Długość nie zawsze ma znaczenie – nasze przemyślenia po ukończeniu The Last of Us Part II (UWAGA! SPOILERY)

Wraz z Kamilem Gajdkiem przeszliśmy The Last of Us 2 niemal na jednym tchu, wciągając nosem prawie 30 godzin rozgrywki na raz. Na co dzień lubimy różne gatunki gier, dlatego też postanowiliśmy podzielić się z Wami naszymi niekiedy mocno różniącymi się od siebie opiniami na temat nowego dzieła studia Naughty Dog. Od razu ostrzegam, będą spoilery.

Jaka piękna apokalipsa! – technikalia gry

Igor

To, że The Last of Us 2 piękną grą jest, nie podlega wątpliwości. Na screenshotach prezentuje się genialnie, ale prawdziwy jej urok ukazuje się w trakcie gry (i ruchu). Zwiedzając najróżniejsze zakamarki Seattle i część Kalifornii za każdym razem zbierałem szczękę z podłogi na widok sklepów, domów, mieszkań czy ogólnie całych zniszczonych budynków. Ilość szczegółów jest porażająca! Każda lokacja ma własny temat i duszę, nie ma zwykłych zapychaczy, wypełniających przestrzeń w trakcie podróży.

Przykładowo zwiedzając jeden z domów szeregowych natrafiłem na dwa pokoje dziecięce, młodszego i starszego rodzeństwa. W pokoju młodszego na ścianach były wymalowane drzewka i ogólnie całe pomieszczenie było w tematyce zwierząt, w drugim pokoju dominowały natomiast plakaty zespołów rockowych i metalowych. Co ciekawe na rogu pokoju gościnnego znalazłem kreski, pokazujące wzrost dzieci w różnym ich wieku. Malutki smaczek, który uwiarygadnia wizję twórców.

Statyczne obrazy to jedno, zupełnie inną kwestią są natomiast animacje. Naughty Dog potrafi zaprojektować fantastyczne, naturalne animacje poruszania się i walki, ale prawdziwe mistrzostwo osiągnęli w TLOU 2 przy animacji twarzy. Oczywiście po części jest to zasługa bardzo dobrych aktorów, użyczających głosu i ruchów twarzy widzianym na ekranie postaciom. Nie zmienia to jednak faktu, że każda, nawet najsubtelniejsza reakcja na twarzach bohaterów jest perfekcyjnie animowana. Nawet bez słów widać, jakie emocje targają w danym momencie Joela czy Ellie.

Te animacje widoczne są nie tylko w przerywnikach filmowych, ale także podczas walki. Gdy łapiemy przeciwnika i dusimy go, to od razu pojawia się na jego obliczu grymas walki o każdy wdech. Twarz aktualnie ogrywanej przeze mnie postaci także naturalnie reagowała na różne sytuacje, jak chociażby mrużenie oczu, gdy świeciło w nią światło czy chwilowy strach, gdy z zaskoczenia zaatakował mnie zarażony.

Żeby jeszcze bardziej się nie rozpisywać powiem jeszcze, że pod względem audio gra stoi na równie wysokim poziomie. Takie elementy, jak efekty otoczenia, wystrzały, komunikaty przeciwników, głosy bohaterów i muzyka są świetne. Generalnie cała oprawa audiowizualna The Last of Us 2 zasługuje na 9,5/10. Widać gdzieniegdzie ograniczenia przestarzałej już technologii konsoli PlayStation 4, jak chociażby niezbyt szczegółowe wnętrza samochodów czy niektóre tekstury otoczenia w niskiej rozdzielczości. Ostatecznie jednak chylę czoła przed projektantami lokacji, grafikami i dźwiękowcami.

