MSI Crosshair 16 HX – recenzja laptopa dla gracza. Dużo mocy, kilka kompromisów i jedno ważne pytanie: czy warto?

MSI Crosshair 16 HX kusi mocnym Core i7, RTX-em 5060 i świetnym ekranem 240 Hz. W grach potrafi pokazać pazur, ale przy okazji przypomina o ograniczeniach 8 GB VRAM-u, wysokich temperaturach i głośnej pracy chłodzenia. Do tego dochodzą 16 GB RAM-u, plastikowa obudowa i cena, która każe zerknąć na konkurencję. Z drugiej strony trudno odmówić mu wydajności, uniwersalności i sensownej możliwości rozbudowy. Sprawdźcie w naszej recenzji, czy ten zestaw kompromisów nadal składa się na dobrego laptopa gamingowego.

Kupowanie gamingowego laptopa ma w sobie coś z negocjacji z własnym rozsądkiem. Najpierw ustalamy budżet. Potem znajdujemy coś odrobinę droższego, ale przecież z lepszym ekranem. Następnie dokładamy jeszcze trochę, bo mocniejszy procesor na pewno się przyda. A kiedy przychodzi moment zapłaty, pozostaje już tylko przekonać siebie, partnerkę, ewentualnie rodziców, że to inwestycja na lata.

MSI Crosshair 16 HX wygląda jak sprzęt zaprojektowany właśnie na ten etap rozważań. Core i7 z rodziny HX, GeForce RTX 5060, ekran 240 Hz… trudno nie zacząć układać sobie w głowie listy gier do zainstalowania. Tyle że między atrakcyjną specyfikacją a udanym zakupem jest jeszcze trochę miejsca. Na temperatury. Na wentylatory. Na ograniczenia pamięci. I na pytanie, czy za podobne pieniądze przypadkiem nie da się kupić czegoś bardziej przekonującego.

Czy Crosshair trafia w potrzeby gracza równie celnie, jak sugeruje jego nazwa? Sprawdźmy.

MSI Crosshair 16 HX – najpierw ustalmy, którego laptopa właściwie kupujemy

Zacznijmy od rzeczy mało widowiskowej, ale potrzebnej. Nazwy laptopów potrafią być tak podobne, że człowiek czyta test jednego, ogląda zdjęcia drugiego, a do koszyka wrzuca trzeci.

Tutaj interesuje nas Crosshair 16 HX E14WFK z procesorem Intel Core i7-14650HX, RTX-em 5060, 16 GB RAM-u i ekranem o rozdzielczości 2560 × 1600 pikseli i odświeżaniem na poziomie 240 Hz. Nie starszy wariant z RTX-em 4060 lub 4070, nie model z innym procesorem i nie konstrukcja z dopiskiem AI.

Podstawowa konfiguracja wygląda następująco:

Design i wykonanie MSI Crosshair 16 HX. Gamingu się nie wyprze

Crosshair nie wygląda jak laptop, który po wyłączeniu podświetlenia chciałby udawać służbowy komputer księgowego. Wzory na obudowie, niebieskie akcenty i wyróżnione klawisze WASD jasno komunikują, z jakim sprzętem mamy do czynienia. Jednocześnie nie jest to konstrukcja, której każdy centymetr musi świecić, pulsować i przypominać o swojej obecności.

Czy mi się to podoba? Powiedziałbym, że rozumiem ten projekt. Nie każdy gamingowy laptop musi wyglądać tak, jakby właściciel przypadkiem kupił wyposażenie kokpitu zamiast komputera. Tutaj charakter jest wyraźny, ale ostateczny odbiór zależy przede wszystkim od Waszej tolerancji na ozdobniki (moja na ogół jest niska).

Większy problem mam z materiałami

Obudowa jest plastikowa, dobrze spasowana, aczkolwiek plastik nie dodaje konstrukcji wrażenia „premium”. Wiadomo, wolę rozsądnie zaprojektowane tworzywo niż aluminium, którego jedynym zadaniem jest dobrze wyglądać w specyfikacji.

Kiedy jednak cena zaczyna zbliżać się do ośmiu tysięcy złotych, wymagania rosną. Chciałbym, żeby również obudowa dawała poczucie, że wiem, za co płacę.

