Ten gimbal z pewnością nie sprawi, że w trakcie zdjęć najdzie Cię chęć na popełnienie seppuku. Do recenzowania zaprosiłem operatora i montażystę, gościa z x-komowej ekipy YouTube, aby fachowym okiem ocenił DJI Ronin SC2. A że mieliśmy też zestaw akcesoriów Pro Combo, mogliśmy eksperymentować z wideo. Zobacz zatem, jak sprawuje się Ronin SC2.
Mało mam do czynienia z gimbalami, bo nie zajmuję się filmowaniem. Znam jednak ludzi, którzy robią to zawodowo i w ich rękach widzę często fantazyjnie powyginane urządzenia z zamontowanym aparatem. Dlatego gdy dostaliśmy gimbal DJI Ronin SC2, niezwłocznie udałem się do speców, aby przy ich pomocy przetestować i ocenić możliwości tego stabilizatora.
Faktem jest, że dotarła do nas też wersja Pro Combo, która od podstawowej różni się akcesoriami (oraz ceną). Jednak bazowy element, czyli gimbal, pozostaje niezmienny. Zostawiamy Ci zatem wybór, po którą odsłonę sięgniesz i ile zechcesz wydać.
Aparat
3 kg
Oto, co otrzymujesz z gimbalem RSC2:
W opakowaniu brakuje etui lub, jeśli wolisz, torby na aparat i akcesoria. Ona występuje dopiero w tej droższej wersji Pro Combo. W podstawowej odsłonie przyjdzie Ci posiłkować się własnym plecakiem.
Co jeszcze dorzucił producent do paczki z DJI Ronin SC2? 2 płytki do mocowania aparatu. Jedna przydaje się przy niższych obiektywach, druga do tych wyższych, obie nakłada się na siebie.
Chodzi o to, aby spokojnie zamontować i wyważyć aparat, bo masz większy prześwit. Widać tu uproszczenie względem Ronin SC, bo tam trzeba się było bardziej nakombinować albo podziękować niektórym obiektywom.
Do RSC2 bez problemu przytwierdzisz aparat pełnoklatkowy, bezlusterkowy, nawet lustrzankę.
Przydomek Pro jest nieprzypadkowy, stąd lista gadżetów Combo zawiera:
Nasz filmowiec ucieszył się także na widok płytki kompatybilnej ze statywami Manfrotto. Jej obecność znacznie ułatwia zmianę sposobu filmowania – z dynamicznego, w gimbalu, na statyczny, w ze statywu.
Michał, który cały czas obsługiwał gimbala, informował mnie na bieżąco, co mu się w tej konstrukcji podoba. Wyjawił też kilka mankamentów. Na wstępie pochwalił zwiększenie udźwigu (w porównaniu do modelu Ronin SC) z 2 kg do 3 kg. Od razu zaznaczył, żeby nie popadać w hurraoptymizm, bo większy udźwig nie przekłada się na możliwość wyważenia każdego aparatu. Szczególnie gdy dołożyć mu masywny obiektyw. W niektórych przypadkach konieczne będzie dodanie ciężarków.
Spodobały mu się również śrubki z ruchomym uchwytem. Płytkę przykręca się do aparatu beznarzędziowo, zatem odpada konieczność noszenia przy sobie śrubokrętu albo improwizowania z monetą.
Potem pokazał mi przyciski, służące do regulowania osi. W tym modelu wykonano je z metalu (a nie z plastiku), a to zapowiada większą trwałość. Jeden z nich jest wprawdzie średnio wygodny, ale da się żyć.
Chwilę później podjęliśmy się wyważenia aparatu. I co się okazało? Że Ronin SC2 oferuje nie 1, ale aż 3 sposoby regulacji płytki z aparatem. Co więcej, każdą reguluje i unieruchamia się osobno:
Finalnie te detale znacznie upraszczają proces wyważania aparatu, co z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy mają z tym problemy lub zwyczajnie tego nie lubią. Ponieważ Michał na co dzień korzysta z Ronin SC, mógł ocenić, który jest lepiej wykonany. Laur pierwszeństwa został przyznany modelowi RSC2.
Pozwoliłem sobie zapytać – a co z transportem? Ronin SC rozkładał się na 3 elementy. RSC2 tylko na 2, bo uchwyt i element z osiami daje się tylko obrócić i ułożyć w innej pozycji. Nie da się oddzielić tych dwóch elementów, niemniej w tym szaleństwie jest metoda, bo pokrętło służące do rozkładania gimbala pozwala zmieniać położenie uchwytu. To z kolei ułatwia filmowanie tuż nad ziemią. Więc zamiast zupełnie rozkładanego akcesorium otrzymujesz dodatkową funkcjonalność. Tak to sobie DJI wymyśliło.
