Pliki za pośrednictwem sieci przesyłano od samego początku. Jednak wraz z upowszechnieniem się dostępu do Internetu oraz lawinowym przyrostem danych serwery przestawały sobie radzić ze wzmożonym ruchem. Dlatego torrenty to system pobierania i udostępniania plików w Internecie bazujący na sieci rozproszonej.
Dziś nikogo nie dziwi, że Internet jest naturalnym przedłużenie naszego życia. Wirtualna przestrzeń wygodnie wpasowuje się w codzienne aktywności uzupełniając, a nawet przejmując potężny segment rynku usług.
Dziś za pomocą kilku kliknięć przesłuchamy ulubioną piosenkę, zorganizujemy sushi na obiad lub zrobimy zakupy. Jednak nie zawsze tak było. Internet zachowuje się jak żywy organizm, ewoluując pod wpływem decyzji miliardów użytkowników oraz prawodawstwa, które próbuje nad tym procesem zapanować.
O tym, jak dynamiczny jest to proces, można się przekonać cofając się w czasie o dwie dekady. Wówczas nikt jeszcze nie używał smartfonów, a sam Internet często bazował na archaicznej infrastrukturze telekomunikacyjnej, często pamiętającej czasy PRL. Każdy, kto wybierał numer 0202122, aby połączyć modem z globalną siecią powinien się teraz smutno uśmiechnąć.
W Polsce wkraczaliśmy w XXI wiek licząc impulsy telefoniczne podczas surfowania w Internecie. Dla młodych ludzi, pozostających na utrzymaniu rodziców, była to poważna operacja. Począwszy od wojny psychologicznej z rodzicielami w celu wynegocjowania czasu dostępu, poprzez dokładne zaplanowanie swojej sesji w sieci, na walce z problemami technicznymi skończywszy.
To wszystko powodowało, że nieograniczony dostęp do treści online był praktycznie bardzo kosztowną iluzją. Oczywiście można było korzystać z czatu lub posłuchać radia w Internecie, jednak każdy „szanował pliki”. Taniej i pewniej było pobrać lub skopiować coś na twardy dysk niż tracić cenne megabajty na odtwarzanie online.
Nieco starsi z nas pamiętają pionierskie czasy komputeryzacji w Polsce. W połowie lat dziewięćdziesiątych komputery trafiły już pod strzechy. Stosunkowo nowoczesne pecety wypierały wszelkie Amigi i Commodore i Sepctrumy, które pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa jako pierwsze narzędzia do gier video (ten, kto miał kolorowy monitor, rządził w podstawówce).
Jednak bardziej zaawansowane platformy wymagały odpowiedniego wsadu, czyli oprogramowania i multimediów (czy ktoś jeszcze używa WinAmpa?). Tu na pomoc przychodziły giełdy komputerowe. Były to owiane legendą targowiska, gdzie można było kupić komputery, dowolne komponenty elektroniczne oraz, gdy wiedziało się od kogo, również oprogramowanie. W gratisie dostawaliśmy (przy odpowiednim oświetleniu i duuużej dozie wyobraźni) scenerię godną gorszych kadrów „Łowcy Androidów” i atmosferę kultowego targowiska Akihabara, znanego z „chińskich bajek” oglądanych w telewizji Krater.
Dawniej, gdy prawo autorskie było jeszcze w powijakach, a Internet kulał, było to jedno z niewielu źródeł zaopatrzenia się w nowości. I do tego ten dreszczyk emocji… Czy to, co mamy zgrane na naszych dyskietkach 3,5 cala zadziała czy nie. Początkiem końca takiej działalności stało się nagrywanie płyt CD. Z jednej strony polski rynek został zalany pirackimi kopiami ze Wschodu, z drugiej coraz więcej osób mogło pozwolić sobie na własne nagrywarki. Tak oto czarny rynek przenosił się z giełd do akademików.
Upowszechnienie się „stałego dostępu do Internetu” umożliwiło rozpoczęcie rewolucji cyfrowej. Za cenny dostęp do sieci płaciło się abonament, niezależny od czasu spędzonego na surfowaniu. Oczywiście cały czas były to znikome prędkości transferu rzędu 128 lub 256 kbps, które nie pozwalały poszaleć. Dlatego też był to czas dużych ośrodków informatycznych dysponujących własnymi serwerami i szybkimi łączami o dużej przepustowości.
