18 stycznia 2021 roku pojawiła się informacja o naborze do programu „Piękna i kujon”, co ma być polskim odpowiednikiem oryginalnego „Beauty and the Geek”. Równocześnie pojawiły się zarzuty o upowszechnianie szkodliwych stereotypów. A nam dały asumpt do przyjrzenia się temu, kim tak naprawdę jest ów mityczny i wszechobecny geek. Co kryje się pod tym pojęciem i czy jest ono w rzeczywistości tak pojemne, jak się wydaje? I czy nie powinniśmy rozważyć zmiany nazwy naszego portalu na Nerdz?
Niezbyt staranny ubiór, niezadbana cera i zęby, koszulka z Batmanem, na nosie okulary. Śledzi nowinki związane z podbojem kosmosu, a także wyczekuje kolejnych odcinków Star Trek: Discovery na Netfliksie. Z pamięci wymieni wszystkich gości Jabby w Powrocie Jedi oraz najważniejsze ustalenia Stephena Hawkinga. Ranek spędza na lekturze najnowszych plotek ze świata M&A, a wieczorem wciela się w maga na sesji RPG via Skype. Trochę gorzej wychodzi zagadnie do osoby, która się mu podoba, czy umówienie z grupą znajomych ze studiów. Nie przeszkadza mu to – więcej czasu na League of Legends, składanie modelu GUNPLA czy kompletowanie kostiumu Dartha Bane’a na nadchodzący konwent.
Taki zapewne rysuje się stereotyp geeka. Umacnia go kultura popularna – tu wysuwa się chociażby obraz Sheldona Coopera z Teorii wielkiego podrywu. Z geekiem jako pojęciem można spotkać się niemal wszędzie. Na rozmaite sposoby odmieniają go tytuły artykułów, teksty, rankingi, oferty różnych sklepów czy imprez. Przeglądając profile na platformach społecznościowych widać, że określenie geek jest często dumnie wpisywane przez użytkowników. Jednak słowo to nie zawsze budziło pozytywne skojarzenia – i nawet dzisiaj nie zawsze budzi.
Kiedy myśli się o geeku, najpewniej do głowy przychodzą rzeczy związane z szeroko pojmowaną technologią i naukami ścisłymi. Tymczasem geneza słowa za wiele z nimi wspólnego nie miała, a pochodzenia należy szukać na długo przed wynalezieniem komputera, bo w XVI wieku. Wówczas wywodzący się od germańskiego geck lub holenderskiego gek wyraz miał oznaczać głupka lub prostaka.
Rzeczowniki te wywodziły się od takich czasowników, jak holenderskie gekken czy niemieckie gecken, czyli rechotać, śmiać się, szydzić, oszukiwać. Nasuwa się skojarzenie z powiedzeniem – poznać głupiego po śmiechu jego, ale też przypomina się charakterystyczny, lekko chrumkający chichot, jaki w różnych sitcomach wydają się z siebie ci, których nazywa się geekami.
Z czasem – od XVII do początków XX wieku – terminem tym zaczęto określać jarmarczno-cyrkowego dzikusa, którego jedyną umiejętnością było odgryzanie kawałków (zazwyczaj głów) żywych zwierząt – kurczaków, węży czy szczurów. Takie ujęcie geeka spopularyzował William Linsday Gresham w powieści z 1946 roku, zatytułowanej Zaułek koszmarów (The Nightmare Alley). Wykorzystanie to funkcjonowało długo, nawet gdy zaczęła następować jego przemiana znaczeniowa, a przykłady można znaleźć w literaturze czy innych mediach z epoki. W 1935 roku geek występował już nie tylko jako rzeczownik, ale i czasownik. Geek / geek out miało oznaczać wycofywać się, odpuszczać, tchórzyć.
Zasadniczo więc początkowa kariera geeka nie była najprzyjemniejsza. Kojarzyło się go z brakiem talentów czy zdolności. A także z byciem na marginesie społeczeństwa (świadectwem tego, jak postrzegano cyrkowych „odmieńców”, może być film Toda Browninga The Freaks z 1932 roku) oraz tworzeniem wspólnoty z innymi wykluczonymi z tego samego powodu. Wszystko to na swój sposób jest bliskie współczesnemu geekowi. Jak pisze Emma Louise Backe na blogu The Geek Anthropologist, tożsamość geeka opiera się na historycznym precedensie stygmatyzacji, wykluczenia, ale też pewnego rodzaju nonkonformizmu.
