Sytuacja na Ukrainie na koniec stycznia 2022

Ani się obejrzeliśmy, a minął nam pierwszy miesiąc 2022 roku. Sytuacja na Ukrainie niestety, zamiast się polepszać, ulega pogorszeniu. Rosjanie dokładają kolejne klocki do układanki i prawdę powiedziawszy, nie wiemy, co zrobią. Jedno jest pewne. Nie czekają w sposób bierny na reakcję tzw. Zachodu, ale robią swoje. Dokąd nas to zaprowadzi?

Podsumowanie dotychczasowych działań w związku z sytuacją na Ukrainie

Podstawowy zarys sytuacji na Ukrainie opisaliśmy już jakiś czas temu i wydaje się, że od tego czasu niewiele w ogólnym ujęciu się zmieniło. Granice nadal są tam, gdzie były, rzeki płyną tam, gdzie płynęły, a terytoria pod kontrolą Ukrainy i Rosji pozostały bez zmian. Z granicy Ukrainy i Białorusi nadal jest tak samo blisko do Moskwy i stąd krajów tych Rosja nie odpuści.

Niemcy dalej utrudniają transporty broni na Ukrainę, ale by przykryć realne działania, zaoferowały dostawę 5000 hełmów… Jest to wyraźny sygnał dla Moskwy, że niepisany sojusz ma się dobrze. Na papierze Niemcy nie wysyłają broni w rejony konfliktu i tej linii trzyma się Berlin. Niemcy niby coś robią, ale bądźmy poważni. Jest to czysta pokazówka, gdyż Ukraina hełmów ma dosyć i tego typu zagrywki tylko potwierdzają, że Kijów być może został już przehandlowany.

Tymczasem Rosjanie w drugiej połowie stycznia wyprowadzili swoje okręty desantowe z portów na Bałtyku. Aktualnie znajdują się one już na Morzu Śródziemnym i wszystko wskazuje na to, że nie płyną „na pusto” i że udają się na Morze Czarne.

Jedyny poważniejszy ruch sprzętowy Zachodu, jaki mogliśmy zaobserwować, to wysyłka pocisków NLAW przez Wielką Brytanię. Odbyła się ona w dziwnych okolicznościach z pominięciem terytorium Niemiec. Jakby tego było mało, te blokują przekazanie haubic D-30 na Ukrainę, które chciała zrealizować Estonia, gdyż należały one kiedyś do NRD i Niemcy nadal mają w ich sprawie blokujący głos. By nie było tak tragicznie, państwa Bałtyckie dostały zielone światło na transfery uzbrojenia od USA. Na Ukrainę trafić mają pociski.

Skoro już jesteśmy przy Stanach Zjednoczonych to prezydent tego kraju po spektakularnej gafie (czy aby na pewno gafie?), która nie powinna mieć miejsca, szumnie zapowiada twardą postawę. Już pojawiają się informacje, że ewentualne sankcje nie powinny być nałożone tak, by ucierpiała na tym światowa gospodarka. Czytaj, giełdy w USA są w ciężkiej sytuacji.

W kwestiach gospodarczych Niemcy (kurczę ciągle te Niemcy, widać dużo od nich zależy…) z kolei kontynuują swoją strategię robienia tak, by nic nie zrobić, i zapowiadają, że Nord Stream 2 będzie certyfikowany najwcześniej w czerwcu. Nie łudźmy się jednak. Zielone marzenia będą napędzane kolorem błękitnym pochodzącym z Rosji i w Berlinie tylko markują srogą postawę.

Patrząc szerzej, musimy zwrócić uwagę na oficjalne decyzje z ostatnich dni o wycofywaniu rodzin dyplomatów i podniesionym zagrożeniu dla wszystkich placówek. Ewidentnie widać, że wchodzimy na kolejny szczebel. Dość jednak patrzenia ku zachodowi. Rzućmy okiem na to, co robi Rosja, ponieważ dzieje się tam dużo.

