Sytuacja na Ukrainie. Co dzieje się za wschodnią granicą?

Czy tego chcemy, czy nie, sytuacja na Ukrainie jest kluczowa dla bezpieczeństwa Polski. Jeśli zza naszej wschodniej granicy dobiegają pomruki i media zaczynają bić w wojenne bębny, licząc na wzrost liczby klików, to warto byśmy i my zerknęli na całą sprawę. Czy trzeba się bać tego, co dzieje się na granicy Rosji i Ukrainy?

Dlaczego sytuacja na Ukrainie jest niepokojąca. Białoruś podpowiada modus operandi

Naszym głównym i w obecnej sytuacji geopolitycznej w zasadzie jedynym potencjalnym wrogiem jest Rosja. Od Rosji oddzielają nas coraz bardziej chwiejna Białoruś i Ukraina. Tę pierwszą trzeba chyba uznać już za straconą, ale proces rozkładu najpewniej potrwa jeszcze parę lat. Coraz ściślejsza integracja z Rosją wydaje się tam nieunikniona. Rysuje się nam co prawda scenariusze z pozbyciem się Aleksandra Łukaszenki, ale w istocie sprawy nie powinno to wiele zmienić. Wojska rosyjskie będą stały nie tylko na naszej północnej, ale też na wschodniej granicy.

Dlaczego Rosja chce mieć coraz większy wpływ na to, co dzieje się na Białorusi? Ponieważ ten, kto kontroluje Białoruś, ma otwarte drzwi na Moskwę. Oczywiste jest, że Unia Europejska, a być może w perspektywie kilku dekad NATO, nie mogą przejąć Białorusi. Ostatnie wydarzenia w tym kraju niejako wymusiły ruchy ze strony Łukaszenki i Putina. Ten pierwszy lawirował, kokietował, ale się wzbraniał.

Gdy stymulowane z zewnątrz ruchy mające go obalić nabrały rozpędu, został mu tylko Putin. Ten, chcąc nie chcąc, zaczyna tańczyć to tango, ponieważ Białorusi oddać nie może. Szybki rzut oka na mapę wszystko tłumaczy. Z granicy Białorusi z Rosją do Moskwy jest niecałe 500 kilometrów. Za blisko. Zdecydowanie za blisko. Sytuacja na Ukrainie jest kopią powyższego, ale z modyfikacjami.

Ze wschodniej granicy Białorusi do Moskwy dojeżdża się na jednym baku. Źródło: Google Maps

Dlaczego sytuacja na Ukrainie jest podobna do tej na Białorusi?

Tutaj też nie warto silić się na wielkie elaboraty. Ukraina to druga część rosyjskiego bufora i dalej działa tutaj wielka geopolityka. Musi on znajdować się pod pełną rosyjską pieczą lub przynajmniej władza zasiadająca w Kijowie powinna zachowywać życzliwą neutralność wobec Rosji bez zbytniego romansowania z zachodem.

Sytuacja na Ukrainie po pomarańczowej rewolucji zmieniła się na niekorzyść Moskwy. Zagrożony został dostęp do portów na Krymie i tym samym swobodnego operowania na Morzu Czarnym, a to już było zdecydowanie za dużo dla Rosji. Stąd atak uprzedzający, wojna hybrydowa i zajęcie Krymu. Ruch ten jest jednak tylko połowicznym sukcesem Moskwy, gdyż Krym jest odcięty od reszty Rosji.

Wojna na wschodzie Ukrainy to okazja nie tylko na destabilizację kraju, ale również sposób na poprawę sytuacji strategicznej w regionie. Zajmując Krym i budując most łączący zdobyte terytorium z Rosją, Moskwa zapewniła sobie kontrolę tego, co dzieje się na Morzu Azowskim. Port w Mariupolu jest „duszony” tym morskim nelsonem i niewiele można w tej sprawie zrobić.

Idealną byłaby dla Rosji sytuacja, w której zajmie całą wschodnia cześć Ukrainy, tak by mieć swobodny dostęp do Krymu, który z kolei jest duszony przez Ukrainę reglamentowaniem wody. Pomieszanie z poplątaniem.

Sytuacja na Ukrainie umacnia jedynie tezę, że nieważne, co by się działo, bufor musi zostać utrzymany. Znów potwierdza to rzut oka na mapę. Z granicy Ukrainy do Moskwy jest też niemal 500 kilometrów. Dodatkowo Ukraina jako zachodnia liberalna demokracja stanowiłaby jeszcze gorsze zagrożenie niż Białoruś, wcinając się znacznie głębiej w kluczowe dla Rosji tereny. Na to Rosja pozwolić nie może. Dlaczego?

droga na Moskwę z Ukrainy
Z Ukrainy jest równie blisko do Moskwy co z Białorusi, z tym że pozycja wyjściowa jest flankująca. Źródło: Google Maps

Odpowiedzi na przyczyny sytuacji na Ukrainie szukajmy na mapie

Rosja jako imperium lądowe ma poważny problem, a jest nim brak oparcia w przeszkodach geograficznych. Jeśli ktoś nadal zastanawia się, dlaczego Rosjanie utopili Czeczenię we krwi, również swojej, to znów mapa przyjdzie z pomocą.

