Firma Royal Kludge od dłuższego czasu walczy o swój kawałek tortu na rynku klawiatur w niższym segmencie i widać efekty tych starań. Czy recenzowane trio „mechaników” zaskakuje pozytywnie w swojej półce cenowej? Plastikowe obudowy, ciekawa kolorystyka, idące z trendami rozwiązania (wyświetlacze!) – sprawdź w recenzji, co jeszcze oferują przeznaczone przede wszystkim dla graczy modele Royal Kludge RK-S98, RK-M75 i R75.
Recenzowane klawiatury Royal Kludge kierowane są przede wszystkim do graczy, ale jak najbardziej sprawdzą się także w pracy biurowej, szczególnie pełnowymiarowy model Royal Kludge RK-S98 z blokiem numerycznym. Osobną kwestią jest jednak kwestia dopasowania ich wyglądu do biura, bo ten – w zależności od wybranego wariantu – bywa bardziej gamingowy.
W swojej kategorii cenowej klawiatury mechaniczne Royal Kludge RK-S98, RK-M75 i R75 oferują bardzo przyzwoity stosunek jakości do ceny. To porządnie wykonane plastikowe klawiatury o zwracającym uwagę wyglądzie i niezłych parametrach. Atrakcyjna cena sprawia, że to solidny wybór w swojej „wadze”, szczególnie zależy Ci na takich „ficzerach”, jak wyświetlacz czy pokrętło do głośności.
Recenzowane modele klawiatur Royal Kludge oferują dość typową w swojej półce cenowej jakość. Odstają one trochę brzmieniem i feelingiem w porównaniu do najlepszej bezpośredniej konkurencji, a czas pracy na baterii w trybie RGB nie zachwyca. Ponadto modele oparte na gasket mount trochę nie wykorzystują potencjału tego montażu. Pozostałe mankamenty, takie jak niezbyt dobrze wykonany schowek na odbiornik, nie są zbyt znaczące.
Po wypakowaniu klawiatur Royal Kludge w oczy rzuca się dość typowy design w tym budżecie. Z jednym wyjątkiem: wyświetlacz w dwóch modelach, który nadal nie jest standardem, szczególnie w tańszych konstrukcjach. To, co z kolei się nie wyróżnia, to wyposażenie. Jest ono równie standardowe: instrukcja obsługi, kabel, zapasowe przełączniki i wyciągacz do keycapsów i switchy, ale ponownie z jednym wyjątkiem: plastikową osłoną przed kurzem. Nie jest więc to powód do żadnych narzekań.
Trudno też narzekać na główne bohaterki tego testu, bo klawiatury i ich jakość wykonania robi dobre pierwsze wrażenie. Plastikowa obudowa wydaje się solidnie wykonana, kolorystyka klawiszy przyciąga uwagę, a pierwszy klik nastraja pozytywnie do ciągu dalszego tej historii. Sprawdź w recenzji, czy Royal Kludge RK-S98, RK-M75 i R75 to godne polecenia klawiatury w swoim segmencie.
Wszystkie recenzowane modele klawiatur Royal Kludge łączy jedno: plastikowa obudowa. Żadna nie jest wyjątkiem. Mimo wielu podobieństw różnią się wieloma detalami.
Pełnowymiarowy model RK-S98 waży typowe dla plastikowych klawiatur 1191 g i łączy trzy, ciekawie połączone kolory. Wizualnie to właśnie on spodobał mi się najbardziej z recenzowanych, chociaż srebrna czcionka na brunatnych klawiszach jest mało czytelna. To jednak, czym najmocniej wybija się RK-S98, to naturalnie sporych rozmiarów wyświetlacz (o nim więcej w dalszej części recenzji).
