Recenzja Dying Light 2 – najlepsza gra 2022 roku?

Jesteśmy już po premierze Dying Lighta 2, który przeszedł krętą drogę i powstawał ponad 7 lat. Czy już na początku 2022 mamy kandydata do najlepszej gry roku? Wiele na to wskazuje. Twórcy przez długie miesiące zachwalali swoje dzieło i z pewnością nie były to puste słowa, bo gra jest naprawdę udana. Poniżej znajdziesz listę powodów, dla których warto posiadać ją w swojej bibliotece.

Początek roku z Dying Light 2. Dobry moment na premierę

Wiele fanów czekało na moment premiery Dying Light 2 od momentu wydania kultowej już jedynki. Pierwsza część miała swoją premierę w 2015 roku i od tego momentu upłynęło 7 długich lat. Sequel produkcji został ogłoszony na konferencji prasowej Microsoftu podczas targów E3 2018 odbywających się w Los Angeles. Rok później w tym samym miejscu otrzymaliśmy nieco więcej szczegółów na temat samej rozgrywki i intrygujący zwiastun.

Pomimo zapewnień prezesa Techlandu, Pawła Marchewki, że Dying Light 2 ukaże się już w 2021 roku, tak się nie stało. Było to prawdopodobnie spowodowane pandemią oraz faktem, że z wrocławskiego studia odeszło kilka cennych postaci odpowiadających za najnowszą produkcję. Nic jednak nie powstrzymało deweloperów, żeby już na początku 2022 roku, dokładniej 4 lutego odbyła się światowa premiera na wszystkie generacje konsol i komputery stacjonarne.

Dying Light 2 baza renegatów

Abstrahując od wszystkich niepowodzeń i opóźnień, osobiście wolę poczekać dłużej na grę, jednak żeby ta była bardziej dopracowana. I tak w przypadku Dying Light 2 się stało, bowiem grając już w tytuł przedpremierowo, po kilkunastu godzinach dopiero natrafiłem na pierwszego buga i to jeszcze nieznacznego. Natknąłem się także na kilka bardziej irytujących, jednak o nich opowiem trochę później.

Osobiście jestem zachwycony, że gra wyszła już w lutym, bo jest to kawał solidnej produkcji i może dać do myślenia innym twórcom, którzy w tym roku planują wypuścić swoje dzieła. Teraz Dying Light 2 jest swoistym szeryfem do tego, żeby inni utrzymywali pewien przyzwoity poziom i dopracowali swoje twory jeszcze bardziej. Pod nosem uśmiecham się, że tak się właśnie stało, bowiem Techland wyciągnął swoistego asa w rękawie. As ten składa się z wielu elementów. Jakich? Tego dowiecie się po przeczytaniu tej recenzji.

Parkour, krew i potwory

Jak dowiadujemy się z intra, zaraza panosząca się po Harran, mieście, w którym toczyła się rozgrywka poprzedniej części, została pokonana. Naukowcy wynaleźli szczepionkę, jednak potajemnie w dalszym ciągu eksperymentowano na wirusie, próbując go zmodyfikować i przekształcić broń. W taki o to sposób kilkanaście lat później świat znów musi mierzyć się z tym samym syfem, w dodatku bardziej zmutowanym.

Dying Light 2 zombie

Głównym bohaterem produkcji stworzonej przez nasze rodzime studio jest Aiden Caldwell, co prawda jego droga nie łączy się z Kylem Cranem (protagonistą Dying Light z 2015 roku), jednak podobnie jak ten, będzie musiał zmierzyć się m.in. z zagadkami zostawionymi przez GRE (Globalny Resort Epidemiologiczny). Nie jest jednak posłańcem organizacji, mającej na celu walczyć z wirusem zamieniających ludzi w zombie, a ofiarą jej nieludzkich eksperymentów. W przeszłości wraz z siostrą spędził on sporo czasu w ośrodku badawczym GRE. Aiden nie pamięta zbyt dobrze swojej przyszłości, od czasu do czasu nękają go jedynie wizje, które nie mówią zbyt wiele o jego tożsamości. Kojarzy on jednak imię doktora – Waltz.

