A po co mi… adapter podróżny?

Podróże w obrębie państwa polskiego nie nastręczają trudności w kwestii zasilania przewożonego sprzętu. Smartfon, laptop, tablet, projektor, nawet golarkę, suszarkę i prostownicę bez trudu podłączysz do każdego gniazdka na terytorium RP. W państwach ościennych również, ale są kraje, które mają inne gniazdka i tam przyda się adapter podróżny. Jeden, który podłączy się do każdego gniazdka.

Za granicą jest inaczej

Kiedy jedziesz za granicę, wiesz, że przyjdzie Ci rozmawiać w innym języku i jeść inne potrawy. Obowiązują tam inne przepisy, inne standardy, inna kultura, a w programie TV próżno szukać M jak Miłość. Mało tego, może się okazać, że naścienne gniazdko wygląda inaczej, niż w Polsce i zamiast 2 okrągłych otworów na 2 bolce, będą, no właśnie różnie będzie.

Popatrz, na świecie spotkasz następujące standardy gniazdek elektrycznych.

Standardy gniazdek elektrycznych

Jedne przypominają te znane z naszych domów, inne diametralnie się od nich różnią. Ktoś, kto dużo podróżuje i bywa to w Wielkiej Brytanii, to w USA i Kanadzie, to w Izraelu, Chinach, Danii i we Włoszech, ten powinien się zaopatrzyć w adapter uniwersalny.

Typu przejściówek elektrycznych na świecie
Źródło: swiatbaterii.pl

W obliczu tak fikuśnych ustawień bolców, różnorakich kształtów, grubości oraz zróżnicowanego rozkładu, nie da się zbudować jednorodnego urządzenia, które pasowałoby do wszystkich gniazdek.

Siłą rzeczy musi być ono elastyczne. Musi adaptować się do miejsca pracy. Musi być modularne. Green Cell stworzył takie akcesorium. Dość wysokie i nie najmniejsze, ale takie właśnie być musi, jeśli ma pomieścić niezbędne wtyki.

Wtyczka USA

Jeden adapter, by się wszędzie podłączyć

Proste adaptery, np. z gniazdek UE na angielskie, są bardzo tanie. Kosztują nawet kilka złotych. One są zresztą popularne i łatwo dostępne. Gorzej z adapterami do państw bardziej egzotycznych, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Izrael, Australia, czy Chiny. Mało tego, wycieczka do Włoch i do Danii też może się okazać problematyczna.

Ale i na tym nie koniec. W ślad za różnymi standardami gniazdek kroczą przecież różne napięcia. Przeciwności się multiplikują… No dobrze, tak naprawdę nie ma co się martwić. Wspomniany adapter podróżny od Green Cell poradzi sobie i z tym fantem.

Kompatybilność adaptera podróżnego Green Cell
Źródło: swiatbaterii.pl

Podłączasz go do gniazdka, do niego z kolei swoje urządzenie i gotowe. Niebieska dioda powiadomi Cię, że wszystko gra i nic nie zakłóca zasilania.

Niewielki, prosty w obsłudze, nie nagrzewa się

Żeby nazwać jakąś rzecz podróżną albo użyteczną w podróży, powinna być ona niewielka. Na tyle mała, żeby zmieścić się w wolną przestrzeń gdzieś pomiędzy kosmetyczką a golarką. Green Cell stanął na wysokości zadania, tworząc adapter mniejszy od zaciśniętej pięści. Do niego otrzymujesz zasuwane etui.

Adapter Green Cell Pro i wtui

Z tym adapterem poradzi sobie każdy. Boczne suwaki pozwalając wyjąć potrzebny aktualnie wtyk. Twoją wtyczkę wkładasz od góry, w przewidziane do tego otwory.

Na boku są jeszcze 2 porty USB, również służące do ładowania urządzeń. Jeden standardowy i jeden USB-C Power Delivery.

Akcesorium jest bardzo solidne, lecz aksamitne w dotyku tworzywo nieprawdopodobnie szybko się brudzi. To taki jego mankament. Niewątpliwą zaletą jest za to opór, z jakim wchodzą wtyczki. Nie wsuwają się one lekko i gładko, trzeba użyć trochę siły. Dlaczego uważam, że to dobrze? Bo wtyczka nie wypadnie przypadkiem z adaptera i nie przerwie pracy (albo nie zniweczy kilku godzin starań).

Podoba mi się za to fakt, że adapter pozostaje zimny. Nie nagrzewa się w trakcie zasilania, a poddałem go solidnej próbie. Otóż podłączyłem do adaptera kabel zasilający komputera Intel NUC 9 Extreme i przeprowadzałem benchmarki. Komputer pracował pod dużym obciążeniem, wentylatory kręciły się pełną mocą, ale adapter pozostał chłodny.

Adapter podróżny Green Cell temperatura pracy

Jest zatem bezpieczny dla podłączonych urządzeń. Można z nim spokojnie pracować i używać go do zasilania drogich sprzętów.

A po co mi…. Prawdziwa kopalnia wiedzy użytecznej

A po co mi… to seria tekstów, w których autor dzielnie mierzy się z malkontencko-gderliwymi tezami i pytaniami, sięgając każdorazowo po rzeczowe, roztropne oraz pragmatyczne kontrargumenty. Inspiracji do powstania cyklu dostarczają zrzędliwe komentarze internautów, wynikające najczęściej z niedostatecznej znajomości tematu bądź obłudnych pomówień, które krążą w sieci, a które utrudniają poznanie sedna sprawy.

Tematów do publikacji nam nie brakuje, lecz jeśli coś nurtuje Was szczególnie, wyślijcie mail na adres: geex@x-kom.pl.

Zobaczcie też inne wpisy z serii A po co mi…

Poprzedni, poświęcony Czujnikom gazu, dymu i czadu