Kindle Paperwhite 4 – recenzja, porównanie z Kindle Keyboard. Jak zmieniły się czytniki e-booków na przestrzeni ośmiu lat?

Czytam, więc jestem. Taka dewiza życiowa towarzyszy mi od dawna. Kiedy przez polski rynek nieśmiało przebijały się pierwsze czytniki e-booków, wiedziałem, że jest to sprzęt, który muszę mieć. Kupiłem więc Kindle Keyboard, by wyciskać z niego siódme poty przez kolejne osiem lat. Teraz przyszła pora na zmianę. Wybór padł na Kindle Paperwhite 4, którego postanowiłem dla Was zrecenzować, przy okazji uzmysłowić postęp technologiczny, jaki przez osiem lat zaliczyły czytniki Amazona.

Kindle 4 Paperwhite versus Kindle Keyboard – kontekst pojedynku

W zasadzie jedynym powodem, dla którego zdecydowałem się na przesiadkę z Kindle Keyboard na Kindle 4 Paperwhite, było podświetlenie ekranu. Jako ojciec 15-miesięcznego „bombelka” czasu na lekturę mam stosunkowo niewiele, nad czym zresztą bardzo ubolewam, toteż okazji do obcowania z literaturą szukam, gdzie tylko się da.

Jedną z takich jest niewątpliwie czytanie przed snem, z głową na stercie poduszek i nogami pod ciepłą kołdrą. Sęk w tym jednak, że łóżko ulokowane mam na tyle niefortunnie, że musiałbym zaopatrzyć się w sensowne źródło światła i jakimś magicznym trikiem przeciągnąć je aż na wezgłowie. Ponieważ z natury jestem leniwy, uznałem, że lepiej będzie po prostu wymienić czytnik na nowy.

Powiedzmy to sobie jasno. Prócz braku oświetlenia Kindle Keyboard spełniał swoje zadania w stu procentach. Korzystało mi się z niego bardzo wygodnie, a fakt, że w międzyczasie pojawiały się kolejne modele, nie czynił pisanych i wydawanych na świecie książek ciekawszymi, wartościowszymi i poczytniejszymi. Nigdy nie czułem parcia, tak charakterystycznego dla branży smartfonów, aby dokonać sprzętowego upgrade’u i cyklicznie wymieniać czytnik na nowy.

Pokonało mnie dopiero światło. Konkretnie – jego brak.

Kindle Paperwhite 4 versus Kindle Keyboard

Na ekranie Kindle 3 Keyboard przeczytałem blisko 400 książek…

…mogę więc pokusić się o powiedzenie, trochę wbrew naturalnej skromności, że znam ten model na wylot. I czego bym o nim nie napisał, był to niewątpliwie jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – „elektroniczny” zakup, jakiego dokonałem w życiu. Serio. Rozwiązał wiele studenckich (i nie tylko) problemów, z jakimi na co dzień się borykałem, takich jak konieczność noszenia na zajęcia opasłych tomiszczy czy nieopanowany chaos w notatkach. A że nie jestem jednym z tych dziwaków, którzy chełpią się fetyszem wąchania papierowych książek, w całości zaspokajał też moje czytelnicze potrzeby.

Kindle Keyboard urzekł mnie wygodą korzystania i tym, że ani trochę nie starał się być tabletem, który mnogością i różnorodnością funkcji żebrałby o uwagę jak najszerszego grona konsumentów. Miał co prawda przeglądarkę internetową, możliwość publikowania zaznaczanych fragmentów na Facebooku i Twitterze, ale były to bajery, o których natychmiast się zapominało, jako że to samo – ale szybciej i wygodniej – można było robić z poziomu smartfonów (choć te w 2010 nie były czymś tak oczywistym jak dzisiaj).

Model ten był po prostu udaną imitacją papierowej książki. Bez rozpraszaczy i udziwnień, z innowacyjnym, jak na tamte czasy, wyświetlaczem e-ink i baterią, która wystarczała na sporo ponad 2 tysiące przewróconych stron. Brak dotykowego ekranu z nawiązką rekompensowała wygodna obsługa przyciskami, która świetnie sprawdzała się zwłaszcza w trakcie samej lektury, oferując przyciski zmiany stron zarówno dla lewo- jak i praworęcznych.

Przed Kindle Paperwhite 4 było więc nie lada wyzwanie, by doskoczyć do poprzeczki ustawionej wysoko przez dużo starszego krewnego.

Kindle Keyboard

Pierwsze strony przeczytane na Kindle Paperwhite 4…

…natychmiast uświadomiły mi, że przesiadka była dobrym pomysłem. To, na czym zależało mi najbardziej, czyli podświetlenie ekranu, działa wyśmienicie. Do dyspozycji mamy aż 24 poziomy jasności wyświetlacza. Możemy swobodnie balansować między nimi, w zależności od pory dnia i warunków oświetleniowych, przy okazji wpływając wydatnie na ekonomię pracy baterii.