Jak się pewnie domyślacie, ta niewielka poszlaka jest dobrym pretekstem, aby wyruszyć w poszukiwaniu zaginionej siostry, z którą został rozdzielony. Bohater postanawia zostać pielgrzymem, czyli swoistym wyrzutkiem niemającym stałego domu, przemierzającym pustkowia, aby dojść z miasta do miasta i przekazać cenne informacje lub przedmioty. Przez eksperymenty, które na nim przeprowadzano, jest on znacznie wytrzymalszy od innych ludzi, jednak w pewnym momencie zostaje zainfekowany przez zombie i choć wykazuje on dużo większą odporność od innych ludzi, to od czasu do czasu postępowanie infekcji jest zauważalne. Zwłaszcza możliwości przebywania w ciemności są ograniczone, bowiem w mroku odporność znacznie spada, a Aiden zaczyna się przemieniać.

Opowieść rozpoczyna się gdzieś na obrzeżach miasta oczywiście od parkoury, a właściwie jego podstaw, ponieważ właśnie wspinając się na szczyt góry, poznajemy podstawowe mechaniki poruszania się, a chwilę później walki i przeszukiwania lokacji. Trzeba przyznać, że twórcy się postarali, żeby przejść cały prolog, musimy poświęcić dobre 3 godziny naszego czasu, a jak wiadomo, same początki historii nie bywają zbyt porywające. Jednak jak już wsiądziemy do tego wagonika, wjedziemy na sam szczyt, to później zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki – więc nawet jeśli przy początku będziecie ziewać, zdecydowanie warto się przemęczyć.

Dying Light 2 wiatrak

To moje wybory

Uciekając przed hordami nieumarłych i bandytami w krótkofalówce Aidena odzywa się pewien głos. Okazuje się, że ten tajemniczy jegomość, to Hakon, tutejszy „biegacz”, który tak jak my sprawnie porusza się przez przeszkody i po dachach budynków. To wraz z nim odkrywamy po raz pierwszy Stary Villedor, to on pomaga nam się tu odnaleźć, przeżyć i dostać się do centrum miasta. To ostatnie jednak okazuje się nie takie proste, bowiem, żeby tam dotrzeć, należy przejść przez tunele metra, które szczelnie obstawione są przez Stróżów Prawa (w skrócie SP). Zrobili oni sobie z budynku stacji swoją bazę.

Po drugiej strony barykady są Ocaleńcy, Ci mieszkają na „Bazarze”, który wcześniej był tak naprawdę kościołem, jednak nowa sytuacja zmusiła ludność do zmiany przeznaczenia tego budynku. Istnieje jeszcze jedna frakcja bandytów, czyli tzw. Renegatów, jednak z tymi nie będziemy nawiązywać żadnych głębszych interakcji. Całość rozgrywki opiera się pomiędzy wykonywaniem misji dla SP-ków i ocalałych, to tutaj możemy podejmować wiele wyborów i opowiedzieć się, za którąś ze stron. Gra jednak nie umożliwia stworzenia ręcznego zapisu, więc nie miałem okazji przetestować kilka wyborów i nie wiem, jak one oddziaływałyby na samą rozgrywkę. Oglądając natomiast na YouTube zakończenia, wiem jedno – różnią się one od siebie nieznacznie. Chociaż osobiście celując w bardziej pozytywne zaskoczenie, wcale w nie nie trafiłem

Dying Light 2 bazar

Czasem jednak przyjdzie nam podejmować decyzje moralne, które mocno oddziałują na emocje gracza. Ma to miejsce zazwyczaj podczas wykonywania misji dodatkowych (pobocznych) i wykonywania aktywności, które napotkamy podczas przemierzania lokacji. I w ten sposób to my czasem stajemy się panami życia i śmierci, decydując, czy dana postać zachowa życie, a może je straci. I powiem Wam, te wybory wciągają tak samo mocno jak seriale, dlatego cały czas chcemy kolejny, kolejny i kolejny. Wiele dialogów i sytuacji zapada w pamięci na długo, a ręka na myszce się poci.

Wspominając o dialogach, warto dodać, że są one w pełni przemyślane. Każda postać świetnie wrysowuje się w uniwersum apokaliptycznej wizji świata, jednak tak, jak w rzeczywistości – żyją one dalej, bo przecież świat się jeszcze nie skończył. W taki oto sposób stykamy się z różnymi światopoglądami – od pacyfistów, przez drobnych rzezimieszków, aż po morderców. Z niektórymi ciężko nawiązać jakąś więź emocjonalną, a z innymi wręcz przeciwnie, są oni tak pozytywnymi postaciami, że nasze serce mięknie. I tu chapeau bas w stronę Techlandu, świat przedstawiony stoi na najwyższym poziomie i śmiem to twierdzić jeszcze bez opisania zombiaków.

