Horizon Forbidden West – oficjalny gameplay z wersji PS5 wygląda fenomenalnie

Po raz pierwszy kontynuacji Horizon Zero Dawn mogliśmy się przyjrzeć w czerwcu ubiegłego roku, kiedy to zaprezentowano graczom jej zapowiedź. Ale w tym tygodniu Sony zaprosiło na oficjalny pokaz materiału z rozgrywki w Horizon Forbidden West, który odbył się w ramach State of Play. I muszę to powiedzieć – gameplay z wersji PS5 to next-gen, na którego czekaliśmy.

Horizon Forbidden West na PS5 – pierwszy gameplay

Pierwszy materiał z rozgrywki w Horizon Forbidden West na PS5 liczy sobie blisko 14 minut. Rozpoczyna się przerywnikiem filmowym, a następnie przyglądamy się chwilę eksploracji i akcji, której pod wodą też nie brakuje. Przede wszystkim jest to jednak materiał typowy dla pierwszych pokazów nadchodzącej gry wideo, to znaczy przedstawia skrupulatnie zaplanowany i liniowy fragment rozgrywki. Rzućcie okiem.

I tym, co w to oko, a raczej oczy, będzie się rzucać, jest grafika. Horizon Forbidden West na PS5 wygląda tak, jak wyobrażalibyśmy sobie grę na najnowszej generacji. Wydaje się, że wykorzystuje w pełni potencjał sprzętu, na który ma trafić. Niestety wraz z prezentacją nie podano żadnej daty premiery gry, ani nie dostaliśmy żadnych informacji na temat technikaliów.

Next-genowość zachwyca, ale czy gra rzeczywiście taka będzie?

Przypominam sobie negatywne komentarze pod pierwszymi materiałami z Fallout 4 z zarzutami dotyczącymi oprawy audiowizualnej tytułu. Finalnie jednak dostaliśmy grę, która w niczym nie różni się od swojej pierwotnej wersji – zwyczajnie wyglądała autentycznie już na samym początku. To w przeciwieństwie do tego, do czego przyzwyczaja nas taki Ubisoft – do słynnego downgrade, czyli do pogorzenia jakości grafiki w celu osiągnięcia lepszej wydajności w ostatecznej wersji produktu.

W przypadku gier u Sony mamy takie fifty-fifty, o czym rzadko się mówi, a ja chętnie się z tym wtrącę. Przy grach ekskluzywnych na PlayStation 4 swego rodzaju downgrade również mogliśmy zaobserwować. Pierwszy materiał z gry God of War robił wrażenie, jako że obraz był bardziej konsekwentny od ostatecznej wersji, o innym oświetleniu i lepszym cieniowaniu, a fizyka skór czy futer była trochę śmielsza. Miał tę „filmowość”, czyli to, co grom na tej platformie szczególnie towarzyszy. God of War, w którego możemy zagrać dzisiaj, otrzymał wiele poprawek, ale tekstury nie są tak wymagające jak cienie. Obraz stał się ostrzejszy i już bardziej przypominał grę wideo.

Pierwszy gameplay z Horizon Forbidden West raczej utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli już będzie tak wyglądać, to na pewno nie zaoferuje więcej niż 30 FPS (nawet sam materiał zamknął się na tylu). Przypuszczam, że w grze zobaczymy zarówno tryb jakości, jak i wydajności. A jak ten jakości będzie wyglądać rzeczywiście, przekonamy się w dniu premiery gry, która – mam nadzieję – ukróci mój sceptycyzm. Tak czy siak tym 30 klatkom na sekundę nie miałbym absolutnie nic przeciwko, bo jestem za jakością, którą gry w obozie niebieskich mogą chwalić się najbardziej.