Royal Kludge RK-M75 to bezprzewodowy model (2,4 GHz i Bluetooth) w formacie 75% utrzymany w czarno-szarym wydaniu z kawowymi akcentami kluczowych klawiszy i pokrętła oraz czcionek na czarnych keycapsach. Konstrukcja ma zaokrąglone rogi z prostym, niewyprofilowanym frontem i waży solidne 940 g. Klawiatura ma jeszcze jeden wyróżnik: niewielkich rozmiarów i dość prosty wyświetlacz OLED obok górnej strzałki. Informuje on o połączeniu, poziomie baterii i systemie (Windows/macOS). Na plus trzeba zaliczyć dwa złącza USB typu C (jeden do ładowania) z tyłu.
Minusem obu tych modeli są małe klawisze ALT i FN z prawej strony – wolałbym rezygnację z CTRL, zwłaszcza że to jednak często używane klawisze. Osoby z grubszymi palcami mogą nieco narzekać na wygodę.
Model Royal Kludge R75 to przewodowa klawiatura w tym samym, poręcznym formacie 75%. Waży mniej (695 g), co jest wynikiem chociażby braku wbudowanego akumulatora i innego wypełnienia. Utrzymana w zielonkawych odcieniach mieszanych z brudną bielą. Kabel o długości 1,5 m jest biały i ogumiony, a także dość sztywny, ale w tej półce – typowy.
Spód wszystkich modeli jest taki sam – dwustopniowe nóżki i cztery podłużne ogumienia do utrzymania stabilności na biurku. Ot, standard. Generalnie pod względem wykonania każda zrecenzowana klawiatura oferuje zbliżony poziom jakości.
Royal Kludge RK-S98 opiera się na montażu top mount, w którym płytka PCB przykręcona jest do góry obudowy oraz wykorzystuje 5-warstwowe wypełnienie – od poron i silikonu, przez IXPE, a skończywszy na piankach wyciszających. Efekt? Plastikowa płytka sprawia wrażenie zdecydowanie sztywniejszej i twardszej – nie ugina się jak pozostałe recenzowane modele, a dźwięk kliku jest bardziej zbalansowany (powiedziałbym, że plasuje się idealnie pomiędzy RK-M75 a R75).
Royal Kludge RK-M75 i R75 opierają się na coraz częściej stosowanym – zarówno w tańszych, jak i droższych klawiaturach – montażu gasketowym. Opiera się on na gumowych uszczelkach. Daje on uczucie „miękkości” podczas klikania, ale zależy to od tego, jak jest skonstruowane wnętrze.
Płytka w obu przypadkach jest sztywnym plastikiem i nie ugina się aż tak mocno. W środku producent nie poszalał z wypełnieniem. Klawiatura RK-M75 wykorzystuje dwie warstwy: pianka i silikon i tak skonstruowana klawiatura nie daje tego fajnego uginania się podczas klikania jak u najlepszej konkurencji. Z kolei R75 ma wypełnienie w postaci pianek typu poron i IXPE. Rezultat jest niemal identyczny.
Przyznam, że feeling z klikania jest trochę rozczarowujący i nijak ma się do podobnie wycenianej konkurencji, np. Auli F75 czy MCHOSE MC-G75.
Wszystkie recenzowane klawiatury Royal Kludge korzystają z klawiszy PBT. Nie należą one do najgrubszych, co wpływa na nieco mniej głęboki dźwięk wystukiwanych przełączników, ale w tej półce cenowej nie jest to mankament, a raczej standard. Oba bezprzewodowe konstrukcje wykorzystują profil Cherry, natomiast przewodowy – specyficzne MDA.
Klawisze w żadnym przypadku nie przepuszczają podświetlenia – ale to norma nie tylko dla tanich klawiatur, ale także znacznie droższych customowych. Keycapsy, które pokażą RGB w pełnej okazałości, stosowane są głównie w gamingowych konstrukcjach popularniejszych marek. Oznaczenia multimedialne siłą rzeczy też nie są podświetlane, ale są wyraziste.
Pokrętła działają w każdym modelu bardzo dobrze i podobnie do konkurencyjnych klawiatur Galaxy od Epomakera (lepiej niż w popularnej Auli). Są one metalowe i dość ciężkie, a stopniowanie przy obrocie jest jak najbardziej wyczuwalne. Można przypisać je nie tylko do regulacji głośności.