Aktualna granica opiera się na górach. Oddanie gór oddaje oparcie w nich i daje przeciwnikowi przewagę. Stąd Rosja trzyma się takiej przeszkody terenowej tam, gdzie może, a tam, gdzie nie może, czyli na terytorium dzisiejszej Białorusi i Ukrainy, stara się kontrolować sytuację na szczeblu politycznym.

Podsumowując, największym problemem Rosji jest jej ogromna wielkość i brak naturalnych buforów bezpieczeństwa, więc tworzy je w sposób sztuczny, a to oznacza maskirowki, wojny hybrydowe, przewroty, sprzyjających jej oligarchów, dyktatorów, łapówki i wojny wywiadów. Słowem Rosja zrobi wszystko, co się da.

Nawet niewprawne oko w mig dostrzeże, że granica z geostrategicznego punktu widzenia musi iść tak, jak idzie. Źródło: Google Maps

Sytuacja na Ukrainie a sprawa Polska

Rozpatrując całą sprawę, warto też pamiętać o tym, kto i w zamian za co gwarantował integralność terytorialną Ukrainy. Dla przypomnienia po rozpadzie Związku Radzieckiego na terytorium Ukrainy znajdowały się ogromne zasoby broni jądrowej. W zamian za jej oddanie Ukraina w ramach Memorandum Budapesztańskiego otrzymała gwarancje integralności terytorium, nieużywania wobec niej przemocy wojskowej i gospodarczej i pokojowego rozwiązywania sporów. 20 lat później sytuacja Ukrainie nijak ma się do deklaracji i umów. Wschód kraju płonie i płonąć będzie tak długo, jak Moskwa uzna to za stosowne, a Krym bezpowrotnie wpadł w rosyjskie ręce.

Dlaczego o tym piszemy? Podpisujmy traktaty, wchodźmy w układy, zawierajmy sojusze oraz liczmy na przyjaciół, ale przede wszystkim liczmy na siebie. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wielka Brytania niewiele zrobiły, by pomóc Ukrainie w trudnych chwilach, a Memorandum Budapesztańskie spokojnie miało tutaj zastosowanie, ale nic z niego nie wynikło. Ktoś zaraz krzyknie, HALO, HALO, przecież mamy NATO. Pytamy więc otwarcie, czy Lizbona, Madryt, Rzym, Paryż i cała reszta będą ginąć za Szypliszki? Mieszkańców tej jakże pięknej miejscowości uprasza się o nieobrażanie. Dla mieszkańców zachodniej Europy żyjących w wygodzie i dobrodziejstwie (malejącym, ale jednak) my i nasze miejscowości nie mamy znaczenia. Lepiej to sobie uzmysłowić tu i teraz.

Czy NATO na pewno nam pomoże? A jeśli pomoże to w sam czas, czy po fakcie? Może stare, dobre przysłowie: jak masz liczyć na kogoś, to licz na siebie, warto mieć z tyłu głowy.

Dlaczego sytuacja na Ukrainie się zaostrza?

Wydaje się, że dzieje się tak dlatego, iż Rosja traci swoje atuty. Do momentu, w którym dysponowała miażdżąca przewagą obserwowaliśmy pewne uspokojenie sytuacji na Ukrainie. Gdy Kijów zaczął nie tylko odbudowywać swój potencjał, ale niejako wychodzić ponad dotychczasowy, bezpieczny dla Rosji poziom, sytuacja na Ukrainie natychmiast się zaogniła.

Swoistym pierwiosnkiem tych zmian był zakup dronów Bayraktar TB2. Sam zakup był oczywiście przygrywką, ponieważ właściwym krokiem było użycie bojowe tychże dornów przez stronę Ukraińską. I tutaj w zasadzie zaczynają się problemy. Do tej pory bowiem Ukraina była bezbronna wobec bardzo precyzyjnej i dalekosiężnej artylerii rosyjskiej. Skoordynowany atak potrafił niszczyć całe jednostki i dewastować wręcz morale chętnych do walki ojczyznę Ukraińców.

Oczywiście między bajki można włożyć opowieści o tym, że to „pospolite ruszenie” z samozwańczych republik prowadziło tak celny i skoordynowany ogień. Same lufy mogły stać na terenach tychże republik, ale obsługiwać i koordynować musieli to starzy wyjadacze, czyli zielone ludziki. Zwłaszcza jeśli grzmoci się amunicją precyzyjną w sposób godny mistrzów tego fachu.

Po zakupie dornów sytuacja na Ukrainie zaczęła się zmieniać. Przy pomocy ataku z powietrza Kijów zneutralizował jeden z takich trwających ostrzałów, czyli kopnął w karciany stolik w kasynie. Do tej pory lotnictwo niespecjalnie bowiem brało udział w walkach. Wprowadzenie do walki nowoczesnych dronów zmieniło sytuacje Ukrainy nieco na korzyść Kijowa.

bayraktar tb2 w bazie
Drony Bayraktar TB2 odmieniły nieco zasady gry na wschodzie Ukrainy. Źródło: Baykar

Drony to nie wszystko. Co jeszcze wpływa na sytuację na Ukrainie?