Kamil

Naughty Dog zna konsolę PlayStation równie dobrze jak jej projektanci. Odnoszę nawet wrażenie, że wiedzą więcej niż Mark Cerny. Soki, które ekipa z Santa Monica wyciska z blisko 7-letniego sprzętu, sprawiają, że kompletnie nie odczuwam potrzeby zmiany generacji. The Last Of Us 2 stoi na bardzo wysokim poziomie graficznym i grając na podstawowej wersji konsoli mimo momentów, gdzie sporo się działo jednocześnie, nie doświadczyłem nawet pojedynczego chrupnięcia. To są właśnie te detale, jak to mówi ostatnio trochę zapomniany Tomasz Hajto, te detale, które twórcy umieścili w grze (zakurzone PS3 z płytą Uncharted, plakaty z Pearl Jam, latające reklamówki itd.), które sprawiają, że każde odwiedzane miejsce samo opowiada historię swoim projektem i dekoracją. Jeżeli miałbym umrzeć w czasie apokalipsy, to w tej od Naughty Dog. 10/10.

Trochę mordowania, trochę eksploracji – gameplay

Igor

Zachwyt nad wizualizacjami to jedno, zupełnie inną parą kaloszy jest natomiast mechanika gry i jej tzw. pacing, czyli dynamika prowadzenia wydarzeń. Początkowo średnio pasowały mi do wizji apokaliptycznego, realistycznie zaprojektowanego świata opcje rozwijania postaci poprzez łykanie setek piguł albo dodawanie do karabinu większego magazynka, złożonego z 60 znalezionych śrubek. Ostatecznie rozumiem jednak takie uproszczenia w mechanice, pozwalające skupić się na prostym rozwoju swojej postaci.

Gorzej wypada główny rdzeń rozgrywki. Gra w teorii polegać ma się na survivalu i skradaniu, w rzeczywistości jednak znacznie satysfakcjonujące było dla mnie rozwiązywanie konfliktów za sprawą ładunków wybuchowych i headshotów. To jest element, który Naughty Dog wyszedł bardzo dobrze. Ciche zabójstwa i przemykanie obok przeciwników okazały się natomiast dla mnie trochę nużące i zwyczajnie nieefektywne.

Uciążliwa była także dla mnie dynamika gry. Bywają momenty, gdzie byłem wciągany w wir różnych emocjonujących wydarzeń, aby po angażującej sekwencji zostać przymuszonym do godzinnego przeplatania łażenia po półotwartej lokacji na zmianę z walką z setkami przeciwników. Problemem jest także nadmiar dostępnych zasobów. Pod tym względem gra jest totalnie niezbalansowana. Może dwa razy w ciągu niemal 30 godzin gry zabrakło mi amunicji do pistoletów i karabinów, a przecież niemal każde starcie kończyłem na wymianie ognia. Sama rozgrywka dostaje więc ode mnie 5/10. Jest przyzwoicie, ale także męcząco, nużąco a czasami nawet za łatwo.

Kamil

Tutaj pojawi się część, którą można zaklasyfikować jako narzekanie. Zacznijmy od mordowania. Jest go… za dużo i jest ono za łatwe. W poprzedniej odsłonie TLOU liczyliśmy każdy nabój, bo za rogiem mogło się pojawić coś groźniejszego. W part II wręcz przeciwnie, hulaj dusza, piekła nie ma. Wpadałem do pustych pomieszczeń z pełnym arsenałem, na zmianę używając miotacza ognia, shotguna i kuszy. Jest to strzelanie przyjemne, przypomina Uncharted, jednak fakt, że możemy dość swobodnie eksplorować lokacje sprawia, że jeżeli chcemy się dozbroić, potrzebujemy około 5 minut i możemy urządzać jesień średniowiecza.

