Rok temu związałem się z pewną chińsko-amerykańską obywatelką, niejaką Moto G8 Power. Romans rozpoczęty w pracy i kontynuowany podczas izolacji, przerodził się w prawdziwy związek. W tym roku zawitała do mnie młodsza siostra mojej partnerki – Motorola Moto G9 Power. Czy nowa Motorolówna skradła moje serce i zmusiła do skoku w bok, czy pozostaję wiernym swojej dotychczasowej towarzyszce? A kto może zechcieć zaprosić do swojego łoża i życia G9 Power? Dowiecie się z tego tekstu.
Po tym jakże romantycznym wstępie – brutalna rzeczywistość. Tak się faktycznie złożyło, że rok temu, na początku marca, miałem okazję potestować Motorolę Moto G8 Power. Smartfon przypadł mi do gustu, a że akurat szukałem alternatywy dla mojego dotychczasowego modelu od LG – zdecydowałem się na zakup Moto po zakończeniu testów. Korzystam z niej już prawie rok i, jak to w związkach bywa, zacząłem dostrzegać także bardziej negatywne strony, ale też potrafię je akceptować, bo i nasze partnerstwo jest całkiem udane.
Gdy pojawiła się możliwość przetestowania najnowszej Moto z dopiskiem Power – reprezentującej dziewiątą generację rodziny Moto G – zdecydowałem się sprawdzić, czy od poprzedniego modelu nastąpił jakiś postęp. I czy byłbym dziś skłonny wymienić swoją Moto G8 na „młodszą”. Nie jest to jednak recenzja stricte porównawcza i choć pojawią się pewne odniesienia do smartfona poprzedniej generacji, postaram się ocenić „dziewiątkę” jako taką. Nie przedłużajmy więc i przyjrzyjmy się Motoroli Moto G9 Power.
Smartfon trafił do mnie w charakterystycznym pudełku Motoroli, w kolorze granatowo-morskim. Na odwrocie możemy znaleźć informację o kluczowych elementach G9 Power. Mianowicie – baterii o pojemności 6000 mAh, która (według deklaracji producenta) powinna starczyć na bliżej nieokreśloną liczbę dni użytkowania, aparat 64 Mpix z trybem nocnym oraz immersyjny wyświetlacz Max Vision o przekątnej 6,8 cala.
W środku – poza smartfonem – standard. Klucz do slotu na SIM, silikonowe etui (nałożone na plecy Motoroli), ładowarka z kablem USB-C oraz papierologia.
Czy na tym etapie coś szczególnie zwróciło moją uwagę? Jeśli chodzi o akcesoria – nie (jak mówię, jest to raczej standardowe wyposażenie). Jeśli chodzi o smartfon – tak. I o tym w dalszej części.
Tył Moto G9 Power to kompozytowa obudowa. Jest przyjemna w dotyku, a wyczuwalna faktura daje wrażenie, że mamy do czynienia z produktem nieco wyższej klasy. Niestety – jest też pewien feler.
Podczas korzystania kilka razy tył zaczął podejrzanie trzeszczeć pod palcami i sprawiał wrażenie, że smartfon może się rozpaść. Było to jeszcze przed drobnym crashtestem, który mi się przydarzył, a z którego Moto wyszła obronną ręką, zakładam więc, że nie on jest tutaj przyczyną, a przynajmniej nie bezpośrednią. Oznaka dość budżetowego wykonania? Przypadłość tylko i wyłącznie modelu testowego? Oby to drugie.
By odejść od tego bardziej ponurego aspektu, zwrócę się ku kolorystyce. Moto G9 Power dostępna jest w dwóch wariantach kolorystycznych o jakże seksownych nazwach – Electric Violet oraz Metallic Sage. Do mnie trafił ten pierwszy – i choć fiolet może nie elektryzuje, to jednak robi wrażenie.
Z przodu znajdziemy ekran Max Vision IPS 6,9 cala o rozdzielczości HD+, który ma być jednym z atutów modelu. Na pewno jest on użyteczny jeśli chodzi o oglądanie filmów i przeglądanie internetu. Trzeba też przyznać, że oferuje dobre i przyjemne dla oczu kolory (korzystałem z trybu z nasyconymi barwami). Minusy? Czasem może on być nieco niewygodny.
