Cześć Piotr, na dworze tak pięknie i ciepło. Może weźmiesz hulajnogę Motus Scooty na przejażdżkę i sprawdzisz, jak się sprawuje w mieście? Jesteś gotowy na takie testy? – gdy tylko przeczytałem tego maila, odpowiedź mogła być tylko jedna – Gdzie ta hulajnoga?! Sprawdźcie więc, jaki komfort jazdy oferuje i czy warto ją kupić.
Na wstępie przypomnę, że test odbył się w czerwcu 2019 roku. Wtedy też pisałem tę recenzję, teraz tylko ją odświeżam.
Pudełko z hulajnogą elektryczną Motus Scooty 8,5 jest spore. Dostatecznie duże, żeby zmieścić niejeden telewizor! W środku wypełniacz ze styropianu, instrukcja, gwarancja, ładowarka oraz zestaw kluczy. Zatem zaczynamy zabawę!
Złożenie hulajnogi, aby nadawała się do jazdy, jest banalne. Motus Scooty 8,5 wymaga jedynie postawienia kierownicy do pionu i zabezpieczenia jej dwuczęściowym mechanizmem. Teraz pozostaje już tylko dokręcić dwa gumowane uchwyty – na lewą i na prawą stronę.
Kiedy za nie złapałem, mogłem przyjrzeć się całemu modułowi sterującemu, który składa się ze wspomnianych uchwytów, manetki do manipulowania prędkością (po prawej stronie), hamulca ręcznego (po lewej stronie) i dzwonka (również po lewej stronie).
Pośrodku znajduje się wyświetlacz LED, który pokazuje aktualną prędkość, a nieco niżej świecą 4 diody, pokazując stan baterii. Wyświetlacz niestety okazuje się czytelny dopiero wieczorową porą. W dzień świeci tak blado, że nie miałem pojęcia, jak szybko jadę.
Najbliżej mnie umiejscowiono przycisk włączania/wyłączania hulajnogi. Ciekawostka – kiedy hulajnoga jest już uruchomiona, jedno wciśnięcie guzika włącza światła pozycyjne. Pierwsze, białe, jest z przodu kierownicy, drugie, czerwone, ulokowano na błotniku. Podczas jazdy świeci światłem ciągłym, a kiedy się hamuje, dioda zaczyna mrugać.
Hop, na podeścik! Ten jest na tyle szeroki, żeby osoba w sandałach rozmiar 45 stanęła swobodnie, trzymając obydwie stopy na podeście. I nie ma znaczenia, czy stoi się prosto do kierunku jazdy, czy też pod skosem – próbowałem obydwu pozycji. W obu jest wygodnie.
Na plus zapisuję materiał, który pokrywa podest, a który do złudzenia przypomina papier ścierny. Podeszwy nie ślizgają się dzięki tej fakturze ani odrobinę, dla pewności testowałem w kilku różnych butach i w każdym przypadku jest efekt kleju. Niespodziewane zjechanie nikomu nie grozi.
Prostotę obsługi hulajnogi Motus Scooty potwierdził każdy, kto miał okazję przejechać się nią. A możecie mi wierzyć, pytania, czy dam się karnąć, miałem co chwilę. Przypomniało mi się dzieciństwo i chwile, gdy ktoś ze znajomych pokazywał się z nowym rowerem. Wtedy też każdy chciał się przejechać.
W przypadku Motus Scooty wystarczy odepchnąć się raz albo dwa, a następnie przekręcić lekko manetką. I już się jedzie. Oczywiście ruszania i hamowanie wymaga nabrania wprawy, ale z ręką na sercu poświadczam, że wystarczą na to góra 2 minuty nauki.
Niemniej, zanim zaczniemy naśladować Ghost Ridera, warto przysiąść do lektury instrukcji obsługi. Tak, ja wiem, że to maksymalny obciach czytać instrukcję, ale czy wiecie, jak długo należy ładować baterię przed pierwszym użyciem? Albo jak wyregulować hamulec, żeby nie sprawdzać przypadkiem twardości ścian?
