Test i recenzja Motoroli Moto G10, czyli kameleona wśród smartfonów

Motorola Moto G10 to nowy budżetowiec, który kusi niską ceną i intryguje nietypowym designem. Czy niekonwencjonalne plecki smartfona to tylko zabieg marketingowy, który ma odciągnąć uwagę od jego wnętrza? I jakie jeszcze tajemnice skrywa smartfon pod ciągle zmieniającym się kolorem obudowy? Odkrywam je wszystkie w recenzji Moto G10.

Unboxing Motoroli Moto G10

Pudełko od Motoroli Moto G10 jest zaskakująco małe jak na wymiary samego smartfona. Wypełnia on niemal po brzegi zawartość opakowania. Oprócz samego urządzenia znalazło się jeszcze miejsca na:

  • Sylikonowe etui,
  • Wtyczkę do ładowarki,
  • Kabel USB-C,
  • Szpilka do wyjmowania tacki na kartę SIM,
  • Instrukcje użytkowania.
Motorola Moto G10 unboxing

Wyposażenie G10 to absolutny standard. Niemałą ironią zalatuje jednak fakt, że przy okazji unboxingu smartfona za kilkaset złotych można zadać uszczypliwe pytanie: masz ładowarkę w iPhonie 12? Masz to w Samsungu Galaxy S21? No właśnie, nie masz. Ale skończmy z tymi prztyczkami w nos gigantów. W końcu tutaj Motorola wystawia swój sprzęt w walce o sektor niskopółkowych smartfonów!

Wygląd kameleona, rozmiary słonia

Kolejną ironią może być fakt, że to właśnie niskopółkowe smartfony często wyróżniają się designem bardziej niż flagowce. No bo jeżeli porównamy Xiaomi POCO M3, realme 7 czy Motorolę Moto G10 do wspomnianych Samsungów, czy iPhone’ów, to się okaże, że to właśnie te tańsze sprzęty mają w sobie więcej odważnych i nietypowych rozwiązań designerskich.

Motorola Moto G10 tył na stojąco

Moto G10 zaskakuje pleckami, których przetłoczenia przywodzą na myśl wydmy pustynne lub fale wodne. Nie jestem ekspertem od nazywania przetłoczeń, dlatego nie upieram się przy mojej interpretacji i pozostawiam Wam w tej kwestii dowolność.

Trudno też jednoznacznie określić fakturę plecków. Choć z całą pewnością jest to plastik, to jest dosyć przyjemny w dotyku i sprawia wrażenie masy perłowej. Ale tutaj też nie daję uciąć sobie ręki za to określenie, bo być może zbyt mocno zasugerowałem się nazwą koloru mojego egzemplarza, czyli Iridescent Pearl, co zresztą najlepiej widać na poniższym zdjęciu.

Motorola Moto G10 kolor na książce

Smartfona większość czasu używałem bez etui i chociaż kładłem go na różnych powierzchniach, to na pleckach czy wyspie aparatów nie widać żadnych zarysowań. Nietypowa faktura plecków albo bardzo dobrze znosi zadrapania, albo bardzo dobrze je maskuje. Najważniejsze, że ostatecznie to użytkownik jest wygranym.

Do testów dostałem Motorolę w kolorze opalizującej perły, tłumacząc ją na język polski. Znowu – bardzo trudno jednoznacznie określić, jaki kolor ma ten smartfon, ponieważ zmienia się on w zależności od oświetlenia i kąta patrzenia na obudowę. Moto G10 z gracją kameleona potrafi być różowo-łososiowo-srebrna i jeszcze we wszystkich kolorach pomiędzy, których nazwać nie potrafię. Ten kolor Motoroli szczególnie powinien zatem przypaść do gustu paniom, które lubią zabłysnąć znajomością nazw nietypowych barw.

Motorola Moto G10 tył w ręce

Wyspa aparatów

Całość plecków sprawia jednak wrażenie dość taniego tworzywa sztucznego, zwłaszcza że kontrastuje z nim wyspa aparatów, która wydaje się wykonana w sposób absolutnie topowy. To zdecydowanie najładniejszy element tego smartfona, który jest jakby wyciągnięty z jakiegoś wysokopółkowego urządzenia. Dość grube szkło otacza ramka o kolorze różowo-miedzianym, która lekko odstaje od plecków.

obiektyw Motorola Moto G10

Etui

Problem odstającej wyspy na szczęście eliminuje dołączone do zestawu etui. Bardzo dobrze, że jest, ale… to chyba tyle z jego plusów. Już od pierwszego założenia etui luźno wchodziło i schodziło ze smartfona, co odrobinę niepokoi mnie pod względem jego wytrzymałości. Ale być może to jest po prostu kwestia mojego egzemplarza, a samo etui chroni smartfon przed upadkami w odpowiedni sposób.