Ponieważ to mój pierwszy Paperwhite, miałem pewne obawy, czy podświetlony ekran nie będzie wyciskać łez z oczu, zwłaszcza przy dłuższych sesjach czytelniczych. W rzeczywistości nawet najmroczniejsza podkołdrowa sceneria nie zmusiła mnie do tego, bym wybrał wyższy niż 10. poziom oświetlenia. Zrobiłem to właściwie tylko raz, w celach czysto testowych. Okazało się, że nawet przy maksymalnej jasności podświetlenie Kindle’a wciąż jest bardzo subtelne i nie wypala oczu.

Co więcej, ekran rozświetlony jest tak równomiernie, że nijak nie sposób odgadnąć rozmieszczenia diod, których jest ponoć pięć. Można więc powiedzieć, że nawet mimo światła efekt kartki został utrzymany. Powiem tak – „nocne z lekturą obcowanie” jeszcze nigdy nie było dla mnie tak przyjemne jak obecnie.

Porównanie jakości obrazu

Oba czytniki mają ekran o przekątnej 6”. W Kindle Paperwhite 4 panel wykonany jest w technologii e-ink carta, w przypadku starszego Kindle’a – e-ink pearl. Przewaga pierwszego patentu przejawia się przede wszystkim w:

  • widocznie większym kontraście;
  • braku artefaktów z poprzednich stron (zjawisko nazywane ghostingiem);
  • zdecydowanie rzadszym odświeżaniem ekranu.

Wszystkie te różnice uwydatnia dopiero bezpośrednie porównanie obu modeli. Zresztą zobaczcie sami:

Porównanie obrazu Kindle ppw 4 i Kindle Keyboard

Kolejną istotną różnicą jest rozdzielczość obu ekranów. Kindle Paperwhite 4 może pochwalić się rozdziałką rzędu 1448 x 1072 px, Kindle Keyboard – już tylko 800 x 600 px. Przepaść między oboma modelami widać już na pierwszy rzut oka, przy czym – co warto podkreślić – nie ma ona aż tak dużego wpływu na komfort lektury, jak mogłoby się zdawać; niska rozdzielczość w Kindle Keyboard nigdy nie stanowiła dla mnie przeszkody podczas czytania, niezależnie od typu i wielkości fontu wybranych w ustawieniach.

Dotykowy ekran vs fizyczne przyciski

Być może sprzedam Wam teraz mało popularną opinię, ale zaczynam już tęsknić za obecnością przycisków w czytniku. Co prawda jak dla mnie fizyczna klawiatura QWERTY w Kindle Keyboard mogłaby nie istnieć, ponieważ przez 8 lat przydawała mi się na tyle rzadko, że nie umiem obronić faktu jej istnienia, do tego znacząco zwiększała rozmiary urządzenia. Niemniej przyciski odpowiadające za zmianę stron były czymś genialnym. Wygodne, poręczne, pozwalające na trzymanie Kindle’a tak w lewej, jak i prawej ręce.

Żeby nie było – dotykowy ekran w Kindle Paperwhite 4 działa bez zarzutu. Pomyślany został tak, by obsługiwać gesty, do jakich przywykliśmy podczas korzystania ze smartfonów. Ale niestety podobnie jak one łatwo zbiera odciski palców. Na początku zdawało mi się nawet, że mój egzemplarz ma uszkodzony panel, ponieważ w jednym miejscu tekst był wyraźnie jaśniejszy. Okazało się, że to wina palca, który pozostawił po sobie wyraźny ślad. Co prawda problem szybko rozwiązała ściereczka z mikrofibry, niemniej palcujący się ekran jest jedną z tych niewielu rzeczy, które na dłuższą metę mogą irytować.

Inną jest zaznaczanie tekstu, które z fizycznymi przyciskami szło mi szybciej i precyzyjniej. Z dotykowym ekranem wymaga to nieco więcej cierpliwości, zwłaszcza jeśli preferujecie lekturę przy mniejszych rozmiarach czcionki; wówczas zaznaczenie interesującego Was fragmentu może być dość karkołomne. Z przyciskami tego problemu nie ma, bo każde wciśnięcie strzałki w bok przesuwa Was o jeden wyraz do przodu lub do tyłu, a strzałkami poziomymi łatwo możecie przemieszczać kursor między kolejnymi wierszami.