No właśnie, ja nie wiedziałem, a to wszystko zapisano skrzętnie w instrukcji, do której rzecz jasna odsyłam każdego nabywcę tej czy innej hulajnogi elektrycznej.
Od siebie dodam tylko, żeby pamiętać o dokręceniu wszystkich śrub imbusem, który jak wspomniałem, znajduje się w pudełku. Lepiej nie odkrywać, że kierownica rusza się, gdy rozwinęliśmy maksymalną prędkość. Na pierwszą przejażdżkę zabrałem z resztą klucz ze sobą. Na wszelki wypadek.
Rzecz kolejna – ciśnienie w oponach. Na obwodzie kół podano maksymalne ciśnienie, należy go przestrzegać, żeby nie uszkodzić kół. Bez nich hulajnoga jest przecież bezużyteczna.
Wygodnie. Koła o średnicy 8,5” bardzo dobrze radzą sobie na asfalcie. Równie gładko mkną po kostce brukowej, o ile została równo położona. Jazdę po trylince, tak samo jak po krawężnikach, odradzam. Amortyzacja układu jezdnego hulajnogi elektrycznej nie dorównuje oczywiście choćby rowerowej, przez co po pierwsze czuje się każdą większą nierówność, a po drugie najechanie z dużą prędkością w dziurę albo na krawężnik skończy się najpewniej koziołkiem do przodu.
Zresztą wszelkie większe nierówności, w stylu chodnika poprzecinanego częstymi wjazdami na posesje, a więc jazda góra – dół, odczuwalnie zwiększa apetyt silnika na energię. Innymi słowy, szybciej wyczerpuje się bateria. Znacznie szybciej.
To jest dobra wiadomość – maksymalna prędkość hulajnogi Motus Scooty 8,5 wynosi 25 km/h. Dużo, jeśli wziąć pod uwagę gabaryty jeździka. Jadąc Alejami Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, nie rozwijałem więcej niż 15 km/h.
Taka prędkość pozwalała mi po prostu w pełni kontrolować jazdę. W normalnych warunkach na środkowym deptaku nie jestem sam. Spacerują tam ludzie z dziećmi, idąc tak naprawdę całą jego szerokością (bo mogą). Przy ich nogach idą również psy. Oprócz tego jeżdżą też rowerzyści, a na manualnych hulajnogach śmigają tu i ówdzie dzieci.
Maksymalną prędkość rozwinąłem dopiero na ścieżce rowerowej na ulicy Kopernika i przyznam się bez bicia, że modliłem się w duchu, żeby nic nie wyskoczyło przypadkiem zza zaparkowanych samochodów.
Zaletą hulajnogi Motus Scooty jest za to tempomat! Wystarczy rozpędzić się do maksimum i przytrzymać tak manetkę przez 5 sekund. Piknięcie powiadomi nas o aktywacji tempomatu, odtąd jeździk mknie ze stałą prędkością.
Taki zasięg deklaruje producent, a ja podczas testów osiągałem zbliżone rezultaty. Dodam, że każdą przejażdżkę przez Aleje NMP uważam za udaną. A jeśli zastanawiacie się, czy nie lepiej byłoby wypożyczać, zamiast kupować, odsyłam do artykułu: Hulajnoga elektryczna – lepiej kupić czy wypożyczyć?
No właśnie. Wzniesienia odczuwalnie obciążają silnik hulajnogi, dlatego warto ich unikać. Idealne byłyby zatem ścieżki rowerowe na płaskim terenie, ale w życiu nigdy nie jest idealnie.
Dziury lepiej omijać. Wszelkie dziury, bo koła Motus Scooty, jak zresztą żadnej hulajnogi elektrycznej, nie poradzą sobie z wyrwą w jedni, czy w chodniku. Tam, gdzie wjazdy w bramy oznaczone są dodatkowo krawężnikiem, również nie polecam jeździć. Przypominam, że hulajnoga praktycznie nie ma zawieszenia, więc taranowanie dziur i przeszkód może się skończyć fatalnie.