Smartfon jest nie tylko duży, ale i ciężki. To zrozumiałe, bo jednak w środku kryje się pojemna bateria. Dla niektórych osób (choćby starszych) może być on jednak nieporęczny (np. moja Mama zwróciła uwagę na jego ciężar), osobiście jednak obsługiwało mi się go całkiem dobrze.
Tak G9 Power wygląda w zestawieniu ze swoją starszą już koleżanka. Wiadomo, że piękno jest w oczach patrzącego, ale Moto G9 Power wydaje mi się od strony wizualnej lepsza – podobnie faktura plastiku jest zdecydowanie bardziej przyjemna. Jest oczywiście także większa i tutaj znowu – co kto lubi. Choć wiele osób narzeka na niewygodę paletek do ping-ponga, to myślę, że znajdą się również i ci, którym ok. 7-calowy smartfon przypadnie do gustu.
Jeśli chodzi o dostępne złącza i przyciski, to jest ich całkiem sporo. Na dole mamy złącze USB-C, mikrofon oraz głośnik. Na górze – jack 3,5 mm. Po prawej stronie znajdziemy włącznik oraz regulację głośności, a po lewej – przycisk Asystenta Google i podwójny slot na kartę SIM.
Oto co znajdziemy w środku testowanej Motoroli:
4 GB RAM-u, 128 GB na pliki użytkownika (możliwość rozszerzenia do 512 GB)
6000 mAh
Android 10
Zestaw dość adekwatny do dla budżetowego smartfonu. Miłym dodatkiem jest z pewnością obecność NFC, której próżno było szukać u poprzedniczki. Jak zwykle zamieszczam przeprowadzone benchmarki.
W codziennym użytkowaniu zdarzały się sporadyczne drobne przestoje, ale zasadniczo nie uniemożliwiały one korzystania z Moto. Na smartfonie świetnie się przegląda internet, ogląda filmy czy gra. Mortal Kombat X, SonicDash, Need For Speed: No Limits, Transformes: Forged to Fight – we wszystkie te gry grało się przyjemnie, a duży rozmiar ekranu bardzo rzadko dawał się we znaki.
Na pewno pewnym problemem było zakrywanie głośnika, który – przysłonięty – brzmiał zdecydowanie słabiej. Wiem, że brzmi to jak stwierdzenie, że niebo jest niebieskie, ale tu mam wrażenie, że różnica jest bardziej słyszalna. Na szczęście zasadniczo głośnik radzi sobie bardzo dobrze. Podobnie jest z używaniem słuchawek.
Tylko przy korzystaniu z nich dostaniemy różne tryby. Gdy działa sam głośnik możemy się jedynie pobawić efektami dźwiękowymi, co jednak daje nam możliwość odpowiedniej regulacji. Jest też interesująca opcja napisów generowanych na żywo (do filmów). Sprawdziłem i działa ona niemalże całkowicie bezbłędnie. Póki co obsługuje tylko język angielski, ale to zawsze coś.
Jak to z Motorolą bywa, skaner linii papilarnych umieszczono w logo firmy na plecach, co w dalszym ciągu o ile jest efektowne, o tyle może być średnio wygodne dla różnych użytkowników (na plus jest z kolei jego szybkość). Poza tym możemy odblokowywać jeszcze kodem – skanera twarzy tu nie uświadczymy. Niby zrozumiałe w modelu budżetowym, ale jednak są smartfony z tej półki, którą taką funkcję posiadają – w tym także urządzenia Motoroli (Moto E7 Plus).
Pora na omówienie drugiego z podnoszonych przez producenta kluczowych elementów nowego smartfona, czyli baterii. Dodaje ona wagi urządzeniu, ale jak jest z jego pracą?
Średnio urządzenie wytrzymuje około półtora dnia, do ponad dwóch. Zdarzyło mi się nawet, że trzymało się od poniedziałku rano do sobotniego popołudnia, jednak było to przy bardzo, bardzo oszczędnym używaniu Moto G9 Power i częstszym spędzaniu czasu z jej starszą koleżanką. Zasadniczo obietnica wytrzymywania „dni” została tu spełniona i – jak na budżetowy smartfon – jest naprawdę dobrze.
