ASUS ZenScreen — recenzja ekranu od laptopa bez laptopa

Widząc niektóre innowacyjne produkty, srodze zastanawiam się, kto na to wpadł. I przede wszystkim po co. Podobne pierwsze wrażenie wywarły na mnie monitory ZenScreen Go oraz ZenScreen Touch od ASUS. Zasilany baterią ekran o przekątnej 15,6 cala podłączany do źródła sygnału kablem… Dlaczego nie użyć laptopa lub tabletu? 2/10! Ale dałem mu szansę i oto do jakich wniosków mnie to doprowadziło.

Design ASUS ZenScreen: Panie kochany, jakie to ładne

Zacznijmy od początku, czyli unboxingu. Puzderka obu monitorów, czyli ASUS ZenScreen MB16AP oraz ASUS ZenScreen MB16AMT, wyglądają z grubsza tak samo: solidne, estetyczne, nic nie grzechocze w środku. Standard, do jakiego przyzwyczaił nas ten producent.

asus zenscreen pudełko

Witaj świecie

Po otwarciu zostajemy powitani wytłoczką z masy papierowej z etui Smart Case, kablem USB-C (model Touch posiada dodatkowo HDMI), przejściówką USB-A, długopisem-nie-tylko-do-rysowania-po-ekranie ZenScreen Pen, kartą gwarancyjną oraz bardzo skróconą instrukcją obsługi.

W tej ostatniej najważniejsza informacja dotyczy poszukania pełnej jej wersji online. W sumie dobrze, szkoda papieru. Pod wytłoczką jest kolejna, na której spoczywa bezpiecznie ekran. Wszystkie akcesoria zapakowane są w foliowe woreczki, a urządzenie owinięto w cienką gąbeczkę.

asus zenscreen unboxing

Kącik konkretów

Bohaterowie tej recenzji to kompaktowych rozmiarów ekrany ciekłokrystaliczne o przekątnej 15,6” o formacie obrazu 16:9, z rozdzielczością FullHD i matrycach IPS z błyszczącą (ZenScreen Go) lub matową (ZenScreen Touch) powłoką. Zasila je kawał akumulatora Li-Po o pojemności aż 7800 mAh, co wystarcza na jakieś 4-5 godzin pracy. Smukła metalowa obudowa w szarym kolorze przyciąga wzrok, szczególnie za sprawą typowego dla ASUSa wzoru koncentrycznych kręgów. Waży to-to niecały kilogram. Kompatybilność: Android 6 lub wyżej oraz Windows (minimum 7, najlepiej 10).

asus zenscreen pierwsze wrażenie

Instrukcje są po to, by ich nie czytać

Rozpakowałem wszystko. Pozornie najbanalniejszy element zestawu, czyli długopis, sprawił, że poczułem się jak szympans w kontakcie z zegarkiem. Metalowy, z matowym wykończeniem w kolorze grafitowym, bardzo elegancki. Ale do czego? Po prostu do pisania? Gadżet taki po prostu, promocyjny? 

asus zenscreen długopis

Otóż nie. W prawym dolnym rogu ekranu widnieje otwór o średnicy dopasowanej do długopisu. Tak, trzeba go tam umieścić, i wtedy urządzenie stoi bez użycia etui. Ponadto w wersji Touch długopis jest zakończony gumką do obsługi sensora dotykowego. Lećmy dalej.

Pierwsze (nie)uruchomienie

Kabel z obu stron wieńczą złącza USB-C, ponadto z użyciem dołączonego adaptera przekształcamy jedno z nich w klasyczne USB-A. Tak się składa, że mój telefon również dysponuje takim złączem, więc niewiele myśląc podpiąłem go do ekranu. I nic. Przycisk Power wyświetlił logo ASUS, zastąpione po chwili informacją o stanie baterii (100%, na bogato), i to tyle. Spróbowałem z komputerem – to samo, plus jakieś komunikaty z Windowsa o mało optymistycznym wydźwięku, że coś tam nie jest takie, jak być powinno. Samo życie.