Ha, na tym nie koniec! Michał zaskoczył mnie totalnie, gdy do rozłożonego gimbala wkręcił dodatkowy uchwyt z gwintem ¼”. Zyskał dodatkową rączkę, a ta odciąża ramiona. No kosmos!
Mała rzecz, a cieszy niebywale. Z niego odczytasz wszystko: jaki tryb użytkujesz, ile baterii pozostało, jaką prędkość obrotu masz ustawioną. Wyświetlacz jest czytelny, choć byłoby milej, gdyby był już dotykowy. Ale to tylko nasze drobne malkontenctwo.
Przyznaję, że urzekła mnie prostota obsługi tego gimbala. Michał pokazał mi to i owo, okazało się, że przejście między trybami wymaga jedno-, dwu- lub trzykrotnego wciśnięcia przycisku. Nie ma w tym żadnej filozofii, trzeba jedynie zapamiętać sekwencje. I tak na przykład:
To pokrętło wprowadzi Cię też do menu gimbala. Tam czeka m.in. auto tune. Co to takiego? Ponowne wyważenie, gdy w trakcie zdjęć zmieniasz obiektyw i wypadałoby poprawić balans zestawu. W poprzedniej odsłonie trzeba to było robić z aplikacji mobilnej. Na jej temat nie będę się rozpisywał, bo jest to dokładnie ta sama aplikacja.
Ale wrócę jeszcze do pokrętła przedniego. Michał zauważył, że jest ono w idealnym miejscu, do tego działa z przyjemnym oporem. Innymi słowy, nie ucieka i sprawnie zarządza się przypisanymi funkcjami. Mało tego, palec sam na nie trafia, producent zadbał więc o ergonomię pracy operatora.
Skoro już mieliśmy RSC2 Pro Combo, sprawdziliśmy RavenEye, czyli transmiter obrazu. Okazało się, że bez niej nie da się korzystać z funkcji ActiveTrack. Ronin SC miał ją domyślnie w aplikacji, tymczasem bohater tej recenzji wymaga dodatkowego akcesorium.
Dla niektórych RavenEye jest i pozostanie bajerem, służącym do zarządzania pracą aparatu. Nie ulega jednak wątpliwości, że dzięki niemu wplata się sporo kreatywnych ujęć przy filmowaniu w pojedynkę. Nie powinien więc dziwić fakt, że ten gadżet powędrował do zestawu Pro.
Producent deklaruje do 14 godzin pracy na jednym ładowaniu. Oczywiście finalny wynik zależy od ciężaru zestawu foto (aparat + obiektyw), a także jak dobrze wyważyłeś sprzęt. W trakcie testu jednym ciągiem uzyskaliśmy 7 godzin i wciąż mieliśmy energię na mniej więcej drugie tyle. Michał stwierdził, że to spokojnie wystarczyłoby mu na całonocną imprezę. I ciekawostka, baterię RSC2 da się doładowywać w trakcie użytkowania. Nie jest to najwygodniejsza metoda, ale da się.
Wydawać by się mogło, że wydłużenie czasu pracy o 3 godziny to nie jest jakiś szczególny wyczyn. Lecz jeśli dodać do tego jednoczesne zwiększenie udźwigu gimbala, możliwości robią się ciekawsze. Otrzymujesz bowiem +1 kg do aparatu oraz +3 godziny do czasu pracy. Pamiętaj też, że akcesorium zachowuje te same gabaryty, a jego masa wzrosła tylko o 100 gramów.
Jeśli nie masz jeszcze gimbala do dużego, pełnoklatkowego aparatu i używasz różnych, głównie ciężkich obiektywów, Ronin DJI SC2 powinien czym prędzej znaleźć się u Ciebie. Ma większy udźwig i większy prześwit. Nieco przybrał na wadze, to prawda, ale wynagradza to dłuższym czasem pracy na baterii. Pozorna wada, w postaci nierozkładającej się konstrukcji, przekłada się na możliwość filmowania w nowy sposób, stając się zaletą.
Producent poprawił również przyciski do regulowania osi, wprowadził pokrętło o odczuwalnym oporze pracy, dodał wyświetlacz i funkcje dostępne z poziomu gimbala, a nie tylko z aplikacji. Dodatkowo w wyważaniu pomaga funkcja auto tune.
Stabilizacja obrazu jest bardzo dobra, z tym gimbalem można biegać i przy odrobinie wprawy uzyskasz lepsze od nas rezultaty.
Szkoda jedynie, że etui, spory zestaw kabli i parę innych dodatków powędrowały do wersji Pro Combo, stając się większym wyzwaniem dla portfela. Tak samo opcja ActiveTrack, której nie uświadczy się w odsłonie podstawowej. Lecz jeśli powyższych kwestii nie zaliczasz w poczet wielkokalibrowych mankamentów, Ronin SC2 sprawi Ci dużo radość podczas filmowania.
Gimbale DJI Ronin SC2 i Ronin Pro Combo SC2 znajdziesz w sklepie x-kom



