RuStore dołącza do grona rosyjskich alternatyw dla systemów zachodnich

Wojna rozpętana 24 lutego trwa i nie zanosi się, by miała szybko się skończyć. W związku z tym, że masowo nakładane na Rosję sankcje utrudniają życie zwykłym obywatelom tego kraju, władze i lokalne firmy starają się jakoś łatać powstałe luki. Czasem lepsze, czasem gorsze, ale jakieś zamienniki powstają. Kolejnym antidotum na odcięcie od Zachodu ma być RuStore, czyli sklep z aplikacjami na telefony z Androidem. Przyjrzyjmy się bliżej całej sytuacji.

To nie pierwsza akcja tego typu

Rozjazd interesów Rosji i Zachodu jest obserwowany już od jakiegoś czasu. W Moskwie przygotowywali się do tego, co właśnie obserwujemy od dawna i jest na to kilka dowodów. Opracowali swój zamiennik systemu SWIFT i pracują nad bezbolesną integracją lokalnych rozwiązań z koncepcjami chińskimi, gdzie swoją drogą też pracują nad chińskim swiftem.

W Rosji opracowano również lokalny system operacyjny dla komputerów i laptopów bazujący na Linuksie. Dla telefonów sięgnięto po rozwiązania firmy Jolla, ale ta po rozpoczęciu agresji zerwała współpracę. Można jednak przypuszczać, że w Rosji jest dość zdolnych programistów, by pociągnąć temat dalej, a chińskie fabryki to i owo w kwestii sprzętu im wyprodukują.

Jak zatem widać, jakoś tam sobie próbują radzić. Wszystkie wspomniane „patenty” są dalekie od oryginałów, ale działają. Pytanie, czy starczy Moskwie „pary”, by doprowadzić je do jako takiej sprawności. Chiny pokazały, że da się to zrobić, ale potrzeba na to sporych zasobów. Czy Rosja takowe ma jest sprawą dyskusyjną, ale nie skreślalibyśmy jej tak od razu już na samym starcie. Poczekajmy na rozwój wypadków.

RuStore, czyli kolejny sklep. Czy zrewolucjonizuje rynek w Rosji?

Wydaje się, że będzie mu trudno (ale ma pewne szanse, o czym później), gdyż dołącza do wesołej kompanii alternatyw dla Google Play Store (dla App Store technicznie nie ma takiej możliwości), która już w Rosji funkcjonowała. Dlaczego tak się w ogóle stało?

Ano dlatego, że po wydaniu rozkazu do ataku na Ukrainę bardzo szybko zlikwidowano Rosjanom możliwość pobierania płatnych aplikacji, aktualizowania już posiadanych i ogólnie zatruto im życie. Jak wiadomo, bez smartfona ani rusz, więc coś trzeba było zrobić. Z wyjaśnieniem całego rosyjskiego sklepowego galimatiasu spieszy niezawodna tuba propagandowa Kremla, czyli RIA Novosti. Przyjrzyjmy się zatem tej wesołej kompanii, odsiewając propagandę, i wyciągając z prezentujących informacji interesujące nas skwarki.

RuMarket         

Platforma ruszyła w połowie kwietnia za sprawą niejakiego Anatolija Smorgońskiego z firmy Gett. Na starcie sklep liczył sobie 20 aplikacji, a teraz ma podobno około 70. Nie sprawdzaliśmy, ponieważ boimy się zapuszczać w takie odmęty rzeczywistości wirtualnej. Sama RIA przyznaje, że całość jest niedopracowana i momentami kulawa i nie ma w niej takich lokalnych rodzynków jak Sberbank i oprogramowanie firmy Yandex, czyli mówiąc krótko brak tam podstawowych narzędzi.

NashStore

Swojsko dla nas brzmiąca nazwa NashStore jest kolejnym alternatywnym sklepem na telefony z Androidem. Stan aktualny tego tworu nie znamionuje jednak świetlanej przyszłości dla potencjalnych użytkowników. Pod względem liczby dostępnych aplikacji sytuacja nie jest o wiele lepsza od RuMarket.

Za powstaniem NashStore stać ma organizacji non-profit Digital Platforms. Platforma została otwarta dla programistów 9 maja, a tydzień później wypuszczono wersję „dla ludu”. Jak informuje RIA Novosti, w aplikacji zarejestrowało się – tak, system wymaga rejestracji – 657 tysięcy ludzi oraz wykonano 1,3 miliona pobrań aplikacji. Niby niewiele, ale mimo wszystko jakiś ruch Rosjanie tam wygenerowali. Realnie dostępnych dla użytkownika aplikacji ma być kilkaset, ale organizacji odpowiedzialna za sklep mówi o liczbie ponad tysiąca. Szału zatem nie ma, ale jakiś postęp z kronikarskiego obowiązku odnotować wypada.

RuStore

RuStore, czyli najnowsze dziecko rosyjskiej myśli technicznej, wystartowało 25 maja w wersji beta. W przeciwieństwie do poprzednich sklepów za tym stoją zawodnicy wagi ciężkiej. Frontmenem jest VK (czyli jedna z największych rosyjskich sieci społecznościowych), a wspiera ją 10 największych rosyjskich firm z branży IT. Wśród nich wymienić można choćby Kaspersky Lab, która będzie odpowiedzialna za moderowanie i bezpieczeństwo platformy.

Jakby tego było mało, we wszystko zaangażowane jest również rosyjskie Ministerstwo Cyfryzacji. Widać zatem jasno, że o ile poprzednie dwa sklepy to kpina z poważnych ludzi, to ten wygląda na przemyślaną akcję.

Programiści zapowiadają podłączenie systemu płatności, oceny aplikacji i powiadomień push. Sklep ma mieć wsparcie 24/7 zarówno dla programistów, jak i dla użytkowników zapewnianie przez centrum pomocy VK.

Liczba aplikacji nie powala, gdyż RIA Novosti doliczyła się około setki, ale tym razem w liczbie tej są te najczęściej używane w Rosji, więc szykuje się dobry start.

Czy RuStore to ostatni as w rosyjskim rękawie?

Zakładamy, że nie. Uważamy, że będzie to lokalna marka, dzięki które da się utrzymać podstawowe usługi, ale w zanadrzu Rosjanie mają jeszcze sojusznika. Są nim oczywiście Chiny, które już coś podobnego przerabiały. Huawei ma już nie tylko swój własny sklep, ale nawet cały ekosystem usług i nie wiadomo, czy Rosjanie jakoś tego wszystkiego nie pożenią. Poza tym użytkownicy mogą zresztą sami zainstalować sobie App Gallery i obejść przynajmniej część restrykcji.

Gdyby tak faktycznie zaczęło się dziać, to można spodziewać się podniesienia rabanu na świecie, ale czy przyniosłoby to jakikolwiek skutek, to trudno powiedzieć. Jak by ta cała heca się nie skończyła, jest to kolejny krok do podziału świata na naszych i onych. Cyfrowa Żelazna Kurtyna ma się dobrze i jest wzmacniana z obu stron, a linia po której przebiega, nie jest dla Rosji wcale taka niekorzystna. Jeśli utrzyma się sojusz na linii Moskwa-Pekin, a New Delhi i cały łańcuszek państw pozostanie przychylnie neutralnych, to informacje o rychłej śmierci państwowości rosyjskiej mogą okazać się przedwczesne.

Źródło:
  • https://ria.ru/20220527/magazin-1790916822.html