Huwaei MateBook D15 (2021) – recenzja. Testujemy konfigurację z procesorem Intel Core i3-10110U

Huawei Matebook D15 to bardzo ciekawa propozycja laptopa do domu i biura. Za trochę ponad 2 tysiące złotych otrzymujecie całkiem spore możliwości, jeśli chodzi o wydajność, a do tego solidną, wytrzymałą obudowę i kilka naprawdę ciekawych detali uprzyjemniających codzienną pracę. Niestety, dla równowagi, głupotek również nie brakuje. Zapraszam do recenzji konfiguracji z procesorem Intel Core i3-10110U.

Huawei Matebook D15 – specyfikacja

Do testów otrzymałem jedną z „najbiedniejszych” konfiguracji dostępnych na rynku. Co zresztą bardzo mnie cieszyło, bo oznaczało szansę na zweryfikowanie użyteczności tego typu sprzętu w warunkach biurowo-bojowych. Specyfikacja recenzowanej jednostki prezentuje się następująco:

Już na papierze uwidaczniają się dwie kwestie, które mogą boleć. Pierwszą jest ledwie 8 GB RAM bez możliwości rozszerzenia nawet do śmiesznych 16 GB.

Szok, niedowierzanie, mnóstwo pytań i żadnych odpowiedzi.

Druga to brak podświetlanej klawiatury. Nie wiem, ile Huawei zaoszczędziło na tym, ale moim zdaniem to dość niefortunna decyzja w kontekście laptopa, który nocami może Was trollować klawiszem otwierającym kamerę (ale o tym za chwilę).

Z obudowy Matebook D15 (2021) jest podobny zupełnie do nikogo

W ostatnich miesiącach w moje ręce trafiały najczęściej laptopy drogie lub bardzo drogie. Dlatego, szczerze mówiąc, ucieszyłem się na wieść o tym, że przyjdzie mi przetestować notebooka dla prawdziwych ludzi. Huawei Matebook D15 to ciekawa, budżetowa propozycja dla tych, którzy szukają sprzętu typowo biurowego – do Excela, Worda, stalkowania ludzi na Facebooku czy wyrażenia na Twitterze swojego stanowiska w sprawie przymusowych szczepień.

I tak też zresztą wygląda.

Huawei Matebook D15 kamera

Czy ktoś widział kamerę?

Zdarza się, że Matebook D15 próbuje udawać kogoś, kim nie jest. Na przykład w okolicach górnej ramki: wąskiej jak w drogich laptopach premium, ale bezwstydnie nagiej. To znaczy bez oczka z kamerą. Ta sprowadzona została do formy przycisku na klawiaturze, ulokowanego między klawiszami F6 i F7. Ktoś powie: „ło panie, ale to kreatywne rozwiązanie”.

Cóż, dla kogoś, kto kamery nie używa, może i tak.

Ja miałem okazję uczestniczyć w jednej wideokonferencji na Matebooku D15. I przyznam, że było to dość ciekawe doświadczenie. Aby rozmówcy mogli patrzyć na moją facjatę, jako ja patrzyłem na ich przyjazne mordki, musiałem wdrożyć jedno z trzech następujących przedsięwzięć:

  1. usiąść w pozycji „dwójkowej”. Lub jak kto woli – „na Małysza”,
  2. oprzeć tył podstawy laptopa na książce i modlić się, aby przy zbyt mocnym dotknięciu klawiatury nie popchnąć go tak, był gruchnął o blat biurka,
  3. zamienić fotel na stołek dla 3-latka. Tak żeby ponad biurko wystawała mi jedynie głowa.

Sami przyznajcie, że mnogość opcji nie przekłada się w tym przypadku na jakość. Toteż już na starcie Huawei Matebook D15 został ochrzczony przeze mnie laptopem dla introwertyków. Jeśli bowiem rozmówca zażąda od Was videocalla twarzą w twarz, nie zrealizujecie jego żądań nawet przy szczerych chęciach, dzięki czemu szybko wrócicie do pisania na Teamsach. Niektórzy powiedzą, że to ułomność.

Dla mnie to atut.