Mordowania jest według mnie za dużo i momentami czułem znużenie. Gdyby nie świetnie zaprojektowane lokacje to grę kończyłbym znacznie dłużej, bo na dłuższą metę mi się odechciewało. Znacząca zmiana dotycząca drugiej części TLOU dotyczy również tego, że mamy sporo otwartych przestrzeni. Nie jest to sandbox, ale jeżeli pamiętacie Madagaskar z Uncharted 4 to tutaj mamy coś podobnego. Mnie osobiście nie do końca przypadło do gustu jeżdżenie konno i lizanie ścian, potrzebowałem na tym etapie mocnej kawy, żeby dodać sobie energii. Za dużo łatwego strzelania, eksploracja wydłużająca sztucznie grę: 6/10

Urzekła mnie Twoja historia – trochę o fabule

Igor

No tak, bez spoilerów tutaj się nie obejdzie. Zacznę może od tego, że rozumiem decyzję deweloperów o uśmierceniu Joela i ukazaniu tego, jak nienawiść i chęć zemsty z czasem pogrąża Ellie. Ciekawym zabiegiem było dla mnie także ukazanie historii Abby zaraz przed tym, jak dochodzi do pierwszej jej konfrontacji z Ellie w teatrze w Seattle. W tym momencie byłem wnerwiony na twórców, że musiałem grać znienawidzoną przeze mnie postacią. Później jednak po ukazaniu drogi, jaką druga z protagonistek musiała przebyć, zmieniłem o niej nieco zdanie.

Generalnie cała historia ukazana w TLOU 2 potrafi namieszać w głowie, wywołując skrajne emocje. Zakończenie było dla mnie jednocześnie satysfakcjonujące, bardzo symboliczne, ale też niezrozumiałe z powodu swojej teatralności. Naughty Dog miało gigantyczne cojones, decydując się na takie poprowadzenie fabuły. Miejscami decyzje bohaterów były dla mnie niejasne i co najmniej dziwne, przez co traciła w moich oczach wiarygodność gry. Przekombinowanie wątków pobocznych, silenie się na dramatyzm i znikome nakreślenie postaci sprawiło, że ostatecznie ciężko było mi się wczuć w fabułę tak samo, jak w trakcie ogrywania pierwszej części. Wątek fabularny w TLOU 2 ocenię więc na 5/10. Nie jest aż tak tragicznie, jak niektórzy to rysują i gra ma swoje momenty, jednak historia była dla mnie daleka od ideału.

Kamil

(SPOILER) Fabularnie nie mam żadnych zastrzeżeń. Śmierć Joela mnie nie szokowała, a fakt, że dał się tak łatwo zabić, może jednak wynikał trochę z tego, że nie chciał już tak za bardzo żyć? W połowie gry miałem pewne wątpliwości co do niektórych rozwiązań fabularnych, jednak samo zakończenie było dla mnie satysfakcjonujące i w mojej opinii tłumaczyło większość decyzji bohaterów gry. Osoby, które oceniały grę na 1, są po prostu niedojrzałe emocjonalnie i nie, nie każdy chyba ma w tym wypadku prawo do własnego zdania.

Oczywiście, że fabuła może się nie spodobać, może rozczarować, ale dalej jest to wyróżniająca się historia, prowokująca do rozmów, gdybań i dyskusji. Jeżeli dałeś tej grze 1, to po prostu chciałeś zrobić nie wiadomo komu na złość, bo 1 to za fabułę można dać CSowi! Rozumiem oburzenie i zawiedzenie co niektórych, ale dla mnie losy Abby i Ellie są jak najbardziej okej. Są pewne rozwiązania, które mnie irytowały, ale jako całość daję mocne 8/10.

To jest jakiś dramat! – o szokowaniu słów kilka

Igor

To jeden z elementów, który średnio przypadł mi do gustu. Co ważne wszechobecna, bardzo realistyczna brutalność ma swoje wytłumaczenie w świecie gry i tego nie potępiam. Nie lubię jednak, gdy twórcy próbują na siłę wywrzeć na mnie jakieś skrajne emocje, wielokrotnie przekraczające obrzydzenie. A muszę powiedzieć, że niewiele jest rzeczy, które mnie obrzydzają. Brutalność to tylko jedna składowa, zupełnie inną kwestią są natomiast tanie zagrywki twórców. I tu po raz kolejny SPOILER: scena morderstwa ciężarnej Mel albo gruchotania ręki Yary młotkiem były po prostu przegięciem, chociaż mającym swoje konkretne miejsce w fabule.

