moja przekorna natura każe mi omijać wszelkie hity szerokim łukiem, przez co nawet o miłości do Brada Pitta zaczęłam mówić głośno dopiero po Bękartach Wojny.

Zmierzam do tego, że Samsung Galaxy S20+ nie wprawia mojego serca w szybsze bicie samym brzmieniem swojej nazwy. Nie robi na mnie wrażenia marketingowy blichtr galaktycznej serii i oprawa godna Hollywoodu. Choć sama jestem aktualnie szczęśliwą posiadaczką S8, nie podskakuję jednak nerwowo na myśl o nowym. Trzymam się, oraz pośrednią wersję Galaxy S20, dzielnie. Jeżeli jesteście ciekawi, czy skończę tę recenzję jako najwierniejsza fanka, to zapraszam dalej. Możecie też wcześniej zajrzeć do tekstu Piotra o serii Samsung Galaxy S20 i zapoznać się z różnicami, które w niej zaszły oraz ze szczegółową specyfikacją poszczególnych modeli.

Samsung Galaxy S20 + na pierwszy rzut oka, czyli kwestie wizualne

Wymiary

Ok, przyznaję już na starcie, Samsung wie, jak zrobić dobre pierwsze wrażenie i ująć odbiorcę. Choć wymiary smartfona (161,9 mm – wysokość, 73,7 mm – szerokość, 7,8 mm – grubość) zapowiadają potężną i nieporęczną cegłę, to w rękach czujemy tylko przyjemną lekkość i smukłość. Ciężar 186 g rozkłada się równomiernie na dużej całości, dzięki czemu kompletnie nie czuć tej teoretycznie niemałej wagi. Oczywiście trzeba mieć na względzie to, że w tym wariancie ciężko nam będzie obsługiwać telefon wyłącznie jedną ręką czy sięgnąć palcem do górnej krawędzi ekranu.

samsung galaxy s20+ cosmic gray

Tworzywo i design

Równie sympatyczna jest też wizualna strona konstrukcji Galaxy S20+. Błyszczące szkło Gorilla Glass 6 w połączeniu ze stalą nierdzewną dają elegancki i nowoczesny efekt. Jednolity odcień – w moim przypadku – Cosmic Grey w towarzystwie zimnego, srebrnego metalu tworzą też stylowy i zgrany duet kolorystyczny. Nie jest to może moje ulubione zestawienie i z chęcią dodałabym smaczku tej niezmąconej powierzchni szarości, ale to już kwestie indywidualne.

samsung galaxy s20+ design

Co prawda trochę gorzej jest z praktyką tego zastosowania, gdyż tworzywo może z powodzeniem robić za lusterko, zarówno jeśli chodzi o odbicie światła, jak i widoczność maźnięć i odcisków. Nie to i tak jest jednak największą wadą wyglądu, tylko wystający ponad powierzchnię obudowy panel z aparatami. Czarna wyspa w rogu jest niczym wyrzut sumienia designera, albo nieestetyczne znamię, które z chęcią bym zeskubała gołymi rękami. Całość wydaje się być za to solidna, ale z mojego doświadczenia z Samsungami, radziłabym nie testować ich wytrzymałości poprzez, na przykład, bliskie spotkanie z asfaltem.

Livin’ on the edge

Z rzeczy na plus w kwestii estetyki jest dla mnie odejście Samsunga od tak mocno zaokrąglonych brzegów ekranów. Lekki pochył, który pozostał, wciąż podkreśla zgrabność budowy Galaxy S20+, a niemal prosta tafla przedniego panelu o wiele bardziej przypada mi do gustu. Czy to kwestia znudzenia krzywiznami, czy po prostu bardziej przemawiają do mnie płaszczyzny – nie wiem, ale w tym wypadku tak właśnie jest.

Ekran Dynamic Super AMOLED 120 Hz

Skoro już przy ekranie jesteśmy, to najlepszy moment, aby powiedzieć o nim coś więcej. Nie będę ukrywać – to jedna z rzeczy, której od początku chciałam się przyjrzeć najbardziej. Po pierwsze  dlatego, że to po prostu wyświetlacz Samsunga, a jak chyba wszystkim wiadomo, jakość obrazu autorskich Amoledów stoi na najwyższym poziomie od zawsze i stanowi markę samą w sobie.

samsung galaxy s20+ ekran

Częstotliwość odświeżania a rozdzielczość

Drugim powodem jest to, że producent po raz pierwszy zastosował matrycę ze 120-herzową częstotliwością odświeżania. Do tej pory takim wynikiem mogły pochwalić się tylko gamingowe maszyny od Razera czy Asusa. Fakt, ptaszki z branży ćwierkają, że takie ekrany pojawią się również w tym roku u konkurencji, natomiast na ten moment wśród smartfonów „casualowych” tylko Samsung daje nam taką możliwość.

