Redragon Saturn — budżetowy pad, który nie trzeszczy

Tak optymistyczny tytuł może sugerować, że poza spasowaniem elementów bohater tej recenzji nie ma nic innego do zaoferowania. Cóż, jeśli o mnie chodzi, to w zasadzie tak (bo pady to zło), ale ponieważ pastwiliśmy się nad nim grupowo, mam nieco szersze spektrum opinii do przekazania. Zasadniczo jest zadziwiająco przyzwoicie, z drobnymi niedogodnościami. A po konkrety zapraszam do lektury.

Re-dragon? Red rag on? Co tam w pudełku?

„Kto chce pad do recenzji?” Wystąpił u mnie odruch bezwarunkowy — jak dają, to bierz. No i wziąłem. Napis na opakowaniu głosił Redragon G807 Saturn. Przyjrzałem się nazwie, próbując rozszyfrować, co poeta miał na myśli. Smocze sylwetki podpowiedziały, że mam w rękach Prze-Smoka (a nie okrzyk na widok wywieszonej sowieckiej flagi). Saturn pozostał zagadką. Cena: 55 PLN.

Zawartość opakowania

Pudełko estetyczne, satynowy kartonik, w plecaku się zmieściło, do domu dotarło. Unboxing jak to unboxing, nic specjalnego w tym budżecie. Czerwona wytłoczka z cienkiego tworzywa, na niej pad, a pod nią dość lakoniczna instrukcja i płyta z oprogramowaniem. Przy okazji zauważyłem błąd w specyfikacji na pudełku — kabelek ma 30 cm więcej niż deklaruje producent. Hasztag profit.

redragon saturn unboxing

Co do pozostałych suchych danych z pudełka: antypoślizgowa obudowa, Vibration feedback z dwóch silniczków, 4-kierunkowy D-Pad, 12 klawiszy, dwie gałki analogowe, wsparcie Xinput, kompatybilność z Windows PC oraz PS3. Jak się to ma do rzeczywistości?

Pierwsze wrażenie

Sam kontroler wykonano z dość typowego plastiku. Sprawia wrażenie solidnego, elementy są dobrze spasowane, jest w miarę antypoślizgowy. Przyjemnie leży w dłoni. Klawisze 1, 2, 3 ,4 mają lekki luz, przez co przy potrząsaniu słuchać charakterystyczne grzechotanie, ale nie wpływa to na ich pracę. Zastrzeżenia budzą guziczki pośrodku urządzenia, które odlano z gumopodobnego materiału kojarzącego się z tanimi pilotami do telewizora. Ponadto grzybki analogów mogłyby być nieco większe lub inaczej wyprofilowane, bo lubią wysuwać się spod palca. Mimo wszystko czuć, że to produkt budżetowy, nie ma co się oszukiwać.

Instalacja

Po podłączeniu maszynerii do komputera wrzuciłem do napędu płytkę (powiało retro) i zainstalowałem sterowniki, dedykowanego oprogramowania brak. Tak na marginesie: pierwotnie myślałem, że nie miało to większego sensu, bo na innym komputerze pad działał równie dobrze bez instalacji z nośnika — czary. Ale okazało się, że z płyty instalowane są wibracje. Wracając do meritum: odpaliłem kalibrację i zdębiały przekonałem się, że triggery są analogowe (i mają lekko skrzypiące sprężyny). Nie miałem wtedy pojęcia, do czego to wykorzystam, ale mimo wszystko dobrze było wiedzieć.

Spalone baterie i obite kłykcie, czyli chrzest bojowy

Radośnie wycelowałem kursorem w miejsce na pulpicie, gdzie trzymam ikonki gier i się zawiesiłem… Nie wiem w co tym grać. Lords of the Fallen? „Spróbuję, chociaż z rok w to nie grałem…” Dzięki, cześć. Nawet nie pamiętam, gdzie iść. Instant czapa. Kosz. Smutek. Steamie, przybywaj z odsieczą.

Batmanie, jak ci na imię?

Pobrany specjalnie z tej okazji Batman Arkham City był dużo lepszym wyborem. Profile graczy czyste niczym konto 9-go. Po jako takim ogarnięciu sterowania rozpocząłem ciężką lekcję dobrych manier dla niezrównoważonych skazańców. Niby fajnie, klawisze reagują jak należy, analogi działają, sterowanie po chwili zaczyna być intuicyjne, combosy osiągają wartości 2-cyfrowe, zagadki Mr. Riddle’a w miarę dostępności gadżetów rozwiązane. Jest tylko jedno „ale”: obrót kamery analogiem. Czeeeemuuuu tooo taaaakieee wooolneeee? Wszelkie wyzwania wymagające sprawnego poruszania się w terenie lub korzystania z dystansowych gadżetów dostawały +50 do trudności.