Dying Light 2 stróżowie prawa

Wiatraki, wieże ciśnień i elektrownie i metro

Jak to na grę w otwartym świecie przystało, w Dying Light 2 jest sporo rzeczy do robienia. Z pewnością nie da się tutaj nudzić. Mnie osobiście wciągnęło naprawianie kolejnych wiatraków, żeby wokół nich mogły się tworzyć mini-osady i naprawianie instalacji w elektrowniach. Te zajęcia były dość czasochłonne, bo żeby dostać się na taki wiatrak, trzeba było się sporo nawspinać, co było utrudnione zwłaszcza na początku, gdy Aiden nie był zbytnio wytrenowany. Elektrownie natomiast wymagały dawki planowania, aby odpowiednie przewody podłączyć w odpowiednich miejscach i uruchomić generatory, kable miały określoną długość, co było dodatkową komplikacją.

Po przywróceniu sprawności w tych przybytkach możemy zdecydować, komu chcemy je przekazać, oczywiście mamy do wyboru zwykłych ludzi lub stróżów prawa. Gdy to zrobimy, w ich rękach będzie cała dzielnica, w której Ci pierwsi umieszczą różne elementy do parkouru, takie jak tyrolki, wyskocznie czy rampy. Natomiast drudzy rozmieszczają pułapki i inne narzędzia do zabijania przeciwników, pomagają one np. w ucieczce przed hordą wirali (tak w Villedor mówi się na zombie). Ostatecznie to komu przekażemy władzę, nie ma żadnego znaczenia dla opowieści.

Nie zawsze miałem ochotę wlec się na drugi koniec miasta, tylko żeby oddać zadanie lub porozmawiać z jakąś postacią. Do szybszego transportu służą kanały metra, które działają jak swoiste teleporty, jednak żeby z nich skorzystać, najpierw trzeba je odblokować. Jak to zrobić? To zależy, niektóre stacje przejęte są przez renegatów, w innych zaś koczują zombie. Jak się pewnie domyślacie, jeśli nie chcecie ściągnąć na sobie chmary zarażonych, do takich miejsc lepiej wchodzić nocą, gdy Ci wychodzą na ulicę. Z renegadami natomiast nie ma zbyt dużej różnicy, osobiście wolałem przechodzić wokół nich, skradając się, a nie wdawać w otwarty konflikt. Stację uruchamia się poprzez włączenie generatorów, kiedy to nastąpi, miejsce to oddawane jest SP-kom lub ocaleńcom, w zależności od tego, kto włada terenem.

Dying Light 2 mapa

Te mechaniki da się lubić

Techland skupił dużą uwagę na mechanikach skakania i walki. Jeśli graliście w pierwszą część DL, to z pewnością pamiętacie, że było bardzo dobrze, a teraz? Jest jeszcze lepiej! Serio nie mam pojęcia, jak zrobili to deweloperzy ile wysiłku i ciężkiej pracy w to włożyli, ale mechaniki są dopracowane do perfekcji. Walka to prawdziwa krwawa jatka z dużą ilością obrotów i tricków, po prostu majstersztyk. Oczywiście istnieją możliwości rozwoju w dwóch płaszczyznach – walki i parkouru. W trakcie gry zbieramy także inhibitory, które są niezwykle rzadkie. Możemy wykorzystać je do zwiększenia zdrowia lub wytrzymałości, niezależnie co wybierzemy, zwiększa się także nasza odporność. Jest to tak naprawdę czas, w jakim możemy przebywać w ciemności lub w pobliżu toksyn wydzielanych przez chemikalia GRE.

Dying Light 2 odporność na toksyny

Parkour

Zacznijmy jednak od początku to, w jaki sposób wrocławskie studio zachęca nas do eksploracji miasta, jest genialne. Praktycznie na każdym dachu znajdziemy jakąś aktywność, znajdźkę, zadanie poboczne lub skrzynkę. Oczywiście na szczyt nie prowadzi żadna drabinka, a wszystko musimy osiągnąć przy pomocy siły mięśni naszego bohatera. Wykorzystujemy każdy element otoczenia, od rynny, po klimatyzator czy zwisającą linę. W miarę rozwoju drzewka umiejętności dodatkowych tricków takich jak mocne wybicie, wślizgi, czy nawet skoki po głowach przeciwników przybywa. Świetnie urozmaica to rozgrywkę, pozwala docierać do punktów destynacji w krótszym czasie, a także przydaje się w walce.