Huawei Matebook D15 pokrywa

Jakość wykonania jest zaskakująco dobra

Czemu zaskakująco? Ano dlatego, że to bądź co bądź budżetowiec. Nie może obyć się więc bez kompromisów. I faktycznie znajdziemy ich tutaj całkiem sporo, ale nie w kwestii jakości wykonania czy doboru materiałów.

Okej, Huawei Matebook D15 nie jest ultracienki. Wręcz przeciwnie, wygląda tak, jakby składał się z dwóch nowych MacBooków. Nie jest też przesadnie wychudzony, choć spasiony też nie jest. Waży trochę ponad 1,5 kg, więc raczej przeciętnie. Wizualnie misterem laptopów nie zostanie; jest na to zbyt siermiężny (szczególnie gdy jest zamknięty) i nudny. Ale prostota połączona ze schludnością też ma swój urok, który z pewnością wielu użytkownikom przypadnie do gustu. Dodatkowo z takim Matebookiem D15 pod pachą nikt nie weźmie Was za hipstera.

Co najwyżej za przedstawiciela klasy średniej, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.

Huawei Matebook D15 podstawa

Aluminiowa obudowa sprawie dobre wrażenie. Raz, że nieźle wygląda, a dwa – ma matową, przyjemną w dotyku strukturę, która nie zbiera odcisków palców tak bardzo, jak 90% innych laptopów, także tych z wyższej półki. Jeśli więc szukacie dla siebie relatywnie taniego notebooka, który po kilku godzinach użytkowania nie będzie wyglądać jak przeciętny fan Dżemu po kąpieli błotnej na Woodstocku, Matebook 15D wydaje się kandydaturą wartą rozważenia.

Najważniejsze jednak jest to, że wszystkie elementy są odpowiednio spasowane, nie trzeszczą i nie śpiewają „Ave Maria” przy mocniejszym dotknięciu. Zewnętrzna strona klapy co prawda ugina się trochę pod naciskiem palców, ale to raczej naturalne. Grunt, że nie dzieje się przy tym nic z wyświetlaczem. Wierzcie lub nie, ale zdarzało mi się widzieć laptopy, które na lekki ucisk pokrywy reagowały artefaktami na ekranie.

Huawei Matebook D15 czytnik

Jeszcze słówko o zawiasie

Huawei Matebook 15D nie posiada hipernowoczesnej i bardzo potrzebnej całemu światu funkcji otwierania pokrywy jedną ręką. Nie skreślajcie go jednak zbyt szybko, ponieważ brak tego udogodnienia, które każdego roku zmienia życie milionom osób na świecie, Matebook 15D rekompensuje solidnym zawiasem łączącym podstawę z pokrywą. Wprawdzie nie napiszecie haiku prawą ręką podczas otwierania laptopa lewą, ale możecie mieć pewność, że w miarę użytkowania sprzętu pokrywa nie zacznie Wam żyć swoim życiem.

Klawiatura bardzo przyjemna (choć ciemna i dziwna), touchpad solidny

Duże klawisze, niewielkie przerwy, niski profil i odczuwalny, przyjemny skok. Na klawiaturze Huawei MateBook D15 pisze się naprawdę wygodnie. I przyjemnie. Nawet przy dłuższych sesjach. Mówię to jako ktoś, kto pisaniem zajmuje się zawodowo.

Jest jednak kilka dziwactw. O kamerze między F6 i F7 już wspominałem. O braku podświetlenia również; świecą się wyłącznie dwa klawisze: funkcyjny oraz Caps Lock. Dziwny jest również brak klawiszy „end” i „home”. „Page up” i „page down” również zabrakło. Osobliwe to oszczędności, szczególnie przy braku klawiatury numerycznej.

Huawei Matebook D15 klawiatura bok

Co się tyczy touchpada, tutaj jest raczej standardowo. Odpowiedniki lewego i prawego przycisku myszy nie są wydzielone osobnymi przyciskami i wymagają kliknięcia całej płytki (z lewej lub prawej strony). Na gładziku jest więc więcej miejsca, aby wygodniej przesuwać kursor po ekranie. Obsługa touchpada nie sprawia problemów, ruchy i gesty odczytywane są z dużą precyzją, a rejestrowanie kliknięć działa niezawodnie.