Rosja nie próżnuje i dalej się szykuje

Tak to w sumie można jednym zdaniem określić. Póki co nie ma sygnałów o zahamowaniu gromadzenia sił na terenach okalających Ukrainę. Można natomiast zauważyć dalszą ich rozbudowę. Już jakiś czas temu sygnalizowaliśmy, że podciągane są jednostki logistyczne. To od nich zależy powodzenie działań operacyjnych. Same czołgi daleko bez wojskowych łańcuchów dostaw nie zajadą. Tak się jakoś wygodnie składa, że na terenie Białorusi Rosjanie mają odpowiednie składy materiałowe, które w przypadku ataku z północy będą jak znalazł.

Ostatnią ważną informacją były doniesienia o gromadzeniu zapasów krwi i środków medycznych w pobliżu granicy z Ukrainą. Takich manewrów raczej nie wykonuje się dla zabawy. Na miejscu są też jednostki medyczne, więc wszystko się powoli zazębia.

Coraz więcej żołnierzy na granicy z Ukrainą

Poza samym sprzętem przesuwani się też żołnierze, co widać na zdjęciach satelitarnych. Jak zauważa Konrad Muzyka, w rosyjskich punktach koncentracyjnych „ktoś włączył ogrzewanie”. Dotychczas białe namioty i pojazdy przysypane śniegiem widać na zielono.

Może to być jasny sygnał, że Rosjanie metodycznie kontynuują swoje działania, a równie dobrze „pięciu chłopa” może biegać między namiotami i kontrolować temperaturę. Rosja lubuje się w takich akcjach i ma doskonałą świadomość tego, że pół świata obserwuje to, co dzieje się w regionie przez narzędzia OSINT.

Aktualnie w pozycjach do ataku znajdować ma się około 75 batalionowych grup taktycznych, czyli podstawowych jednostek używanych na nowoczesnej wojnie. Jest to swoisty filar rosyjskich wojsk lądowych.

Wydaje się również, że Rosjanie obsadzili lotniska zapasowe w regionie i mają je gotowe do działania. W kierunku Ukrainy zmierzać ma również sprzęt lotniskowy niezbędny do obsługi statków powietrznych, czyli mamy do czynienia z kolejnym puzzlem, który zaczyna pasować do obrazka.

Na koniec prawdziwy smaczek, czyli jednostki logistyczne odpowiedzialne za budowę rurociągów paliwowych. Te też podobno jadą w kierunku potencjalnego przyszłego teatru działań wojennych.

O takich systemach jak S-400, Pancyr, Iskander nawet nie ma co pisać. Oczywiste, że są w pobliżu.

Wojna paszportowa

Jakby tego było mało, Rosjanie chcą również umożliwić wstąpienie do swojego wojska mieszkańcom samozwańczych republik, powstałych na wschodzie Ukrainy. Szybka procedura obejmowałaby obywatelstwo i już będzie można wskoczyć w kamasze. Do tej pory w regionie wydano ponad milion rosyjskich paszportów. Jak nietrudno się domyślić, za chwilę może się okazać, że na Ukrainie walczą wojska ukraińskie z byłymi Ukraińcami, którym Rosja tylko „pomaga”.

Inna opcja to ochrona rosyjskich obywateli na terenach obu republik. Niezależnie od tego, co się stanie, zasadnicze pytanie jest jednak takie: co zrobi Ukraina, jeśli Rosja wprowadzi swoje siły zbrojne do ochrony nowych obywateli. Jeśli nic, to na tym „awantura” może się skończyć, a jeśli zareaguje zbrojnie, to konflikt może rozlać się dalej.

Nie od dziś wiadomo, że Rosji najbardziej zależy na połączeniu lądowym z Krymem. Taki scenariusz rysuje m.in. dr Leszek Sykulski i nie sposób odmówić mu logiczności. W planie maksimum natarcie mogłoby wyjść z Białorusi, z terenu samozwańczych republik, z terenu Rosji, z Krymu i w wyniku szybkich działań Moskwa mogłaby zabezpieczyć sobie korytarz do swoich baz morskich na Półwyspie Krymskim.