Walka

Skoro już mowa o walce, nie można pominąć także tego aspektu. Co prawda jestem fanem skradania się w grach, jednak sekwencje walki skradły moje serce. W zależności od wykorzystywanego oręża przeciwnicy zachowywali się inaczej, a tego do wykorzystania jest naprawdę sporo (ale o tym zaraz). Muszę Wam powiedzieć, że walka z ożywieńcami nie jest jakaś skomplikowana. Przechodziłem Dying Light 2 na średnim poziomie trudności i nigdy nie miałem problemu poradzić sobie nawet z większą ekipą, która chciała mi dokopać. Co warto zaznaczyć, przejście na wyższy poziom nie powoduje zwiększenia ilorazu inteligencji zombiaków, a jedynie ich paska życia, co przekłada się na dłuższy czas okładania ich kijem bejsbolowym i jego szybszą degradacją. Oczywiście występują tu także swoiści bossowie, z którymi dużo ciężej jest sobie poradzić, jednak przekłada się to na bieganie wokół nich i wykorzystywanie elementów otoczenia takich jak butle z gazem czy włócznie.

Dying Light 2 zabójstwo

W rozprawianiu się z bandytami, czy jak kto woli renegatami, świetnie sprawdza się połączenie mechaniki walki z parkourem. Tutaj faktycznie często czułem sporą presję, zwłaszcza, jak przeciwko mnie walczyło kilka typów przeciwników. Tutaj uwielbiałem wykorzystywać kolejne umiejętności odblokowywane w drzewku. Uniki, przeskakiwanie przez przeciwników, podcinanie nóg czy nawet skoki z wysokości i miażdzenie im głów. Wszystko to faktycznie da się wykorzystać w walce i jest niezwykle płynne. Co by było bez tego? Z pewnością dużo więcej razy bym zginął, a samo naparzanie kolejnych wrogów stałoby się monotonne – „finiszery” są wręcz kinematograficzne, to naprawdę najwyższa półka w świecie gier.

Zaraz będzie ciemno, czyli noc w grze o zombiakach

Jeśli graliście w poprzednią odsłonę Dying Light, to z pewnością pamiętacie, że tamtejsze potwory były niezwykle potężne, dlatego zazwyczaj nie wychodziło się na nocne eksploracje. Techland tym razem postanowił trochę podrasować nocne wędrówki i wręcz zachęcić graczy do opuszczania bezpiecznych schronień. Do dyspozycji oddano wiele nocnych aktywności takie jak chociażby anomalie, w których musimy mierzyć się z potężnymi bossami lub przeszukiwanie budynków, bo jak wcześniej wspomniałem, nocą wirale wychodzą na ulice, a my możemy przetrzepać miejscówki, w których jest sporo ciekawego ekwipunku.

Żeby nie było zbyt łatwo, gdy nastaje noc na ulicach Villedor pojawiają się rodzaje zombiaków, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Jeden z nich pluje toksycznym jadem, który nas w bardzo szybki sposób zabija, inny jest nader zwinny w porównaniu do reszty pobratymców, jednak najgorszy jest wyjec. Nie ma on co prawda silnego ataku, ani nie jest trudny do unicestwienia, ale jak sama nazwa wskazuje – wyje. Wyje, wołając wszystkie potwory w okolicy, a te rozpoczynają za nami pościg niczym w Grand Theft Auto. Tak, to całkowicie nowa mechanika, łącznie pościgu są 4 poziomy, a na każdym z nich przybywa nowy rodzaj ścigających.