Nic więc dziwnego, że pobieranie w Polsce królowało na uczelniach technicznych, które w kraju nad Wisłą współtworzyły pierwszą, szkieletową sieć teleinformatyczną. Równocześnie na przełomie wieków cyfrowe formaty mediów zdominowały rynek. Wreszcie można było wgrać do komputera treści w dobrej jakości. Niestety oficjalne kopie programów (w tym gier) oraz filmów i muzyki były bardzo drogie. Kolejną barierą były kanały dystrybucji. Wciąż najpowszechniejszym sposobem oficjalnej sprzedaży było udostępnienie na fizycznym nośniku (czyli płycie CD lub DVD).
Jednak największą zaletą Internetu była zawsze dostępność treści „tu i teraz”. Pójście do sklepu po drogą płytę (pod warunkiem, że była dostępna) było zaprzeczeniem stylu życia cyfrowego pokolenia tamtych czasów. A skoro rynek nie znosi próżni to w sieci powstały alternatywne rozwiązania.
Pliki za pośrednictwem sieci przesyłano od samego początku. Początkowo programiści i naukowcy wymieniali się wiedzą i tworzyli wirtualne zespoły zadaniowe. Jednak wraz z upowszechnieniem się dostępu do Internetu oraz lawinowym przyrostem ilości cyfrowych dóbr ówczesne serwery przestawały sobie radzić ze wzmożonym ruchem.
Pierwszym zwiastunem rewolucji okazał się serwis Napster. Stworzona w 1999 roku przez Shawna Fanninga i Seana Parkera aplikacja umożliwiała wyszukiwanie i pobieranie plików mp3. Jako że zassysanie muzyki z sieci było już wówczas popularne (pobieranie nawet kilkunastomegowych plików nie stanowiło już problemu) nowa aplikacja stała się hitem. Darmowy Napster trafił na podatny grunt. Początkowo studenci, następnie pozostali użytkownicy dostrzegli zalety usystematyzowanego poszukiwania i pobierania treści w Internecie.
Miarą sukcesu Napstera była reakcja wytwórni muzycznych. Nieograniczone rozpowszechnianie nielegalnych kopii utworów stanowiło (i nadal stanowi) wielkie zagrożenie dla przychodów potężnego przemysłu fonograficznego i filmowego. Dlatego już w 2000 roku Napster został pozwany do sądu przez Larsa Ulricha, członka zespołu Metallica. Działania prawne sprawiły, że aplikacja zaczęła odpłatnie udostępniać licencjonowane utwory (co czyni do dzisiaj), jednak był to dopiero początek partyzantki w sieci…
Dziś dostęp do Internetu nie jest barierą, jednak warto zaopatrzyć się we właściwy sprzęt. Szeroki wybór routerów jest dostępny w sklepie x-kom.
Upraszczając. Torrenty to system pobierania i udostępniania plików w Internecie bazujący na sieci rozproszonej. Aby wymieniać się danymi nie trzeba mieć jednego serwera, który kanalizuje ruch, tylko za pomocą odpowiednich protokołów, nawiązać połączenie z innym użytkownikiem sieci.,
Jest to możliwe dzięki procedurze peer-to-peer (P2P). Odpowiednie algorytmy umożliwiają pobieranie fragmentów jednego pliku z kilku udostępniających go komputerów jednocześnie. Dzięki temu, pomimo niskiego poziomu przesyłu danych (upload) każdego z nich całość można pobrać stosunkowo sprawnie (download). Do dziś gros Internautów korzysta z asymetrycznego dostępu do sieci. Oznacza to, że możemy szybko pobierać dane jednak kosztem niskiej prędkości wysyłania. Dlatego właśnie protokoły P2P umożliwiają pobieranie pliku w częściach z kilku komputerów. Wprawdzie każdy z nich ma niski poziom upload to jednak wspólnie zapewniają przyzwoite parametry przesyłu.