Kolejnym klockiem układanki są FGM-148 Javelin. Dla nieobeznanych w temacie to takie ręczne kierowane pociski przeciwpancerne. Oczywiście dywizji pancernej nie zastąpią, a by wyjść z nimi przeciwko nacierającym czołgom, trzeba mieć wiecie co, z wiecie czego, ale… nie było takich pocisków, a są.

Do tego dochodzi stała aktywność sił NATO na Morzu Czarnym. Zresztą przykłady można by mnożyć, ale nie w tym rzecz. W związku powyższym w Rosji siłą rzeczy zaczynają kalkulować. Musi im wychodzić, że jak tak dalej pójdzie to przewaga, jaką cieszą się teraz, dalej będzie się zmniejszać. Oczywiście miejmy zrozumienie i przykładajmy odpowiednie miary. Nikt nie twierdzi, że nagle Ukraina stanie się potęgą zdolną spuścić Putinowi łupnia. Chodzi tu po prostu o zmianę sytuacji na Ukrainie na niekorzyść Moskwy, z zachowaniem jej drastycznej przewagi, ale w mniejszej skali, a nie odwrócenie potencjałów.

Jednakże już samo obniżenie możliwości eskalacyjnych poprzez wprowadzanie nowych typów uzbrojenia po stronie ukraińskiej może być dla Rosji powodem do działania. Czas ucieka, a w tle toczy się większa gra.

Javelin a sytuacja na Ukrainie
Pociski Javelin są mocna kartą przetargowa w rękach Ukrainy i Rosja musi się z nimi liczyć. Źródło: US DoD

Sytuacja na Ukrainie jako karta przetargowa w geopolitycznej grze?

Sytuacja na Ukrainie może również być swoistym asem w rosyjskim rękawie. Okazją do pokazania, ile Rosja jeszcze znaczy, ile można znaczyć i jakie chce mieć miejsce przy stole. To, że siadamy do stołu, nie podlega chyba już dyskusji, prawda? My to znaczy duże misie, a nie Polska. Przed nami partia pokera o najwyższą stawkę. Przy stole siedzą już Stany Zjednoczone i Chiny, by nie było tak łatwo, trwa napychanie rękawów asami, a wokół stołu krążą akolici jednych i drugich. Trzecim do tej partyjki mogłaby być Rosja, ale nikt nie wie, co też tam na Kremlu wymyślą. Z kim pójdzie Moskwa, to dziś jedna z największych zagadek.

Stany Zjednoczone odpuściły Europę, Niemcy jeszcze jej dobrze nie przejęły, a więc Rosja pokazuje, na co ją stać. Poza tym z Niemcami łączą ją koleżeńskie stosunki. Więcej powinien wiedzieć o tym pan Gerhard Schroeder. Za darmioszkę stolców w Nord Stream 2 AG się nie dostaje.

Francja też ma od dawna dość kordialne stosunki z władcami Kremla, co pokazały ostatnie telefony, więc w sumie nie ma komu wymachiwać mocnym kijem. Brytyjczycy obrócili się już na USA i morze, więc wydaje się, że Rosja może trochę po wywijać.

Wojna informacyjna przygrywką do prawdziwych działań?

Pierwsze strzały jeszcze nie padły, ale wojna informacyjna  już trwa. W szranki stanęły wrogie sobie obozy serwujące nam swoje własne wizje rzeczywistości. Jak zwykle cierpi na tym prawda i szary człowiek, którego w ostatnich akordach wciska się w mundur i wysyła na front. Czy sytuacja na Ukrainie doprowadzi nas do takiego smutnego końca?

Nie ma co popadać w panikę, kopać ziemianki i larum grać, ale z drugiej strony przezorny zawsze ubezpieczony. Dla lubiących ultra przezorność mamy nawet specjalny poradnik o miejskim sruvivalu i tekst o plecaku ucieczkowym.

Dla mniej zachowawczych nic też nie stoi na przeszkodzie, by w baku mieć pół baku lub pełen, a nie rezerwę, w domowej apteczce zapas zażywanych stale leków na dwa miesiąc, a nie na tydzień. W domowej spiżarce też nie zawadzi mieć zachomikowane coś na ząb. Żaden z tych kroków nie wpłynie negatywnie na nasz budżet w długim terminie. Paliwo i tak wypalimy, leki zażyjemy, a jedzenie zjemy, gdy się nie przydadzą, bo sytuacja rozejdzie się po kościach.

Pamiętajmy bowiem, że skoro nawet na Geex rozpisujemy się sążniście o całej sprawie, to przecież może już być musztarda po obiedzie i wszystko jest już ustalone lub w najgorszym wypadku niebawem będzie. Trwać może tylko ostatnie rozdanie w tej partii i dogrywanie zysków i strat i tego wszystkim z całego serca życzymy.

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat