Gdy zbliża się Dzień Dziecka, a ja przeglądam gazetki z marketów, czasem zwyczajnie nie dowierzam, że takie rzeczy są w ogóle wymyślane, a co lepsze — produkowane dla dzieci. Walczę wtedy sam ze sobą, ponieważ wewnętrzne dziecko chciałoby to kupić, ale rozsądek grozi palcem, a żona spogląda z dezaprobatą. Podobnie mam przez cały rok z asortymentem sklepu combat. Oto cierpienia wielkiego kindera.