Dzięki Torrentom nie ma konieczności inwestowania w drogie serwery oraz wysokowydajne, symetryczne łącze z Internetem. Wszystko załatwia magia P2P, która umożliwia zarówno pobieranie jak z wielu komputerów, jak i udostępnianie kilku użytkownikom sieci równocześnie.
Aby uczestniczyć w wymianie plików, trzeba jednak spełnić kilka warunków. Potrzebny jest tzw. klient torrent, czyli specjalny program, który pozwala na zarządzanie torrentami (udostępnianymi lub pobieranymi plikami). Klient administruje całym procesem wymiany danych i zapewnia integralność pobieranego pliku, nawet w przypadku chwilowego odłączenia od sieci. Po ponownym zalogowaniu pobieranie jest kontynuowane. Podobnie dzieje się w przypadku, gdy część udostępniających wyłącza swoje komputery. Torrenty pozwalają na ukończenie procesu, bazując na pozostałych w sieci plikach bądź ich fragmentach.
Aby sprawnie poruszać się po świecie P2P warto poznać kilka podstawowych terminów: Seed (nasionko) to każdy komputer udostępniający w danym momencie plik (bądź jego fragment). Zasadniczo dużo seedów powinno zapewniać kompletność pliku i jego szybkie pobranie. Peer to z kolei określenie osoby pobierającej interesująca nas treść. Leech (pijawka) nie jest szanowana w społecznościach torrentów. To użytkownik, który pobiera znacznie więcej niż udostępnia. Czyli samolub, który nie chce się dzielić.
Wszyscy pobierający i udostępniający ten sam torrent są zgrupowani w roju. Za zarządzanie całym ruchem odpowiada tracker serwer śledzący podłączonych użytkowników.
Technologia P2P pozwala na swobodne wymienianie się dowolnymi plikami, jednak trzeba je odnaleźć pośród milionów komputerów wpiętych do sieci. Służą temu specjalne pliki lub linki będące drogowskazami pozwalającymi na pobieranie i udostępnianie treści z dysku domowego komputera.
Aby się nimi posługiwać niepotrzebna jest żadna wiedza techniczna. Wystarczy klient i specjalny indeks torrentów. Te ostatnie funkcjonują na specjalnie przygotowanych stronach lub forach internetowych. Po pobraniu torrenta (lub linku) zainstalowany klient rozpoczyna pobieranie.
Dzięki swojej popularności sieci P2P stanowiły na początku drugiej dekady XXI wieku znaczący procent ruchu w globalnym Internecie. Wprawdzie dawały wolność wymiany informacji, jednak miały też inne, mroczne oblicze. Pozwalały na rozsyłanie dowolnych treści poza „oficjalnymi serwerami”. Dlatego niewątpliwie była i nadal jest to ryzykowna metoda dzielenia się plikami.
P2P zmienia się podobnie, jak ewoluuje cały Internet. Pokolenie pięknoduchów dzielących się w akademikach najnowszą kopią Matrixa ustatkowało się i znalazło inne metody czerpania treści z sieci. W ich miejsce pojawiło się wielu użytkowników, którzy nie mogą, bądź nie chcą pozyskiwać legalnych zasobów. Zdarza się, że udostępniają oni pliki bez wymaganej licencji lub wręcz zainfekowane złośliwym oprogramowaniem.
Równocześnie zmieniło się prawodawstwo, które doprecyzowało kwestie dystrybucji cyfrowych utworów w globalnej sieci. Jeszcze do 2014 roku można było w miarę bez konsekwencji pobierać pliki „na własny użytek”, jednak w obliczu wielomilionowych strat przemysł zaczął bardziej zdecydowanie zwalczać piractwo sieciowe.
W 2015 i 2016 roku fora internetowe pełne były wątków zakładanych przez zdesperowanych internautów, którzy otrzymali pisma przedprocesowe od kancelarii prawnych żądających odszkodowań z tytułu naruszenia praw autorskich (zwykle dotyczyło to wybranych filmów). Pomimo że działania windykacyjne często były prowadzone w sposób kontrowersyjny i na granicy prawa obnażyły one największe ryzyko związane z korzystaniem torrentów.