Huawei Matebook D15 touchpad

Głośniki Huawei MateBook 15D naprawdę dają radę

Dwa małe głośniczki umieszczone są na spodzie podstawy. Wbrew pozorom jednak nie dostajemy dźwięku „spod kołdry”. Ten jest naprawdę niezły. Nie żeby ktoś miał tu poszukiwać melomańskich doznań. Ale głośniki w MateBooku D15 mają to, czego należy oczekiwać po głośnikach w laptopach –czysty, wyraźny dźwięk, który nie przeszkadza przy konsumpcji treści multimedialnych.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do głośności maksymalnej. Po prostu nie jest zbyt „głośna”. W biurze, w którym pracują normalni ludzie, to ujdzie. Na home office, z dziećmi plączącymi się między nogami, raczej nie.

Huawei Matebook D15 głośniki

Portów nie brakuje

Zaczynamy od USB-C, które służy również za wejście na ładowarkę. Potem już standard: jedna sztuka USB 3.0, dwie sztuki USB 2.0. Miejsce znalazło się również na port HDMI oraz gniazdo słuchawkowe.

Szkoda, że Huawei nie zdecydował się na dodanie slotu na kartę SD. No ale cóż, ciągle mówimy o laptopie, który w tej konfiguracji kupicie w cenie między 2000 a 3000 zł.

Gdzie szukać kompromisów w Huawei MateBook D15 (2021)? Na przykład w wyświetlaczu

Wszystkie konfiguracje laptopa mają ten sam wyświetlacz. Dość przeciętny, należy wspomnieć, choć nie demonizowałbym go aż tak, jak zrobili to niektórzy recenzenci. Subiektywne wrażenia są całkiem niezłe. Obrazowi nie brakuje wyrazistości i czytelności. Także w nasłonecznionym terenie, gdzie ekran MateBooka D15 spisuje się nadzwyczaj dobrze, z maksymalną jasnością na poziomie ok. 260 nitów.

Wyblakłe kolory? Owszem, są, z drugiej strony nie obciążają mojego sfatygowanego wzroku jak soczyste OLED-y.

Jak jednak bym nie bronił panelu tego MateBooka, na papierze rzecz wygląda wręcz druzgocąco. 56% pokrycia palety sRGB i ok. 40% – Adobe RGB… to zdecydowanie nie są wartości przynoszące temu laptopowi chlubę.

Całe szczęście jestem facetem i moje oko nie jest przystosowane do tego, aby je dostrzec.

Wyraźny obraz dostrzeże natomiast nawet kilka osób wpatrujących się w MateBooka D15. Kąty widzenia, jak przystało na IPS, są rewelacyjne.

Huawei Matebook D15 ekran

Wydajność MateBooka D15 szału nie robi, choć tragedii też nie ma

Oczywiście po raz kolejny przypominam, że do testów otrzymałem jedną z najsłabszych dostępnych konfiguracji, z dwurdzeniowym procesorem Intel Core i3-10110U i 8 GB RAM-u. W Cinebench R23 intelowska jednostka przedstawia się następująco:

Huawei Matebook D15 cinebench r23

Co się tyczy dysku, w tym przypadku 256-gigabajtowego SSD, zapis z CrystalDiskMark8 wygląda następująco:

Huawei Matebook D15 crystaldiskmark

Myślę, że dużo istotniejsze są w tym przypadku subiektywne odczucia, bo spędziłem z MateBookiem D15 sporo czasu. Moja żona, istota wybitnie „nietechnologiczna”, również. Jej zaangażowanie w powstanie tej recenzji, przypadkowe dość, jest o tyle istotne, że korzystała głównie z Photoshopa oraz Illustratora.

Co ciekawe, Photoshop działał nadzwyczaj dobrze. Zarówno w kontekście obróbki zdjęć o wysokiej rozdzielczości, jak i tworzenia ilustracji przy pomocy tabletu graficznego. Miłe zaskoczenie. Gorzej wyglądało to w przypadku Illustratora, ale już sam fakt, iż przy odrobinie cierpliwości dało się na nim pracować, jest moim zdaniem wart odnotowania.