Przy 2,3 kg Crosshair pozostaje sprzętem, który można regularnie przenosić. Nie myliłbym jednak „można” z „nie odczujecie tego w plecaku”. Zwłaszcza że do samego komputera dochodzi przecież zasilacz, a i znając życie także peryferia.

Tak czy inaczej, to raczej laptop do przemieszczenia się między biurkami niż kompan do codziennego biegania po mieście. Na szczęście nikt o zdrowych zmysłach tego od niego nie wymaga, zważywszy na jego specyfikację i przeznaczenie.

Klawiatura i touchpad. Do grania okej, do pisania już mniej

Klawiatura w MSI Crosshair 16 HX została zaprojektowana przede wszystkim z myślą o graniu i dość szybko daje się to odczuć, jeżeli chcecie popracować na laptopie bardziej „gryzipiórczo”.

Mamy tutaj pełny zestaw klawiszy wraz z blokiem numerycznym, czterostrefowe podświetlenie RGB oraz skok wynoszący 1,7 mm. Na papierze wszystko wygląda całkiem przyzwoicie.

Największy problem sprawiało mi to, że same klawisze są dość małe. Nie na tyle, żeby korzystanie z klawiatury było jakąś formą tortury, ale zdecydowanie wymagają chwili przyzwyczajenia. Szczególnie jeśli wcześniej korzystaliście z laptopa z bardziej przestronnym układem.

W grach raczej by mi to nie przeszkadzało. Tam i tak przez większość czasu palce okupują okolice WASD, Shiftu, Spacji i kilku sąsiednich przycisków, więc niewielkie rozmiary klawiszy schodzą na dalszy plan.

Gorzej, gdybym miał na Crosshairze pisać przez kilka godzin dziennie. Podejrzewam, że po dłuższym tekście dostałbym czegoś, co roboczo nazwałbym „wściekiem mózgu”, wynikającym z ciągłego trafiania odrobinę nie tam, gdzie chciałem. Z drugiej strony… po co właściwie ktokolwiek miałby kupować ten sprzęt do pisania?

Blok numeryczny jest, ale dość wąski. Jeżeli korzystacie z niego sporadycznie, nie widzę problemu. Tak jak wyżej: podczas grania to raczej nie przeszkadza, a do wklepywania wartości do arkuszy zapewne i tak będzie wykorzystywać innego laptopa.

Samo podświetlenie RGB jest czterostrefowe. Nie możemy ustawić osobnego koloru dla każdego klawisza, ale mnie akurat specjalnie to nie boli. Nie potrzebuję, żeby każde „W”, „A”, „S” i „D” przeżywało własny świetlny dramat.

Touchpad ma około 13 × 8 cm i mechaniczny klik. Charakteryzuje się poprawnym poślizgiem i ogólnie rzecz biorąc działa tak, jak powinien. Przynajmniej jeśli chodzi o korzystanie z systemu. W grach i tak od razu podłączycie myszkę. Przy przeglądaniu internetu czy okazjonalnej pracy gładzik powinien natomiast spokojnie wystarczyć. Nie jest gwiazdą tego laptopa, ale przynajmniej nie daje specjalnych powodów, żeby na niego przeklinać.

Porty, kamera i głośniki

Pod względem złączy Crosshair wypada całkiem sensownie i raczej nie zmusza do natychmiastowego rozglądania się za hubem.

Do dyspozycji mamy dwa USB-C z DisplayPort i Power Delivery, trzy pełnowymiarowe USB-A, HDMI, Ethernet oraz złącze audio 3,5 mm. Część portów trafiła na tył obudowy, co uważam za dobry pomysł, szczególnie HDMI i LAN. Przy korzystaniu z laptopa na stałym stanowisku przewody można po prostu wyprowadzić za ekran i nie walczyć z nimi obok myszy.

Nie jest to jednak zestaw absolutnie kompletny. Ethernet ogranicza się do 1 Gb/s, zabrakło też Thunderbolta czy USB4. Łączność bezprzewodową zapewniają natomiast Wi-Fi 6E oraz Bluetooth. Do typowego korzystania trudno oczekiwać czegoś więcej, choć przy tej półce cenowej szybsza sieć przewodowa byłaby mile widziana.

Kamerka jest bardzo podstawowa: 720p przy 30 kl./s. Do Teamsa, Discorda czy okazjonalnej rozmowy wystarczy, ale zdecydowanie nie jest to element, którym Crosshair będzie się chwalił. Na plus zapisuję za to fizyczną zasłonę kamery.

