U.S. Army chce „wykastrować” komary

Nie ma chyba na świecie zdrowej na umyśle osoby, która lubiłaby komary. Brzęczą, kąsają, pasożytują na ludziach i zwierzętach, a jakby tego było mało, w klimatach tropikalnych roznoszą śmiertelne choroby. U.S. Army ma chytry plan, by ograniczyć ten proceder. Męska część komarzej populacji powinna czuć się zagrożona.

Moskity! Idziemy po was

Gdy za sprawę bierze się U.S. Army, to wiadomo, że rzecz jest poważna, a jeśli nad tematem pochylają się armijni naukowcy to wiedz, że coś się dzieje. Poza U.S. Army Institute for Collaborative Biotechnologies w sprawę zamieszani są również cywilni naukowcy z University of California Santa Barbara.

Wszystkiemu winne takie choroby jak wirus Zika, Denga czy też żółta gorączka. Są to bardzo niebezpieczne choroby tropikalne, z którymi ludzkość nie do końca może sobie poradzić. Nie mamy skutecznych sposobów na zabezpieczenie się, więc naukowcy postanowili podejść do sprawy po wojskowemu. Zaatakowali problem z drugiej flanki. Oczywiście prace nad lekami i szczepionkami cały czas trwają, ale na celowniku części badaczy znalazła się kwestia ograniczenia populacji komarów.

Schemat działania metody CRISPR-Cas-9. Źródło: U.S. Army / Shutterstock

Modyfikacje genetyczne CRISPR-Cas9

O narzędziu do edycji genów CRISPR-Cas9 pisaliśmy już wcześniej przy okazji pasożytów, które mają stać się częścią nowego pancerza. Tym razem narzędzie to zostało wykorzystane do zidentyfikowania konkretnego genu odpowiedzialnego za płodność u samców komarów. W kręgach genetyków CRISPR-Cas9 robi podobno furorę, jako że jest szybsze, tańsze i precyzyjniejsze niż wcześniejsze techniki wykorzystywane do edytowania kodu DNA.

Badania trwały już od jakiegoś czasu i w ich efekcie udało się wyhodować wysterylizowane komary. Tytułowe „kastraty” są następnie hodowane w ogromnych ilościach i wypuszczane na wolność w najbardziej zapalnych rejonach.

Z racji wypuszczanych jednorazowo liczb takie „spreparowane” wcześniej komary przytłaczają lokalną populację i niejako wypychają płodne samce i przejmując większość samic. Te z kolei „wchodząc w tango” ze zmodyfikowanymi komarami, nie są w stanie przedłużyć gatunku. Łańcuch rozrostu populacji zostaje przerwany. Trzeba przyznać, że jest to dość innowacyjna metoda na walkę z chorobami zakaźnymi, ale jeśli okaże się skuteczna, to tym lepiej dla ludzkości.

Amerykańska zmora rolników - Mediterranean fruit fly. Źródło: Wikipedia

Nie tylko komary

Koncepcja sterylizacji niektórych gatunków ma zastosowanie również w rolnictwie. W Kalifornii grasuje bowiem od dawna pewien rodzaj much (Mediterranean fruit fly) żerujący na uprawianych tam roślinach.

Wiele wskazuje zatem na to, że w przyszłości koncepcja ta może zostać podchwycona przez kluczowych graczy na rynku walki ze szkodnikami. Musieliby oni co prawda przestawić się z produkcji pestycydów na „produkcję” owadów, ale wielkie korporacje robiły nie takie wolty.

Ograniczenie epidemii chorób zakaźnych poprzez redukcję nosicieli mogłoby w znaczący sposób wpłynąć na zachorowalność i śmiertelność znaczących populacji ludzi zamieszkujących najbiedniejsze regiony świata. Pozostaje trzymać kciuki za amerykańskich naukowców i liczyć na to, że znajdą coś na polskie komary. Co prawda niczego arcygroźnego nie roznoszą, ale życie potrafią zatruć.

Póki co zostaje nam zwalczać komary tradycyjnymi metodami. Odpowiednie repelenty i inne skuteczne środki znajdziecie w ofercie combat.pl

Źródła:

  • https://www.army.mil/article/249572/gene_editing_could_render_mosquitos_infertile_reducing_disease_spread
  • https://www.news.ucsb.edu/2021/020291/sterilizing-skeeters
  • https://www.nature.com/articles/nprot.2013.143