Co z użytkowaniem typowo biurowym? Jest solidnie, aczkolwiek 8 GB RAM-u z pewnością da się we znaki tym, którzy zamykanie zakładek w przeglądarce traktują jak największe zło. Problemu nie ma za to z najpopularniejszymi aplikacjami Microsoftu: Wordem, Office’em, Power Pointem czy Teamsami. Myślę, że dla typowego korpoludka Huawei MateBook D15 w tej konfiguracji będzie sprzętem w zupełności wystarczającym.

Huawei Matebook D15 karta produktowa

Temperatury i kultura pracy

Huawei MateBook D15 jest z natury bardzo cichy. Nawet testy procesora w Cinebench R23 nie skłoniły go do wycia z bólu i wycieńczenia. Twardziel. Nawet gdy cierpi, nie daje tego po sobie poznać.

Z temperaturami też wygląda to obiecująco. Próbując zaprzęgnąć laptopa do jak najcięższej pracy, udało mi się wygenerować maksymalnie 85 stopni Celsjusza. To dobry wynik, szczególnie że MateBook D15 szybko się chłodzi i wystarczy mu kilkadziesiąt sekund, by powrócić do optymalnej temperatury. Ta oscyluje wokół 44 stopni Celsjusza.

Świetne jest to, że nawet przy tych +80 stopniach obudowa praktycznie się nie nagrzewa. Jedynym cieplejszym miejscem, które można wyczuć palcami, jest lewa górna część podstawy, nieopodal portu USB-C. To jednak nic w porównaniu z niektórymi gamingowymi notebookami, których w trakcie grania nie sposób dotknąć, bo można się poparzyć.

Generalnie kultura pracy i temperatury na bardzo duży plus.

Huawei Matebook D15 - temperatury

Bez ładowarki w pracy się nie obędzie

5,5 godziny to maksimum, jakie udało mi się uzyskać w normalnym dla mnie trybie pracy, tj. Word, Chrome, filmy na YouTube, Netfliksie itp. Do sakramentalnych ośmiu trochę brakuje, ale wierzę, że Wasi pracodawcy są w stanie zapewnić Wam dostęp do gniazdka sieciowego, gdy MateBookowi D15 zabraknie energii.

Czas na ostateczną opinię w sprawie MateBooka D15

W tej konfiguracji i w tym przedziale cenowym (między 2000 a 3000 zł) to naprawdę fajna opcja. Kompromisy, owszem, są, ale spodziewałem się, że znajdę ich znacznie więcej w sprzęcie, który ma zachęcać do kupna przede wszystkim niską ceną.

Huawei MateBook D15 ma kilka głupotek, które mogą irytować. Dla mnie największą jest brak możliwości rozszerzenia RAM-u, który w tej konfiguracji oferuje maksymalnie 8 GB. Chcąc dostać 16 GB, które staje się standardem nawet w laptopach z niższej półki, trzeba będzie dołożyć kilka stówek.

Co jeszcze mnie irytuje, to kamera w formie przycisku, a raczej brak możliwości regulowania jej tak, by rozmówcy nas widzieli, a nam pozostałyby choćby strzępki komfortu.

Poza tym to naprawdę niezły solidniak, który z podstawowymi zadaniami radzi sobie znakomicie, a i wielokrotnie też zaskoczy Was tym, że potrafi dać z siebie coś więcej. Nie wiem, jak sprawa ma się z lepszymi i droższymi konfiguracjami, ale tej, którą testowałem, naprawdę warto dać szansę.

Minusy

  • kamera w formie przycisku
  • brak niektórych klawiszy na klawiaturze („home”, „end”, „PgUp”, „PgDn”)
  • brak podświetlenia klawiszy
  • brak możliwości dołożenia RAM-u
  • odwzorowanie kolorów na wyświetlaczu

Plusy

  • solidna konstrukcja
  • bardzo dobry stosunek ceny do jakości
  • przyjemny, minimalistyczny design
  • poczciwa wydajność
  • klawiatura wygodna w użytkowaniu
  • sporo portów po obu bokach podstawy
  • temperatury i kultura pracy

Ocena

7/10