Sprawy zaczęły się nieco zmieniać w połowie dwudziestego stulecia, kiedy to stopniowo rozwijała się komputeryzacja i cyfryzacja społeczeństwa. Choć do skojarzenia z technologią i komputerami doszło dopiero około 1983 roku, na grupach dyskusyjnych Usenetu, już wcześniej (bo w 1957 roku) reprezentujący Beat Generation pisarz Jack Kerouac przedstawiał geeka jako nadgorliwego, nietowarzyskiego studenta lub osobę, która obsesyjnie jest oddana pewnemu zagadnieniu. Niekoniecznie musiało się ono wiązać z samą technologią. Pasje geeka mogły się też rozciągać na wychodzącą coraz szerzej fantastykę (naukową i nie tylko).
Było już lepiej, ale dalej daleko od czegoś przyjaznego i życzliwego. Jak podaje Merill Perlman, prawie 700 cytowań ze słowem geek, które baza danych Nexis podaje za lata 1980-1990, używało tego pojęcia w negatywnym kontekście, do opisu niepożądanych osób czy cech.
Nie inaczej było z popularnym postrzeganiem geeka. W pochodzącym z 1986 roku skeczu Saturday Night Live pod tytułem Get a Life (Zajmij się życiem), w groteskowy sposób przedstawiono fanów Star Treka – do dziś uważanego za jedno z najbardziej geekowskich universów. Występujący w nim William Shatner, czyli kapitan Kirk, wprost zarzucał poprzebieranym w stroje z serialu i emocjonującym się najdrobniejszymi ciekawostkami uczestnikami konwentu, że marnują swoje lata i ogólnie są godni pożałowania.
Rzeczy zmieniły się w latach 90., wraz z ekspansją rynku komputerowego. Ostatecznym geekiem (the ultimate geek) nazywany był Bill Gates – w tym ujęciu słowo to stawało się komplementem. Również definicja czasownika geek out z 1992 roku, mówiła o angażowaniu się w dyskusje na tematy technologiczne czy wykonywaniu skomplikowanych zadań. Widać kolosalną różnicę w porównaniu z geekiem, którego największym wyczynem było szokowanie przez robienie obrzydliwych rzeczy na scenie. Na pewno został jednak element pewnego rodzaju szaleństwa. Wszystkie współczesne definicje mówiły o fascynacji i ekscytacji.
Czy oznacza to, że geek pozbył się swojego negatywnego znaczenia? Niekoniecznie. Może nadal być używany do zdeprecjonowania kogoś. Wszystko zależy tak naprawdę od intencji wypowiadającego, jak i odbiorcy. Często ktoś sam określa się mianem geeka, by rozbroić możliwy negatywny ładunek tego wyrazu.
Jeśli ten historyczno-pojęciowy galimatias nie jest jeszcze wystarczająco pogmatwany, dorzućmy do mieszanki pojęcie nerda. Bywa ono często traktowane jak synonim geeka. Czy słusznie?
Na pewno jest to pojęcie młodsze od geeka. Pierwszy raz pojawiło się w XX wieku. Wprowadzić je miał autor popularnych książek dla dzieci Theodor Seuss Geisel, czyli Dr. Seuss, spod którego pióra wyszedł między innymi Kot Prot czy Jak Grinch ukradł Święta. Nerd pojawił się jednak w innym jego dziele – If I Ran the Zoo z 1950 roku, gdzie był raczej dość nieprzyjemnym z wyglądu stworzeniem o ponurym wyrazie twarzy.
Inna geneza wiąże nerda z Mortimerem Snerdem – lalką brzuchomówcy Edgara Bergena, odznaczającą się nieciekawym wyglądem, z opadniętymi powiekami i wystającymi zębami.
Pojawiały się też inne wyjaśnienia. Na przykład nieco bardziej sympatyczne skojarzenie z slangowym nerts, którego używano dla określania czegoś, co jest niezwykłe lub szalone. Sądzono też, że nerd, czy właściwie zbliżona do niego forma nurd, wziął się z gwary studentów college’u i oznaczał przeciwieństwo kogoś, kto lubi balować i się upijać (drunk). A niektórzy uważali nurda za eufemistyczną wersję słowa turd, czyli ekskrement – w sam raz dla określenia osoby godnej pogardy.
O tym, że nerd oznacza w slangu nudziarza donosił w 1951 roku Newsweek – w rok po ukazaniu się książki Seussa. W kolejnych dekadach pojęcie to coraz częściej spotkać można było także w druku, a lata 80. przypieczętowały popularne wyobrażenie nerda jako okularnika z nieodłącznymi długopisami w plastikowym pojemniczku, który ma dużo do powiedzenia w kwestiach naukowych, ale gorzej radzi sobie w kontaktach społecznych i raczej nie należy do popularnych osób.