Drugą sprawą jest temat LGBT i ogólnej „inności.” O ile tematyka homoseksualna ogólnie mi nie przeszkadzała (chociaż bywały momenty, gdzie ten wątek był wręcz wymuszany na ekran) to historia Lev i tego, dlaczego ściął włosy, absolutnie mnie nie kupiła. Ciężko jest mi uwierzyć w to, że w świecie tak zniszczonym, w którym przeżył zaledwie promil ludzkości dosłownie co kilka kroków spotyka się ludzi z tak różnych środowisk wyznaniowych, społecznych i o tak różnej orientacji. Dobrze, że Naughty Dog nie pokusiło się jeszcze o dodanie historii transwestyty prześladowanego przez wojsko.

Żeby była jasność, nie mam problemu z pojawianiem się takich czy innych wątków w grze. Mam problem z tym, że usilnie TLOU 2 próbuje co chwila przepchnąć ideologię twórców, która co prawda szlachetna, gryzie się z wizerunkiem produkcji. Szkoda, że Naughty Dog poświęciło tyle swojej uwagi na szokowaniu gracza, a nie na dopracowaniu zarysu fabularnego i samej rozgrywki.

Kamil

Tutaj kompletnie nie dałem się wciągnąć w ten zabieg zwany brutalnością. Dźgania nożem w gardło i wbijania młotków w potylicę jest tak dużo od samego początku, że z czasem po prostu stajemy się na to odporni i nie czujemy już różnicy między krojeniem cytryny w kuchni a zabijaniem Blizn/Serafitów. Gdyby ta brutalność pojawiała się w kluczowych momentach rozgrywki może wzbudzałoby to we mnie emocje, z czasem jednak się uodporniłem. Przychodzi mi jednak do głowy to, że może twórcy chcieli nam pokazać, że jeśli jako gracza przestaje nas szokować brutalność jak jest jej tak dużo, to co mają powiedzieć bohaterowie osadzeni w uniwersum The Last of Us?

Jeżeli chodzi o LGBT i silne kobiety, które zdominowały grę, kompletnie nie myślałem o feminizmie, dopóki mi ktoś nie zwrócił uwagi, że tylko one w sumie w grze są ważne. Absolutnie mnie to nie szokuje, nie budzi kontrowersji, polecam wybrać się do Santa Monica (tam żyją twórcy gry) i zobaczyć, że dziewczyny tam chodzące pod rękę są na porządku dziennym, więc gdyby taka apokalipsa wybuchła w USA to myślę, że relacji typu Dina – Ellie byłyby setki tysięcy. Nie chodzi tu też o żadną poprawność polityczną, tak wygląda świat.

Kto jest gorszy, Abby czy Ellie?

Igor

Zdania na ten temat są bardzo podzielone, a patrząc po opiniach graczy utworzyły się 3 obozy. Pierwszy jest za Ellie, drugi za Abby, trzeci natomiast nie lubi ani jednej, ani drugiej bohaterki. Ja należę jednak bardziej do drugiego, niż pierwszego obozu. Moim zdaniem Abby, mimo tak brutalnego zamordowania Joela, jest nieco lepszą bohaterką niż Ellie. Podczas gry widziałem jej przemianę, rozterki życiowe, a nawet próbę odkupienia i pogodzenia się z rzeczywistością. Ellie natomiast niemal do samego końca jest żądną zemsty cholerą, niezważającą niemal na nikogo. Reflektuje się dosłownie pod sam koniec gry w niesamowicie klimatycznym i symbolicznym momencie, nie zmienia to jednak faktu, że przez bite 16 godzin zwyczajnie jej nie lubiłem. Chociaż to zapewne było celowym zagraniem twórców.