Technologia P2P to nie jest jedynie prosty sposób na darmowe pobieranie plików z sieci. Odpalając klienta torrent internauci akceptują jego kluczowy mechanizm: pobierając daną treść, równocześnie ją udostępniają. I to wielu użytkownikom! Pomimo panujących w sieci opinii udostępnienia nie da się całkowicie wyłączyć. Niestety jest to oficjalne stanowisko Policji Polskiej, która zwykła negować taką linię obrony. Dodatkowo z klauzuli „pobierania na własny użytek” są wyłączone programy komputerowe (w tym gry). Po udowodnieniu nielegalnego pobierania bądź udostępniania na delikwenta czekało (i czeka) szereg nieprzyjemności. Konieczność zeznań, zatrzymanie sprzętu do ekspertyzy i często konieczność zapłacenia wielotysięcznych odszkodowań.
Sama technologia P2P jest legalna. Jednak na każdym z użytkowników spoczywa odpowiedzialność za rozpowszechnianie treści naruszających prawa autorskie. Niewątpliwie w indeksach torrentów znajduje się wiele bardzo wartościowych plików, których licencja umożliwia swobodną dystrybucję. Pobieranie i udostępnianie takich treści jest dozwolone. Co więcej, swego czasu developerzy oficjalnie dystrybuowali swoje oprogramowanie za pośrednictwem torrentów.
Może się zdarzyć również, że w przepastnych zakamarkach sieci P2P można odszukać treści nieosiągalne na żadnych mainstreamowych platformach. Jednak za każdym razem trzeba przeprowadzić analizę czy pobierając/udostępniając dany plik nie sprawimy, że nasze IP pojawi się w dochodzeniu dotyczącym przekroczenia praw autorskich. Nie wspominając o ryzyku ściągnięcia wirusa bądź ransomware, które zablokuje nasz komputer.
Czy opłaca się dziś korzystać z torrentów? To złożone pytanie, które wymaga analizy dzisiejszego sposobu konsumowania treści cyfrowych w Internecie. W dobie platform streamingowych udostępniających zarówno filmy, jak i muzykę a niewielką opłatą możemy mieć dowolne treści natychmiast. Kolejny etap rewolucji spowodowały zmiany w dostępie do Internetu. Rozwój telefonii komórkowej, dostępność smartfonów i podpięcie ich do szybkiego, mobilnego Internetu spowodowały odejście od pobierania plików na twarde dyski. Podobnie jak wcześniej do lamusa odeszły fizyczne nośniki danych tak dziś coraz częściej dystrybuuje się treści na zasadzie udostępniania w sieci, a nie sprzedaży plików instalacyjnych.
Mając więc alternatywę taniego abonamentu do platformy streamingowej, coraz mniej użytkowników sieci poszukuje alternatywnych metod pobierania muzyki lub filmów na twarde dyski swoich komputerów. Taki trend niewątpliwie przekłada się na zmniejszenie ruchu w sieciach P2P. Oczywiście indeksy torrentów cały czas pozostają źródłem dostępu do oprogramowania i gier jednak ich pobieranie jest zawsze obciążone ryzykiem poważnych konsekwencji prawnych. A o całkowitą anonimowość w sieci (pomimo różnych temu służących narzędzi) jest cały czas trudno.
Podsumowując, dla typowego użytkownika sieci Torrenty mogą nieść znacznie więcej zagrożeń niż korzyści. W dzisiejszych czasach najbardziej pożądane treści cyfrowe przestają być ekskluzywne i trudno dostępne. Dlatego zamiast wspominać czasy internetowego „Dzikiego Zachodu” lepiej zainwestować w abonament w którymś z serwisów streamingowych lub poszukać promocji na jednej z platform udostępniających gry komputerowe. Sumarycznie takie rozwiązanie wydaje się mieć znacznie lepszy stosunek poniesionych kosztów do podjętego ryzyka. Miłośnikom posiadania danych na własnym nośniku można przypomnieć, że cały czas można takowe zakupić. Natomiast torrenty w 2022 stają się specyficzną niszą.




Długo to trwało – niemalże 15 lat dzikiego zachodu…. w necie… ale w końcu firmy fonograficzne powiedziały dość – tego udawania- że na własny użytek – to nie kradzież! A przecież to była jawna kradzież – 40% wartości firm … Jak człowiek potrafi okłamywać siebie i innych – by za darmo czerpać korzyści … DOBRZE ŻE W KOŃCU Z TYM SKOŃCZONO!!!!