Poddałem się i zerknąłem do instrukcji. Strzałki na grafikach wskazywały na przyciski sterujące ustawieniami ekranu, że przytrzymać 2 sekundy jeden, potem 5 sekund drugi, ale nie powiem, żeby to w czymś pomogło. Na telefonie powinno teoretycznie wszystko działać od razu, na PC przy połączeniu przez USB-A potrzeba sterownika (nie dotyczy USB-C i mini Display Port). No to cyk, sterownik pobrany, ale przy instalacji stwierdził, że on tu nie pasuje i arrivederci Roma. Poddałem się jeszcze bardziej (biała flaga wyprana w Vizirze) i pobrałem pełny manual ze strony producenta.

Wszystkie systemy sprawne, można ruszać… z grubsza

Oto co objawiła pełna instrukcja: do działania ze smartfonem ekran wymaga pobrania aplikacji DisplayLink. I faktycznie, to pomogło, na wyświetlaczu powielił się obraz z mojego telefonu. Pobawiłem się chwilę w grach, obejrzałem parę filmów na YouTube, sprawdziłem też, jak współpracuje z Netflixem. I muszę przyznać, że w mojej łepetynie zaczął kreować się zamysł wykorzystania tego gadżetu. Ale o tym za moment.

Wrażenia z tych kilku pierwszych chwil były raczej pozytywne. Nie zauważyłem większych opóźnień między źródłem a odbiornikiem, obraz czysty, dość ostry, kolory niezłe, opcji ekranu tyle, co w klasycznym monitorze. Sporo ustawień trybu wyświetlania, chociaż niestety tylko kilka z nich sensownych. Tu ciekawostka: język polski w menu to… „Angielski”. A angielski to „English”.

Wytykanie palcami

Model Touch, czyli dotykowy, na początku mnie zniesmaczył, ponieważ sterowanie dotykowe wołało o pomstę do nieba. W sumie jedyne, co mogłem zrobić, to zatrzymać i uruchomić ponownie film. W układzie panoramicznym pasek postępu wideo znajdujący się przy dłuższej krawędzi ekranu obsługiwałem… przy krótszej krawędzi. Chyba nie muszę dodawać, jak to się miało do wygody i precyzji.

Gdy telefon był w układzie portretowym i na ekranie ZenScreen obraz zajmował środek, strzałkę „wstecz” na ekranie mogłem obsługiwać przy samych krawędziach. No i brak przycisków wstecz, Home, itd. W naszym biurze można się było poczuć, jak w warsztacie szewca, gdy omal nie kupiłem książki dla dzieci w sklepie Google Play.

Rozwiązaniem okazała się kolejna aplikacja, nazwana po prostu ZenScreen Touch. O niej dowiedziałem się ponownie ze strony producenta. Po instalacji, przyznaniu uprawnień i połączeniu z ekranem zaczęło to funkcjonować jak należy. Pojawił się pływający widżet w kształcie pigułki, który po kliknięciu ujawniał brakujące wcześniej opcje wstecz, home, menedżer aplikacji i obrót ekranu.

asus zenscreen etui smart case

Warto jeszcze wspomnieć, że ZenScreen Touch do sterowania funkcjami ekranu ma „grzybek”, czyli pojedynczy przycisk wychylany w dwóch osiach. Niby fajnie, ale moje wielkie paluchy miały problem z komfortowym obsługiwaniem panelu ustawień. Jednak i tak to wygodniejsze niż dwa przyciski o funkcji zmiennej zależnie od kontekstu, jak w modelu ZenScreen Go.

ASUS ZenScreen on the Go

Bo widzicie, szanowni Państwo, zdarza mi się czasem podróżować autobusem lub pociągiem. Wojaże takie uprzyjemniam sobie często oglądaniem seriali na 5,5-calowym ekranie smartfona. Jest to męka dla oczu/kręgosłupa/rąk, zależnie od przyjętej pozycji. Próbowałem tego samego z laptopem, ale zwykle te półeczki na siedzeniach są po prostu za małe i wszystko leci (ta panta myges, taka nowa filozofia).