Przyciski funkcyjne

Pozostałe elementy budowy smartfona to plastikowa ramka i przyciski sterujące, które są umieszczone po prawej stronie smartfona. Oto funkcje przycisków wymieniając je od dołu:

  • zasilanie,
  • sterowanie głośnością,
  • asystent Google.
Motorola Moto G10 z boku

Na pleckach smartfona znajduje się także czytnik linii papilarnych ukryty w logo Motoroli. Podczas testów nie miałem z nim absolutnie żadnych problemów i jest to dużo bardziej niezawodne rozwiązanie niż czytniki, które są ukryte w ekranie części smartfonów. Recenzowaną Motorolę można odblokowywać też twarzą, co trwa równie szybko co odblokowanie palcem, ale jest od niego dużo mniej bezpieczne.

Rozmiary smartfona

Obiektyw do selfie w kształcie łezki znajduje się na środku górnej części ekranu i oczywiście po kilku minutach użytkowania zapomina się o jego istnieniu. Nieco trudniej do porządku dziennego przejść z dużym podbródkiem smartfona, ponieważ jest on naprawdę spory – na upartego zmieściłby się tam fizyczny przycisk domowy. Szkoda, że amerykańskim projektantom nie udało się zmniejszyć jego rozmiarów, bo samo urządzenie zyskałoby wtedy na kompaktowości, której szczerze mówiąc mu brakuje.

Motorola Moto G10 przód w ręce

Z tego powodu muszę przestrzec panie, które mają niewielkie ręce, żeby nie dały się zwieść pięknemu, kameleonowemu kolorowi smartfona. Użytkowanie go jedną ręką jest ryzykowne – zwłaszcza bez etui, gdyż plecki są dość śliskie. Z drugiej strony sprzęt jak na swoje rozmiary jest lekki, więc długotrwałe oglądanie filmu nie powinno zmęczyć nadgarstków.

Wyświetlacz IPS

Moto G10 ma ekran IPS o przekątnej 6,5″, którego rozdzielczość wynosi 1600 × 720 pikseli, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na poziomie 270 ppi. Taka specyfikacja może nie jest na dzisiejsze standardy oszałamiająca, ale ostatecznie daje obraz na akceptowalnym poziomie.

Motorola Moto G10 ekran na stojąco

Owszem, jak ktoś chce dopatrzeć się poszarpanych pikseli na ikonkach w menu, to mu się to uda, ale… podczas codziennego użytkowania nikt nie ma na to czasu ani ochoty. Lepiej przecież oglądać zrobione smartfonem zdjęcia czy filmy na YouTube, które na ekranie Moto G10 prezentują się przyzwoicie.

Kolory są naturalne i nie są sztucznie podbite, więc jeśli ktoś nie lubi intensywności AMOLED-ów, to powinien być zadowolony. Oczywiście nie ma mowy o głębokich czerniach, ale te, które są naprawdę dają radę. Nie popadają przesadnie w szarości, do czego tendencję mają smartfony z tej półki cenowej. Czerń traci na swojej intensywności dopiero pod większym kątem widzenia, za to kolory nie załamują się przesadnie. Do tego ekran IPS bardzo dobrze radzi sobie z wyświetlaniem bieli.

Nasycenie i temperaturę kolorów można zmieniać, ponieważ Motorola przygotowała kilka profili, z których każdy może wybrać coś dla siebie:

  • Naturalne
  • Wzmocnione
  • Nasycone

Smartfon ma czujnik światła, ale mam wrażenie, że jest on nieco zbyt mało czujny, bo często musiałem korygować jasność smartfona. Najczęściej podkręcałem jasność w okolice najwyższych ustawień. Z racji warunków pogodowych nie miałem okazji tego sprawdzić, ale zakładam, że czytelność ekranu smartfona w ostrym, letnim słońcu może nieco cierpieć.

Czysty Android na ratunek specyfikacji

Motorolę Moto G10 można polubić za nakładkę My Ux, która przede wszystkim stara się nie przeszkadzać i pozostawia czystego Androida na tyle, na ile to możliwe. Dzięki temu smartfon jest maksymalnie zintegrowany z usługami od Google’a i nie ma na nim zbędnych zapychaczy. O tej integracji najlepiej świadczy też dedykowany przycisk na ramce smartfona do wywoływania Asystenta Google, który docenią jego stali użytkownicy.