Podobnie bez większych emocji podchodzę do głośników. Mamy tutaj dwa przetworniki po 2 W z Nahimic. Do filmu na YouTube, rozmowy czy szybkiego odsłuchania czegoś wystarczą, ale przy muzyce i grach i tak znacznie chętniej sięgnąłbym po słuchawki.

Ekran? Tutaj MSI zdecydowanie ma czym przekonywać

Jak dla mnie ekran jest chyba najmocniejszym argumentem przemawiającym za Crosshairem 16 HX.

Mamy 16 cali, proporcje 16:10, matową powierzchnię i rozdzielczość 2560 × 1600 pikseli. Pytanie o to, czy nie jest to zbyt duża rozdziałka jak na możliwości podzespołów, zostawimy na potem.

Pod względem parametrów ekran wypada naprawdę solidnie. Maksymalna jasność oscyluje wokół 520–530 cd/m², więc matryca nie powinna sprawiać problemów nawet w mocno oświetlonym pomieszczeniu. To wynik zdecydowanie lepszy niż w wielu typowych laptopach gamingowych.

Kontrast wynosi około 1200:1, czyli mniej więcej tyle, ile można oczekiwać po dobrej matrycy IPS. Czerń nie jest oczywiście tak głęboka jak w OLED-ach, ale obraz nie powinien sprawiać wrażenia wyblakłego czy pozbawionego głębi. Jest naprawdę dobrze.

Jeszcze lepiej wygląda kwestia kolorów. Ekran pokrywa około 97–98% przestrzeni DCI-P3 i około 88% Adobe RGB. Mamy więc szeroką paletę barw, żywe kolory i obraz, który powinien prezentować się bardzo dobrze nie tylko w grach, ale również podczas oglądania filmów czy amatorskiego montażu i obróbki graficznej.

MSI Crosshair 16 HX

RTX 5060 w grach. Nie wszystko na prawo, panie kierowniku

Do testów wydajności MSI Crosshair 16 HX podszedłem z dość prostym założeniem. Skoro laptop ma ekran 2560 × 1600, RTX-a 5060 o mocy dochodzącej do 115 W i obsługę DLSS, chciałem sprawdzić przede wszystkim, czy da się na nim komfortowo grać właśnie w okolicach natywnej rozdzielczości.

Odpowiedź brzmi: jak najbardziej. Ale nie zawsze. I zdecydowanie nie na każdych ustawieniach.

Najbardziej brutalnie przekonałem się o tym przy Indiana Jones and the Great Circle. Plan był prosty: Full HD, ustawienia Ultra, włączony DLSS i zobaczymy, ile klatek uda się wycisnąć.

Nie zobaczyłem ani jednej. Gra poddała się jeszcze przed Indianą Jonesem. Ba, poddała się, zanim zdążyłem zobaczyć jakąkolwiek właściwą grafikę z gry. Już podczas ekranów początkowych z logotypami producentów i wydawców dostałem komunikat:

„Failed to allocate video memory. Total allocated: 8752.062 MiB”.

Czyli RTX 5060 poległ jeszcze przed pierwszą walką. W zasadzie przed pierwszym menu.

Początkowo uznałem, że może po prostu przesadziłem z Ultra. Zszedłem więc do ustawień wysokich. Efekt? Dokładnie ten sam. Dopiero zejście do średnich ustawień pozwoliło mi normalnie uruchomić grę. I wtedy sytuacja zrobiła się wręcz komiczna, bo kiedy Indiana Jones przestał walczyć z pamięcią karty i wreszcie dostał się do właściwej gry, wydajność była bardzo dobra. Podczas testów, które prowadziłem głównie na mapie Watykanu, licznik pokazywał średnio około 110 fps-ów.

Karta dysponuje 8 GB VRAM-u i w tym konkretnym przypadku ograniczenie nie objawiło się spadkiem ze 100 do 70 FPS czy pojedynczym przycięciem. Gra po prostu odmówiła współpracy, a komunikat wprost wskazał problem z alokacją pamięci wideo.

W Kingdom Come: Deliverance 2 Crosshair pokazał, po co ma ekran 1600p. Ustawiłem natywne 2560 × 1600, wysoką jakość grafiki i włączyłem DLSS. Rezultat? Średnio około 95 klatek na sekundę.