Wygląda zatem na to, że w tym aspekcie bliżej mi zdecydowanie do „przyciskowego tradycjonalizmu”. A może po prostu mam niezgrabne palce…

Ustawienia tekstu kindle paperwhite 4
Ustawienia tekstu w obu czytnikach

Soft w Kindle Keyboard vs soft w Kindle Paperwhite 4

Oprogramowanie w Kindle’u z 2010 roku było dość minimalistyczne. Posiadało wszystko, co sprzyja wygodnej, spersonalizowanej lekturze, i w zasadzie niewiele poza tym. I ja takie podejście kupowałem w stu procentach, wszak najgorszym wrogiem czytania książek są wszelkiej maści rozpraszacze.

Mieliśmy co prawda przeglądarkę internetową, o czym już wspominałem, był również syntezator mowy, angielski wprawdzie, ale dostępne w sieci tutoriale instruowały, jak zastąpić go swojsko brzmiącą Ivoną. Odtwarzacz mp3, choć zaimplementowany, był na wskroś niewygodny. Nie posiadał dedykowanej aplikacji, aktywacja wymagała użycia skrótu klawiszowego, więc o komfortowym odsłuchiwaniu audiobooków trzeba było zapomnieć już na starcie.

Jednocześnie cała ta otoczka wokół sposobu wyświetlania plików tekstowych była wystarczająca. 8 rozmiarów czcionki, 3 fonty do wyboru, możliwość ustawień interlinii i szerokości tekstu. Nie sposób nie wspomnieć też o możliwości zmiany orientacji urządzenia, bez której korzystanie z plików PDF byłoby praktycznie niemożliwe.

Kindle Paperwhite 4 to już zupełnie inna para kaloszy, jeśli mówimy o sofcie. Na tym gruncie najdobitniej uwypuklają się technologiczne różnice dzielące oba urządzenia. Niestety, aby w pełni wykorzystać potencjał oprogramowania w „czwórce”, najlepiej być czytelnikiem anglojęzycznym. Fleksyjny język polski obnaża niedoskonałości takich funkcjonalności jak: wyszukiwarka słów i fraz, słowniki, zakupy w sieci czy integracja z Wikipedią. Choć z drugiej strony trudno to nazywać „niedoskonałościami”, wszak Kindle już w zamierzeniu powstawały jako urządzenia do komfortowego wykorzystywania zasobów Amazona. A polskich e-booków na Amazonie nie znajdziemy.

Wyczerpująca charakterystyka oprogramowania w Kindle Paperwhite 4 wymagałaby osobnego tekstu, dlatego ograniczę się do wyszczególnienia tych elementów, które zapadły mi w pamięć w trakcie pierwszych tygodni użytkowania:

  • widok listy książek na urządzeniu – zarówno w formie listy, jak i kafelków z miniaturami okładek;
  • tryb nocny – genialna sprawa, bardzo przydatna podczas lektury w całkowitej ciemności. Najprościej rzecz ujmując, polega to na odwróceniu kolorów i czytaniu białego tekstu na czarnym tle;
  • lepsza integracja z Social Mediami, sklepami i słownikami;
  • bluetooth, za pośrednictwem którego można połączyć się np. z bezprzewodowym głośnikiem, choć w erze smartfonów wątpię, by ktokolwiek słuchał audiobooków z Kindle’a, zwłaszcza, że urządzenie obsługuje wyłącznie materiały pochodzące z Kindle Store i sklepu Audible. Możliwości wgrania własnych plików dźwiękowych nie ma. Nie ma też wejścia słuchawkowego, obecnego w Kindle Keyboard;
  • czytanie PDF wciąż nie jest wygodne. Wydawać by się mogło, że na przestrzeni tylu lat doczekamy się opcji konwertowania dokumentów PDF w formaty pokroju MOBI czy AZW3. Jeśli chcemy dokonać takiej operacji, trzeba wysłać maila do Amazonu, który przekonwertuje interesujący nas plik i odeśle w wiadomości zwrotnej;
  • funkcja tłumaczenia tekstu – jest i działa, niestety nie dla języka polskiego;
  • Wikipedia – znakomita funkcja, pozwalająca na szybkie sprawdzenie definicji podkreślonego słowa, zwrotu, nazwiska etc. Wikipedia w Kindle’u automatycznie określa język i dopasowuje do niego poszukiwaną definicję. Szkoda tylko, że nie uwzględnia odmian w języku polskim i aby podsunęła nam żądane dane, potrzeba jej frazy w mianowniku;
  • ze słownikami rzecz ma się tak samo, nawet jeśli samodzielnie wgramy polskojęzyczne tytuły;
  • znakomita wyszukiwarka – wpisujemy frazę i natychmiast otrzymujemy wyniki obejmujące Audible Store, Goodreads, słowniki i Wikipedię. Najważniejsze jednak, przynajmniej dla mnie, są frazy wynajdowane we wgranych na czytnik e-bookach. Wystarczy wklepać wyraz „Polska”, a urządzenie znajdzie nam wszystkie pozycje, w których fraza „Polska” się przewija, a także wskaże konkretne lokalizacje. Świetne rozwiązanie, dające naprawdę wiele możliwości komuś, kto pracuje nad przygotowywaniem tekstów na określony temat.
Prezentacja biblioteki dokumentów na Kindle Paperwhite 4 i Kindle Keyboard

