USS Connecticut (SSN 22) zderzył się pod wodą z „jakimś obiektem”

U.S. Navy w komunikacie opublikowany 7 października przyznało, że 2 października USS Connecticut (SSN 22) uderzył w jakiś obiekt. Okręt w trakcie zdarzenia znajdował się w zanurzeniu. Czy znów pod wodą dzieją się jakieś harce, o których dowiemy się za kilkadziesiąt lat?

USS Connecticut z problemami

Według oficjalnych informacji do zdarzenia doszło w regionie Indo-Pacyfiku, czyli… wszędzie i nigdzie. Oba te oceany są tak rozległe, że trudno powiedzieć, czy mamy do czynienia z czymś poważnym, czy może ze zwykłym wypadkiem przy pracy, jakich U.S. Navy miała w ostatnich latach sporo.

Normalną praktyką w Stanach Zjednoczonych i innych cywilizowanych marynarkach jest nieinformowanie o tym, gdzie znajdują się okręty tego typu. One zazwyczaj wychodzą w morze i po jakimś czasie się wynurzają, wracając do portu, i w zasadzie tyle o nich wiemy.

Raport U.S. Navy lakonicznie stwierdza też, że nie odnotowano zagrażających życiu obrażeń wśród załogi. Okręt ma cały czas być bezpiecznym, a jego sytuacja jest stabilna. Sekcja napędu nuklearnego nie uległa uszkodzeniu w trakcie zdarzenia i jest w pełni działająca. Stopień uszkodzeń reszty okrętu jest właśnie oceniany. U.S. Navy nie zwróciła się do nikogo o pomoc, a całe zdarzenia będzie podlegało dochodzeniu. Tutaj kończy się oficjalny komunikat.

USS Connecticut w trakcie operacji portowych
USS Connecticut to niewielki, cichy i zwinny zabójca. Ciekawe na kogo wpadł? Źródło: U.S. Navy

Zasłona dymna wokół USS Connecticut

Okręt USS Connecticut należy do klasy jednostek zbudowanych specjalnie po to, by pod wodą ścigać i niszczyć okręty podwodne przeciwnika. Już sam ten fakt nasuwa ciepłe wspomnienia z kultowego filmu „Polowanie na Czerwony Październik”. Dość enigmatyczne są też stwierdzenia U.S. Navy, które jedynie utwierdzają w skojarzeniach. Komunikat informuje o braku zagrożenia życia wśród rannej załogi, ale nie oznacza to wcale, że odniesione rany nie są poważne.

Oczywistym jest również, że okręt „musiał” operować na wodach międzynarodowych. Wszak „nie mógłby” naruszać suwerenności państw trzecich. Takich rzeczy podwodniacy nie robią nigdy. No chyba, że dostaną tajny rozkaz.

Stwierdzenie, że uszkodzenia okrętu są nadal ocenianie może, ale nie musi, sugerować, że są one znaczne. Skoro do zdarzenia doszło 2 października, a komunikat opublikowano 7, to minęło już sporo czasu, by ustalić w jakim stanie jest okręt. No chyba, że nie może się wynurzyć ponieważ jest tam, gdzie Amerykanie nie chcieliby, by ktoś go zobaczył.

Nie zdecydowano się również na wezwanie pomocy ze strony innych państw czy też organizacji. U.S. Navy ma procedury i sprzęt niezbędny do szybkiego reagowania na takie sytuacje, więc tutaj zdziwienia nie ma.

USS Connecticut z holownikami
Niewielkie rozmiary i napęd atomowy czynią z okrętów klasy Seawolf niezwykle groźną broń. Źródło: U.S. Navy

Przecieki w mediach na temat USS Connecticut

Po tym, jak mleko się już rozlało do mediów zaczęły docierać nowe informacje. Najwyraźniej ktoś tam mocno naciska na więcej danych i rozpoczęły się kontrolowane lub nie przecieki.

Teraz okazuje się bowiem, że rannych miało zostać 11 marynarzy, a do zdarzenia miało dojść na Morzu Południowo-Chińskim. Rany mają być powierzchowne, pokroju siniaków, otarć i ran szarpanych, czyli znowu nie takie niegroźne.

Temat jest z pewnością rozwojowy i warto mu się przyglądać. Być może gdzieś tam do portu w Chinach zawija inny okręt podwodny, który też gdzieś na Indo-Pacyfiku uderzył w „coś”, będąc akurat w zanurzeniu. Zupełnie przypadkiem uderzył. Tak jak Amerykański.

combat samoobrona
https://www.combat.pl/artykuly-obronne.html

Źródło:

  • https://www.navy.mil/Press-Office/Press-Releases/display-pressreleases/Article/2804805/statement-regarding-uss-connecticut-ssn-22/