Oczywiście większa bateria oznacza, że ładowanie jej zajmie nam trochę czasu. Jak zwykle, mowa tu przede wszystkim o ładowaniu od zera do setki, które trwa około 3 godzin. Nie jest to zdecydowanie porywający czas, ale można go zrozumieć. No i już po 75 minutach dysponujemy 60 procentami, co jest poziomem wystarczającym do wykonania bardzo wielu zadań.
Prócz baterii i ekranu asem w rękawie nowej Moto miał być aparat z obiektywem głównym 64 Mpix. Pełen zestaw – wliczając w to także kamerę selfie – prezentuje się tak:
Wysepka wygląda inaczej niż w G8 Power – na plus należy dodać, że nie wystaje zbytnio i nie zaczepia się o kieszeń (nawet z nałożonym etui). Kamera selfie to z kolei dyskretne oczko w rogu wyświetlacza.
Tu z kolei aplikacja aparatu. Wydaje się ona dość uboga i tak ona, jak i dostępne funkcje początkowo mnie rozczarowywały. Na pewno brakuje mi wygodnych ikonek na górze, które znajdują się w G8 Power. Taki HDR jest ukryty w ustawieniach – zapomniałem o nim totalnie, przez co część zdjęć została mi w taki sposób podbita. Co do reszty…
Pierwsze moje wrażenia były faktycznie – jak biednie. G8 Power miała makro, aparat ultraszerokokątny, a także zoom. Tymczasem tu dostałem w zasadzie aparat główny, który domyślnie wykonuje zdjęcia w rozdzielczości około 16 Mpix (by uzyskać 64, trzeba przełączyć się na Hi-Res) oraz makro. Najpierw omówmy ten pierwszy. Nie jestem fanem takiego przeskakiwania, do tego w niektórych innych aparatach jest ono ciut szybsze (podobnie też nie zawsze przełączenie się na Hi-Res sprawi, że dostaniemy zdjęcie 64 Mpix – już się spotkałem z tą kwestią w innym smartfonie i być może jest to kruczek, który bardziej obeznany fotograf mobilny byłby w stanie wyjaśnić).
Różnice w zdjęciach wydają się znikome, choć widać, że wysoka rozdzielczość nieco bardziej pogłębia kolory. Jak na smartfon budżetowy, zdjęcia wypadają całkiem ładnie – bez szaleństw, ale są wyraźne i przyjemne dla oka.
Podobnie jest z makro, które wypada całkiem porządnie. W Moto G8 Power był także tryb filmowania makro. Nie powiem – czasem jest on przydatny. Ale na co dzień – nie jest to coś, bez czego nie można się obejść, więc jakoś bardzo mi tu nie przeszkadzał.
Na pudełku Moto G9 Power wspominano także o trybie nocnym. To faktycznie coś, czego jej poprzedniczka nie miała. Zdjęcia z włączonym trybem są jaśniejsze, chociaż, jak zwykle, dużo zależy od oświetlenia.
Powyżej przykłady różnych zdjęć (także z włączonym HDR), w tym portretowe mojego nieodłącznego wąsatego modela, a także portret selfie, wykonany frontowym aparatem.
Jeśli chodzi o filmy – maksymalnie nagramy je w rozdzielczości FHD przy 60 klatkach na sekundę. To kolejne zaskoczenie, bo jednak G8 Power pozwala na 4K. Na szczęście Full HD prezentuje się całkiem dobrze. Cyfrowa stabilizacja obrazu ustawiona jest automatycznie. Na przykładzie jednego z filmów, na którym drgania zauważyłem dopiero po fakcie, widać, że pomimo lekkiego poruszenia obraz pozostaje wyraźny.
Niestety – obecny przy zdjęciach tryb nocny niedostępny jest przy filmowaniu. Możemy wspomagać się lampą, ale tak czy tak nie spodziewajmy się rewelacji.