Bateria, szybkość działania i inne

Porównywanie baterii w obu czytnikach zupełnie nie ma sensu, bo już samo podświetlenie ekranu przekreśla możliwość jakiejkolwiek konkurencyjności między akumulatorem w Kindle Keyboard, a tym, który zamontowano w Kindle Paperwhite 4. Tak czy inaczej, po ośmiu latach korzystania z tego pierwszego bateria wciąż wytrzymuje sporo, bo około tysiąca stron lektury.

„Czwórka” z PPW prócz oświetlenia ma też mocniejszy procesor, więc większe zapotrzebowanie na energię jest czymś oczywistym. Mimo to czytnik oferuje naprawdę imponujący czas pracy na baterii. Trudno w tym momencie przełożyć mi te słowa na wiarygodne liczby, bo wciąż odkrywam jego możliwości, ale po naładowaniu go do pełna i przeczytaniu trzech książek (łącznie jakieś 1200 stron) ikonka baterii wskazywała równe 40%.

Szybkości działania również nie ma co porównywać, bo dopiero po kilku dniach z Paperwhite’em uzmysłowiłem sobie, jak duże lagi zdarzało się zaliczać Keyboardowi. Z młodszym Kindle’em wszystko jest tak jak powinno – szybko i bez żadnych opóźnień.

Co jeszcze ma Paperwhite, czego nie ma Keyboard? Wodoodporność. Czyli coś dla tych, którzy czytają w wannie. Albo na deszczu. Może i pod wodospadem. Wszak każde miejsce jest dobre do tego, by zanurzyć się w lekturze.

Kindle Keyboard vs Kindle Paperwhite 4

Jak bardzo zmieniła się technologia czytników e-booków w okresie między premierą Kindle Keyboard a Kindle Paperwhite 4?

W końcu dotarliśmy do podsumowania, w którym musimy odpowiedzieć na dwa ważne pytania. Po pierwsze – jaki postęp technologiczny zanotowała technologia czytników e-booków Kindle na przestrzeni ośmiu lat?

Odpowiedź brzmi: niewielki. A może: nie tak wielki, jak mogłoby się wydawać. Amazon ulepszył swoje czytniki wszędzie tam, gdzie dało się dostrzec jakąś rezerwę technologiczną. Dostaliśmy więc większą rozdzielczość i większe zagęszczenie pikseli na cal. Jakość obrazu jest dużo lepsza, a podświetlenie ekranu to już w zasadzie standard (choć Amazon wciąż ma w ofercie czytniki bez PPW).

Ale czy komfort lektury jakoś znacząco się zmienił? No cóż, o ile nie mówimy o czytaniu w nocy – raczej nie. Stary Keyboard z 2010 roku wciąż radzi sobie w tym aspekcie znakomicie. A przecież o to właśnie chodzi w czytnikach, czyż nie?

I teraz drugie fundamentalne pytanie: czy warto było go kupić i czy poleciłbym zakup PPW 4 Wam? Jeżeli tak jak ja planujecie przesiadkę z Kindle’a bez podświetlenia – jak najbardziej warto postawić na ten właśnie model. Jeżeli planujecie zakup swojego pierwszego czytnika – Kindle Paperwhite 4 będzie się do tego nadawać wręcz wyśmienicie.

Ale jeżeli zastanawiacie się nad upgrade’em z Paperwhite 2 lub 3… tu już tak entuzjastyczny bym nie był, bo nie uważam różnic między tymi modelami za widoczne na tyle, by motywowały przesiadkę na nowszy model.

Minusy

  • ekran zbiera odciski palców
  • wciąż brak obsługi języka polskiego w menu, co sprawia, że polski czytelnik nie może korzystać z wielu użytecznych funkcjonalności
  • brak narzędzia do odsłuchiwania innych audiobooków niż te z Amazonu

Plusy

  • znakomicie działające podświetlenie
  • wygoda użytkowania, która sprawia, że różnice między e-bookiem a tradycyjną książką szybko się zacierają
  • zużycie energii znacząco zmniejszające częstotliwość ładowania baterii
  • wysoka rozdzielczość przekładająca się na lepiej wyglądający tekst
  • wielopoziomowa wyszukiwarka
  • wodoodporność
  • tryb nocny
  • mnogość opcji personalizacji tekstu
  • kompaktowe rozmiary