Zacznę niestety od marudzenia. Uwiera mnie to, że najwyższy poziom płynności obrazu jest obsługiwany wyłącznie przy rozdzielczości ekranu FHD+ (2400 × 1080 Mpix). W momencie, gdy chcemy podbić ustawienia na maksa, do WQHD+ (3200 × 1440 Mpix), musimy zadowolić się standardowymi już 60 Hz. W większości moje korzystanie ze smartfona opiera się raczej na przeczesywaniu różnych treści niż ich oglądaniu, dlatego też zdecydowanie stawiam na prędkość działania i nie zamierzam z niej rezygnować, nawet jeśli kosztem ma być mniejsza szczegółowość obrazu.

samsung galaxy s20+ rozdzielczość

Nie lubię jednak być stawiana przed takim wyborem. Szczególnie wtedy, gdy do czynienia mam z produktem marki premium, a już zwłaszcza, kiedy wiem, że konkurencja radzi sobie z takim rozwiązaniem. Fakt faktem przy niższych parametrach, ale wciąż. Tak czy inaczej, płynność Samsunga Galaxy S20+ na najwyższych obrotach jest więcej niż satysfakcjonująca. Przy tym telefonie mój laptop zaczyna obrastać kurzem. Jak tak dalej pójdzie, będę na nim wyłącznie pisać teksty.  

Animacje pozbawione całkowicie, przynajmniej tych widocznych gołym okiem, lagów potrafią wprawić w zachwyt. Niejednokrotnie ciężko mi było odwrócić wzrok nawet od urodziwie „pływającej” tapety na ekranie startowym. Ciągły ruch bez cięć i niedostrzegalny moment przejścia kolorów to bardzo udana wizytówka tego wyświetlacza.

Parametry matrycy

Oprócz tego, cała moja pozostała i jakże wielka aktywność medialna również została z powodzeniem przeniesiona na ekran S20+. 6,7-calowy panel Infinity-O2 w proporcjach 20:9, z HDR 10+, zagęszczeniem pikseli na poziomie 524 ppi, ze szczytową jasnością na poziomie 1200 nitów, z ograniczonymi ramkami i jeszcze bardziej zminimalizowaną soczewką przedniego aparatu, zapewnia dużo frajdy i zachwyca wszelkimi obrazami.

samsung galaxy s20+ ekran amoled

Wideo rozciągnięte na cały ekran nie traci nic z jakości, a zyskuje tylko więcej przestrzeni, co prezentuje się bardzo, bardzo dobrze. Kolory są soczyste, intensywne i dobrze zbalansowane, a kąty widzenia szersze niż zasięgi x-komowego facebooka. Wyświetlacz jest na pewno jednym z najmocniejszych, jeśli nie najmocniejszym atrybutem Samsunga Galaxy S20+.

Ustawienia wyświetlacza

Najbardziej warte odnotowania funkcje wyświetlacza to – według zapewnień producenta  – udoskonalony filtr światła niebieskiego oraz tryb ciemny, oba działające bez strat na kolorach oraz z możliwością ustawienia według harmonogramu dobowego. Połączenie tych dwóch sprawdza się nad wyraz dobrze szczególnie wieczorami, kiedy oczy są już mocno wyeksploatowane. Moje z tendencją do łzawienia po dłuższych posiedzeniach przed ekranem, doceniają to tym bardziej.    

Ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie

Hę, jaki? Taki, który wykorzystuje fale ultradźwiękowe przyczyniające się, poprzez swoje pulsowanie, do stworzenia trójwymiarowej mapy opuszka palca, co zapewnia większą szczegółowość „pobranego” odcisku. Nie jest to bynajmniej rozwiązanie zastosowane przez Samsunga po raz pierwszy. Po kontrowersjach wokół S10 i możliwości oszukania jej sensora przy użyciu nieoryginalnej folii ochronnej, producent jednak udoskonalił swoją technologię i nie powrócił do optycznego wariantu.

Co mogę z całą pewnością powiedzieć o tym czytniku, to to, że naprawdę reaguje bardzo szybko i trafnie pod wieloma kątami, nawet kiedy chwycimy telefon z drugiej strony. Pokuszę się też o stwierdzenie, że nie miałam dotąd do czynienia z tak błyskawiczną odpowiedzią ekranu na przyłożenie palca. Odblokowuje się on niemal natychmiastowo i za to naprawdę należy się Samsungowi Galaxy S20+ duży plus.

