Po drugie, problem z jakością domowego Wi-Fi wynika z przeszkód, jakie napotyka na swojej drodze sygnał. Ściany nie są z papieru. Zależnie od okresu powstania budynku są z cegieł, ze zbrojonego żelbetu, z pustaków albo z ceramiki. Po drodze są też łazienki obłożone płytkami – dla sygnału Wi-Fi są to mocne bariery. Jeszcze gorzej rzecz się ma w domach dwukondygnacyjnych, gdzie po drodze jest jeszcze zbrojony strop.
Po trzecie, co dotyczy głównie pasma 2,4 GHz, dochodzi do zjawiska interferencji fal. Wróć pamięcią do tego, co pisałem o złym usytuowaniu routera. Ty trzymasz go blisko ściany, Twój najbliższy sąsiad też. Ci pod i nad Tobą robią podobnie, bo mieszkania w bloku mają identyczny rozkład. I co się dzieje? Pasma 2,4 GHz nakładają się. Dochodzi do zakłóceń, jakość sygnału spada.
Na szczęście nie ma potrzeby rozprowadzania kabli po całym domu, żeby móc korzystać z internetu. Są przecież wzmacniacze sygnały, zwane też repeaterami Wi-Fi. One doprowadzają sieć tam, gdzie samodzielnie nie ma szansy dotrzeć albo byłaby zbyt słaba.
Obecność wzmacniaczy jest szczególnie pożądana w domach z instalacjami smart home. One potrzebują stałej łączności z siecią. Inaczej nie będą działać poprawnie.