Niespodziewany ratunek

I teraz wchodzi on, cały na szaro. Rozstawiam sobie ten magiczny monitor i oglądam filmy czy seriale w podróży jak człowiek, który powstał z kolan. Na telefonie tylko uruchamiam wybrany tytuł i kładę w dowolnym miejscu w zasięgu kabelka. Model dotykowy to lepsze bajlando, ponieważ telefon może sobie spoczywać ukryty. Wbudowane głośniki może nie powalają jakością brzmienia, ale dają radę (o ile nie jest za głośno w otoczeniu).

asus zenscreen pionowa orientacja

Zacząłem szukać innych zastosowań tego urządzenia, starając się wziąć pod uwagę także potrzeby osób z innych branży. I wyszło mi na to, że to sprzęt dedykowany chyba przede wszystkim dla pracowników biurowych będących często w podróży lub krążących po biurze od spotkania do spotkania.

Ewentualnie dla grafików, którzy na co dzień używają stacjonarnego komputera, a na spotkanie z klientem biorą tylko podgląd. Czemu nie laptop? Może nimi gardzą, nie wiem… Albo mają potwora 21” i noszenie go grozi kalectwem. Tu mamy ekran o przekątnej przeciętnego laptopa i bardzo małej wadze. W każdym razie jestem w stanie wymyślić kilka scenariuszy, w których ASUS ZenScreen Go ma sens.

MC ASUS – Can’t touch this

Wersja Touch natomiast… tu mam nieco więcej zastrzeżeń. Ponieważ w gruncie rzeczy to taki obkrojony tablet, tylko większy. Ok, prezentacja wyników sprzedaży nowego żelu pod prysznic z możliwością powiększenia wykresu gestami, zmiana slajdów itd., ale to samo można zrobić na tablecie, przy okazji łącząc się bezprzewodowo z projektorem lub komputerem. 15,6” to nie jest rozmiar stosowny do prezentacji. Żona zasugerowała czytanie wielkoformatowych gazet… Być może to mój sceptycyzm albo brak wyobraźni, jednak nie przekonuje mnie to.

monitor asus zenscreen

Owszem, mając ubogi w złącza laptop można podpiąć się do niego przez USB, podłączyć dodatkowy monitor i pracować na trzech ekranach. Ewentualnie pracować na dwóch, a na jednym oglądać teledyski lub gameplaye pauzowane za dotknięciem palca 😊 Każda potwora znajdzie swego amatora.

Ocena monitorów ASUS ZenScreen — czy warto je kupić?

Muszę jakoś podsumować ten czas spędzony z ekranami przenośnymi ASUS ZenScreen. Najprościej byłoby napisać, że ekstra, świetnie się bawiłem. I poniekąd to prawda, bo filmy, gry czy zdjęcia z telefonu odpalone na większym wyświetlaczu to przyjemna możliwość. Wykonanie sprzętu stoi na bardzo wysokim poziomie, ma dobre jakościowo materiały, elegancki design, wydajną baterię i przyjemny obraz. Świetnym patentem jest etui Smart Case, które nie tylko chroni matrycę, ale służy także jako podstawka, dzięki zagięciom i magnesom.

Można się przyczepić do niemal bezużytecznej instrukcji z pudełka czy umiarkowanie wygodnego menu, jednak to bolączka, która towarzyszy tylko na początku. Najgorsza jest ta skromna funkcjonalność. Gdyby dało się obraz przesyłać bezprzewodowo, wachlarz możliwości poszerzyłby się kilkukrotnie. Być może kogoś skusi to, co już jest oferowane przez urządzenia ZenScreen, jednak w przypadku mojej skromnej osoby byłby to przez większość czasu zbieracz kurzu na szafce. W skali szkolnej dałbym czwórę na szynach. No, może z minusem na zachętę, bo potencjał jest.

Minusy

  • cena
  • połączenie tylko po kablu, co zajmuje gniazdo ładowania telefonu
  • umiarkowanie wygodna obsługa menu

Plusy

  • jakość wykonania
  • obraz
  • sterowanie dotykowe w modelu Touch
  • etui Smart Case
  • długopis (jest naprawdę ładny i dobrze się nim pisze)
  • kompatybilność z urządzeniami Android i Windows
  • wytrzymała bateria
  • duża przekątna przy niskiej wadze

Monitor ASUS ZenScreen Go MB16AP kupisz w x-kom