Fakt, że w oprogramowaniu nie ma autorskich aplikacji kalendarza czy galerii, tylko trzeba korzystać z tych google’owskich (lub pobrać inne), nie oznacza, że Motorola nie dodała czegoś od siebie. Wręcz przeciwnie – amerykański producent przewidział sporo usprawnień w zakresie korzystania ze smartfona i umieścił je w autorskiej aplikacji Moto.

Jednym z najciekawszych usprawnień są gesty. Dwukrotne obrócenie nadgarstkiem z telefonem w ręce powoduje uruchomienie aparatu, a potrząśnięcie nim uruchamia latarkę. Oczywiście gesty te działają także, gdy smartfon jest zablokowany. Co prawda, korzystając z obu gestów zaraz po sobie, można wyglądać jakby rzucało się zaklęcie. Nie muszę jednak chyba nadmieniać, że to bardzo praktyczna opcja – zwłaszcza, żeby włączyć latarkę bez zdejmowania rękawiczek na trzaskającym mrozie.

Poza tym Motorola proponuje sporo innych funkcji:

  • personalizowanie smartfona poprzez tworzenie niestandardowych stylów,
  • przełączanie utworów za pomocą fizycznych przycisków głośności,
  • sterowanie efektami dźwiękowymi,
  • podglądanie powiadomień na wyłączonym ekranie,
  • granie w trybie dla graczy Gametime,
  • ustawianie budzik zgodnie z harmonogramem snu.

Podkreślę jeszcze raz, że jestem pod wrażeniem, jak sprawnie Motorola wprowadza własne usprawnienia i jednocześnie nie gryzie się to wszystko z czystością samego systemu. Smartfon po wyjęciu z pudełka działa na Androidzie 11, co jest jego dużą przewagą w stosunku do jego rywali w postaci POCO X3 czy realme 7, które zostały wydane na Androidzie 10. W ten sposób Motorola ma szansę cieszyć się dłuższym wsparciem.

Specyfikacja

Moto G10 działa na 8-rdzeniowym procesorze Qualcomm Snapdragon 460 z układem graficznym Adreno 610. Do tego 4 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wbudowanej. Nie ma co ukrywać, specyfikacja nie porywa, a smartfon nie jest demonem prędkości. Pamiętajmy jednak o atrakcyjnej cenie tego urządzenia.

Na pewno trzeba się przyzwyczaić do nieco ociężałego działania, ale zapewniam – da się. Na co dzień smartfon działa bowiem stabilnie – nie zawiesza się w losowych momentach i nie uniemożliwia tym samym wykonania danego zadania. A ostatecznie to jest najważniejsze. Czasem smartfon po prostu musi nieco dłużej pomyśleć lub nieco spowolnić klatkaż animacji, przez co praca na nim nie jest aż tak płynna.

Na duży plus natomiast muszę zaliczyć działanie pamięci RAM. Chociaż jej wielkość jak na dzisiejsze standardy nie jest wygórowana, to w praktyce radzi sobie bardzo dobrze. Najbardziej cieszy mnie to, że smartfon nie zamyka nagle aplikacji, z której przed chwilą korzystałem, z czym często spotykałem się w droższych smartfonach. Z pewnością stosunkowo czysty Android ratuje tu nieco sytuację, a przynajmniej nie spowalnia dodatkowo urządzenia.

Jeden głośnik i gniazdo mini jack

Najjaśniejszym punktem programu przygotowanym przez Motorolę w kwestii udźwiękowienia jest gniazdo mini jack, które niestety coraz bardziej staje się reliktem przeszłości. A to naprawdę wygodne nie musieć nosić ze sobą żadnej przejściówki, żeby posłuchać muzyki ze słuchawek lub podłączyć smartfon do kabla AUX w samochodzie.

Dźwięk ze smartfona wydobywa się z głośnika umieszczonego na dolnej ramce. Jest nieco metaliczny i brakuje mu głębi, ale czego spodziewać się po smartfonie za kilkaset złotych? W tej półce cenowej najważniejsze jest to, żeby dźwięk był wyraźny, a tego Moto G10 odebrać nie można. Chętni mogą poeksperymentować we wbudowanym equalizerze.

Oczywiście może boleć brak głośników stereo, które coraz częściej pojawiają się w niskich półkach cenowych. Jednak trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś kupuje Moto G10, żeby rozkręcać nią imprezy. Za to Netflix lub podcast na tej Motoroli pod kocykiem w domowym zaciszu jak najbardziej mogę i z przyjemnością sobie wyobrażam.