Aparaty w Samsungu Galaxy S20+ zdetronizują dotychczasowego „lidera mobilnej fotografii”?

Specyfikacja obiektywów

Według wszelkich marketingowych materiałów, największe unowocześnienia i efekty wow wprowadzono do systemu fotograficznego Samsunga Galaxy S20+. Z jakiegoś powodu jest to kwestia, na którą producenci smartfonów kładą ostatnimi czasy największy nacisk. I nie będę oszukiwać, sama również zwracam na nią uwagę, jednak przede wszystkim patrzę na ostateczną jakość zdjęć, nie na wszelkie bajery wokół. Tak czy inaczej, w specyfikacji aparaty prezentują się następująco: 

  • 12 Mpix – szerokokątny
  • 12 Mpix – ultraszerokokątny
  • 64 Mpix – teleobiektyw
  • 10 Mix – przód, szerokokątny

Przysłony:

  • f/1.8 – tylny obiektyw szerokokątny
  • f/2.0 – tylny teleobiektyw
  • f/2.2 – tylny obiektyw ultraszerokokątny
  • f/2.2 – przedni obiektyw szerokokątny

Do tego dochodzi 3-krotny zoom optyczny, 30-krotny zoom cyfrowy oraz optyczna i cyfrowa stabilizacja obrazu, a także kamera ToF w 3D.

samsung galaxy s20+

Zbliżenie na Zoom Super Resolution

Jeżeli chodzi o drugi rodzaj przybliżenia, to w zasadzie ciężko jest mówić o czymś więcej niż o PR-owym chwycie. Kadry uchwycone w ten sposób biją po oczach artefaktami, pikselozą i szumami. Ta funkcja jest tak nieużyteczna, że niestety nie jestem w stanie obronić jej w jakikolwiek sposób. Chyba tylko świetnie zoptymalizowanym i zorganizowanym interfejsem, dzięki któremu jesteśmy w ogóle w stanie stwierdzić, co właściwie znajduje się na wprost aparatu.

Single Take

Za to z ciekawych rozwiązań jest opcja Jedno ujęcie. Polega ona mniej więcej na tym, że przez 10 sekund rejestrujemy nagranie, następnie sztuczna inteligencja samodzielnie wybiera różne, teoretycznie te najbardziej interesujące, kadry oraz narzuca im filtr, a także montuje kilka krótkich wideo (gify) w wybranych trybach oraz może dodać w tle muzykę. I prawdopodobnie ta funkcja nie zrewolucjonizuje waszego życia, ale jeśli dbacie o swój wizerunek w social mediach – może posłużyć do urozmaicenia relacji na Insta, Facebooku czy TikToku.

Noc w galaktyce S20+

Tryb nocny w Samsungu Galaxy S20+ nie wystrzelił mnie w kosmos ani nie sprawił, że moje oczy wyszły z orbit. Technicznie jego działanie opiera się na łączeniu kilkudziesięciu ujęć – uchwyconych zwiększoną matrycą światłoczułą – w jedno, co ma w praktyce redukować rozmycie finalnego zdjęcia.

I żebyśmy się dobrze zrozumieli, fotkom zrobionym po zmierzchu nie można odmówić jasności i wyraźnych detali, natomiast nie ma co ukrywać, że nieostrości i przejaskrawienia się pojawiają. Często końcowy efekt przypominał mi bardziej sztucznie wygenerowany obrazek niż naturalne ujęcie. Jednakże muszę też odnotować, że sprawy zdecydowanie lepiej się miały w przypadku pstrykania zdjęć w pomieszczeniach niż na otwartej przestrzeni.

Klasyka gatunku

Zdecydowanie więcej uniesień zagwarantowały mi „klasyczne” zdjęcia, niezależnie od użytego obiektywu. Jak zresztą sam producent zaznaczał przy okazji prezentacji swoich nowych smartfonów – w zasadzie nie należy już mówić o jednym głównym sensorze, gdyż to soft samodzielnie wybiera, którym aparatem najlepiej sfotografuje dany obiekt czy scenerię. Oczywiście nie zostajemy bez wpływu na tę decyzję.