Po spękanym asfalcie też kiepsko się jeździ. Takie drgania podobno zagęszczają kościec (tak kiedyś czytałem), ale na pewno odbierają radość z jazdy.
Przejechanie 12 kilometrów zajęło mi około 1,5 godziny. Starałem się jeździć ciągiem, lecz gdy na ławce spotkałem kolegę ze studiów (Damian, pozdrowienia dla Ciebie!), musiałem się zatrzymać i poświęcić, chociaż kwadrans na szybką rozmowę.
Nie wiedząc, jak długo jeszcze Motus Scooty będzie mógł jeździć, wybierałem trasy w pobliżu domu, odkrywając przy okazji lokalne ścieżki rowerowe. W tym szaleństwie była metoda, bo alarm dźwiękowy powiadomił mnie o końcówce energii niespełna 100 metrów od miejsca zamieszkania. Na szczęście zdołałem dojechać pod klatkę.
Tak podaje producent i w moim przypadku to się sprawdziło. Dokładnie po 3,5 godziny ładowarka poinformowała zieloną lampką o zakończeniu uzupełniania energii. Wziąłem więc hulajnogę w rękę i znowu ruszyłem w miasto.
Plusy i minusy hulajnogi Motus Scooty 8,5 wypisałem poniżej. Jak widać, zalet jest zdecydowanie więcej. Co więcej, Motus Scooty mogę z czystym sumieniem polecić tym wszystkim, którzy pragną nauczyć się jeździć na hulajnodze elektrycznej, nie wydając fortuny na sprzęt.
Hulajnogę Motus Scooty 8,5 kupisz w x-kom
Zobacz też nasz aktualny: Ranking hulajnóg elektrycznych




Nie napisałeś ani jaki silnik ma zamontowana hulajnoga (350 czy 250W) i jaką wagą była obciązona…. a to podstawa dla wiarygodnego testu…
To jest model z silnikiem 250 W, a hulajnogę obciążyłem sobą, czyli 80 kg 😉
Opinia nieprawdziwa , chyba że wykonana na zlecenie producenta . Nie wspomniałeś , że w instrukcji użytkowania jest napisane , że służy ona do jazdy wewnątrz pomieszczeń , i jak się zepsuje to serwis stwierdzić , że użytkowana była niezgodnie z instrukcją użytkowania i koniec dyskusji . Opinia serwisu jest anonimowa , nie wiadomo czy wystawiający opinię w serwisie ukończył chociaż szkołę podstawową i jaką posiada wiedzę , czy umiejętności.
Dokładnie tak, w instrukcji mamy napisane, że „pojazd jest przeznaczony do jazdy wewnątrz lub na gładkich i płaskich powierzchniach”. Na dodatek jest tam opisane jakich powierzchni terenu lepiej unikać ze względów bezpieczeństwa.
Skontaktowaliśmy się z producentem w Twojej sprawie — zapewniają oni kompleksową obsługę serwisową door2door z powiadomieniami na każdym etapie reklamacji i chętnie odpowiedzą na Twoje pytania w sprawie Twojej ekspertyzy.
opinia dziwna nic nie pisze o baterii i to że ma krótką gwarancję jak kupisz na jesień to po wiośnie kiedy chcesz zacząć jeżdzić masz po gwarancji (6 miesięcy i kup nową) to gdzie ta niezawodność i solidność lampki stanu naładowania świecą jak chcą po naładowaniu przejedziesz 200 metrów i świeci 1 i nie wiesz czy zawracać czy jechać dalej ogólnie nie polecam
Spadek napięcia na bateriach jest typowy dla konstrukcji o małych pojemnościach i tam, gdzie bateria jest rzeczywiście mocno obciążona np. na podjazdach. W tym czasie elektronika estymuje pozostały procent baterii na podstawie zaniżonej wartości napięcia.
W takim razie najlepiej chwilkę jechać spokojniej, aby system zebrał poprawne informacje o pozostałej pojemności baterii.