Fajnym gadżetem w RK-S98 jest wyświetlacz – ten jest większy i bardziej funkcjonalny niż ten w mniejszym modelu. Znajduje się on w prawym górnym rogu obok metalowego pokrętła. Wyświetla on godzinę, stan baterii, a nawet datę. Możesz za pomocą pokrętła zmieniać np. tryb i kolor podświetlenia oraz jego jasność i szybkość, poziom głośności, tryb połączenia czy wyświetlić własną animację .gif. Takie dodatki to ja lubię.
Podświetlenie w każdym modelu wygląda bardzo przyzwoicie – trudno zarzucić im cokolwiek w tej cenie. Brak przepuszczania przez nasadki RGB jest typowe dla tego typu klawiatur, więc tę wadę można przypisać właściwie większości konstrukcjom na rynku (w customowych klawiaturach nawet za 1000 zł nie ma nasadek przepuszczających podświetlenie).
Obie klawiatury bezprzewodowe wykorzystują akumulator o tej samej pojemności – 3750 mAh. Bez włączonego podświetlenia jest w stanie wytrzymać nawet 200 godzin, co w przypadku 8-godzinnego trybu pracy wystarczy nawet na cały miesiąc (25 dni roboczych). To czas bardzo przyzwoity i raczej utrzymany w rejonach charakterystycznych dla tej klasy produktów. Zwykle klawiatury w tym przedziale cenowym wytrzymują średnio 160-320 godzin, co stawia Royal Kludge nieco bliżej niższej granicy.
Tak różowo nie jest przy aktywnym RGB – klawiatury potrafią wyczerpać się po zaledwie 20-30 godzin, ale znowu – to standard i tym razem nie tylko w tańszych, ale i droższych customowych klawiaturach. Co nie zmienia faktu, że wynik rozczarowuje.
Recenzowany model pełnowymiarowy korzysta z autorskich przełączników Chartreuse, które mają typowy dla liniowców charakter pracy i dźwięk. Pod względem głośności wypadają pomiędzy pozostałymi dwoma wariantami 75%, chociaż bardziej to zależne od montażu płytki oraz klawiszy niż samych switchy.
Royal Kludge RK-M75 korzysta z całkiem cichych przełączników o dość typowej sile nacisku (45 g) i wytrzymałość do 50 mln kliknięć. Feeling jest dość typowy dla tanich switchy – nie jest to najlepiej brzmiąca klawiatura w tym przedziale cenowym, ale dźwięk nadal powinien być w porządku dla lwiej części użytkowników (zwłaszcza tych ceniących sobie względną ciszę).
W czarnym modelu otrzymałem bliżej niesprecyzowane (autorskie) przełączniki creamy, ale z racji, że jest tu hot swap możesz sobie zmienić je na dowolne. Stabilizatorom nie mam nic do zarzucenia – chodzą dobrze, podobnie jak w pozostałych modelach (pełnowymiarowy wariant ma mniej przyjemną dla ucha spację).
Model RK-75 korzysta ze srebrnych przełączników o sile nacisku 40 g, które w połączeniu z klawiszami typu MDA daje zdecydowanie głośniejszy i przyjemniejszy dźwięk (kwestia preferencji, rzecz jasna). Klik przełączników jest dość podobny i płynny dzięki odpowiedniemu przesmarowaniu. Robotę robią tutaj po prostu keycapsy PBT. Plastikowa płytka ugina się w podobnym stopniu, co w bezprzewodowym wariancie.
Generalnie przełączniki w każdym modelu są bardzo do siebie zbliżone – wręcz bliźniacze. Nie ma więc ich wybór większego znaczenia w kontekście feelingu z użytkowania.
Tańsze klawiatury z tańszymi przełącznikami oferują zbliżone wrażenia. Są one na tyle porównywalne, że czasem trudno odróżnić jedne od drugich. I tak też jest z klawiaturami Royal Kludge.
Z recenzowanych modeli najbardziej wyróżnia się przewodowy model R75 ze względu na keycapsy MDA, które wpływają zarówno na feeling i dźwięk (ten jest nieco głębszy). Na plus trzeba zaliczyć fakt, że palce naturalnie układają się na tych klawiszach, co poprawia komfort.