Gra wygląda bardzo dobrze, ekran Crosshaira może pokazać swoje możliwości, a jednocześnie klatkaż znajduje się na poziomie, przy którym nie czuję żadnej potrzeby dalszego grzebania w ustawieniach tylko po to, żeby zobaczyć trzycyfrową wartość w rogu ekranu.

Rzutem na taśmę udało mi się również sprawdzić Wiedźmina 3: Dziki Gon – Remaster, który ukazał się 29 września, czyli dosłownie chwilę przed zakończeniem moich testów. CD Projekt RED wypuścił remaster jako darmową aktualizację dla posiadaczy gry, wprowadzając między innymi dalsze zmiany w oprawie graficznej i renderowaniu.

Tutaj postanowiłem nie oszczędzać Crosshaira. 2560 × 1600, RT Ultra oraz DLSS. W Białym Sadzie otrzymałem około 43 fps. Po dotarciu do znacznie bardziej wymagającego Novigradu licznik spadł do około 35 klatek na sekundę.

Wystarczyło delikatnie zejść z najbardziej kosztownych ustawień i sytuacja natychmiast robiła się o niebo lepsza.

Kolejnym sprawdzonym przeze mnie tytułem był Elden Ring. Tutaj ustawiłem rozdzielczość 2560 × 1440, wysoką jakość grafiki oraz ray tracing na poziomie średnim. Gra utrzymywała stabilne 60 FPS. Warto przy tym przypomnieć, że 2560 × 1440 nie jest natywną rozdzielczością – ekran pracuje w 2560 × 1600 – więc ten wynik nie powinien być stawiany jeden do jednego obok Kingdom Come 2 czy Wiedźmina.

Z drugiej strony Elden Ring i tak ma ograniczenie do 60 klatek na sekundę, więc w praktyce dostałem dokładnie to, czego od tego testu oczekiwałem: maksymalny klatkaż gry bez zauważalnych spadków.

Na koniec oczywiście Cyberpunk 2077, bo chyba istnieje przepis zobowiązujący recenzentów kart graficznych do uruchomienia tej gry co najmniej raz. Ustawiłem 2560 × 1600 pikseli, wysoką jakość tekstur, włączyłem ray tracing i superrozdzielczość DLSS. Efekt? Około 58 fps.

I to jest wynik, który bardzo dobrze podsumowuje możliwości RTX-a 5060. Nie są to osiągi potwora, który bez pomocy połyka każdą współczesną grę w 1600p. Ale też zdecydowanie nie mamy do czynienia z GPU, przy którym ekran QHD+ jest wyłącznie marketingowym dodatkiem.

Prawie 60 FPS w Cyberpunku z ray tracingiem, przy 2560 × 1600, uważam za bardzo rozsądny rezultat. Szczególnie że nadal zostaje możliwość dalszej zabawy ustawieniami, a RTX 5060 oferuje również Frame Generation i Multi Frame Generation.

Procesor. Ten i7 nie ma ochoty na emeryturę

Intel Core i7-14650HX nie jest już najnowszym dzieckiem Intela, ale zdecydowanie nie oznacza to, że powinien szykować się na technologiczną emeryturę. To nadal bardzo mocny procesor, szczególnie że mówimy o jednostce z rodziny HX, czyli układzie projektowanym z myślą przede wszystkim o wysokiej wydajności.

Do dyspozycji mamy 16 rdzeni i 24 wątki. Osiem z nich to wydajne rdzenie Performance, kolejne osiem to energooszczędne rdzenie Efficient. Maksymalne taktowanie dochodzi do 5,2 GHz, a całość uzupełnia 30 MB pamięci cache.

Krótko mówiąc: jest czym pracować.

W grach i7-14650HX jest na tyle mocny, że przy RTX-ie 5060 prędzej karta graficzna będzie elementem ograniczającym wydajność całego zestawu. Szczególnie przy natywnej rozdzielczości 2560 × 1600.

Jeszcze więcej sensu ten i7 nabiera, jeżeli Crosshair ma służyć nie tylko do grania. Duża liczba rdzeni i wątków sprawia, że dobrze pasuje do montażu filmów, renderowania, kompresowania dużych paczek danych, obróbki zdjęć, programowania czy po prostu bardziej brutalnej wielozadaniowości.

Core i7-14650HX uważam za jeden z mocniejszych elementów tej konfiguracji.