Podobnie jak w przypadku geeka, tak i nerd doczekał się rehabilitacji i uznania. Znowu ważną rolę odegrały przemiany społeczne i coraz większy udział komputerów oraz nowoczesnych technologii w naszym życiu. Gorzej miał dork, pojęcie stosunkowo najmłodsze, bo pochodzące z lat 60., a oznaczające społecznie nieprzystosowaną osobę, która również niespecjalnie się ubiera.
No dobrze, ale jak to w końcu jest? Można używać zamiennie tego geeka z nerdem czy nie? Wydaje się, że znowu decydującą rolę odgrywają preferencje danej osoby. Warto jednak przywołać opinię Bena Nugenta, autora książki American Nerd: The Story of My People. Jego zdaniem geek jest kimś w rodzaju nerda z silnym poczuciem wartości, który jest definiowany przez obeznanie w konkretnym temacie. Dlatego też niektórzy ludzie wolą, by ich nazywać geekami. Inni z kolei uważają, że termin ten jest obraźliwy. A jeszcze inni wskazują, że można być i jednym, i drugim.
Michi Trota w artykule dla Encyclopedia Britannica wskazuje z kolei na pewną różnicę. Geek to osoba bardziej zorientowana na udzielanie się w społeczności i przejawianie bardziej fanowskiego zachowania, na przykład zbierania gadżetów czy podążania za trendami. Nerd miałby natomiast kojarzyć się z bardziej wyspecjalizowaną techniczną wiedzą, być bardziej zainteresowany teorią niż modą oraz poważniej podchodzić do zgłębiania tematu.
Pojawiły się też próby rozwiązania dylematu przy pomocy diagramu Venna, który miał pomóc w ustaleniu, czy jest się geekiem, nerdem, dorkiem, a może także dweebem – zależnie od tego, jak zachodzą na siebie pola inteligencji, obsesji oraz społecznej nieudolności. Najlepiej wypada tu geek.
Być może często spotkaliście się z memem Jeśli nie wiesz, kim jest [tu wstaw postać z filmu/serialu/gry], oddaj swoją legitymację geeka. Tymczasem coś takiego istniało – w pewnym sensie. Pomijając oczywiście różne faktyczne legitymacje fanklubów i podobnych organizacji, można było kiedyś natrafić na kod geeka, czyli geek code.
Chodzi o opracowany w 1993 roku przez Robeta A. Haydena, wówczas studenta Mankato State University, specjalny ciąg znaków, który miałby posłużyć do wyrażenia tego, czym dany geek się interesuje. Sam Hayden mówił, że chciał walczyć z negatywnym stereotypem oraz pomóc w przyznaniu się do bycia geekiem i pokazania innym geekom kim się jest za pomocą zakodowanej informacji.
Każde z poszczególnych oznaczeń definiowało inną dziedzinę życia i zainteresowań. Za pomocą geek code’u określać można było nie tylko swoje pasje i antypatie, preferencje komputerowe czy popkulturowe (Star Trek, Z archiwum X, komiks Dilbert, Doom), ale także wiek, wygląd, a nawet poglądy polityczne czy częstotliwość kontaktów seksualnych.
James Romenesko z The Washington Post rozszyfrowywał, że ten konkretny geek między innymi czyta książki, choć nie robi tego codziennie, jest fanem Babylon 5, nienawidzi Windowsa, a także nosi koszulki z politycznym przekazem.
Legendę poszczególnych znaków w kodzie można znaleźć na stronie internetowej Haydena. Swego czasu kod pojawiał się w stopce maili albo na grupach Usenetu. Dziś jest on jednak już dość mocno zapomniany, nie wspominając o tym, że jego ostatnia wersja pochodzi z 1996 roku. Niemniej pozostaje interesującym świadectwem z geekowskiejprzeszłości, a także pokazuje, jak szerokie może być spektrum zainteresowań geeka i jak wielu dziedzin może dotykać.
Geek code to już przeszłość. Niemniej istnieje bardziej współczesna forma celebracji swojego geekowstwa. Mowa o Geek Pride Day, czyli Dniu Dumy Geeka, który obchodzony jest 25 maja. Data nie jest przypadkowa. W 1977 roku, właśnie 25 maja, na ekrany trafił jeden z najbardziej geekowskich filmów wszech czasów, czyli czwarty epizod Gwiezdnych wojen. Tego samego dnia obchodzone są też pokrewne święta: Dzień Ręcznika, dla fanów prozy sci-fi Douglasa Adamsa, oraz Wspaniały 25 maja, dla miłośników Terry’ego Pratchetta.