Dying Light 2 noc

Aby ujść z życiem „wystarczy” dotrzeć do którejś z bezpiecznych stref ze światłem UV. Te znajdują się w obozowiskach lub odblokowanych przez nas wcześniej schronieniach rozsianych po całej mapie. Polecam w ciągu dnia rozszerzyć sobie siatkę takowych. Wystarczy do nich dotrzeć, odpalić generator prądu i voila. Co prawda wydaje mi się, że same pościgi mogłyby być trochę bardziej zabójcze, bo bez problemu z każdego udało mi się ujść z życiem. Na 4 poziomie zginąłem, ale zrobiłem to z pełną świadomością, bowiem musiałem gonić się z zombie kilka dobrych minut, a w międzyczasie miałem wiele okazji na ukrycie się. Dobra rada, jeśli chcecie przeżyć, trzymajcie się dachów, a nie ulic.

Katany, łuki, paralotnie i inne gadżety

Twórcy oddali graczom do dyspozycji szeroki arsenał wyposażenia. Aby je zdobyć, możemy sypnąć groszem i dokonać zakupów u handlarzy, albo eksplorować świat gry i podnosić to, co znajdziemy na ziemi lub w skrzynkach. Aiden może na siebie przyodziać kilka typów odzieży, od rękawiczek, przez buty, po maski, a każdy z nich posiada swoistą rangę (kolor tła, na jakim się znajduje, może być to np. szary, fioletowy albo złoty, który jest najlepszy). Oczywiście wraz z jakością odzieży zwiększa się pancerz, czy statystyki takie jak szybsze leczenie, wolniejsze zużywanie wytrzymałości lub lepsza walka bronią białą. Każdy element posiada także oznaczenie, do jakiej klasy postaci jest. Nie ma to zbyt dużego wpływu na grę, bowiem wszystkie możemy dowolnie mieszać, jednak każdy z osobna dodaje inne bonusy. W przeciwieństwie do oręża ubiór nie niszczy się podczas walki, ani nie można go ulepszać.

Dying Light 2 handlarz

Jeśli już przy broniach jesteśmy, to na wstępie mogę rzec, że Techland po raz kolejny odrobił zadanie domowe. Wszystkie elementy, z których są one wytworzone, można by znaleźć w warsztacie wujka Stasia, więc idąc tym tropem i w czasie apokalipsy zombie nie byłyby trudne do zdobycia. Mowa tutaj o kiju bejsbolowym ze wbitymi gwoździami, siekierę zrobioną z piły tarczowej, czy kawałek deski. Są też bardziej egzotyczne narzędzia zbrodni jak chociażby katany, topory czy kastety. Podobnie jak w przypadku ubrań, tutaj także istnieje podział na rangi, a ponadto wiele przedmiotów można ulepszać. Ulepszenia można nabyć u handlarzy, a następnie montować je w broniach posiadając wymagane części. Dają one takie możliwości jak np. miotacz ognia, czy kopnięcie prądem. Jeśli chodzi o aspekt wizualny, to do oręża można dołączyć także zdobywane w trakcie gry przywieszki.

Do ataków z dystansu świetnie nadają się łuki i kusze. Tej drugiej nie udało mi się zdobyć, ale na YouTube już jest wiele materiałów jak ją odnaleźć. Niestety samych broni dystansowych nie możemy modyfikować, ale to nic. Z pomocą przychodzą nam strzałki, od zatrutych, po wybuchające lub elektryczne. Jest możliwość ich ulepszania, także w miarę postępów w grze mogą być one jeszcze potężniejsze.

Bronie posiadają ograniczoną żywotność i nie da się ich naprawiać. Oznacza to, że nie przywiążemy się na dłużej do danego typu wyposażenia. Ale są też tego plusy, ponieważ możemy przetestować mechaniki walki innymi typami (od obuchowych, po jedno i dwuręczne). Sam nie przykładałem jednak uwagi w późniejszym etapie gry do tego, czym walczę. Korzystałem z tego co akurat miałem pod ręką i zadawało całkiem fajne obrażenia. Oczywiście niektóre bronie miały boosta do walki w nocy, inne były przeznaczone dla ludzi, a jeszcze inne zadawały częściej krytyki. Dla mnie to nie miało znaczenia, tak samo jak dałem sobie spokój z ulepszeniami. Po prostu walka nie jest jakimś skomplikowanym aspektem gry jeśli umiejętnie wykorzystujemy mechaniki parkouru.