Zdalnie sterowana nostalgia

Następną na warsztat postanowiłem wziąć ścigałkę. Najlepiej arcade’ową, żeby się totalnie nie zbłaźnić. Zanurzywszy umysł w krainie wspomnień, odnalazłem tytuł wywołujący uśmiech na twarzy: Stunt GP. Zostałem mile zaskoczony faktem, że jest dostępne za darmo jako abandonware. Niestety, rozplanowanie klawiszy na padzie nie jest zbyt szczęśliwe, przez co wyścigi szły jak po grudzie. Myśląc, że zardzewiałem, odpaliłem problematyczną trasę korzystając z klawiatury i… pozamiatałem. Czyli to nie tylko moja wina.

Obawiając się, że moje umiejętności mają zbyt duży wpływ na zachowanie pada postanowiłem, że przekażę go w ręce osób bardziej obytych z tematem. Sam jeszcze pograłem kilka godzin w Batmana, aby wyrobić pamięć mięśniową dla tej nowej zabawki. Zaczęło mi się nawet podobać (co niestety nie jest równoznaczne z ogarnianiem).

Redragon Saturn — opinia ekspertów

Kacper, Krystian i Paweł na przeróżnych padach odbili swoje linie papilarne. Pierwsze wrażenie u wszystkich badanych było zbieżne z moim. Plastik solidny, choć wizualnie tani, przyciski pracują w porządku, gumowe guziczki nieco trącą minioną epoką, analogi za małe. Poczułem się jak członek elitarnej grupy (Warning, suchar incoming) PADawanów. Badum tss. W chwilę później panowie eksperci poszli już w porównania z topowymi modelami znanymi z Xboxa i PS4, a ja kiwałem tylko głową. Rzecz jasna Redragon G807 przy modelach z podium nie błyszczy, ale kosztuje 4 razy mniej.

redragon saturn xinput

W końcu odpaliliśmy kilka tytułów z różnych gatunków i poddaliśmy Redragona z Saturna morderczym testom: War Thunder, Dirt Rally, Awesomenauts.

Testy praktyczne

W Dirty Rally szło wszystkim o niebo lepiej niż w Stunt GP, po skonfigurowaniu sterowania analogi znacznie pomagały w panowaniu nad pojazdem, przynajmniej w porównaniu z klawiaturą. Wibracje z początku nie działały, dopiero instalacja sterowników naprawiła problem. War Thunder miał na początku problem i samolot ciągle korkociągował. Po gruntownym wyczyszczeniu konfiguracji i zmapowaniu od zera latanie było możliwe, ale koszmarnie trudne w porównaniu z myszą. Ponadto użycie pada wiązało się z mocnym ograniczeniem opcji sterowania, co odarło rozgrywkę z uroku quasi-symulatora. W Awesomenauts grało się przyzwoicie, zgodnie z oczekiwaniami — Redragon Saturn nie przeszkadzał, a czasem pomagał.

Werdykt

Wnioski są następujące: steruje się całkiem precyzyjnie, wyraźnego lagu nie stwierdziliśmy. Wibracje działają w kratkę, zależnie od tytułu. Są wyczuwalne, ale nie jest to wyrywający palce ze stawów Force Feedback. Jak na swoją półkę cenową, pad Redragon Saturn po prostu działa jak należy. Większość problemów wynikała bardziej z samych gier. Dla osób takich jak ja to idealny wybór, ponieważ nawet jak go zupełnym przypadkiem zniszczę, to nie będzie bardzo szkoda. Okazja zapewne prędzej czy później nadejdzie, gdyż postanowiłem go sobie kupić i wprawiać się w obsłudze tych diabelskich wynalazków. Kto wie, może kiedyś zmienię zdanie, zależy od tego, jak sprawi się Prze-Smok z Saturna.

redragon saturn

Minusy

Plusy

  • plastik sprawia wrażenie taniego
  • grzechoczące przyciski numeryczne
  • małe “grzybki” analogów
  • nieciekawy materiał przycisków pośrodku urządzenia
  • słabe wibracje
  • cena
  • brak luzów na analogach
  • analogowe triggery
  • tryb DirectInput i Xinput
  • długi przewód
  • dobre spasowanie obudowy
  • antypoślizgowa powierzchnia
  • ergonomiczny kształt