Temperatury i wentylatory

MSI nie robi tutaj niczego szczególnie egzotycznego. Mamy dwa wentylatory, kilka ciepłowodów i dość agresywne profile wydajności. Laptop potrafi dostarczyć podzespołom sporo mocy, ale szybko przypomina też, że fizyki nie da się oszukać. Im mocniej wciskamy gaz, tym więcej ciepła trzeba gdzieś odprowadzić.

I to ciepło zdecydowanie da się poczuć.

Przy dłuższym graniu obudowa nagrzewa się dość mocno. Nie chodzi wyłącznie o gorące powietrze wydmuchiwane z tyłu. Ciepło dociera również do pulpitu i klawiatury. Stukając w klawisze, po prostu czuć pod palcami, że w środku pracuje mocny procesor i karta graficzna.

Sam procesor również potrafi dojechać bardzo blisko granicy swoich możliwości termicznych. W najbardziej wymagających scenariuszach pojawia się throttling, czyli obniżanie taktowania po osiągnięciu wysokiej temperatury. Nie oznacza to jednak, że Crosshair nagle staje się wolny. Wręcz przeciwnie, nadal potrafi oferować bardzo dobrą wydajność. Po prostu robi to kosztem temperatur i pracy układu chłodzenia na wysokich obrotach.

W lekkiej pracy Crosshair może zachowywać się zupełnie przyzwoicie, ale podczas grania trudno zapomnieć, że siedzi przed nami gamingowy laptop. Szum jest wyraźny i przy bardziej agresywnych profilach potrafi stać się jednym z dominujących dźwięków w pomieszczeniu. Słuchawki szybko rozwiązują problem dla osoby grającej. Gorzej, jeśli obok ktoś próbuje pracować, czytać albo oglądać film.

Trzeba też pamiętać, że poziom hałasu bardzo mocno zależy od wybranego profilu, rodzaju obciążenia czy nawet temperatury otoczenia. Dlatego nie przywiązywałbym się przesadnie do jednej konkretnej wartości podanej w decybelach. Ważniejsze jest ogólne wrażenie: pod dużym obciążeniem Crosshair jest głośny jak na wydajny sprzęt gamingowy przystało.

Bateria. Bez gniazdka też da się żyć… choć niekoniecznie gamingowo

Czas pracy na baterii okazał się jednym z tych elementów Crosshaira, które potrafią pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście pod jednym warunkiem: że faktycznie korzystamy z niego jak z laptopa do pracy, a nie próbujemy na siłę zamienić go w konsolę przenośną.

Przy przeglądaniu internetu, pisaniu, pracy z dokumentami czy oglądaniu materiałów wideo można spokojnie odejść od gniazdka na kilka godzin. Jak na dużego, wydajnego laptopa gamingowego z procesorem klasy HX jest to naprawdę przyzwoity rezultat.

Wynikami podczas grania niespecjalnie bym się natomiast przejmował. Crosshair nie jest Steam Deckiem ani innym handheldem projektowanym z myślą o graniu z baterii. Uruchomienie wymagającej gry bez zasilacza ma sens najwyżej awaryjnie; czas działania będzie krótki, a do tego laptop i tak nie pokaże wtedy pełni swoich możliwości.

Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, że po odłączeniu ładowarki Crosshair nadal pozostaje użytecznym komputerem. Można zabrać go na kanapę, dokończyć tekst, przejrzeć pocztę, popracować w przeglądarce czy obejrzeć film bez nerwowego zerkania na wskaźnik baterii co kilkanaście minut.

RAM, SSD i rozbudowa. Dobrze, że można

Fabryczne 16 GB RAM-u nie robi dziś szczególnego wrażenia, zwłaszcza w laptopie z tej półki cenowej. Z recenzenckiego obowiązku trzeba to odnotować, choć nie przywiązywałbym do tego przesadnie dużej wagi.

Rynek pamięci jest obecnie taki, jaki jest, i cięcia w tym miejscu nie są specjalnie zaskakujące. Takie mamy czasy.

Znacznie ważniejsze jest to, że MSI nie zamyka użytkownikowi drogi do rozbudowy. Pamięć nie jest wlutowana, a laptop obsługuje do 96 GB RAM-u, więc w razie potrzeby można z czasem przejść na znacznie bardziej komfortową konfigurację.