Zdjęcia wykonane Samsungiem Galaxy S20+ są przede wszystkim pełne niesamowicie wyraźnych detali, czystych i ostrych nawet wtedy, gdy przyjrzymy się im na znacznym zbliżeniu. Zawdzięczamy to długiemu czasowi naświetlania, który jest też odpowiedzialny za to, że zdjęcia prezentują się wręcz na przerysowane. Widoczne są wszelkie podbicia efektywności, czego nie jestem szczególną fanką. No ale ostatecznie są to zdjęcia wysokiej jakości i jeśli wszelkie przejaskrawienia i wynaturzenia nie są Ci straszne – to na pewno się nie zawiedziesz.

samsung galazy s20+ 3xzoom
3-krotny zoom
samsung galaxy s20+ ultraszerokikąt
obiektyw ultraszerokokątny

Wideo na 8K

Przeskok między obiektywami

Samsung ewidentnie chciał wlecieć w nową galaktykę z przytupem, albo i wybuchem, a w tym celu posłużył się rakietą w postaci filmowania 8K, która ma być wręcz przepowiednią przyszłości godną futurologicznych mistrzów. Problem jest jednak taki, że to głównie bardzo ładnie brzmiący slogan.

Do rejestracji wideo w standardzie 8K potrzebna jest bowiem matryca minimum 33Mpix. Aby więc nagrać taki film Galaxy S20+, musi on przełączyć się na teleobiektyw z niższej jakości optyką. Gdyby tego było mało, nie możemy w tym czasie skorzystać z opcji Dużej stabilności. W rezultacie 8K prezentuje się gorzej niż 4K. Plusem jest za to fakt, że w trakcie nagrywania takiego wideo, mamy możliwość wykonania pełnopikselowego zdjęcia.

Nowa jakość nagrywania i edytowania wideo

Godne pochwały jest za to bardzo płynne i bezstratne na jakości obrazu przechodzenie między obiektywami w trakcie nagrywania oraz, wspomniana już wyżej, funkcja dużej stabilności Super Steady wspierana przez SI, a także wariant wideo pro i szeroko rozbudowana możliwość postprodukcji i montażu wideo bezpośrednio z interfejsu aparatu.

Hyperlapse, slow-motion i inne bajery

Galaxy S20+ otrzymuje również takie tryby jak wideo live Focus (efekt bokeh), slow-motion, super slow-mo z możliwością rejestrowania do 960 klatek na sekundę oraz hyperlapse. Ten ostatni szczególnie zasługuje na wyróżnienie, ponieważ posiada opcję nagrywania w nocy. Długi czas ekspozycji pozwala uchwycić rozmycia ulicznych świateł i stworzyć imponującą panoramę wieczornego, miejskiego życia.

Wydajność, system, podzespoły i funkcjonalność

Większych zaskoczeń w kwestii wydajności nie będzie. Wiadomo, że wszystkie komponenty to aktualna topka, więc raczej nie mamy na co narzekać. Samsung Galaxy S20+ napędzany jest ośmiordzeniowym Exynosem 990, którego moc obliczeniowa jest nastawiona przed wszystkim na udoskonalone możliwości fotografii mobilnej oraz rejestrowania wideo i grania. Do tego dostajemy 8 GB RAM-u i 128 GB pamięci na dane użytkownika, z możliwością poszerzenia kartą do 1TB. Moim skromnym zdaniem, z powodzeniem S20+ mogła już otrzymać te 12 GB.

System operacyjny to naturalnie Android 10 z autorską nakładką One UI 2.1. Ze standardowych dla Galaxy S udogodnień i umileń jest ekran krawędziowy z różnymi panelami oraz podświetleniem, który osobiście bardzo lubię. W połączeniu z najwyższą płynnością wyświetlania oraz obsługą gestami, która przyszła mi naturalnie i intuicyjnie, tworzy się prawdziwie nowoczesne i bardzo wygodne środowisko zarządzania pulpitem.

Gaming w wersji mobile

Samsungowy Exynos otrzymał teraz nowe, autorskie zegary piątej generacji, o wzmocnionej częstotliwości taktowania, która według producenta ma zapewnić 20% wzrost wydajności względem poprzedniej generacji Galaxy S. A ponadto wsparcie dla kości pamięci LPDDR5 o szybkości sięgającej 5500 Mb/s. 

Co to oznacza dla nas w praktyce? Przede wszystkim superpłynne animacje, krótsze ekrany ładowania, precyzyjny czas reakcji, większą dynamikę akcji i brak lagów, nawet w przypadku uruchomionych aplikacji w tle. W zamian za to każdorazowo wraz z aktywnym używaniem smartfonu, otrzymujemy przenośny grzejnik, który znajdziecie na tylnej obudowie. Niestety, ale nowa eska grzeje się znacznie.