Kamil

Tu walę prosto z mostu. Nie polubiłem Abby. Kompletnie. Nie dlatego że kijem golfowym zatłukła Joela, po prostu mnie drażniła. Nie podobało mi się uwodzenie na statku gościa, który miał partnerkę z dzieckiem w drodze, nie kręciła mnie tak bardzo żądza jej zemsty jak Ellie. Jedyny moment, gdy poczułem do niej sympatię, to przemieszczanie się na wysokościach między drapaczami chmur i pojawienie się u niej lęku przed spadnięciem – wcześniej była Robocopem pełnym złości i nic poza tym. Zdecydowanie jestem w obozie Ellie, może dlatego, że gdzieś wizualnie przypomina mi moją córkę, a Abby raczej gościa z siłowni. Jeżeli chodzi o to, kto jest gorszy, wydaje mi się, że w świecie The Last Of Us każdy jest tak samo zły, a tylko bycie takim daje szansę na przeżycie.

Ocena The Last of Us Part II – najgorsza czy najlepsza gra generacji?

Igor

Po pierwsze The Last of Us 2 nie zasługuje ani na ocenę 10/10, ani 1/10. Posiada zbyt wiele wad i niedociągnięć, by być arcydziełem. Jednocześnie wystawianie ocen 1/10 przez tysiące graczy, którzy nawet nie ograli gry i wypowiadają się na jej temat tylko na podstawie trailerów i pierwszy kilku godzin rozgrywki jest po prostu absurdalne. Dla mnie TLOU 2 to majstersztyk wizualny i dźwiękowy, pokazujący, że nie technologią a kreatywnym kunsztem konsole stoją. Jednocześnie warstwa fabularna wraz z gameplayem to bajzel, zlepek lepszych i gorszych pomysłów przeplatany czasami absurdalnymi wydarzeniami i niezbyt zrozumiałymi decyzjami bohaterów. Do tego słabo rozplanowana dynamika i wydłużanie rozgrywki na siłę bardzo zaszkodziły temu tytułowi. Gra nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jak jej pierwowzór, jednak w moich oczach zasługuje na ocenę 6/10.

Minusy

  • strasznie się wlecze
  • niepotrzebne elementy z otwartym światem
  • bajzel w wątku fabularnym
  • niezrozumiałe decyzje niektórych bohaterów
  • wymuszone i niezbyt naturalnie wprowadzone niektóre wątki fabularne
  • czasami zbyt łatwa

Plusy

  • fenomenalna oprawa audiowizualna
  • zabawa z fizyką
  • fabuła ma swoje MOMENTY
  • muzyka potrafi złapać za serce
  • aktorzy jak zwykle w produkcjach Naughty Dog dali radę
  • satysfakcjonujące strzelanie, rozwój postaci i crafting
6 /10
Ocena Igora

Kamil

Zdecydowanie nie najlepsza ani najgorsza. Last of Us part II jest po prostu grą bardzo dobrą i pięknie zaprojektowaną. Dla mnie gra zasługuje na ocenę 7,5-8/10. Przede wszystkim jest dla mnie za długa, czułem momentami, że tylko lezę gdzieś i strzelam, a potem sobie przypominałem: a tak, do szpitala, no właśnie. Gdyby grę skrócić o około 8-10 godzin to myślę, że poczułbym znacznie więcej, niż w wersji blisko 30-godzinnej. 

Z drugiej strony mamy świetną historię, intrygujący świat i genialnie zaprojektowane lokacje. Dodatkowo pamiętajmy, to jest gra single player, teoretycznie liniowa, która jest skończonym produktem, który otrzymujemy w dzień premiery – co dziś jest wyjątkiem. The Last of Us Part II jest po prostu bardzo dobrą grą, którą każdy powinien spróbować, żeby wiedzieć, o co tyle szumu i móc samodzielnie zdecydować jaką ocenę daje, a jestem pewien, że każdy, kto zagrał, nie da tego idiotycznego 1!

Minusy

  • dłużyzna
  • wprowadzanie momentami pseudo otwartego świata
  • poziom trudności (brak survivalu)

Plusy

  • fabuła
  • grafika
  • optymalizacja
  • muzyka
  • gameplay
  • oprawa dźwiękowa
8 /10
Ocena Kamila

.

7 /10
Ocena końcowa