Szkoda tylko, że modele oparte na montażu gasketowym nie wykorzystują w pełni jego potencjału, a efekt „miękkości” i uginania się płytki jest ledwie wyczuwalny. Trochę przeszkadzało mi nierównomierne brzmienie, np. skrajnych klawiszy (ESC i przy pokrętle) oraz strzałek w niektórych modelach, ale nie jest to znacząca wada.
Pod względem kliku najbardziej przypadł mi do gustu model Royal Kludge RK-S98 ze względu na top mount i lepsze wypełnienie. Dźwięk jest najbardziej wyważony, a feeling przyjemniejszy. Jednak użytkownicy, którzy nie przepadają za sztywniejszymi płytkami w klawiaturach mogą się mniej przekonać do tego modelu.
Wszystkie klawiatury dostępne są z liniowymi przełącznikami, które są fabryczne przesmarowane. Działają one płynnie, a czas reakcji jest podobny do tego, co oferują modele oparte na np. Cherry MX i Gateron Red. W gamingu sprawdzają się więc bez zarzutu, ale raczej standardowo – z pisaniem też raczej nie powinien mieć nikt problemów. Nie są za lekkie – ot, w sam raz, więc ryzyko przypadkowych błędów jest raczej minimalne (a w każdym razie szybko się przyzwyczaisz).
Do zmiany ustawień modeli bezprzewodowych możesz użyć zarówno RK Launchera z poziomu przeglądarki internetowej lub zainstalować dedykowane oprogramowanie, które pozwala na więcej, czyli na zmiany w wyświetlaczu czy tworzenie własnych trybów RGB. W pozostałych przypadkach możesz zmieniać funkcje klawiszy i efekty podświetlenia lub tworzyć makra. Ot, standard w klawiaturach.
Z kolei wariant przewodowy wykorzystuje VIA, które również jest dostępne online – to standard w customowych klawiaturach. Co jest lepsze? To już kwestia osobistych preferencji – różnią się one nie tylko wyglądem, ale i też liczbą ustawień. Dużą zaletą jest to, że w każdym przypadku nie musisz nic instalować (przynajmniej do podstawowych opcji).
Klawiatury Royal Kludge trochę zrobione są na jedną modłę, ale skoro opracowane rozwiązania sprawdzają się, to dlaczego producent miałby nie korzystać z nich w kolejnych konstrukcjach? Niby są między recenzowanymi modelami różnice (poza oczywistymi, rzecz jasna), ale często mogą wydawać się zbyt subtelne. Wszystkie klawiatury prezentują przyzwoity i solidny poziom wykonania. W atrakcyjnej cenie otrzymujesz porządne pokrętło głośności, wyświetlacze (w dwóch modelach) lub klawisze PBT w ciekawej kolorystyce, a więc całkiem sporo.
Najlepiej moim zdaniem spośród recenzowanych modeli wypadł pełnowymiarowy Royal Kludge RK-S98. Oferuje najbardziej zbalansowany dźwięk, a wrażenie sztywniejsze płytki wpływa pozytywnie na wrażenia z kliku, zwłaszcza że w pozostałych dwóch konstrukcjach gasket mount na niewiele się zdaje. Z tych właśnie powodów temu modelowi wystawiłbym 7+/10.
Uważam, że Royal Kludge RK-S98, RK-M75 i R75 to naprawdę solidny wybór w swojej kategorii cenowej, zwłaszcza jeśli zależy Ci na dodatkach pokroju pokrętła czy wyświetlaczy, a mniej na brzmieniu i feelingu. Nie zrozum źle – dźwięk i klik w recenzowanych klawiaturach jest jak najbardziej w porządku i możesz być jednym z wielu użytkowników, którym przypadną one do gustu. Producent nie ma się czego wstydzić – to atrakcyjne modele w równie atrakcyjnej cenie.
Klawiatury Royal Kludge RK-S98, RK-M75 i R75 kupisz w x-komie