Torrenty mają się bardzo dobrze tylko należy pamiętać że część zeszła do podziemi i nie można trackerów znaleźć na publicznych wyszukiwarkach i cześć wymaga dostania sie na specjalne strony.
Cześć stron jest zamknięta dla nowych użytkowników i co parę miesięcy a nawet lat otwierają sie na krótki czas, inne wymagają wykpienia abonamentu.
Za to takie serwisu zwykle oferują więcej kontentu, który jest dłużej utrzymany niż na tych publicznych gdzie często brakuje Seeda.
Przy warezowaniu nie tylko należy pamiętać o zmianie IP, ale też korzystać z innego systemu,
Bo nie tylko IP jest cenny ale też telemetria hardware/systemowa.
Dobrym wyjściem jest korzystanie z wirtualnego systemu najlepiej jakiegoś linuxa.
Co w połączeniuwirtualnego systemu + zmiany IP da nam większą anonimowość i bezpieczeństwo.
Należy też pamiętać aby nigdy nie korzystać ze starych kont.
A wszystko nowe/dane powinno być założone na nowe fikcyjne dane.
Zachowując 24/7 powyższą instrukcje bezpieczeństwa anonimowego.
1)Ogarniamy Tor lub VPN
2)Instalujemy Linuxa
3)Zawsze ale to zawsze 24/7 używamy VPN/TOR
4)Na ukrytym IP zaczynamy tworzyć wszystko na nowo pod podstaw.
-Adress Email: Nowa skrzynka na inne dane osobowe.
-Telefon: Gdy jakaś strona/usługa wymaga telefonu nie korzystamy ani nie używamy, ani innej z allegro nawet tej z fikcyjnymi danymi.
Na podstawie GPS czy też BTS można sparować geolokalizacje twojego prawdziwego telefon i fikcyjnego przez co zdradzi twoje połączenia i dane osobowe, zarejestrowane na prawdziwy główny telefon tak że dual sim, czy też oddzielny telefon odpada.
Używać specjalikach zdalnych bramek voip jako alternatywa telefonu.
-Co do przelewów używać jednorazowych kart . lub prepaid.
Opcjonalnie można też posługiwać się krypto walutami.
Co prawda w takim państwie z kartonu jak polska ludzie zwykle masowo piracą nie kryjąc się z tym.
To nie tak że policja nie widzi policja jest po prostu, ułomna albo nie ma czasu i zajmuje się ważniejszymi sprawami, albo w ogóle xD
A jednak udostępnianie da się całkowicie wyłączyć, wbrew temu, co napisane w artykule. Są klienty torrentów o otwartym kodzie źródłowym, gdzie można sobie sprawdzić, ewentualnie samemu zmodyfikować i skompilować takiego klienta, wyłączając upload całkowicie, ale to dla paranoików. Normalnie w ustawieniach, upload na 0, ratio na 0. I działa. Filmy i muzykę można tachać na potęgę nie łamiąc przy tym prawa.
ściągnąłeś od kogoś czyli on musiał to udostępnić czyli złamał prawo, uczestniczysz w łamaniu prawa tzn że ty nie łamiesz prawa?
Ja ściągam tylko brzmienia do samplera, nikomu to nie jest przydatne i potrzebne.
a ja nadal nie wiem czy posiadanie serialu czy filmu ściągniętego z torrentów jest wykroczeniem/przestępstwem
Co to jest dozwolony użytek?
Dozwolony użytek: w prawie własności intelektualnej – ograniczenie monopolu podmiotu uprawnionego z tytułu praw autorskich polegające na zezwoleniu na korzystanie, bez konieczności uzyskiwania jego zgody, z już rozpowszechnionego utworu pod ściśle określonymi warunkami i w ściśle określonych sytuacjach.
Ustawa zawiera zamknięty katalog sytuacji, w których może dojść do takiego korzystania bez zgody twórcy
skoro twórca np serialu czy filmu nie zgodził się na rozpowszechnianie to posiadanie na ten tzw użytek własny jest nielegalne, tak?