Prócz tego możemy też nagrywać w zwolnionym tempie, zrobić film poklatkowy czy z kolorem spotowym. Poniżej przykład pierwszego
O ile początkowe wrażenia obcowania z aparatem były raczej negatywne, o tyle muszę przyznać, że koniec końcem jestem zadowolony. Jak na budżetowy smartfon jest całkiem dobrze, a choć osobiście przeszkadza mi brak zoomu, to G9 Power rekompensuje go trybem nocnym. Nie ukrywam jednak, że zdecydowanie bardziej odpowiada mi wcześniejsza propozycja Motoroli, którą możemy znaleźć w G8 Power.
Z Moto G9 Power spędziłem prawie miesiąc. Zamiennie używałem jej z poprzedniczką. Czasem różnice dawało się odczuć, czasem były one stosunkowo niewielkie. Czy gdybym miał możliwość zamieniłbym się i odesłał starszą siostrę na rzecz młodszej?
Na pewno Moto G9 Power ma mnóstwo zalet. Począwszy od designu, który daje wrażenie korzystania ze smartfona z wyższej półki (minus to nieprzyjemne trzeszczenie, które – jak pisałem – mam nadzieję jest przypadłością tylko tego egzemplarza – element ten skutecznie tuszuje etui), po wydajną pracę czy działanie na jednym cyklu. Gabaryty – to może być taki plusominus, zależnie od preferencji użytkownika – Moto nie jest ani jakimś pasibrzuchem, ale to również zdecydowanie nie kompaktowa myszka. O ile mnie samemu używało się tego smartfona dobrze, o tyle chyba wolę jednak mniejszą G8 Power.
Istotnym elementem jest też aplikacja aparatu i możliwości. To, co oferuje G9 Power nie jest złe, ale jednak mam wrażenie, że mogłoby być lepiej – a przykład G8 Power to potwierdza.
Nowa Motorola kusiła, ale nici z przedłużenia romansu, zostaję z jej siostrą. Ale było miło, może gdybyśmy wpadli na siebie rok temu… Jeśli jednak ktoś inny szuka budżetowca, który będzie dobrze wyglądał, dobrze się sprawował, a przy tym nie przeszkadzają rozmiary – Moto G9 Power to model warty rozważenia.
A Motorolę Moto G9 Power znajdziecie w sklepie x-kom




Witam.
Na razie jestem posiadaczem moto e5 plus. Myślę nad przesiadką na nowy telefon, tylko jeszcze nie wiem co wybrać. Głównie zależy mi na zdjęciach. Myślałem nad moto g8 power lub g9 power. Może też być coś innego (w mniej więcej podobnej cenie, co te dwa), ale póki co, skłaniam się ku któremuś z wymienionych.
Co by Pan doradził?
Dzień dobry,
Zdjęcia z Moto G9 Power – są takie, jak je Pan widzi w recenzji powyżej. 😉 Jak pisałem – nie ma szaleństw, mogłyby być bardziej soczyste, ale też wypadają całkiem dobrze.
G8 Power – tak jak wspominam, jest to od zeszłego roku mój prywatny smartfon, w okresie wiosenno-letnim robiłem bardzo dużo fotografii, z których byłem zadowolony – znowu nie jest to może najwyższa półka, ale zdjęcia wychodzą ładne – tu próbki z okresu zimowego https://geex.x-kom.pl/recenzje/motorola-moto-g8-power-recenzja-smartfona-za-1000-pln-mamy-te-moc/.
W tym roku miałem też okazję testować realme 7 Pro – jest to już ciut droższy smartfon – trochę powyżej przedziału, w którym są obie Moto – ale może Pana zainteresować: https://geex.x-kom.pl/recenzje/realme-7-pro-recenzja-czy-to-dobry-smartfon-na-poczatek-2021-roku/.
Jeśli jednak wolałby Pan zostać przy Motorolach, to myślę, że nie ma jakiejś większej różnicy między G8 Power a G9 Power – osobiście skłaniałbym się ku „ósemce”, która również dość mocno potaniała od zeszłego roku (w recenzji wspominam o problemach z głośnikiem, ale albo się przyzwyczaiłem, albo jest inna przyczyna, bo od dłuższego czasu jakość rozmów jest bardzo dobra – mam za to wrażenie, że bateria jakby trochę szybiej się rozładowywała, ale ma na to wpływ zapewne mnóstwo czynników, typu ustawienie ekranu na pełną jasność czy częste oglądanie video).