Dying Light 2 łuk

Deweloperzy przygotowali dla gracza także ciekawe gadżety, jednym z nich jest latarka UV, którą możemy spowalniać ścigających nas nieumarłych, natomiast dwa ważniejsze to paralotnia i lina z hakiem znana z pierwszej części gry. Oba przedmioty nie są z nami od samego początku, a odblokowujemy je w miarę postępów w fabule. Paralotnie dodatkowo można ulepszać, dzięki czemu nasze loty są dalsze, a bohater wolniej traci wytrzymałość. Linka natomiast nie służy do przyciągania się do danego miejsca, a jedynie szybkiego podróżowania i wykorzystywania elementów otoczenia rodem ze Spider-Mana.

Te pozornie nieistotne rzeczy mają spory wpływ na rozgrywkę. Jeśli nauczymy się ich umiejętnie używać, to znacznie usprawniają one poruszanie się po mapie, pozwalają docierać na nowe budynki i po prostu wnoszą dużą dawkę frajdy do rozgrywki.

Ten świat da się kochać, słów kilka o grafice

Jak już wcześniej wspomniałem, twórcom bardzo dobrze wyszło odzwierciedlenie świata w trakcie apokalipsy zombie. Potwory wyglądają przerażająco, bronie prymitywnie, porzucone samochody, a miasto jest zarośnięte i zdewastowane, jakby nikt tu nie mieszkał od pokoleń. Zespół grafików przywiązał dużą uwagę do szczegółów takich jak chociażby grafiti, czy zapierające dech w piersiach zachody i wschody słońca. Przyznam się szczerze, że wielokrotnie zatrzymywałem się na jakimś wysokim budynku i po prostu delektowałem widokiem, wiele z nich potrafi nacieszyć oko.

Grałem na wysokich ustawieniach graficznych i nie podobała mi się natomiast animacja wody oraz te żółte chemikalia, które były rozpylane przez GRE, wydawały się one jakieś takie, jak z taniej gry akcji. To samo wrażenie miałem w przerywnikach, w których Aiden wracał do przeszłości – to dało się zrobić zdecydowanie lepiej.

Dying Light 2 chemikalia GRE

Jeśli chodzi o twarze postaci to Techland wykonał je w charakterystyczny dla siebie sposób i przechodzi to od skrajności w skrajność. Niektórzy NPC wyglądają praktycznie jak wyjęci z realnego świata, inni natomiast to bajkowe, przerysowane karykatury. Nie mogę także niczego dobrego powiedzieć o mimice, ma się ona nijak do tekstów wypowiadanych przez postacie. Wygląda to tak, jakby deweloperzy mieli wielki słój, z którego losowo wyciągali gesty, które dani bohaterowie będą wykonywać.

Czy dubbing daje radę?

Proszę, nie zmuszajcie mnie do poruszania tego zagadnienia. Dubbing w grze jest, w zasadzie to jest ich wiele (oprócz włoskiego hehe), jednak wydaje mi się, że to zwykłe grzecznościowe posunięcie ze strony wrocławskiego studia. No bo jak to polska gra bez polskiego dubbingu? Odbiega on znacznie poziomem od tego anglojęzycznego, niektóre dialogi wydają się drętwe, a czasem rozmowy pomiędzy postaciami się w ogóle nie kleją. Jednak o gustach się nie dyskutuje, a jeśli komuś nie odpowiada polska wersja językowa, to zawsze może się przenieść na inną. Mam nadzieję, że z upływem czasu zostanie to poprawione, jednak w momencie ogrywania przeze mnie gry, nie było możliwości oddzielnego wyboru języka napisów i dialogów, co w moim mniemaniu jest nieco słabe.

500 godzin ciągłej zabawy? Tylko dla najwytrwalszych

Przed premierą Dying Light 2 twórcy wspominali, że gra będzie w stanie zaoferować 500 godzin rozgrywki. Sam w produkcji spędziłem niecałe 50 godzin, udało mi się zrobić kilka pobocznych aktywności i zadań, trochę poskakać po mapie i ukończyć wątek główny. Jeśli miałbym więcej czasu, to myślę, że eksplorując świat, mógłbym spędzić spokojnie drugie tyle godzin bez chwili nudy. Liczba podana przez deweloperów wydaje mi się możliwa jedynie wtedy, jeśli przechodzilibyśmy grę od nowa, sprawdzając wszystkie wątki fabularne i ścieżki wyborów z dodatkowo włączonym najwyższym poziomem trudności, który znacznie wydłuża bijatyki.