Dźwięk stereo Dolby Atmos

Za dźwięk w Galaxy S20+ odpowiadają głośniki stereo a za jego jakość między innymi funkcja Dolby Atmos, umożliwiająca dostosowanie brzmienia do odtwarzanych treści. Muszę przyznać, że wypada to naprawdę całkiem dobrze. Dźwięk jest bogaty w wysokie i średnie tony, trochę gorzej jest z niskimi i basem. Na pozytywny odbiór muzycznych wrażeń ma też wpływ duży rozmiar smartfona, a co za tym idzie szeroki rozstaw pomiędzy prawym i lewym głośnikiem.

Bateria, ładowanie, czas pracy

Samsung Galaxy S20+ otrzymał akumulator o pojemności 4500 mAh, czyli o 500 jednostek więcej niż wariant podstawowy serii. I jest to rozszerzenie, które naprawdę sobie w tym wypadku cenię. Przy takich wymagających podzespołach i parametrach ekranu, kilka dodatkowych punktów many nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że moje dotychczasowe doświadczenia z serią S nauczyły mnie, że o ładowaniu należy pamiętać – podkreślam – przynajmniej raz dziennie, a bateria lubi zaskoczyć wyłączeniem zasilania w najmniej spodziewanym momencie.

Do dyspozycji w 20+ mamy, już klasycznie u Samsunga Galaxy S, cztery tryby zasilania i optymalizacji zużycia energii oraz dodatkowo adaptacyjne oszczędzanie energii, które na podstawie Twojej aktywności samodzielnie dostosowuje najlepszy tryb pracy. Jak by się jednak nie głowić, przy częstym i intensywnym eksploatowaniu możemy liczyć na mniej więcej 12 godzin rzeczywistego działania.  Reszta to praca pod respiratorem i dostęp do podstawowych lub mocno okrojonych funkcji i obniżonej wydajności. Czyli, aby tylko dobiec do gniazdka.

Wireless PowerShare ładowanie indukcyjne i zwrotne

Nie zabrakło też w nowym flagowcu funkcji Wireless PowerShare, dzięki której Galaxy S20+ może dzielić się swoją energią z innymi kompatybilnymi urządzeniami Samsunga, np. smartwatchami z serii Gear czy Galaxy, słuchawkami bezprzewodowymi Galaxy Buds oraz wszystkimi innymi smartfonami wspieranymi przez technologię zwrotnego ładowania. Warunkiem możliwości korzystania z tej opcji jest minimum 30% baterii urządzenia bazowego.

Dla mnie jednak niewiele ma to wspólnego z funkcjonalnością. Ot, faktycznie można się lub kogoś poratować w ogromnej potrzebie, ale na wyjątkowych okolicznościach kończy się, według mnie, jej sensowność. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że bilans zysku i strat energii nie wychodzi na plus. Dając 10 %, tracę na tym 15%.

samsung galaxy s20+ ładowanie zwrotne

O wiele bardziej przemawia więc za mną podwójne ładowanie polegające na używaniu tylko jednej ładowarki plus funkcji Wireless PowerShare, ponieważ to na pewno wygodniejsze rozwiązanie, np. w podróży. Wynik i w tym wypadku nie jest jednak zachwycający. Galaxy Watach Active, czerpiąc energię z Galaxy S20+, potrzebuje około godziny do uzupełnienia baterii w 100 % – tyle, że z poziomu 50 %.

Superszybkie ładowanie

Oprócz tego Galaxy S20+ można ładować bezprzewodowo oraz za pomocą ładowarki 25W (dodawana w zestawie) –  superszybko i szybko. W tym najszybszym wypadku, do całkowitego uzupełnienia akumulatora potrzeba średnio godzinę czasu z niemal kompletnie wyładowanej baterii. I o ile już chyba z rezygnacją pogodziłam się, że we flagowcach żadna bateria mnie nie zachwyci czasem swojego działania, to zwinne reperowanie jej zasobów jest dla mnie kwestią niezbędną. Tak czy inaczej, Samsung w tej kwestii kolejny raz mnie raczej zawiódł.

Krótkie podsumowanie i ocena końcowa

Ostatecznie nie mogę nazwać się psychofanką Galaxy S20+, ale na pewno nie mogę mu odmówić swojej sympatii. Aspekty, którymi Samsung ewidentnie chce zyskać nominację do smartfonowych Oscarów, faktycznie robią wrażenie. Największymi atutami nowych galaktycznych flagowców są na pewno wyświetlacz, aparat oraz wydajność. Czy warto więc kupić Samsunga Galaxy S20+? Jeśli koszt ponad 4 tysięcy za telefon nie wprawia Cię w osłupienie, to oczywiście, że tak. Powiem więcej. Myślę, że „średniak” galaktycznej 20 będzie wśród tej serii najlepszą opcją jakości do ceny.  

Minusy

Plusy