Po raz pierwszy Geek Pride Day świętowano w 2006 roku, a inicjatywa zrodziła się w Hiszpanii, gdzie nazywana jest Día del orgullo friki (w kolejnych latach rozszerzyła się na inne kraje). Zorganizował go bloger Germán Martínez. Prócz świętowania w internecie, geekowie przenieśli się też na ulice Madrytu, gdzie w liczbie trzystu maszerowali wraz z osobą przebraną za Pac-Mana.
Ogłoszono też wówczas manifest geeka, określający jego prawa i obowiązki. Wśród tych pierwszych znalazły się między innymi prawo do pozostawania w domu, niechęci do piłki nożnej czy innego sportu, posiadania tylu geekowskich przyjaciół, ile się zapragnie, czy przejęcia władzy nad światem. Obowiązki to z kolei na przykład bycie geekiem bez względu na wszystko, przechowywanie geekowskich materiałów, udział w premierach geekowsko-nerdowskich książek i filmów (jeśli ma się kostium lub tematyczną koszulkę, tym lepiej), ale także wybranie sobie swojej geekowskiej specjalizacji.
Geek istnieje więc w przestrzeni społecznej. Już nie tylko na marginesie i – bynajmniej – nie tylko w karykaturalnych wyobrażeniach z kultury popularnej. Obecność geeka odnotowywana jest przy okazji wychodzenia głośnych tytułów – by wymienić ogonki pod księgarniami przed nocnymi premierami kolejnych tomów Harry’ego Pottera albo Sithów, Imperialnych Szturmowców lub Rycerzy Jedi, którzy wybierali się na premiery nowych epizodów Star Wars.
Sprawdźcie też:
O geekach coraz częściej pamiętają też producenci ubrań czy rozmaitych gadżetów albo urządzeń elektronicznych. Coraz częściej można też trafić na specjalne edycje różnych produktów czy materiałów kolekcjonerskich – kierowanych właśnie do zakręconych pasjonatów. Odnosi się wrażenie, że niegdyś wyśmiewane ofiary bardziej popularnych i przebojowych osób zajęły ich miejsce na drabince społecznej.
Choć czy aby na pewno? Czy to szata zdobi geeka (można spytać w nawiązaniu do panującej niegdyś mody, z charakterystycznymi okularami i szelkami czy spodniami) i czy każda osoba z koszulką z superherosem albo deklarującą, że kocha naukę, to geek? We współczesnym świecie, w którym w kinie głównego nurtu mamy filmy z MCU i nie trzeba się wstydzić bluzy z Żółwiami Ninja lub Mario, granice mogą się zacierać.
Jak zatem geekowie postrzegają sami siebie i kto właściwie ma prawo nazywać się geekiem? Spytaliśmy o to naszych redaktorów, ale też prezesa agencji gamingowej Fantasyexpo – Kamila Góreckiego. I to jemu oddajemy głos jako pierwszemu:
Na pytanie o sens bycia geekiem w świecie wszechobecnej popkultury, Kamil odpowiedział słowami, które potwierdzają, że mówimy o pojęciu szerokim i mogącym zmieniać znaczenie zależnie od użytkownika:
Ponieważ punktem wyjściowym do naszych rozważań był program Beauty and the Geek, zapytaliśmy Kamila również i o ten wątek. Nasz rozmówca przyznał, że stereotypów obawia się właśnie w kontekście takiego show, które może wpłynąć niekorzystanie na branże (choć chciałby się mylić):
Swoje trzy grosze wtrącili też trzej panowie z naszej redakcji – Grzegorz, Bartłomiej oraz Piotr. Kim jest geek według każdego z nich?
Czy czujecie się bardziej nerdami? A może macie alergię na oba te określenia i wolicie jakieś inne? Dajcie nam znać w komentarzach.
Źródła: The Geek Anthropologist, Columbia Journalism Review, CNN, Encyclopedia Britannica, Merriam-Webster, Online Etymology Dictionary, Dictionary.com, Mashable,The Geek Code, The Washington Post, GeekTyrant, BigThink, Wprost, 20minutos.es, Wikipedia
Dziękuję Grzegorzowi Majchrzakowi oraz Michałowi Tomalowi za pomoc w przygotowaniu artykułu.