Duża bateria i wolna ładowarka

Bateria w Moto G10 ma pojemność 5000 mAh. Na rynku jest już coraz więcej smartfonów z podobnym akumulatorem, jednak pojemność to nie wszystko. Dużo zależy też od odświeżania ekranu czy rozdzielczości – im wyższe, tym szybciej drenują baterię. A skoro recenzowana Motorola ma odświeżanie i rozdzielczość na podstawowym poziomie, to jej bateria może wytrzymać dłużej niż smartfony z wszystkimi tymi „bajerami”.

Na recenzowanym smartfonie regularnie udawało mi się uzyskać czas działania ekranu powyżej 7 godzin i to głównie z LTE. Gdybym przez większość czasu korzystał z Wi-Fi, to zapewne ten czas byłby jeszcze dłuższy. Według mojego testu Moto G10 może wytrzymać 2 dni pracy na przeglądarce, Messengerze, aparacie i kilku grach.

Niestety smartfon można ładować maksymalnie ładowarką o mocy 10 W, która oczywiście znajduje się w zestawie. Tak niewielka moc przy tak dużej baterii skutkuje tym, że Moto G10 ładuje się w jakieś 2,5-3 godziny. Jak na dzisiejsze standardy to, delikatnie mówiąc, długo. Jeśli jednak komuś zależy na długim działaniu smartfona na akumulatorze, to być może w miarę bezboleśnie przełknie tę gorzką pigułkę.

Aparat w Motoroli Moto G10

Wspominałem już, że wyspa aparatów w tym smartfonie jest przepiękna. Naturalnym zatem by było, żeby 4 obiektywy skryte pod taflą szkła robiły równie piękne zdjęcia. Ale ostatecznie to ich specyfikacja o tym decyduje a nie wygląd. Ta natomiast przedstawia się następująco:

  • główny 48 Mpx, przysłona f/1.7;
  • szerokokątny 8 Mpx, f/2.2;
  • czujnik głębi 2 Mpx, f/2.4;
  • makro 2 Mpx, f/2.4.

Wszystkie zdjęcia robiłem na domyślnych ustawieniach i z automatycznym trybem HDR. Na potrzeby tej recenzji zdjęcia zostały skompresowane, więc ich jakość jest poglądowa i nie odzwierciedla w pełni rzeczywistych możliwości aparatu.

Aparat główny

Ze zdjęć aparatu głównego Motoroli Moto G10 można być zadowolonym. Oczywiście o ile warunki pogodowe sprzyjają i jest dobre światło. Często jednak robiłem zdjęcia po południu, gdy już się zmierzchało, a mimo to smartfon na pierwszy rzut oka nie gubi szczegółów. Widać to szczególnie po gęstej trawie czy nakrętkach w zbiorniku, które można wyraźnie dostrzec. Oczywiście po przybliżeniu zdjęcie traci szczegółowość, ale do okazjonalnego pstrykania fotek i oglądania ich na smartfonie Moto G10 powinna wystarczyć.

Największe zastrzeżenia mam jednak do nieco wypłowiałych barw i trudności smartfona ze znalezieniem odpowiedniego balansu światła. Dla pewności polecam kilkukrotnie uchwycić dane ujęcie.

Aparat szerokokątny – porównanie

O ile narzekałem na kolory obiektywu głównego, to w porównaniu z obiektywem szerokokątnym widać, że tutaj sprawa wygląda już lepiej. Są one nieco bardziej podbite i żywsze. Same zdjęcia wydają się także jaśniejsze, co pozytywnie wpływa na ich jakość. W przypadku Moto G10 moim zdaniem to właśnie tym obiektywem można zrobić najlepsze fotki.

8x zoom

Gwiazd ani sąsiadów nie podejrzycie z tym smartfonem, ale ten 8-krotny zoom jest całkiem znośny. Może brak mu szczegółowości, ale przynajmniej każdy ruch ręki nie powoduje, że traci się z kadru fotografowany cel.

Tryb nocny

W trybie nocnym niestety nie da się używać obiektywu szerokokątnego. Żałuję, ponieważ to właśnie z jego efektów byłem zadowolony najbardziej. Zdjęcia nocne aparatem głównym charakteryzują się podobną bladością co te robione w dzień. Oczywiście dobrze oświetlony obiekt może pomóc wyciągnąć najlepsze z tego smartfona, natomiast brak dobrego oświetlenia skutkuje już sporymi rozmyciami i szumami.