Jakby tego było mało, to jest jeszcze Naddniestrze. Gdyby wykorzystać potencjał tego regionu, to za chwilę może się okazać, że Ukraina byłaby całkowicie odcięta od Morza Czarnego. Trudno dziś rozszyfrować, który scenariusz zostanie wdrożony i jak potoczy się sam ewentualny atak. A może całość przebiegnie zupełnie inaczej? Powyższe scenariusze są bowiem oczywiste, aż za oczywiste jak na nasz gust.

Media społecznościowe na wojnie

Analizy ekspertów OSINT opierają się na dostępnych danych satelitarnych i oficjalnie publikowanych informacjach, ale coraz bardziej wykorzystują również media społecznościowe. Oczywiście takie dane traktuje się z dużą ostrożnością, ale nie sposób ich pomijać. Czasem to zwykli ludzie wrzucą mijany konwój ciężarówek, który wiezie sprzęt do tej pory nierejestrowany podczas przerzutu.

Innym razem ktoś nagra kolejny skład kolejowy jadący ze wschodu na zachód i uda się rozpoznać nieprzerzucaną wcześniej jednostek. Jakaś żona wrzuci zdjęcia męża mobilizowanego na wschodzie Rosji. Wszystko to razem pozwala budować coraz pełniejszy obraz sytuacji, a wszystko to bez dostępu do informacji niejawnych.

Tutaj pojawia się jednak ryzyko wykorzystywania ich przez drugą stronę. Zdjęcia na Twitterze, czy Telegramie, filmiki na YouTube, czy Tik Toku mogą być sterowane, inspirowane lub wręcz fałszywe. Mogą być też całkowicie prawdziwe, ale ich celem może być odwrócenie uwagi od zasadniczych kwestii, którą Rosjanie chcą ukryć.

To czego nie widać

Na Geex boimy się raczej tego, czego nie widać. Cała reszta jest już dobrze rozpracowana i sensownie oszacowana. Wiemy, że siły na Białorusi mogą ruszyć na południe, ale wiążą też NATO od zachodu i trzeba się z nimi liczyć, wiemy o wojskach na Krymie i tych zgromadzonych przy granicy. Zasadnicze pytanie, jakie winniśmy sobie zadawać to: czego nie wiemy?

Jakim bowiem zaskoczeniem byłoby zrealizowanie któregokolwiek z oczywistych scenariuszy. Na nie na pewno szykują się w Kijowie i w siedzibie NATO, a Rosja, jeśli ruszy, to niespodziewanie i zadziała inaczej, niż można się domyślać. Taki ruch da im bowiem przewagę operacyjną.

Na pewno czegoś nie widzimy, ponieważ Rosjanie umieją się maskować i wykonywać swoje ruchy tak, by schowały się pod przysłowiowym radarem. Pytanie, czy chowają się również przed oczami służb, bo to, że biały wywiad nie widzi wszystkiego, jest raczej pewne.

Niezależnie od tego, co już wiemy, a czego nie wiemy, ewentualnych działań należałoby się spodziewać przed roztopami. Czas ucieka. Niestety pojawiają się pogłoski o nowym sojuszu Wielka Brytania – Ukraina – Polska. Zgadnijcie czyimi rekoma dzielni synowie Albionu będą z daleka realizować swoją politykę?

kod rabatowy kpt-geex do sklepu combat
Źródła:
  • https://nitter.net/konrad_muzyka
  • https://polskatimes.pl/donbas-paszporty-prowokacja-tak-moze-wygladac-inwazja-rosji/ar/c1-16008167
  • https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-reuters-rosja-sprowadza-zapasy-krwi-na-granice-z-ukraina,nId,5800295#crp_state=1
  • https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ukrainskie-media-w-tym-tygodniu-moze-byc-ogloszony-nowy-sojusz-W-Brytania-Polska-Ukraina-8269056.html