Dying Light 2 wspomnienia Aidena

Szkoda, że Techland nie zdecydował się na wprowadzenie trybu New Game Plus, jaki chociażby znamy z Metro Exodus. Umożliwiałby on po przejściu głównego wątku fabularnego ponowne przejście gry, jednak z zachowaniem wszystkich umiejętności czy nawet ekwipunku. No bo wiecie, jeśli jesteście już wykokszonym na siłowni Aidenem, który wspina się po ścianach niczym człowiek pająk, to nie chcecie wracać do czasów przed jego świetnością i jest to całkiem zrozumiałe.

Grając w Dying Light 2 jeszcze przed Day One Patchem, który z tego co mi wiadomo, poprawił ponad 1000 błędów, sam ich zbyt wiele nie uświadczyłem. Owszem kilkukrotnie zablokowałem się na jakichś niewidocznych czy źle wymodelowanych elementach, ale to jestem w stanie wybaczyć. Nie jestem w stanie wybaczyć natomiast komplikacji, które wystąpiły w momencie zakończenia wątku fabularnego. Otóż pojawił mi się czarny ekran i co? I nic, resety, sprawdzanie spójności plików czy szukanie aktualizacji na nic się nie zdały. Niestety sam przerywnik końcowy musiałem obejrzeć na YouTube już po premierze gry, a szkoda, bo niedosyt pozostał.

Czy warto pograć w Dying Light 2? Krótkie podsumowanie

Dying Light 2, to produkcja, na którą od momentu zapowiedzi jest duży hype i miała ona spory potencjał. Czy został on wykorzystany? W mojej ocenie tak. Główny wątek fabularny wciąga jak diabli, a my chcemy więcej i więcej wiedząc, że już dawno powinniśmy pójść spać. Nawet możemy nieźle się wczuć w zadania poboczne, które także w pewien sposób oddziałują na nasze emocje. Dodatkowo możliwości podejmowania ważnych decyzji zostały świetnie zaimplementowane i pojawiają się w doskonałych momentach.

Dying Light 2 kiedy premiera

Otwarty świat nie tylko robi wrażenie, ale również nie wieje nudą. Naprawdę jest co robić, od wspinania się na wiatraki, przez przeszukiwanie opuszczonych kryjówek, po przetrząsywanie metra. Bawiąc się w DL2 kilkukrotnie byłem utwierdzony, że już za moment dojdę do endgame, a gra się skończy. Jakie było moje zdziwienie, jak się tak nie stało. Okazywało się, że nie jestem nawet w połowie. Warto wspomnieć jeszcze raz o systemie rozwoju postaci, bo w przeciwieństwie do ulepszania broni, ten jest całkiem interesujący i odblokowuje sporo nowych opcji.

Dla osób lubiących grać w większym gronie mogę tylko napomknąć, że istnieje możliwość grania w kooperacji, jednak tego jeszcze nie testowałem. Jeśli zastanawiasz się nad kupnem Dying Light 2, to już tego nie rób, tylko sięgnij do portfela, tę grę musisz mieć w swojej bibliotece. Może na następnym spotkaniu prezydent Duda przekaże egzemplarz gry Bidenowi, tak jak niegdyś zrobił to Tusk z Obamą, wtedy ten drugi dostał Wiedźmina 3. Niemniej uważam, że już na początku roku, mamy solidnego kandydata do najlepszej gry 2022. Gdyby moje argumenty Cię nie przekonały, to powtórzę, że jest to gra polskiego studia. No co Ty, polskiej gry nie kupisz?

Minusy

  • banalny system ulepszeń broni
  • niedopracowana ekonomia (za sprzedawane rzeczy zarabiamy zbyt dużo)
  • zbyt łatwi do pokonania przeciwnicy
  • średniej jakości polski dubbing
  • brak możliwości ręcznego zapisu
  • słaba mimika

Plusy

  • dobra optymalizacja
  • przemyślana i wciągająca fabuła
  • wzbudzające emocje postacie i dialogi
  • możliwość dokonywania wyborów mających wpływ na dalszą rozgrywkę
  • zapierające dech w piersiach widoki i ciekawe lokacje
  • otwarty świat z mnóstwem dodatkowych aktywności i zadań
  • doskonała mechanika parkouru
  • angażująca, krwawa walka
  • dodatkowe gadżety (np. latarka UV i paralotnia)
  • różne typy przeciwników

Ocena redakcji

9/10
PL - Rekomendacja