Selfie i tryb portretowy

Jak widać tryb portretowy poradził sobie z tak majestatyczną panoramą, jaka jest za mną, w bardzo przyzwoity sposób. Odcięcie wygląda dość naturalnie i dobrze podkreśla główną gwiazdę tego zdjęcia. 

Nieco większy problem mam z drzewami, które się za mną znajdują. Na zdjęciu bez rozmytego tła wydają się one nieco rozmazane, a w trybie portretowym dość wyraźnie odcinają się od błękitu nieba.

Zwykłe selfiaki i potrety w pomieszczeniu bez dobrego oświetlenia nie wypadają już tak dobrze. Oprócz niskiej jasności i szczegółowości zdjęć w oczy rzuca się nieprawidłowe odcinanie oprawek moich okularów od tła. Niestety mimo kilku podejść problem się powtarzał. Okularnicy i bujnoczuprynowcy muszą zatem uważać podczas robienia portretów, żeby to, co wystaje poza obręb twarzy nie zostało przez smartfon mylnie rozmazane.

Co ciekawe, podczas robienia selfie można wywołać samowyzwalacz poprzez podniesienie ręki lub uruchomić migawkę, uśmiechając się. Funkcja ta może przynieść tyle samo pożytku co śmiechu, gdy na zbiorowym zdjęciu grupowy błazen będzie manipulował smartfonem podnosząc rękę i uśmiechając się na zmianę.

Motorola Moto G10 selfie w pomieszczeniu

Dodatkowo załączam fotkę z trybu portetowego z kamery tylnej. Jak widać nawet Reymont nosi maseczkę na nosie.

Motorola Moto G10 tryb portretowy tył

Tryb makro

Tryb makro większość ludzi traktuje jako ciekawostkę, dlatego dla kronikarskiego obowiązku dorzucam pojedynczą fotkę zrobioną przy użyciu tego obiektywu. Smartfon mocno rozmywa tło i lekko gubi ostrość, ale da się nim wyłapać piękno okolicznej przyrody.

Motorola Moto G10 makro

Filmy wideo

Cudów w kwestii wideo w smartfonie za kilkaset złotych nie ma co oczekiwać. I z takim nastawieniem być może nawet będziecie zadowoleni z jego efektów. Moto G10 może nagrywać wyłącznie w rozdzielczości Full HD 1080p w 30 fps-ach i stabilizacją ekranu bądź 60 fps-ach bez stabilizacji. Oprócz tego do dyspozycji jest jeszcze tryb slow motion do 120 fps. Efekty wideo możecie zobaczyć poniżej:

Wideo 30 klatek ze stabilizacją

Wideo 60 klatek bez stabilizacji

Inne tryby

W recenzji Motoroli Moto G10 przedstawiłem najczęściej używane tryby foto, ale smartfon oferuje ich jeszcze kilka rodzajów:

  • Pro (ze zdjęciami RAW),
  • Wycinek zdjęcia,
  • Kolor spotowy,
  • Ruchome zdjęcia,
  • Panorama,
  • Grupowe selfie,
  • Filtr na żywo.

Podsumowanie recenzji Motoroli Moto G10

Motorolę Moto G10 zdecydowanie polecam osobom, które lubią wyróżniać się z tłumu. I nie chodzi mi tylko o nietypowy design, który jest sporym powiewem świeżości na rynku i na pewno znajdzie swoich zwolenników. W tej półce cenowej najpopularniejsi są chińscy producenci, tymczasem Motorola próbuje zagarnąć kawałek tego tortu, proponując smartfon z niemal czystym Androidem i nienachalną nakładką My UX.

Oprócz przyjaznego dla użytkownika interfejsu Moto G10 charakteryzuje się baterią, która może wytrzymać nawet 2 dni pracy, fizycznym czytnikiem linii papilarnych i najnowszym Androidem 11 na pokładzie. Dla osób ceniących sobie komfort ważna będzie obecność gniazda mini jack 3.5 mm, natomiast duży ekran 6.5″ doceni każdy, kto lubi oglądać filmy i seriale. Płynność działania smartfona mogłaby być co prawda lepsza, ale być może uda się ją poprawić producentowi z kolejnymi aktualizacjami.

Minusy

  • płynność działania
  • wolne ładowanie
  • duże ramki i rozmiar smartfona
  • responsywność ekranu mogłaby być większa
  • aparat głównie do dobrych warunków oświetleniowych

Plusy

  • duża bateria
  • ekran IPS
  • Android 11
  • fizyczny czytnik linii papilarnych
  • obsługa gestami
  • efektywne zarządzanie pamięcią RAM

Ocena redakcji

6/10