Oczywiście byłoby miło dostać 32 GB już na starcie. Tyle że w praktyce 16 GB nadal wystarcza do grania i typowego użytkowania, więc nie traktowałbym tego jako szczególnie poważnego problemu. Bardziej jako punkt do zaznaczenia na marginesie: fabrycznie mogłoby być lepiej, ale przynajmniej producent zostawia sensowną możliwość rozbudowy.

Podobnie wygląda kwestia dysku. Najważniejsze jest dla mnie to, że wewnątrz znajdziemy dwa miejsca M.2, więc powiększenie przestrzeni na gry czy projekty nie wymaga pozbywania się fabrycznego nośnika.

Stosunek ceny do jakości MSI Crosshair 16 HX. Nie jest tani, ale ma czym się bronić

Przy cenie w okolicach 7700 zł Crosshair 16 HX zdecydowanie nie jest laptopem, którego kupuje się dlatego, że jest najtańszą drogą do RTX-a 5060. Takie komputery można znaleźć wyraźnie taniej. Tyle że samo logo karty graficznej nie mówi jeszcze wszystkiego.

Tutaj dostajemy Core i7-14650HX, RTX-a 5060, 2 TB SSD oraz matowy ekran 2560 × 1440 o odświeżaniu 240 Hz. I właśnie jako całość ta konfiguracja zaczyna mieć więcej sensu. Duży dysk sprawia, że po zainstalowaniu kilku współczesnych gier nie trzeba od razu myśleć o rozbudowie, ekran jest jednym z mocniejszych punktów laptopa, a procesor pozostawia spory zapas również poza samym graniem.

Oczywiście konkurencja nie śpi. Na obecnym rynku bez większego problemu znajdziemy laptopy z RTX-em 5060 kosztujące mniej, czasem nawet znacznie mniej. Zazwyczaj gdzieś pojawia się jednak kompromis: słabszy procesor, mniejszy SSD, prostsza matryca albo niższe odświeżanie. Są też promocje na modele o bardzo podobnej specyfikacji, dlatego przed zakupem zdecydowanie warto sprawdzić, co akurat dzieje się w sklepach.

Nie nazwałbym więc Crosshaira okazją, ale nie nazwałbym go również źle wycenionym. To raczej laptop ze środka wyższej części segmentu RTX 5060, który próbuje uzasadnić dopłatę nie jednym elementem, lecz całym zestawem parametrów.

Ostatecznie stosunek ceny do jakości oceniam jako rozsądny, szczególnie w promocji.

Czy warto kupić MSI Crosshair 16 HX?

MSI Crosshair 16 HX to solidny laptop gamingowy, który ma więcej zalet niż wad. Mocny Core i7-14650HX, RTX 5060 i bardzo dobry ekran 2560 × 1600/240 Hz tworzą zestaw, który dobrze sprawdza się zarówno w grach, jak i w bardziej wymagającej pracy.

Nie jest jednak bez kompromisów. 16 GB RAM-u wygląda dość skromnie, obudowa jest plastikowa, a pod dużym obciążeniem laptop robi się głośny i wyraźnie nagrzewa się w okolicach klawiatury. Na plus wypada możliwość rozbudowy pamięci do 96 GB i dołożenia kolejnego dysku.

Przy cenie w okolicach 7700 zł Crosshair nie jest okazją, ale też nie uważam go za źle wyceniony. Konkurencja jest mocna, więc warto polować na promocje.

Czy warto? Tak, zwłaszcza jeśli zależy wam na mocnym procesorze, dobrym ekranie i wysokiej wydajności, a typowo gamingowy hałas i temperatury nie są problemem.

Minusy

  • fabrycznie tylko 16 GB RAM
  • brak wrażenia klasy premium
  • głośne wentylatory podczas grania
  • wysokie temperatury pod obciążeniem

Plusy

  • bardzo dobry ekran 2560 × 1600 / 240 Hz
  • wysoka jasność i szeroka paleta barw
  • mocny Intel Core i7-14650HX
  • dobra wydajność w grach
  • RTX 5060 z DLSS i Frame Generation
  • dobra wydajność także w zastosowaniach profesjonalnych
  • sensowny zestaw portów
  • USB-C z DisplayPort i Power Delivery
  • HDMI i LAN z tyłu obudowy
  • dobry potencjał rozbudowy

Ocena:

7/10